Mówił wolno tę sakramentaln± formułę, powtarzan± już wielokrotnie. .
na Leningrad. V~' listopadzie tego roku objął dowodzenie Grupą Armii .,Don", która .
- Panowie, co robicie! Matylda jutro padnie trupem na miejscu. - Co pani może powiedzieć o tym meblu? - spytał stanowczo kapitan. .
i przede wszystkim chce w nas widzieć prawdziwego mężczyznę. Jeśli usiłuje się do tego nie przyznawać i ględzi rozmaite głupoty o wyższośći intelektu nad mięśniami, symuluje obojętność seksualną, pcha nam w usta kaszkę na mleku jako produkt zdrowotny i dietetyczny, eksponuje, pozornie niedbale, .
- Przyjechał prokurator - powiedziała tajemniczo. - Jest w gabinecie i magluje Witka. Młody i cholernie przystojny. O, to ten!... Wszystkie trzy spojrzałyśmy z zainteresowaniem na wchodzących do przedpokoju facetów, bo słowo "prokurator" zawsze brzmi gromko w uszach każdego, nawet najbardziej niewinnego obywatela. Spojrzałyśmy - i oko nam zbielało! Razem z porucznikiem w mundurze i znanym nam już kapitanem wszedł jeszcze jeden, wysoki, szczupły, czarny, z niebieskimi oczami, w czarnych spodniach i czarnej koszuli. Pomimo intensywności kolorów nie miał w sobie nic agresywnego, był łagodnie piękny. Nieznaczna asymetria twarzy dodawała mu wdzięku i sprawiała, że ta zbytnia łagodność była jednak męska. A przy tym miał niebieski ślad po goleniu. Stałyśmy akurat pod przeciwległymi drzwiami, wprost na widoku, wszystkie trzy jakoś wyjątkowo porządnie uczesane, wszystkie niewątpliwie interesujące, i co najważniejsze, każda inna. Czarna, ognista, dysponująca pełnią kształtów Monika, szczupła, jasnowłosa, zielonooka Anka, no i ja, coś pośredniego między nimi, ale też nie taka ostatnia. Prokurator spojrzał i chociaż oblicze jego wyrazu nie zmieniło, to jednak w oczach zapłonął mu blask, dobrze mi znany. Nie było wątpliwości, stuprocentowy mężczyzna! - O, cholera... - szepnęła Monika z głębokim uznaniem. .
- Doigrał się pan! - rzekł dosadnie. - A przy .
.
i ograniczone bylo do tradycyjnych metod ludowych. .
- Czemu nie? - odpowiedział. Chuny Szaja podniósł się na łokciu. - No i pomyśl - powiedziałem do Chuny - i takiego dziewczyna kocha. - A może by ty nas tam do niej zaprowadził. Co? - spytał Chuny. Zaświtała nam w głowie jedna równocześnie myśl. - Jej tu w tym rejonie nie ma - powiedział tajniak. .
nie ma miejsca dla ludzi z zamkniętymi dłońmi. Tam trzeba .
osobistego pożądania jej owoców, jest to również wspaniała joga. .
- Nie, trzyma się za głowę - odparł rzeczowo Wiesio, który był już w naszym pokoju i widać postanowił sobie na wszelki wypadek trwać przy ścisłej prawdzie. Pan w cywilu zwrócił się znów do Witka: - Proszę spowodować powrót wszystkich na swoje miejsca. Chciałbym zobaczyć biuro w normalnym stanie. W normalnym stanie rzadko kto siedział na swoim miejscu, ale skoro on to sobie tak wyobrażał, to nie mieliśmy zamiaru wyprowadzać go z błędu. Poganiani przez Witka, który nagle zrobił się demonstracyjnie praworządny, ruszyliśmy ku drzwiom, podtrzymywani na duchu nadzieją, że jeśli coś ciekawego zdarzy się w innym pomieszczeniu, współpracownicy niewątpliwie nam to przekażą. Na razie nasz zespół był wygrany z. uwagi na usytuowanie Janusza. Posłusznie weszliśmy do siebie. Nikt z nas nie pamiętał o jednym skromnym drobiazgu. Nie dalej jak poprzedniego dnia opętany chandrą Leszek namalował monstrualnych rozmiarów obraz na wielkiej płycie pilśniowej. Cały dzień nic innego nie robił, tylko malował. Znaliśmy już jego nastroje i nawet Witek, widząc jego zajęcie, nic nie mówił, machnąwszy ręką z rezygnacją, bo wiedział, że i tak w tym stanie ducha żadnego pożytku by z niego nie było. Obraz, utrzymany w żywych kolorach, przedstawiał potworną mordę z wyszczerzonymi zębami, do której była doczepiona figura, mająca zapewne wyobrażać kobietę. W dole obrazu znajdowało się coś, co przypominało zmaltretowanego, klęczącego osobnika płci męskiej, z gębą zwyrodniałego kretyna, w którego głowę kobieta owa wbijała wielki gwóźdź. Jakby mało było tej makabry, po opuszczonej ręce kobiety zbiegały w dół, do klęczącego osobnika całe stada białych myszek. Straszliwe to dzieło stało oparte o ścianę na wprost naszych drzwi wejściowych. Pan w cywilu wszedł i zatrzymał się nagle, bowiem pierwszą rzeczą, na jaką padło jego oko, był właśnie ów obraz. Wbrew naszym nadziejom nie krzyknął i nie uciekł, przybladł tylko nieco i przez dobrą chwilę nie mógł wydobyć z siebie głosu. Wreszcie odetchnął głęboko, oderwał wzrok od wstrząsającej dekoracji, rozejrzał się po pokoju i dostrzegł Janusza. Obok Janusza, przede mną, znajdowało się puste miejsce nieobecnego Witolda, który siedział na desce. Brzmi to nieco dziwnie, ale jest faktem. Twierdził, że ma jakiś szczególny gatunek reumatyzmu, który pozwala mu zginać nogi tylko pod jednym określonym kątem, a każdy inny kąt wygięcia powoduje nieznośne bóle w kolanach. Zwykłe krzesła, stojące na podłodze, były za niskie do stołów kreślarskich, nasze kręcone krzesła, odpowiednio wysokie, siłą rzeczy zmieniały mu ów kąt w nogach, wobec czego położył na podłodze deskę kreślarską, na niej postawił zwykłe krzesło i tak siedział. Kąt miał, wysokość miał i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że deska pod stołem, prawie niewidoczna, ale za to wystająca, tworzyła coś w rodzaju niskiego stopnia, o który się każdy potykał. Z szalonym zaciekawieniem przyglądaliśmy się teraz, czy panu w cywilu uda się uniknąć tej pułapki, czy nie. Otrząsnąwszy się z wrażenia wywołanego arcydziełem Leszka, nie spodziewając się zapewne już niczego gorszego podszedł do Janusza i zatrzymał się przy jego stole. - To pan znalazł zwłoki? - pytał. Janusz trwający dotąd w niezmienionej, dramatycznej pozycji, podniósł głowę i rozejrzał się błędnie wokoło. - Nie ma pan papierosa? - spytał. Wyglądało na to, że treść słów przedstawiciela władzy jeszcze do niego nie dotarła. Przedstawiciel władzy westchnął ciężko, wyjął papierosy i obaj zapalili. - Pan się o coś pytał? - ocknął się nagle Janusz. .
- Przepraszam. - Decker odezwał się do Beth. - Muszę iść do toalety. Przecisnął się obok pary siedzącej obok niego i zniknął w ciemnościach. Gdy znalazł się na opustoszałym balkonie, natychmiast rzucił się biegiem. Jednocześnie lustrował oświetloną przez księżyc przestrzeń poniżej, ale nie dostrzegł we foyer nikogo z drużyny obserwacyjnej. Nie było czasu na dokładność. Znowu ogarnął go gniew, jaki odczuwał w Rzymie. Chciał dopaść McKittricka, przycisnąć go do ściany i zażądać wyjaśnień, co tu się dzieje. Gdy biegł wzdłuż ściany budynku opery, męczeńska muzyka rozbrzmiewała w pustynnej nocy. Decker liczył, że zagłuszy jego spieszne kroki na betonowych stopniach. Nagle ostrożność wzięła górę. Zwolnił. Trzymając się blisko ściany, przekradł się obok toalet i wpatrywał się w cienie koło bufetu; ostatnie miejsce, gdzie widział McKittricka. Nie było tam nikogo. Jak mogłem ich nie zauważyć? - pomyślał. Gdyby ruszyli wzdłuż ściany opery, wpadlibyśmy na siebie. Chyba że mieli miejsca w amfiteatrze, uświadomił sobie Decker. Albo usłyszeli, że się zbliżam, i się ukryli. Gdzie? W toalecie? Za bufetem? Za murem, który odgradza amfiteatr od pustyni? Mimo muzyki grzmiącej z amfiteatru, usłyszał jakieś odgłosy za spowitymi nocą piniami po drugiej stronie muru. Czy McKittrick i ten drugi obserwują mnie stamtąd? Po raz pierwszy Decker poczuł się zagrożony. Ukucnął tak, żeby się skryć za niskim murkiem. Przyszło mu do głowy, żeby przeskoczyć przez ściankę i pognać za tymi odgłosami. Natychmiast jednak pomyślał, że za murkiem panuje głębsza ciemność i byłoby to dla niego taktycznie niekorzystne, a odgłos jego kroków ostrzegłby McKittricka. Jedynym rozwiązaniem było popędzić chodnikiem obok amfiteatru i czekać z przodu, aż McKittrick i jego partner wyłonią się z pustyni. A może po prostu pójdą na parking i odjadą? A może te szmery to odgłosy łap dzikich psów? A może, do diabła, powinienem sobie przestać zadawać pytania i zażądać w końcu jakichś odpowiedzi. .
To jak jest z Tobą? Czy Ty też jesteś w stanie spojrzeć na siebie od tej strony tylko przez pryzmat za grubych nóg (jeśli jesteś kobietą) albo zbyt słabo umięśnionej klatki piersiowej (jeśli jesteś mężczyzną)? A Twoje piękne oczy? A wyrazista, ładna twarz, niepowtarzalna, jedyna na świecie? A ręce, które na pewno chciałby malować któryś ze starych holenderskich mistrzów albo rzeźbić Wit Stwosz? .
- No i co będzie?! - wrzasnął McKittrick. - Masz zamiar czekać, aż się upieczesz? Czy masz dość ikry, żeby spróbować mnie dopaść? Tak, dopadnę cię, pomyślał Decker ze złością. McKittrick sam ułatwił Deckerowi zadanie. Ostatnia bomba wyrwała w dachu dużą dziurę. Decker ruszył w tamtą stronę przez kałuże, czując obezwładniający podmuch gorąca z dachu za sobą, dopadł do ciemnej wyrwy i wskoczył do środka. Spadł na stół, który załamał się pod siłą upadku, stoczył się na wyściełane krzesło, które nie utrzymało jego ciężaru, i Decker poturlał się na zasłaną gruzem podłogę. Kotary w pokoju były zaciągnięte i panowała niemal absolutna ciemność - tak mu się przynajmniej wydawało. Poprzez dziurę w dachu usłyszał, jak McKittrick krzyczy: .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
STAROŚCINA .
Myślałem, że rodziny te są w jakiś sposób spokrewnione i łączy je wspólna .
Rażdy poziom troficz1 v 1 ny pobiera energię z poziomu niższego, zużywając około 90 procent pobranej energii na zaspokojenie własnych potrzeb. Gdy już to zrozumiesz, łatwiej ci będzie pojąć kilka faktów dotyczących cen żyw ości. Jeżeli, przechodząc na wyższy poziom troficzny, musisz dzielić energię przez 10, to zapłacisz za to dziesięć razy drożej. Na przykład wołowina kosztuje prawie dziesięć razy drożej niż taka sama wagowo ilość ziarna, ponieważ zwierzę przerabia na swoje mięso tylko 10 procent energii pobieranej z pokarmem, reszta energii jest zużywana na czynności życiowe zwierzęcia. 162 Koncentracja skażeń rośnie w miarę przechodze .
przemyślanymi słowami socjalizmu burżuazyjnego są .
.
- I co za czort tę wojnę rozpętał? - zastanawiała się głośno Kargulowa w przerwie między litaniami. .
sprawy. Kiedy czytamy, uczymy się, czy prowadzimy badania, .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
słuchała z ciekawo¶ci±, ze współczuciem, a w końcu żal jaki¶ nieokre¶lony zacz±ł .
Obserwacja wielu związków pozwala jednak stwierdzić, że postawy kobiet wobec ich partnerów dają się sprowadzić do następujących typów: .
szósta czakra to ajna: ajna oznacza porządek. W szóstym ośrodku jesteś uporządkowany, nigdy wcześniej. W szóstej czakrze stajesz się panem, nie wcześniej. Wcześniej byłeś niewolnikiem. W szóstej czakrze, cokolwiek wypowiesz, stanie się to, czegokolwiek zapragniesz, stanie się to. W szóstej czakrze masz wolę, nigdy wcześniej. Wcześniej wola nie istnieje. Ale jest w tym pewien paradoks. .
- Jego niemiecki paszport mam tutaj - wskazuje na kieszeń na piersiach. Zawsze noszę go przy sobie. Napisano w nim, że mój syn Jerzy jest księciem pruskim. .
Drugim krokiem prowadzącym do miłości jest nauczenie się przemieniania swych trucizn w słodycz... ponieważ wielu ludzi kocha, ale ich miłość jest bardzo skażona truciznami: nienawiścią, zazdrością, złością, chęcią posiadania. Tysiąc i jedna trucizna otaczają twą miłość. Miłość to coś delikatnego. Pomyśl tylko o złości, nienawiści, chęci posiadania, zazdrości - jak może miłość przetrwać? Przede wszystkim, ludzie zmierzają ku głowie i zapominają o sercu; tych jest większość. Jest też pewna mniejszość, która nadal odrobinę żyje w sercu, ale i ta mniejszość czyni inne zło: małe światło miłości jest u nich otoczone zazdrością, nienawiścią, złością, tysiącem i jedną truciznami. Wtedy cała podróż staje się pełna goryczy. Miłość to drabina między niebem i piekłem, ale drabina zawsze prowadzi w dwie strony - możesz wejść do góry, możesz zejść na dół. Jeśli będą trucizny, drabina sprowadzi cię w dół: wejdziesz do piekła, nie do nieba. Zamiast dostąpić pewnej melodii, twe życie stanie się jedynie hałasem przyprawiającym o mdłości, pomieszanym hałasem ruchu ulicznego, hałasem doprowadzającym jedynie do szaleństwa, natłokiem wielu hałasów bez żadnej harmonii. Będziesz trwać na samej krawędzi szaleństwa. .
2 listopada 1967, 21:30, Ririe, Idaho Dwóch Indian z plemienia Navajo, Willie Begay i Guy Tossie, jechali ciężarówką po autostradzie 26 w pobliżu Ririe, Idaho. Nagle, jak później opowiadali, oślepił ich gwałtowny błysk światła i tuż przed ich samochodem pojawiło się wiszące w powietrzu, małe UFO. Miało kształt dwóch talerzy, z których jeden przykrywał drugi. Średnica statku wynosiła około dwa metry, a grubość - siedem-dziesiąt centymetrów. Górny talerz był przezroczysty i było przezeń widać dwóch pasażerów Samochód świadków odmówił posłuszeństwa i zatrzymał się. Przez otworki, wirujące dokoła obwodu pojawiali się ludzie - około metra wzrostu, pomarszczona skóra. Mają plecaki i ciasne, jednoczęściowe kombinezony. Przezroczysta kopuła. Z przodu, błyskały jasne, pomarańczowe i zielone światła. Kopuła podniosła się i metrowy ufoludek podpłynął w powietrzu do kabiny ciężarówki, otworzył ją i wszedł do środka. Jego twarz pokrywała chropowata, pobrużdżona skóra, miał sterczące uszy, okrągłe oczy, szczeliniaste usta i ani śladu nosa. Ubrany był w biały kombinezon i miał duży plecak. Jakaś dziwna siła odholowała samochód na pobliskie pole. Begay wyskoczył i pobiegł w stronę pobliskiej farmy, goniony przez drugiego pasażera UFO. Pierwszy pozostał w kabinie i próbował porozumieć się z Tossie'm w świergotliwym, niezrozumiałym języku. Po powrocie drugiego obaj wsiedli z powrotem do UFO, które wystartowało i zygzakując odleciało, emitując płomienne, pomarańczowe światło z dołu pojazdu. Po piętnastu minutach powrócił Begay, przyprowadziwszy ze sobą rolnika Willarda Hammona i jego syna. Obaj Indianie pojechali następnie wraz z Hammonem na policję, by donieść o zdarzeniu. Przyznali, że pili piwo, ale inni świadkowie zgodnie stwierdzili, że nie wyglądali na pijanych. O 21:30 tej samej nocy na innej autostradzie do Ririe zaszedł podobny incydent. Ciężarówkę zatrzymało niewielkie UFO, lądując przed nią. Wyszedł z niego mały humanoid i próbował wejść do kabiny. Kierowca opowiedział później ufologowi C.R. Ricksowi, że udało mu się uciec napastnikowi. ("Idaho Pioneer", 7 grudnia 19671 UFO Investigator", wrzesień-październik 1969) Styczeń 1975, Nortb Bergen, New Jersey George O'Barski, właściciel sklepu z alkoholem, ale abstynent, jechał właśnie przez park North Hudson w North Bergen, New Jersey, około 3:00 pewnej ciepłej, styczniowej nocy, słuchając radia. Nagle sygnał radiowy zaczął cichnąć i pojawiły się dziwne zakłócenia. O'Barski usłyszał monotonny warkot z lewej strony samochodu. Nadleciał duży, jasny przedmiot, który zatrzymał się i zawisł w powietrzu metr nad ziemią. Pojazd był okrągły, o średnicy około dziesięciu metrów, od dołu płaski, o pionowych ścianach i wypukłym dachu, w najgrubszym miejscu osiągał grubość około trzech metrów. Dokoła niego rozmieszczone było dziesięć do dwunastu podłużnych pionowych okien. Całe otoczenie rozświetlone było światłem, padającym z okien. Z UFO wysunęła się drabina, otworzyły się drzwi i wyszło ośmiu do jedenastu metrowych karzełków, ubranych w kombinezony i hełmy. Zaczęli oni zbierać próbki gleby i pakować je do woreczków, a potem wsiedli z powrotem do UFO, które zaraz odleciało. Kiedy następnego dnia O'Barski wrócił do parku, znalazł w tym miejscu kilka dziur w ziemi, głębokich na piętnaście centymetrów, a szerokości dziesięciu centymetrów. W tym samym miesiącu nastąpiło w owej okolicy jeszcze kilka spotkań z UFO. w tym dwa potwierdzające bardzo dokładnie świadectwo O'Barskiego. Podejrzewa się, że opisane poniżej wydarzenia zaszły tego samego dnia co poprzednie, ale nie sposób tego udowodnić. William Pawlowski, portier hotelu Stonehenge, stojącego po przeciwnej stronie ulicy od parku North Hudson, był wówczas akurat na nocnej służbie. O 2:30 czy 3:00 12 stycznia zobaczył osiem do piętnastu jasnych świateł na ciemnym obiekcie, unoszącym się nad ziemią w parku. Pawlowski zatelefonował na policję. Podczas rozmowy usłyszał nagle wysoki, brzęk dźwięk i zobaczył, jak szklane okno hallu pęka przy podłodze, przy czym kawałek szkła wpadł do pomieszczenia. Wkrótce światła zniknęły. Pawlówski obliczył, że jakikolwiek pocisk czy siła, która mogłaby przelecieć nad murem parku i uderzyć w okno tuż nad podłogą, musiałaby mieć źródło kilka metrów nad ziemią, w parku. Co ciekawsze, nie-zależnie od O'Barskiego określił dokładnie ten sam punkt jako miejsce, nad którym unosiło się UFO (tak przynajmniej twierdzą ufolodzy Ted Bloecher, Budd Hopkins i Jeny Stoehrer). O trzecim poważnym incydencie poinformowała rodzina Wam-sleyów, której wszyscy członkowie niezależnie od siebie potwierdzili zauważenie UFO z kopułą i podłużnymi oknami, wydające głośny pomruk, które przeleciało nad ich domem o 21:30 (może właśnie 11 stycznia?) i zniknęło za budynkiem hotelu Stonehenge .
W ostatniej konkluzji Putrament dochodzi do wniosku, że jedyną dostępną .
Znał ich bardzo dobrze. Mieli ze sobą stare porachunki. Nie chciał teraz o tym myśleć. Byli na wakacjach. Dorota targała dwie torby, swoją i Skorpiona. Ten szedł przodem z rękami w kieszeni i narzekał. - Nienawidzę tłoku - zwierzał się Kobrze. - Przepędzić to robactwo za kanał. Nie będzie miejsca na skutery. Kobra zlitował się i odebrał jedną torbę od Doroty. Robert z Cleo szli na końcu. - Mówiłaś ojcu, że wyjeżdżasz? - zapytał niepewnie Robert. - Wiem, co mam robić - Cleo nie lubiła wcześnie wstawać, więc jej poziom uprzejmości sięgał dolnej strefy wyczerpania. - A co będzie, jak wszystkie pokoje są zajęte? - Robert zwrócił się do Biedrony. - Mamy stałą rezerwację - odparł ten z dumą w głosie. Dostali apartament. Cleo natychmiast zniknęła w łazience. Robert wyszedł na taras. Podszedł do barierki. W dole była plaża. Robert podziwiał niezwykły widok. Tysiące ludzi zagęszczonych na wąskim pasie miedzy morzem a wydmami starało się odpoczywać. Polskie i niemieckie stacje radiowe brzmiały tu jednocześnie. Krzyki dzieci, wycie motorówek i skuterów wodnych, a pod tym wszystkim cichy szum fal. Tu z tarasu piątego piętra nie wyglądało to groźnie. Taras był wspólny dla dwóch apartamentów. Cichy był jego sąsiadem. - Nic się nie martw - Cichy podszedł do barierki i stanął obok. - Hotel ma własną plażę. Spojrzał w dół w prawo pod wydmę. Żółty parawan ustawiony w prostokąt stanowił zamknięte ogrodzenie wewnątrz którego, kilkanaście osób w spokoju zażywało słonecznej kąpieli. Całe popołudnie spędzali na wodzie. Odpłynęli dalej od brzegu, żeby chwycić silny wiatr. Kobra był dobry na windsurfingu, ale nie na tyle, żeby ścigać się ze Skorpionem. Mieli dobry wiatr północno-zachodni. Nie wysoka, płaska fala dawała gładki ślizg. Tylko skutery były szybsze. Biedrona był mistrzem. Potrafił przy pełnej prędkości przeciąć drogę Kobrze przed żaglem i wejść w ostry zakręt, żeby wybić go z prędkości. Cichy z Iwoną raz po raz ratowali Roberta, który pierwszy raz w życiu miał na nogach narty wodne. Drugi raz już tankowali paliwo, ale Robert nie dawał za wygraną. W końcu odniósł sukces, bo przejechał prawie sto pięćdziesiąt metrów, do pierwszej nawrotki. Cleo została w kojcu. Tak nazywali wydzielony pomarańczowym parawanem fragment hotelowej plaży. Leżała na plastikowym leżaku i wpatrywała się w morze. Raz po raz Robert przemykał z okrzykiem rozpaczy w ślad za mknącą motorówką. Biedrona wykonywał najbardziej skomplikowane ewolucje na skuterze. "Można żyć" - pomyślała. Polska jej się podobała. Nie widziała nic poza Szczecinem i tą plażą, ale gdyby Robert zapytał ją ponownie, czy zostałaby tu jeszcze kilka miesięcy, to chyba by się zgodziła. To zabawne, bo tego samego dnia o to samo zapytał ją również jej ojciec. Bardzo mu zależało, żeby została z nim chociaż do Bożego Narodzenia. Gotów był spełnić każde jej życzenie. Wcale nie prosiła go o motocykl. Kiedy była w jego sklepie i usiadła na małej Virago, powiedział, że "towar dotknięty uważa się za sprzedany", a wieczorem chłopak ze sklepu przyprowadził zarejestrowany już motocykl z pełnym bakiem paliwa i modnym kaskiem. Była szczęśliwa i pierwszy raz w życiu rzuciła się mu na szyję. Stawali się sobie bliscy nadrabiając stracone lata. Byłaby równie szczęśliwa, gdyby zamiast motoru ofiarował jej cokolwiek. Skoro jednak był to motocykl, to zapytała o drugi kask dla pasażera. Zaśmiał się "mnie nie namówisz na motocykl. Jeździłem jak miałem dwadzieścia lat, na Jawie ale..." - "Myślałam o koledze" - zaśmiała się z nieporozumienia. Ojciec spoważniał. Nagle przypomniał sobie o ważnym telefonie. Wyszedł z pokoju i zamknął za sobą drzwi. Może trochę za głośno. Odwróciła się twarzą do słońca. .
- No to cześć, chyba się zobaczymy w Hogwarcie - pożegnał się z nim ten okropny nudziarz. Harry był trochę nieswój, kiedy jadł lody, które kupił mu Hagrid (czekoladowe i truskawkowe, posypane wiórkami orzechowymi). .
ze spiczastej głowy i z długich, ostro zakończonych uszów podobny był do .
- Musiałem to zrobić. Wyszedł z ciemności. .
wioska, do której trafił w wyniku kraksy, jasna wstęga szosy .
W naukach duchowych musimy pochwycić ideę indywidualności. Idzie .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
tradycyjnych klątw (75) na liberalizm, na państwo .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
krajach, z wyjątkiem Anglii obcy kapitał inwestycyjny odgrywał .
rezultaty. Głównym celem Anapansati jest jednak samo .
tych, .
Klasę wszystkich znaczeń przyporządkowanych wyrażeniom danego języka nazwijmy obszarem znaczeniowym tego języka. Załóżmy jeszcze, że język, na gruncie którego zostaliśmy zmuszeni przez dane doświadczenia do uznania sądu U, był językiem spójnym, lecz niekoniecznie zamkniętym. Przejście, które miało nas uwolnić od przymusu uznania sądu U wobec danych doświadczenia, polega na przejściu od obszaru znaczeniowego El, zawierającego sąd U i będącego częścią aparatury pojęciowej Bl, do obszaru .
.
jajka, który wy- potem zaś na próbę wyobraziłem sobie panów J. W., ~szył jeszcze mój~;H. C. M., M. ~~V. i innych moich najgorszych wrogów; .
II. System operacyjny DOS, .
znaczącej liczbie. .
-Kazali mu wracać od razu - wysapał Bartek. - Nie wiadomo, co się tam dzieje, a tylko pies to zgadnie. O rany, wyrobiłem gimnastyczną normę za dwa lata z góry... W dwanaście zaledwie minut po zniknięciu Bartka i Chabra troje pozostałych wspólników z niepokojem ujrzało ten sam samochód, nadjeżdżający od strony ulicy Rozbrat, Tym razem nie zatrzymał się i nie zaparkował, tylko zaczął skręcać i manewrować, aż ustawił się tyłem do garażu. Pasażer wysiadł i otworzył wrota, a kierowca, wolno i ostrożnie, wprowadził wóz do środka. Nie wjeżdżał głęboko. Zatrzymał się tak, że przedni zderzak wystawał i uniemożliwiał zamknięcie wrót. Pozostały uchylone. - Przyjechali po pana Wolskiego - szepnęła Janeczka z niezachwianą pewnością. - Głowę daję! Żeby go tylko nie zamordowali od razu...! - Pokazać się im - zaproponował z determinacją Pawełek. - Przy świadkach będzie im głupio. Poza tym, nie odjadą przecież! Stefek... Stefek był gotów. .
założymy te sądy w pewnej swoistej organizacji naszej .
Ziemia się nie zmieniła, .
- A cóż jemu tak oczy dęba stanęli jak u czerepachy, a? .
przeciw egzekucji był tego rodzaju, że człowiek, który przesiedział .
o jakie 20 lat wcześniej! Ale za czasów Sejmu Czteroletniego .
herbacie wyszedłem do s±siedniego pokoju i usiadłem pod oknem ochłodzić się .
Składnia: ţ;: .
- To nie stanowi różnicy, zbyt już był skompromitowany, by jeden strzał mniej lub więcej miał wpłynąć na jego sytuację. .
- Wiecie, chrabąszcze... bo ja nie byłem przez dwa miesiące w domu, więc nie wiedziałem, co się tu działo. Ale teraz już wiem wszystko. No dobrze, chrabąszcze wy moje, dobrze... Wszystko się zrobi! Dzisiaj po południu. Bo dzisiaj mamy sobotę, prawda?... .
Stefek, usunięty chwilowo w cień, nie żywił żadnej urazy i nie pchał się na pierwszy plan ze swoimi osiągnięciami. Pobyt w pokoju uwielbianej istoty stanowił dla niego wystarczające szczęście,-Żeby już niczego innego nie wymagać. Słuchał w milczeniu. - Pan Zajrzał był wczoraj w gościach, grał w karty i bardzo późno wracał - powiedziała Janeczka. - Wszystko widział. Otwierał sobie drzwi i trwało to bardzo długo, bo szukał klucza po wszystkich kieszeniach. W tym czasie zaczął wyć samochód pod sąsiednim domem. Pan Zajrzał mówi, że wyjrzał z ciekawości. I zobaczył, jak z drzwi wyleciał właściciel w piżamie, a potem z tym właścicielem rozmawiał. On mieszka na parterze. Spał, usłyszał swoje wycie, on ma Volkswagena Passata, zerwał się, wyjrzał przez okno, zobaczył złodzieja, więc wpadł w szał, złapał, co mu wpadło pod rękę, i wyskoczył z domu. Złodziej właśnie wyłączył alarm i wsiadał, ale nogi miał jeszcze na zewnątrz. Dokładnie, jedną nogę. I tym czymś przywalił mu w tę nogę. A to był wazon, taki strasznie długi i wąski, potwornie ciężki, z lanego szkła, z taką bułą na dole. Tą bułą go trafił. Wywlókł go z samochodu i może by go całkiem zabił tym wazonem, ale pan Zajrzał zdążył go powstrzymać. Trochę go jeszcze tylko podusił gołymi rękami. Potem odjechał własnym samochodem w inne miejsce i zadzwonił do pogotowia, że na parkingu leży człowiek i bardzo jęczy. Pogotowie przyjechało i zabrali go. Wygląda na to, że brat Wiesia lubi kraść na Ursynowie. -Lubił - poprawił zachwycony wydarzeniem Pawełek. - Teraz może mu to przejdzie. Po co odjeżdżał w inne miejsce? .
Rodzica, .
- Babuni? - wykrzyknęła oburzona. .
to nie żyje? .
Ach, dla tkliwego serca jak okrutne razy .
- Co pan robi? .
-Opatrzność zesłała - odparł uroczyście -Leszek i stanął wreszcie nieco chwiejnie na nogach. - Wyleciał z biurka? - spytał z żywym zainteresowaniem Wiesio, spoglądając na mnie. - A może komuś z kieszeni? - powiedziała niepewnie Monika. - No więc? - powtórzył kapitan równie ostro jak poprzednio: - Co to było? Co tu się w ogóle dzieje? - Stypa - wyjaśniła uprzejmie Alicja. - Wyprawiamy stypę... Kapitan patrzył na nas wzrokiem pełnym potępienia. Wahał się przez chwilę i prawdopodobnie zastanawiał się, co można zrobić w obliczu takiej gromady pijanych świadków. Istniała duża szansa, że po wytrzeźwieniu nikt nic nie będzie pamiętał. - Proszę się nie ruszać - rozkazał. Przeszedł do gabinetu, zostawiając za sobą szeroko otwarte drzwi i nie spuszczając z nas wzroku podniósł słuchawkę. Aparat Matyldy leżał na podłodze w charakterze drobnych szczątków. - Wezwał stosowne posiłki i wrócił. Przyjrzał się uważnie trwającym posłusznie w bezruchu uczestnikom stypy i zwrócił się do mnie. - Pani jest też pijana? .
się w świętej nagonce przeciw temu .
- Ostatni to raz jemy obiad w Kurowie w takim towarzystwie - zauważył stary do¶ć .
- Wróćwa do Lipiniec... .
- Ponownie przebierzesz się w suknię i wrócisz na bal. Zaczęła powoli odczuwać lekki zawrót głowy. - Chyba żartujesz? .
dobrodziej myśli? Po pieniądze uni będą liźć i po co więcej. A .
kot.000 .
- Proszę mi wybaczyć, ale przyjmując, że moja przyszłość jest w pani rękach, odczuwam potrzebę uzyskania od pani uspokajających zapewnień. .
- Nie wiedziałem, że tajni agenci są równocześnie magikami. Wy- .
- Jeszcze tutaj muszę być poczerniony! - wołał, nieco rozbawiony scen±, .
Dojrzałość seksualna, psychiczna, znajomość etapów więzi partnerskiej, rodzicielstwo umożliwiają tworzenie dojrzałej więzi partnerskiej. Polega ona na poznaniu wszystkich zakresów "od" i "do" między partnerami, obszarów konfliktogennych i radosnych, uszczęśliwiających. Partnerzy kreują określony styl bycia razem, codzienności, optymalnie dostosowany do ich osobowości i wa-11 runków. Dzięki łemu wzajemnie pomagają sobie w osiąganiu pełni osobowości i więzi. Więź partnerska obejmuje określone sfery, do których należą: Więź uczuciowa, miłość Więź psychiczna (intelektualna, charakterologiczna) Więź seksualna Więź rodzicielska Więź wolnego czasu Więź domu (gospodarstwa domowego) Więź materialna Więź męskokobieca Byłoby ideałem, gdyby wymienione typy więzi były udane i na najwyższym poziomie wzajemnie odczuwanej satysfakcji. Często się zdarza, iż w danym związku istnieje rozbieżność w jednym rodzaju więzi, ale generalna ocena satysfakcji z takiego związku może być pozytywna. Więź uczuciowa polega na zdolności wczuwania się w przeżycia, w nastrój drugiej osoby, współprzeżywania z partnerem tych stanów, przyjaźni i poczucia bliskości, miłości. W wieku dojrzałym zapewne mniej jest nastrojowości i sentymentalizmu, bardziej typowych dla wczesnego etapu związku partnerskiego, ale za to więź uczuciowa potrafi być bardziej stabilna, trwała, a niekiedy przyjmuje wręcz charakter telepatyczny, kiedy partner wyczuwa, co się dzieje u jego współpartnera, porozumiewa się z nim na odległość. W młodszym wieku więź uczuciowa potrafi być silna w chwili bycia razem lub w marzeniach, tymczasem w wieku dojrzałym obejmuje i codzienność życia partnerów, mających jakby poczucie stałej bliskości drugiej osoby. Więź seksualna w wieku dojrzałym nabiera stabilizacji, niekiedy rutyny. Dobrze przystosowany seksualnie związek partnerów, którzy stworzyli własną ars amandi, dostarcza im wiele satysfakcji. Nie jest prawdą stwierdzenie, iż atrakcyjność seksualna nieuchronnie spada, że musi nastąpić znudzenie osobą partnera, monotonia. Udana więź seksualna m.in. polega na tym, że partnerzy, mimo upływu lat, czują pociąg do siebie, a seks jest dla nich atrakcyjny w ich własnym wydaniu. Nieraz jestem świadkiem wynurzeń pełnych zaskoczenia: ,,po tylu latach czuję się jakbym była nadal jego narzeczoną", "nie dostrzegam upływu wieku". Czasem się mówi, że obiektywnie malejąca atrakcyjność ciała drugiej osoby jest powszechnie obowiązującym prawem. Okazuje się jednak, iż w wielu udanych związkach nie odczuwa się żadnego zaniku atrakcyjności ciała partnera, mimo zmiany jego jędrności, wyglądu. Więź seksualna w wieku dojrzałym nie we wszystkich udanych związkach jest sielanką, zdarzają się bowiem okresy różnych zaburzeń, spadku libido, pogorszenia spraw-12 ności seksualnej, ujawnia się też i wpływ wieku, odmienności płci. Jednak w udanym związku nie jest to dramatem, istnieją bowiem na tyle atrakcyjne pozaseksualne więzi, iż niedomagania w tej dziedzinie nie umniejszają poczucia satysfakcji z bycia razem. Więź psychiczna polega na przystosowaniu charakterologicznym partnerów, co nie jest jednoznaczne z upodobnianiem się. Zdarza się wprawdzie, iż w udanych związkach partnerzy stają się podobni do siebie fizycznie i psychicznie, w wielu jednak innych istnieje wyraźna rozbieżność w poszczególnych cechach charakterologicznych, ale po pterwsze jest ona akceptowana, a po drugie - lubiana. W wielu sprawach rozwodowych podkreśla się jako motyw rozpadu więzi tzw. różnicę charakterów. Jest to bardzo względne pojęcie, ponieważ ta różnica danych cech dla jednego związku przyjmuje charakter "od", a dla drugiego "do". Innym elementem więzi psychicznej jest wspólnota zainteresowań. Bywa, że partnerzy mają identyczne hobby, pasje, fascynacje zawodowe, naukowe i odczuwają dzięki temu lepszą wspólnotę psychiczną. Bywa jednak i tak, iż zainteresowania partnerów są odmienne, ale umiejętność wczuwania się w to, co myśli partner, zbliżenie się do jego pasji czy hobby jest równie spajającym czynnikiem co identyczność tych zainteresowań. Stąd jedni wolą jako partnera osobę o podobnych zawodach, zainteresowaniach, inni partnera odmiennego w tym względzie, ale ujawniane wzajemnie zaciekawienie światem psychicznym drugiej osoby stanowi ważny element integrujący więź psychiczną. Więź rodzicielska polega na zjednoczeniu zainteresowań i postaw wychowawczych partnerów wobec dziecka, na przeżywaniu MY w więzi z dzieckiem, ale w udanym związku istnieje rozdzielenie więzi partnerskiej jako autonomicznej wobec rodzicielstwa. Inaczej mówiąc matka nie zatraca się w swym macierzyństwie i nie przesuwa męża na drugi plan w świecie swych zainteresowań i uczuć. W udanym związku partner dzięki dziecku jest jeszcze bardziej bliski i kochany, a uczucia rodzicielskie są odrębnym światem. Miłość partnerska i rodzicielska nie stapiają się w jedno, stanowią odrębne światy. Udana więź rodzicielska polega również na tym, iż partnerzy przyjmują zgodny system wychowawczy, norm i zasad oraz podział obowiązków opiekuńczych, wobec dziecka ujawniają postawy zgodne, a nie rozbieżne, co mogłoby służyć do manipulowania nimi przez dziecko. Jednocześnie kobieta zna inność miłości ojcowskiej, a mężczyzna inność miłości matczynej, o czym tak pięknie pisał Erich Fromm w "Sztuce miłości". W udanym i dojrzałym związku partnerskim więź wolnego czasu polega na tym, że partnerzy pragną spędzać go razem, choć niekoniecznie identycznie. W jednych związkach wspólne hobby jednoczy partnerów w formie spędzania wolnego czasu, w innych odmienność upodobań sprawia, iż partnerzy realizują swe pasje, ale przeby-13 wają razem. Potrzeba wspólnego spędzania wolnego czasu, choćby każde z partnerów zajmowało się czymś innym, jest wyrazem atrakcyjności więzi między nimi. Nieraz sądzi się, że to sprawa rutyny i przyzwyczajenia, ale jeżeli są one dla partnerów źródłem satysfakcji, to należy uznać, iż spełniają rolę więziotwórczą. Więź materialna i organizacja życia codziennego są najczęściej w tych związkach ustabilizowane. Udana więź partnerska polega na tym, iż partnerzy mają harmonijny i akceptowany wzajemnie podział ról i obowiązków w domu, podobny pogląd co do podziału budżetu, a stopniowo pomnażany majątek nie stanowi dla nich jedynie wartości materialnej, ale jest i wspomnieniem wspólnej drogi, przeżyć, starań, zabiegów, cząstką ich życia i znajduje się w nim część ich JA. Może właśnie dlatego nie chcą pozbywać się wielu rzeczy, a gdy jedno z nich pozostaje samo, np. w wyniku śmierci współpartnera, pieczołowicie przechowuje wszystkie jego rzeczy, dzięki czemu odczuwa obecność partnera. Inni robią odwrotnie, niszczą lub pozbywają się wszystkiego, co przypomina im partnera, ból jest bowiem zbyt duży. Więź męskokobieca polega na tym, iż partnerzy utworzyli związek z ulubionym typem męskościkobiecości, dzięki czemu więź ta jest dla nich atrakcyjna. W udanym i dojrzałym związku partnerzy niezależnie od wieku czują się wobec siebie Kobietą i Mężczyzną, zabiegają o siebie, troszczą się o własną atrakcyjność. Często moim pacjentom i znajomym proponuję, aby określili razem ze swym partnerem wspomniane typy więzi partnerskiej ocenami jak w szkole. Jest to dość prosty test atrakcyjności więzi małżeńskiej. .
Kottuska, Z. Tarkowski, A. Borkowska, G. Krasowicz M. .
.
Józio ze łzami rozrzewnienia dziękował wszystkim, prócz Wilczkowi, który .
Kaide zwierzę jest sumą 32 układów jego narządów. Komórki, które żyją w twoim ciele (i ciałach wszystkich zwierząt), nie są bezładnie rozsypane, lecz składają się na narządy, takie jak żołądek lub serce. Narządy te z kolei wchodzą w skład układów, takich jak układ pokarmowy lub krwionośny. Dopiero zestaw układów tworzy całe zwierzę. Układ pokarmowy .
- Do mnie masz pretensję? Jego się czepiaj!! - wrzeszczał Stefan, wskazując na Janusza. -Wnętrza sobie robił, cholera! Przecież on w ogóle nie patrzy, co się w budynku dzieje! Wszystko mu jedno, lampa wisi czy zlewozmywak! Szafę na przewodzie wentylacyjnym postawił!!!... - Cicho, sza!!! - ryknął Janusz, którego widocznie nagle ugryzło sumienie. - Dobrze, już dobrze, znajdę ci miejsce na ten cholerny komin! Kobyła nie komin!... - Ja muszę mieć gniazdko! - zażądał Włodek kategorycznie. - To idź se uwij. Dajcie mi święty spokój, może coś wykombinuję... .
się w świętej nagonce przeciw temu .
- Harry, czy my się przedstawiliśmy? - zapytał drugi bliźniak. - Fred i George Weasieyowie. A to jest Ron, nasz brat. No to do zobaczenia. - Na razie - odpowiedzieli Harry i Ron. Bliźniacy wyszli, zamykając za sobą drzwi. - Naprawdę jesteś Harrym Potterem? - wypalił Ron. Harry kiwnął głową. .
, i, przywrócony luksusowemu światu, dysząc ciężko, .
Żyrofla, oboje w ostatecznej nędzy. Przejedli szybko swoje trzy .
.
uparcie powtarzał, że działał sam. W tej sytuacji jedyną korzyścią dla orga- .
sądowej. .
Czytanie znaku po prawej lub po lewej osiąga się kombinacją klawisza SHIFT i W PRAWO (SHIFT-KN 6) lub W LEWO (SHIFT-KN 4). Jeśli klawisz W PRAWO jest wciśnięty, kiedy jednocześnie jest wciśnięty SHIFT, wymawiany jest znak po prawej od kursora myszy, a kursor jest przesuwany w prawo o jeden znak. Jeśli klawisz W LEWO jest wciśnięty, kiedy jednocześnie jest wciśnięty SHIFT, wymawiany jest znak po lewej od kursora myszy, a kursor jest przesuwany w lewo o jeden znak. Jeśli poprzednim lub następnym znakiem jest spacja, użycie odpowiednio SHIFT-W LEWO lub SHIFT-W PRAWO spowoduje wypowiedzenie słowa "spacja". 3.3.4 Czytaj kolumnami .
, którą tu opisałem, nie zdarzyła się w rzeczywistości nigdzie, ale mogła się zdarzyć i na pewno zdarza się niejednokrotnie, gdyż nie ma sezonu w Tatrach, by takiego lub niemal identycznego wypadku nie zanotowały kroniki Pogotowia. Nie zawsze kończą się one śmiertelnie: czasem ciężkim potłuczeniem, czasem - gdy turysta posiada więcej rozsądku i opanowania, wyprawa ratunkowa sprowadza go zdrowo i cało do schroniska. Istnieją wszakże i inne przyczyny, które sprawiają, iż zdradliwe ściany i żleby tatrzańskie pochłonęły i pochłaniają nadal wiele ofiar. Wystarczy stromy, twardy płat śniegu, na który niedoświadczony turysta wkroczy bez odpowiedniego obuwia i czekana lub ciupagi, by za chwilę w śmiertelnym pędzie zsuwać się ku sterczącym w dole głazom. Wystarczy zmiana pogody, mgła, a nawet nie dość wyraźnie namalowany znak przy szerokiej ścieżce, by zgubił drogę. Wystarczą mokre urwiste trawki, a nawet to, że w dole ujrzał schronisko lub staw, do którego postanowił zejść "najkrótszą" drogą. Pułapki, które uważny, doświadczony turysta omija z daleka, sytuacje, w których znakomicie daje sobie radę, stają się grobem dla dziesiątków nieopatrznych, lekkomyślnych nowicjuszy. Nie należy jednak sądzić, że tylko szlaki turystyczne są terenem śmiertelnych wypadków. Skaliste urwiska tatrzańskie prawie co roku są niemymi świadkami katastrof, których ofiarą padają taternicy, i to nieraz najwybitniejsi spośród nich. Przyczyną nie są tu już proste błędy w rodzaju tych, które opisaliśmy na wstępie. Zazwyczaj powodem katastrof jest ukruszenie chwytu, odpadnięcie z jakiejś arcytrudnej przewieszki, czasem zaskoczenie w środku urwiska przez burzę lub śnieżycę. Trudności terenowe, stromość ścian tatrzańskich sprawiają, że każdy taki wypadek jest groźny dla życia wspinaczy. Ale też i przygotowanie ludzi szturmujących ściany, i ich ekwipunek (lina, haki, specjalne obuwie itp.) są inne niż turysty wyruszającego na Zawrat czy Orlą Perć. Gdy zastanawiamy się głębiej - w każdym niemal wypadku taternickim spostrzegamy jakiś błąd: błąd w asekuracji liną, niedbałe, zbyt słabe wbicie haka, nieumiejętność znalezienia w ścianie właściwego szlaku, czyli - jak mówią taternicy - "drogi", lekkomyślna brawura i nieostrożność, przecenienie swych sił, zbyt mała odporność fizyczna i psychiczna na ciężkie warunki atmosferyczne... Błędy takie i inne popełniają nieraz bardzo rutynowani taternicy, częściej jeszcze młodzi i bardzo sprawni, ale nie dość doświadczeni wspinacze. Toteż rokrocznie, latem i zimą, Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe interweniuje w licznych wypadkach turystycznych i taternickich, ratując dziesiątki i setki nieszczęśliwych, powiększając swój piękny rejestr zasług w służbie człowieka. Gdy sięgnąć do starych, pożółkłych ksiąg Pogotowia, można w nich znaleźć karty wypełnione przykładami prawdziwego bohaterstwa, przykładami najpiękniejszego poświęcenia. Można znaleźć również pełne grozy i napięcia tragedie, rozgrywające się w mrocznych ścianach tatrzańskich. Wydobędziemy niektóre z nich nie tylko dlatego, że stanowią pasjonujący temat opowieści. Analiza wypadków górskich, choćby przeprowadzona mimochodem, przy opisywaniu zdarzeń, pozwoli czytelnikowi wyciągnąć wnioski co do przyczyn poszczególnych katastrof tatrzańskich. Wnioski, które doprowadzą do stwierdzenia, że przy odpowiednim stopniu zaawansowania turystycznego względnie taternickiego, przy zachowaniu pełnej ostrożności, śmiertelne wypadki w Tatrach są całkowicie do uniknięcia. Stwierdzenie ważne, szczególnie dziś, gdy pełen rozmachu rozwój turystyki wymaga czujności, aby zwiększający się stale napływ ludzi w Tatry nie powiększał jednocześnie liczb w statystykach Pogotowia. Cofnijmy się teraz do dawnych lat, do dramatycznych dni roku 1910, do owego mżystego popołudnia 5 sierpnia, gdy stary przewodnik Klimek Bachleda siedział jeszcze spokojnie przed swoją chałupą, rozmyślając, czy też pogoda poprawi się na tyle, by pojutrze mógł z "gościem" pójść na Kozi Wierch. O tej samej porze, w dalekiej, pustej Dolinie Jaworowej, młody taternik, Jan Jarzyna, ze ściśniętym sercem spiesznie schodził w dół, a za nim echo niosło poprzez mgły żałosne wołanie ciężko rannego towarzysza, którego pozostawił wysoko - w ponurej, oślizłej od deszczu ścianie Małego Jaworowego Szczytu. W ŚCIANIE MAŁEGO JAWOROWEGO .
- A dla nas nie? .
- Tej nocy. . . siły mnie nagle opuściły. . . Kiedy wskoczył wody, czułem, że mogę przepłynąć ocean. . . A później pękłem, ch jestem dobrym pływakiem. Całą młodość spędziłem na brzegu oc Jego słone wody mnie oczyszczały. . . Wczoraj wieczorem czu% potrzebę oczyszczenia. - Podróż odmieni twoje myśli. Kiedy opuściłeś Nowy Jork; b% byle jakim chłopcem. Pociągającym, oczywiście, lecz niczym wigr Teraz odbędziesz wjazd tryumfalny. Jesteś sławny. . . Jesteś gwiaz - Nie przesadzajmy. Biję się o to, żeby zdobyć sławę, ale jej osiągnę. - Dlaczego? Jesteś jeszcze młody, bardzo młody. Osiągzu najwyższy poziom wśród swoich rówieśników. Jesteś równie dobry Bob Lowe, Tom Cruice, Robby Benson, James Spader. . . - Dosyć! Dosyć! Nie mówmy już o tym, Ray! Musimy .
- Jeśli chcesz, żeby żyła, rób, co ci każę! Beth zdołała wykrztusić kilka zdławionych słów. - Steve, ocal siebie! .
- Mogłem się tego spodziewać. Znalazł to, czego szukał, w wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wyglądało jak srebrna zapalniczka. Otworzył to, uniósł i pstryknął. Najbliższa latarnia zgasła z lekkim trzaskiem. Pstryknął znowu - następna latarnia mrugnęła i zgasła. Pstrykał wygaszaczem dwanaście razy, aż jedynymi światłami na ulicy pozostały dwa maleńkie punkciki - oczy obserwującego go kota. Gdyby ktoś wyjrzał teraz przez okno - nawet gdyby to była pani Dursley - nie byłby w stanie dostrzec, co się dzieje na ulicy. Dumbledore wsunął wygaszacz za pazuchę i ruszył w kierunku numeru czwartego, gdzie przysiadł na murku obok kota. Nie spojrzał na niego, ale po chwili przemówił: .
- Pomóc ci nieść walizkę? .
- Dawaj portfel. Deckera zamurowało. .
- Dzielna dziewczyna. Minęli Dauvigne, puste jak cmentarz, po czym skierowali się drogą w stronę wzgórz. - To nie ma sensu - powiedział Priem. - Każdy posterunek w promieniu wielu kilometrów został już na pewno zaalarmowany przez radio. W ciągu godziny wszystkie drogi będą zablokowane. - To nam zupełnie wystarczy - odparł Craig. - Rób co mówię i po prostu jedź dalej. .
Tabliczka Ouija .
fakty a, b, c i d. Skądże mam wiedzieć od razu, który fakt .
- Pan potrzebujesz być cicho, my płacim! Panienko, proszę jedno piwo! .
- Brazylio, przybywam... Graciasss, amigo. Opiekun terrarium był w stanie silnego szoku. .
- Ten pies wie wszystko. Podobno wywęsza ludzkie emocje i rozmaite inne takie, ale ja uważam, że on zwyczajnie ma wyjątkowy rozum. Jeszcze się do tej pory nigdy nie pomylił... No, raz wystawił arabską lampę, którą musieliśmy ukraść, ale śmierdziała identycznie jak nasza... Arabską lampą Bartek zainteresował się ogromnie. Pawełek zdążył opowiedzieć mu szeptem połowę wydarzenia, zanim złodzieje uporali się ze zmianą koła. Pracowali sprawnie, ale jednak trochę to potrwało, bo nie od razu udało im się znaleźć narzędzia. Schowali wreszcie do bagażnika to przebite, wsiedli, zapalili silnik. Pawełek czujnie oczekiwał tej chwili. Dokładnie w momencie trzaśnięcia drzwiczkami przerwał .
.
się w świętej nagonce przeciw temu .
- Nie, dziękuję. - Munro włożył sobie poduszkę pod głowę i podciągnął koc. - Uznaję tylko herbatę. - Cóż, każdy ma swoje upodobania - powiedział Hare. Pociągnął nieco parzącej kawy, gdy Munro chrząknął. - Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. Zapomniałem powiedzieć panu, że w obliczu szczególnych okoliczności wasza Marynarka Wojenna zdecydowała awansować pana. - Na pełnego komandora? - spytał zaskoczony Hare. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
przyszło¶ci niedalekiej, o tym, że za miesi±c opu¶cić musi Kurów, gdzie tyle lat .
mnie za język, po to używał tych słów, które tak okrut- .
ciągiym z przestrzeganiem prawidtowego łączenia liter. To pomaga pokonać tendencję do pisania pismem lustrzanym (odwracanie liter w przestrzeni i pisanie od prawej do lewej). Nauka pisania musi być .
subiektywnych warunków wzrostu siły socjalizmu, zarówno do jak .
"Ja" jestem czymś innym. Ja tylko wchodzę i wychodzę tymi .
- Same nieszczęścia - dodał stając tuż przed nim. .
- Jest pan prawdziwym ekspertem filozofii Vanza, panie Hunt. Rozumuje pan w sposób rozsądny, przebiegły i zawiły. .
Kręgielnia znajdowała się w podziemiach hotelu. Cichy z Iwoną toczyli zawzięty pojedynek na punkty. Byli jedynymi graczami. Kobra i Skorpion siedzieli przy barze. Nie rozmawiali. Kobra był nieźle wstawiony, a Skorpion odleciał już daleko. Kokaina i alkohol wyciskały z niego ostatnie rezerwy. Cleo i Robert tańczyli w pustej sali nieczynnej dyskoteki. Dochodziła trzecia nad ranem. Jutro mieli wracać do Szczecina. To był ich ostatni wieczór w Międzyzdrojach. Kobra zamówił kolejnego drinka i rozmarzył się patrząc na tańczących Roberta i Cleo. - Jak oni ładnie razem wyglądają. Skorpion spojrzał za jego wzrokiem. - Fakt. Jak z reklamy prezerwatyw. Robert i Cleo tańczyli przybierając najdziwniejsze pozy. Bawili się sobą i tańcem. Byli tylko we dwoje na parkiecie, w tej sali, i na całym świecie. - Nie sądzisz, że powinniśmy pójść do pokoju? - spytała Cleo. - Od wczoraj na to czekam - wyszeptał Robert. Nie czekali długo na windę. Wpadli do niej łapiąc oddech. Winda ruszyła w górę. Stali przez chwilę patrząc na siebie. Cleo pochyliła się do Roberta. Tym razem, on był pierwszy i pocałował ją delikatnie, a potem mocniej przytulił w ramionach. - Jesteś podniecony? - spytała Cleo. - Mogę dotknąć? .
- Z plastykiem leżymy. Leszek wyginał na gorąco i zobacz, co mu wyszło. Leszek melancholijnie zademonstrował mi przedziwny kształt, cudacznie powyginany, do niczego niepodobny, zupełnie pozbawiony określonego fasonu - Przepięknie - pochwaliłam. - Akurat pasuje do pańskiego obrazu - Pani Joanno, ja pani radzę, niech się pani zajmie tym prokuratorem, bo inaczej Monika go pani poderwie - powiedział Witold ostrzegawczo. - Już na niego zagięła parol i tylko błyska oczami. - Niech sobie błyska, on jest do niej nieprzychylnie usposobiony, bo łgała na przesłuchaniu. - Aha, Witek tu był - przypomniał sobie nagle Janusz - i kazał, żebyś zrobiła porządek. Wszyscy mamy zrobić porządek po rewizji. Rozejrzałam się po swoim stole i jego najbliższych okolicach i musiałam przyznać, że pobojowisko doszło do pełni rozkwitu. Mój normalny bałagan został wydatnie zwiększony przez milicyjne poszukiwania. Z ciężkim westchnieniem wlazłam pod stół i zaczęłam zwijać rulony kalek, układając je przy okazji tematami i wyrzucając niepotrzebne. Chcąc się pozbyć możliwie dużej ilości szpargałów, oddałam Januszowi pożyczone przed rokiem matryce, wyrzuciłam szkice urbanistyczne Wiesia i na zakończenie wyciągnęłam jeszcze jeden, nie znany mi rulon, który poprzednio leżał na samym spodzie. - Hęj, czyje to jest? - spytałam, przeglądając arkusze. - Mam to wyrzucić? Hotel turystyczny, projekt podstawowy, Zalesię Górne... - Co?! - krzyknął nagle Witold. - Co pani mówi?! .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
objaśnienia i kupi się koło wagonów, podziwiając postawę .
- A pan Wolski gdzie? - spytał z naganą Pawełek. - Znów się rozwiał w powietrzu? - Niech się rozwiewa. Chaber go znajdzie. Zaraz... No dobrze, idziemy? Pan Wolski, piesku! Gdzie pan Wolski? Chaber ruszył przed siebie bez wahania. Janeczka schowała notes i zrównała się z Pawełkiem. - Spotkałeś w korytarzu takiego jakiegoś? - spytała surowo. - Spotkałem. Bo co? Chaber się przed nim schował. .
Zawieszenie między dzieciństwem a dorosłością, zmiany fizjologiczne, ujawniające się potrzeby seksualne, pierwsze niepewne próby kontaktów erotycznych - wszystko to sprzyja szczególnie częstemu przywoływaniu tych zapisów czy nagrań, które nie należą do przyjemnych. .
Najwyższego Ducha gdziekolwiek .
.
dziewczyny. Kargul wzruszył ramionami, litując się nad .
Ludzie, z tyłu maszyn podkładaj±cy towar do drukowania, poruszali się sennie, a .
- Wy pójdziecie tylko sami i mama pójdzie, i ojciec, i Zo¶ka pójdzie, i Ada¶ .
Gest ow powoduje, ze glowa osoby, ktorej oddajemy czesc, znajduje sie .
mi się, że szkoda czasu, bo mnie się troche śpieszy... - i Jabez .
wódzącv akcją gen. Wenck uznał, że warto włączyć do akcji kompanię komandosów- Skorzenego. .
- Najgorsze - powiedział, nie patrząc na Barnetta - jest to, że nie wiemy, z czym on za chwilę wyskoczy. Za duże ryzyko, kapitanie. - Czy zdajesz sobie sprawę, z czego byś zrezygnował? - zbeształ go Barnett. - Sam kadłub wart jest majątek. Oglądałeś silniki? Nie ma siły po tej stronie Ziemi zdolnej powstrzymać tę maszynerię. Potrafi przewiercić planetę na wylot i wyjść po drugiej stronie bez jednego draśnięcia na lakierze. A ty chcesz ją zostawić! - Nie będzie tyle warta, jak nas pozabija - zauważył Agee. Victor entuzjastycznie pokiwał głową. Barnett wytrzeszczył na nich oczy. .
byloby .
wykalkulował dla doraźnych interesów, że przyda mu się pomoc lub przynajmniej neutralność Mieszka w wojnach ze Słowianami Połabia. Wysłannicy Mieszka i Mlada poznali Rzym od najgorszej strony Poznali słabość papiestwa. Poznali słabość Kościoła. ' jednak ani Mlada nie odradziła siostrze zamążpójścia za przyszłego chrześcijanina, ani on sam nie zrezygnował ze chrztu. Czy ta historia nie prosiła się wręcz o pióro Parnickiego? I czy mielibyśmy sobie wyobrazić, że Mieszko, tak bystry polityk, nie starał się rozpoznać sytuacji i decydował, nie wiedząc, na co się decyduje? Wybierał - i on, i Gejza - przyszłość państwa. Przyszłość władz państwa cywilizacji, państwa zorganizowanego. Przywiązujemy dziś niemałą wagę do pozycji, rzekłbym, .
gwałt. Tak powtarzano nieustannie rozmaitymi słowy dawną tezę .
sprzedaje się wełnę i mięso. Milion regularnych morderców, .
dla nas, w codziennym np. życiu. Dajmy na to, ktoś, może nawet .
- wzmocnienie mięśni grzbietu w związku z dłuższym przebywaniem pacjenta w łóżku po operacji, .
będą tylko pieniądze, a nie będzie ani hunoru, ani sławności, ani .
Janek Rojewski powiedział: "No cóż, czterdzieści lat minęło jak z knuta .
- Uszedłbyś może z trzydniowym zarostem na twarzy. Ale szczerze mówiąc, dla mnie wyglądasz jak facet z Yale. - To doprawdy bardzo pocieszające. Wrócił Renę i zasiadł za kierownicą. - Lepiej będzie, jak ruszymy w drogę, mamselle. Dojazd zabierze nam godzinę. - Wskakuj na miejsce i bądź grzeczny - powiedziała od chyliwszy klapę pod siedzeniem. Craig wykonał polecenie, ale wyjrzał jeszcze i spojrzał na nią. - I tak ja będę się śmiał ostatni. Jutro wieczorem kolacja w „Savoyu". Przygrywają „Orfeusze", śpiewa Carroll Gibbons, dancing, dziewczynki. Zatrzasnęła klapę, wsiadła do środka i Renę ruszył. Leon było tak małą wioską rybacką, że nie miało nawet pomostu i większość łodzi była wciągnięta na plażę. Z małego baru, jedynej oznaki życia, dochodziły dźwięki akordeonu. Pojechali dalej wyboistą drogą obok opuszczonej latarni, w kierunku niewielkiej zatoki. Od morza nadciągała gęsta mgła i gdzieś daleko zabrzmiał samotny sygnał ostrzegawczy. Renę z latarką w ręce poprowadził ich w stronę plaży. - Nie ma sensu, żebyś schodziła z nami. Zniszczysz sobie tylko buty. Zostań w samochodzie - odezwał się Craig do AnnyMarii. Zdjęła pantofle i wrzuciła je do tyłu rollsa. - Masz rację, kochany. Jednak dzięki moim nazistowskim przyjaciołom mam niewyczerpalne dostawy jedwabnych pończoch. Mogę sobie pozwolić na podarcie jednej pary dla naszej przyjaźni. - Wzięła go za ramię i poszli za Renę. - Przyjaźni? - spytał Craig. - O ile sobie przypominam, w Paryżu dawnymi czasy było to coś więcej. - To stare dzieje, kochany. Lepiej o tym zapomnieć. Mocniej ścisnęła go za ramię. Osboume gwałtownie nabrał powietrza pod wpływem bólu, którym rana dała o sobie znać. AnnaMaria odwróciła głowę i spojrzała na niego. - Dobrze się czujesz? .
nazywa "Synem Bożym" te zrodzona z człowieka mądrość, która żyje .
Zapalił i siadł na wysokim taburecie, przed pustym biurkiem. .
łos, ope- bierki, więc... .
każdy, kto usłyszy słowo .
ności i ciepła w powszechnym zapuszczeniu; ani śladu .
są miłość i oddanie. .
Przy pierwszym uruchomieniu programu pojawia się okienko konfiguracyjne, w którym musimy wpisać adres używanego serwera IRC, naszą lokalną nazwę użytkownika (w przypadku PC jest ona bez znaczenia - można wpisać cokolwiek - ale wymaga jej protokół stosowany przez IRC), adres e-mailowy oraz nick, którego będziemy używali na IRC. Konfiguracja parametrów sieciowych programu (adres IP, serwer DNS itp.) odbywa się natomiast albo przez BOOTP (domyślnie), albo poprzez ustawienie zmiennych środowiskowych. W tym drugim przypadku dwie zmienne, które bezwzględnie muszą być ustawione, to IP (nie MYIP!), podająca adres IP naszego komputera, oraz DNS, podająca adres serwera DNS. Parametry można też podać w komendzie uruchamiającej program, np. "irc -ip=x.x.x.x -dns=y.y.y.y". Trumpet IRC jest programem darmowym. .
kogo nie dzi~>iło, że korzystając z chwili przerwy w podróźy postanowił .
pokojów ¶wieżo odnowionych, pachn±cych jeszcze farbami zaci±ganych podłóg, że .
7) nie potrafią ukończyć zadań w wyznaczonym czasie, szybko się męczą. .
w Polsce nie oznaczało to sympatii ani prokomunistycznych, ani prosowieckich. Wykorzystanie tego zwrotu .
.
sprzedawać koszmary. .
odczuwać zadowolenie. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
Dom Czarnego jak zwykle jasno oświetlony, jak latarnia z daleka naprowadzał przyjezdnych pod bramę. Tym razem nie było ochroniarza, a uchylone skrzydło kraty pozwalało bez przeszkód wjechać na parking pod domem. Robert postawił motocykl na nóżkach i zdjął kask. Jeep z żółtą plandeką na dachu stał obok żółtej Corvetty. Samochody były pootwierane, a kluczyki wisiały w stacyjkach, co nie było niczym dziwnym, ponieważ kradzież spalonej zapałki z tej posesji byłaby aktem samobójczym. Zwyczajem tego domu były kolacje na które zapraszano mamę Cichego. Urocza kobieta obdarzona niezwykłym humorem i kompletnym brakiem poczucia rzeczywistości z zawodu i zamiłowania była malarką. Czarny zakupił nawet jeden z jej obrazów na akcji charytatywnej, z której dochód przeznaczono na pomoc dzieciom niepełnosprawnym. Kupił wtedy kilka obrazów miejscowych malarzy, ale tylko tego jednego nie spalił. Naprawdę polubił w nim pewną tajemnicę. Niby nic. Obraz przedstawiał dziewczynę stojącą między drzewami na skraju jeziora. Intrygujące w nim było to, że dziewczyna spoglądała gdzieś w bok poza ramy obrazu, a jej twarz zdradzała niepokój. Robert wszedł po schodach na korytarz. Świtało a gwar rozmowy docierał z jadalni. Przystanął w półmroku korytarza ukryty za szklaną szafą. W całym domu roiło się od porcelany. W szklanych gablotach stały filiżanki, chińskie wazy, rodzajowe figurki przedstawiające sceny myśliwskie lub pary zakochanych uchwycone w miłosnych pozach. Kolekcja imponująca i warta ciężkie pieniądze. Z jadalni dobiegał kobiecy głos: - Dołóż sobie synku, wystarczy dla wszystkich. No i co dalej chłopcy. Jakie plany? - Mamo - Cichy starał się bronić przed jej czułościami. Odkąd rozstała się z jego ojcem, a było to rok po urodzeniu syna, nie zaznał spokoju. Cała potrzeba ofiarowania miłości przelała się na niego. Na dłuższą metę było to obezwładniające. Nie miał jednak sumienia wyprowadzić się z domu i pozostawić mamy samej sobie. Nadal czuła się potrzebna swemu dziecku. I tak mogło trwać do emerytury, jego oczywiście, bo matki to nie mogło dotyczyć. Była niezniszczalna. - Jakieś studia, co? - rozejrzała się dookoła. Przy stole siedzieli Kobra, Cichy, Skorpion i Biedrona. Czarny stał na werandzie i rozmawiał przez telefon. - Trzeba stanąć na własnych nogach. Pieniążki trzeba zarabiać - tłumaczył Skorpion. - Studia to dzisiaj szkoła zawodowa. My studiujemy życie - dorzucił Kobra wymiatając resztki smażonej ryby z talerza. - Życie towarzyskie na wydziale erotycznym. Zajęcia prowadzi dziekan Waliszewska - dorzucił Skorpion spoglądając na Kobrę. - Dorotka zresztą - dodał Kobra. - Mamo. Dzisiaj trzeba żyć szybko i mocno, póki jest się młodym. Robert stał w cieniu korytarza i słuchał dobiegającej go rozmowy. Przez szczelinę drzwi obserwował stół i biesiadników. - Zwłaszcza młodym i pięknym - szepnął Skorpionowi Biedrona. Obaj spojrzeli na Cichego. - Kto zje rybki? - mama Cichego zwróciła się z otwartym pytaniem. - Ja! - prawie krzyknął Kobra i zanim Biedrona chwycił widelec do ręki, zgarnął ostatnią rybę na swój talerz. - Nasmażyłam, a wy nie jecie - narzekała mama. Robert wszedł do jadalni. Pierwszy dostrzegł go Cichy. Gestem ręki zaprosił do stołu. - Dzień dobry - powiedział ogólnie. - Dzień dobry - odpowiedzieli zgodnym chórem Biedrona i Kobra. - Jak tam Amerykanka - Kobra nie dawał spokoju. - Wyszła z Prymusem, Casanova niech spierdala - bronił go Cichy. - Nie ważne. Dopadnie ją. Mały nie ma szans - powiedział rozbawiony Biedrona. Robert odłożył kask motocyklowy na stolik i siadł obok Cichego. Biedrona podsunął mu kawałek niedojedzonej ryby, ale Robert podziękował. Cichy zignorował złośliwości. Pochylił się do Roberta. -To świetna dziewczyna, nie rezygnuj. Dogadaj się z panienką i jedźcie sobie gdzieś w góry. Jak nie masz forsy to pogadaj z Czarnym, on ci pożyczy. Czarny stał na tarasie i dojadał z talerza rybę. Właśnie zakończył długą rozmowę przez telefon. Wyszedł na taras, żeby nie przeszkadzać przy stole. Teraz stał oparty o słup i wydłubywał smakowite kęsy ze smażonego pstrąga. Robert zadał pytanie i stanął w drzwiach czekając na odpowiedź. W końcu Czarny podniósł na niego wzrok. - Ile? Pięć, dziesięć, sto milionów? I z czego oddasz? - Znajdę jakąś pracę i ci oddam - zapewniał Robert. Czarny pokiwał przecząco głową. - Wyprujesz z siebie flaki, a potem kopną cię w dupę, tak jak twojego starego. Robertowi nabiegły do oczu łzy. Chciał się rzucić na Czarnego z pięściami. Nikt nie miał prawa obrażać jego ojca. To prawda, że wszyscy o nim zapomnieli. Gdy był świetnym sportowcem, drzwi się nie domykały od kolesi i działaczy. To prawda, że na ostatnią operację kolana wydali resztkę oszczędności. Wszyscy się odwrócili. Nie było już dawnego klubu sportowego, nie było związku, nie było prezesów. Pozostali sami, ale dumni. Robert odwrócił się do drzwi i ruszył do wyjścia, ale zawahał się. Czarny wiedział o Robercie więcej niż chciał to ujawnić. Znał jeszcze jeden szczegół z jego życia, o którym na razie nie wspomniał. Nie musiał. Robert nie wyszedł. Po jego ostatnich słowach mógł się obrazić, ale prawda o życiu osłabiała charaktery. - Jest robota. Za duże pieniądze. Jeden dzień pracy i na kilka lat spokój - usłyszał za sobą Robert. - Jeśli naprawdę jesteś inteligentny, to nie będziesz biedny - dodał Czarny. .
Działaj wtedy, gdy jesteś w pozytywnym nastroju. Nie wymuszaj pozytywności, czekaj, aż pozytywność sama przyjdzie. Oto ta tajemnica. Gdy mówię: "Naucz się przemieniać swoje trucizny w słodycz"; to właśnie mam na myśli. .
- Tak, tylko w tym ¶licznym dziewcz±tku siedzi przyszła Mesalina! .
też i to co zmysłowe strąciło dlań swoja dawniejsza wartość. .
gdy odezwał się do Revsona. - Poprosimy o to Chryslera. Ma złote .
się w świętej nagonce przeciw temu .
krajanie. Kazdy krok bedzie modlitwa, kazdy wzniesie swiatynie. Nasza .
- Dominika, Strączek i mała - Arietta. .
Tylko w niektórych chwilach, w chwilach niebezpieczeństwa, .
- No dajmy pokój. Sił mi brak. Nazywa pan ludzi złoczyńcami, ale nazywa ich pan po to, żeby postępować 142 .
przemieniania, prześwietlenia, które było kresem życia Buddy. .
chłopakiem, ale w czasie przesłuchania zachowywał się bezczelnie i .
niniejszego rozdziału, gdzie dajemy rady osobom kupującym komputer. Na pierwszy rzut oka trudno czasem określić, jaka karta jest zainstalowana w komputerze. Jeżeli monitor jest kolorowy, to na pewno nie jest to HERCULES. Gdy obraz jest czarnobiały, to praktycznie może być każdy rodzaj karty. .
- I to gor±czkowe, wyczerpuj±ce życie ci±gle, ci±gle?... .
.
wzrokiem w okno, za którym widniały mury fabryki. .
czwartek, 4 listopada, Lindsey Crawford zgodnie z poleceniem sędziego Swetta złożyła w sądzie prośbę, w której wymieniony był tylko jeden klijent, Związek Rosyjskiej Arystokracji. Pod dokumentem podpisała się Crawford, Thomas Kline oraz Williams, wynajęty prawnik z Charlottesviue. W dokumencie związek przedstawiał się jako "historyczna organizacja zrzeszająca filantropów, której celem jest ochrona potomków carskiej rodziny i pamięci wydarzeń sprzed rewolucji 1917 roku". Związek podważał prawo Mariny Schweitzer do dysponowania tkanką twierdząc, iż nie występują "związki krwi" ani pomiędzy nią a Anastazją Romanow [córką cara], ani Anastazją Anderson. Stwierdzał ponadto, że zbadanie próbek tkanki przechowywanych w szpitalu im. Marthy Jefferson nie ma żadnego związku z identyfikacją szczątków doktora Botkina. W dokumencie przyznawano, iż przeprowadzenie testu DNA mitochondrialnego może posłużyć do ustalenia tożsamości Anastazji Manahan, ale "podobne badania muszą być przeprowadzone w niezwykle nowoczesnym laboratorium, a nie tak jak proponuje Schweitzer" (czyli w laboratorium doktora Petera Gilla). Do petycji dołączono także memorandum podpisane przez Związek Rosyjskiej Arystokracji, szkalujące doktora Gilla: jego laboratorium nazywano "drugorzędnym", a o próbkach pisano, że były "prawdopodobnie zanieczyszczone". Wreszcie związek twierdził (co, jak okazało się później, było nieprawdą), iż "z naukowego punktu widzenia nie jest możliwy taki podział tkanek, aby mogły one zostać zbadane równocześnie w dwóch laboratoriach". Zdaniem związku, gdyby sąd przekazał tkankę doktorowi Gillowi, raz na zawsze uniemożliwiłoby to wiarygodne ustalenie tożsamości Anastazji Manahan i jedynym rozwiązaniem było przekazanie tkanki "najwybitniejszemu genetykowi w Stanach Zjednoczonych", doktor MaryDaire Kinę. Do prośby dołączone były także złożone pod przysięgą oświadczenia prezydenta związku, księcia Aleksego Szerbatowa, oraz doktora Williama Maplesa. Tekst podpisany przez Szerbatowa w znacznej mierze pokrywał się z oświadczeniem związku. Co ciekawe, wszystkie oświadczenia dotyczące spraw naukowych (i w Związku Rosyjskiej Arystokracji, i w memorandum, i w złożonym pod przysięgą oświadczeniu księcia Szerbatowa) opierały się na oświadczeniu doktora Maplesa, w którym wychwalał doktor Kinę i oczerniał doktora Gilla. Pisał w nim między innymi, że twierdzenie jakoby Gill zidentyfikował jekaterynburskie szczątki jako szczątki Romanowów z prawdopodobieństwem 98,5 procent "z naukowego punktu widzenia" jest bez znaczenia. Pisał także, iż heteroplazmia, którą Gill odkrył w DNA cara Mikołaja II, "najprawdopodobniej wynika z zanieczyszczenia próbek". Straszył też sąd: "Jeżeli krew lub próbki tkanek Anastazji Manahan zostaną przekazane do badań DNA, zostaną całkowicie zniszczone, co uniemożliwi zbadanie ich przez inne laboratoria". .
Ale modlitwa nadal jest spotkaniem, więc w końcu też musi zostać przekroczona. W modlitwie wierny i boskość są oddzielni, bhakta i bhagwan są oddzielni. Nadal jest to spotkanie. To dlatego Meera czy Teresa, opisując swoje doznania modlitewne, mogły używać określeń seksualnych. .
- Jak się masz, Arturze? - rzekła, sztywno podając mu końce palców, by je natychmiast przenieść ruchem serdeczniejszym na jedwabny płaszczyk pieska. - Mam nadzieję, że jesteś zdrów i zrobiłeś postępy w nauce, Artur wymamrotał pierwszy komunał, jaki mu przyszedł na myśl, i popadł w krępujące milczenie. Nadejście Jamesa pełnego przesadnej powagi, w towarzystwie aienta okrętów, wcale nie wpłynęło na rozproszenie ciężkiej atmosfery; gdy więc Gibbons oznajmił, że podano obiad, chłopak zerwał się z lekkim westchnieniem ulgi. .
bezustannie, wlok±c za sob±, niby pasma ¶liny, setki bawełnianych włókien, .
- Cokolwiek było w tej bombie, miało ogromną siłę rażenia. Płomienie rozprzestrzeniają się szybko. Wejście do mieszkania już się pali. Decker spojrzał poprzez deszcz w stronę dachu budynku, niedaleko ponad nimi. .
Ten leczący mechanizm odreagowania, powodujący wymazywanie starych zapisów w Twojej psychice, jest naturalny i odruchowy. Kolejny raz odwołam się do tego, jak zachowują się małe dzieci, zanim zostaną nauczone powstrzymywania naturalnych reakcji. Płaczą całym ciałem, wrzeszczą wymachując rękami i nogami, zaśmiewają się do rozpuku, lata im broda, a kiedy już potrafią mówić i spotka je coś przykrego, są gotowe gadać, gadać i gadać. Zanim nie nauczą się, że to brzydko, nie wypada i w ogóle bez sensu. .
było, że to nie zwykły zalew deszczowy, ale że rzeka Arkansas i .
diabła we własnej osobie, jak straszny, kudłaty łeb z błota .
„Przekwitanie prowadzi do zaniku współżycia płciowego" - obecnie przesąd spotykany nieco rzadziej, ale nadal wiele osób po przekwitaniu rezygnuje świadomie z życia seksualnego, obawiając się rzekomych konsekwencji zdrowotnych. .
- przy byle żarówce spowodujemy zwarcie w całym budynku, .
Załóżmy, że bieżącym katalogiem jest C:\PROG. Wydanie polecenia COPY .COM B:\ spowoduje, że do korzenia dysku B: zostaną .
ręką. .
- No już, wynoście się stąd - niecierpliwie powiedziała Hortensja. Skinęła na Chantal, żeby przyniosła jej tacę. - Co tam masz? Ziemke uśmiechnął się. - Podstawową cechą dobrego generała jest wyczuć, kiedy opłaca się wykonać odwrót. Podejrzewam, że teraz nadeszła taka chwila. Otworzył drzwi dla Genevieve i zrobił ruch głową. Opuściła sypialnię. Przy stole siedziało około dwudziestu osób, głównie mężczyzn. Były tam dwie kobiety w wieczorowych strojach, zapewne sekretarki, i dwie ładne dziewczyny w mundurach z błyskawicą na lewym rękawie. Żeński personel radiowy. Renę ostrzegał ją przed nimi. Powiedział, że oficerowie zabijają się o nie. Widząc je, Genevieve była skłonna w to uwierzyć. Naprzeciwko niej zasiadł Max Priem, a przy drugim końcu stołu zauważyła Reichslingera w towarzystwie paru oficerów SS. Gdy spojrzał na nią, z oczu ziała mu nienawiść, przypominająca jej Joe Edge'a. Z pewnością zrobiła sobie z niego wroga. Nadeszło kilku służących w uniformach i białych rękawiczkach, którzy przynieśli wino. Przypomniała sobie, że AnnaMaria nie znosiła czerwonego, ale od najmłodszych lat była w stanie wypić o wiele więcej białego niż Genevieve. Wino było najprzedniejszym Sancerrem, dumą piwnic jej ciotki i z przykrością pomyślała, jak ogołocone muszą już być podziemia zamku. Głośny śmiech Reichslingera wybijał się ponad ogólny szmer rozmów. Sądząc z wyrazu twarzy jego kolegów, nie był wśród nich zbyt lubiany. Ziemke pochylił się bliżej. - Mam nadzieję, że hrabina będzie jutro w lepszym nastroju. - Zna pan jej nastroje równie dobrze jak ja. .
- Ładna, musi mieć biał± skórę! Milner! - krzykn±ł na majstra, prowadz±cego .
Choctawów, ogłoszenia zapewniały, że ten waleczny szczep ożywiony .
nogi z błota o próg. .
, gdy drobny staruszek, na którego wpadł, zatoczył się i prawie upadł. Dopiero po kilku sekundach uświadomił sobie, że staruszek ma na sobie fioletową pelerynę. I wcale nie sprawiał wrażenia rozgniewanego tym, że ktoś o mało co nie powalił go na ziemię. Przeciwnie, na jego twarzy zakwitł szeroki uśmiech i zaskrzeczał tak, że przechodnie zaczęli się oglądać: .
Było to bardzo trudne. Harry i Seamus smagali i podrywali, ale piórko, które mieli wysłać pod sufit, leżało sobie nadal na stoliku. Seamus tak się zniecierpliwił, że dotknął go różdżką, co spowodowało, że się zapaliło - Harry musiał ugasić mały pożar swoją tiarą. Ronowi, przy sąsiednim stole, też nic nie wychodziło. .
.
energii, jedną mocą. Coś przychodzi, odchodzi i wiruje; dwie .
ciągów, udławiłby się nadmiarem moźliwych warian- .
- Ale przecież Lucy tam nie ma - odparła Dominika. - Jagody... Czy oni jedzą jagody I Jak oni tam gotują? Pod gołym niebem? - Moja droga - rzekł Strączek - zobaczymy już na miejscu. - Nie umiem rozpalać ogniska - martwiła się Dominika. - A co ja zrobię, jak będzie wiatr? Albo deszcz? Jak oni gotują, kiedy pada deszcz? .
Doktor Gill, szef sekcji biologicznej FSS, jest szczupłym czterdziestoletnim mężczyzną średniego wzrostu, ma bladą twarz, nieco rozczochrane włosy i brązowe wąsy; nosi okulary o grubych szkłach, zza których spoglądają bystre oczy. Na konferencjach pojawia się w ciemnogranatowym garniturze, ale w laboratorium zazwyczaj ma na sobie zniszczony sweter, sfatygowane sztruksowe spodnie i stare buty. Gill urodził się w Essex, najpierw studiował zoologię na uniwersytecie w Bristolu, zrobił doktorat z genetyki na uniwersytecie liverpoolskim, po czym przez pięć lat prowadził badania genetyczne na uniwersytecie Nottinęham. W 1982roku rozpoczął pracę w FSS w Aldermaco ston, której celem było zastosowanie konwencjonalnego badania grup krwi na potrzeby prokuratury. W 1985roku, pomimo wielu przeciwników, rozpoczął badania nad wykorzystaniem DNA w medycynie sądowej. Zdając sobie sprawę ze znaczenia prac Aleca Jeffreysa przez pewien czas pracował w jego laboratorium i jeszcze w tym samym roku wspólnie z nim opublikował pracę naukową na temat DNA w medycynie sądowej. Metody opisane w tej pracy FSS wykorzystuje się obecnie na całym świecie. Gill jest autorem ponad siedemdziesięciu prac naukowych. Choć jest człowiekiem nieśmiałym i w rozmowie z obcymi zachowuje pewną powściągliwość; ;w jednej sprawie wypowiada się zdecydowanie: jego laboratorium jest najlepszym tego typu ośrodkiem na świecie. nie - Utrzymaliśmy się w światowej czołówce - mówi. Dlatego też, jego zdaniem, było rzeczą najzupełniej zrozumiałą, że Paweł Iwanow zdecydował się przywieźćszczątki do Aldermaston. .
sposób z nieprzyjaciółmi. W istocie, prawo naturalne uczy nas .
Jeszcze jedno. Używasz słów "seks" i "miłość" Zwykle używamy tych dwóch słów tak, jakby miały jakieś wewnętrzne powiązanie. Nie mają. Miłość przychodzi dopiero wtedy, gdy seks odszedł. Wcześniej miłość to tylko przynęta, gra wstępna i nic innego. Jest tylko przygotowaniem gruntu do aktu seksu. Jest tylko wprowadzeniem do seksu, przedmową, niczym innym. Dlatego im więcej seksu między dwojgiem ludzi, tym mniej miłości, bo przedmowa jest niepotrzebna. Gdy dwoje ludzi jest w miłości i nie ma między nimi seksu, będzie wielka miłość romantyczna. Ale gdy wkroczy seks, miłość znika. Seks jest taki nagły Sam w sobie jest taki gwałtowny. Potrzeba mu wprowadzenia, potrzeba gry wstępnej. Miłość, jak my ją znamy, jest tylko okryciem nagiego faktu seksu. Jeśli wejrzysz głęboko w to, co nazywasz miłością, znajdziesz seks czający się do skoku. Zawsze jest tuż za rogiem. Miłość przemawia. Seks się przygotowuje. .
czlowieka dokonuje sie poprzez wcielenie Chrystusa w rzeczywistej .
fizyczne jak i psychiczne, wykonywane są w celu oczyszczenia .
.
się na wieczno¶ć cał± ukochanemu, a równocze¶nie pełnych dumy i poczucia własnej .
- Protestowali, że byłoby to zbyt drogie - wspomina Iwanow. - Powiedzieli, że grobowce wykonano z włoskiego marmuru, że trzeba by je rozbiErać, kto za to zapłaci, itd. Przez osiem miesięcy Iwanow ponawiał naciski i w pewnym momencie wyglądało na to, że koszty ekshumacji wielkiego księcia Jerzego pokryje przyjaciel Sobczaka, Mścisław Rostropowicz, światowej sławy wiolonczelista i dyrygent. Jednak zanim do tego doszło, Rostropowicz wspomniał Iwanowowi, że wybiera się do Japonii. Wówczas Iwanow (wciąż przebywający w anglii) przypomniał sobie, że w 1892 Mikołaj II jako carewicz odwiedził Japonię. W Otsu następca tronu Rosji został niespodziewanie zaatakowany przez uzbrojonego w miecz Japończyka. Napastnik celował w głowę, lecz ostrze tylko zraniło carewicza w czoło i choć trysnęła krew, rana nie była głęboka; przewiązano ją chusteczką. Przez sto lat w jednym z muzeów w Otsu, w niewielkiej szkatułce, przechowywano chusteczkę nasączoną krwią. W przypadku badań porównawczych DNA, których celem jest ustalenie tożsamości, nic nie daje lepszych rezultatów niż zgodność wyników uzyskanych na podstawie badania kości nieznanego pochodzenia oraz krwi osoby o znanej tożsamości. Iwanow chciał pojechać do Japonii, ale jak zwykle "nie było pieniędzy". - Dlaczego mamy za to płacić? - powiedzieli anglicy, a Rosjanie powiedzieli: Nie mamy pieniędzy. W końcu za podróż Iwanowa zapłacił Rostropowicz. .
tylko szczególnej formy. .
.
- Ponieważ życiorys Jimmy'ego Loveua nie był dla mnie zagadką, postanowiłam, że nie będziemy więcej komunikować się z panią Mary DeWitt. DeWitt nigdy już nie dała o sobie znać, ale znacznie później Jenkins dowiedziała się, że była kobietą ponad czterdziestoletnią, żoną prywatnego detektywa. W dwa dni po otrzymaniu pierwszego listu od Mary DeWitt do Jenkins zadzwonił doktor Willi Korte, który przedstawił się jako niemiecki prawnik i historyk związany z Instytutem Medycyny Sądowej uniwersytetu monachijskiego, członek międzynarodowego zespołu zajmującego się identyFikacją jekaterynburskich szczątków i rozwiązaniem zagadki zniknięcia Anastazji. .
całkowitym podziwie. - Spodziewam się - mówi po powitaniach młoda .
śmiechem: "Ależ wpadłem! A już miałem stracha ! Zabawa staje się .
- Przyjdę w niedzielę, panie potrzebuj± odpoczynku... mógłbym przeszkadzać... - .
rywalizacji, jak rowniez sila spadajaca i niszczaca, .
- Mam nadzieję, że odzyskał pan już słuch. .
.
uwarunkowane opóźnieniem rozwoju umysłowego. Dzieci te, jak wska-zywano, często uzyskują wyniki świadczące o inteligencji wyższej niż przeciętna i wysokiej. .
Arietta spojrzała na niego tak, jakby widziała go po raz pierwszy w życiu. Jaką okrągłą ma twarz, niby księżycjaką miłą, jaką bliską! - Chodźże! - zawołał, przynaglając córkę. .
ku, to inna para kaloszy. Co mówił Branson? .
Od latających talerzy do zielonych' ludzików .
.
- Teraz niech go pani uniesie na wysokość pasa, ramiona wyprostowane. Nie szarpać spustu, lecz łagodnie pociągnąć. W momencie strzału zamknęła oczy, a gdy je otworzyła, stwierdziła, że trafiła tarczę prosto w brzuch. - Doskonale - pochwalił Craig. - Nie mówiłem, że to łatwe, o ile stoi się dostatecznie blisko? Drugi strzał. Późne popołudnie i wczesny wieczór spędziła przyswajając sobie informacje dotyczące mieszkańców zamku. Gdy stwierdziła, że zna już wszystkie fakty dotyczące tych ludzi, przeszła do biblioteki na kolejną, dłuższą rozmowę z Renę. Potem, w towarzystwie Craiga, Munro i Renę, zjadła wyśmienity obiad przygotowany przez Julie. Był pieróg z wołowiną i cynadrami, pieczone ziemniaki, kapusta i szarlotka na deser. Na stole pojawiła się również butelka przedniego, czerwonego burgunda, ale nawet wino nie było w stanie ruszyć Craiga. Wydawał się ponury i zajęty swoimi myślami, w powietrzu wyczuwalne było pewne napięcie. - Wspaniały, tradycyjny, angielski posiłek. - Munro pocałował Julie w policzek. - Dla Francuzki to duże poświęcenie. - Spojrzał na Craiga. - Przejdę się chyba do pubu. Przyłączysz się do mnie? - Nie, dziękuję - odparł Craig. .
- Nic, nic... Urodziny Dudleya - jak mógł o tym zapomnieć! Zwlókł się z łóżka i zaczął szukać skarpetek. Znalazł je pod łóżkiem i zanim włożył, wyciągnął z jednej pająka. Harry był przyzwyczajony do pająków, bo w komórce pod schodami było ich pełno, a tam właśnie sypiał. Ubrał się i poszedł do kuchni. Stołu prawie nie było widać spod prezentów dla Dudleya. Wyglądało na to, że jest tam nowy komputer, który Dudley chciał dostać, a także telewizor i rower wyścigowy. Harry nie miał pojęcia, po co mu ten rower, bo Dudley był gruby i nie uprawiał żadnego sportu - chyba że za dyscyplinę sportową uzna się bicie słabszych. Jego ulubionym workiem treningowym był właśnie Harry, ale nieczęsto udawało mu się go złapać. Harry był bardzo szybki, choć wcale na to nie wyglądał. Być może miało to coś wspólnego z mieszkaniem w ciemnej komórce, bo Harry był bardzo mały i chudy jak na swój wiek. A sprawiał wrażenie jeszcze mniejszego i szczuplejszego niż w rzeczywistości, bo nosił wyłącznie stare ubrania po Dudleyu, który był prawie cztery razy od niego większy. Harry miał drobną buzię, kościste kolana, czarne włosy i jasne, zielone oczy. Nosił okrągłe okulary, zawsze poklejone celuloidową taśmą, bo od czasu do czasu Dudleyowi udawało się jednak trafić go w nos. Jedyną rzeczą, którą Harry lubił w swoim wyglądzie, była bardzo cienka blizna na czole, przypominająca zygzak błyskawicy. Miał ją od dawna i pamiętał, że kiedy był bardzo mały, zapytał ciotkę Petunię, skąd ją ma. .
.
ku. Przydałyby się również, gdyby nagle oka- .
Legrasse, mocno poruszony i z lekka oszołomiony, na próżno wypytywał o historyczną przynależność tego kultu. Castro, oczywiście, wyznał prawdę, kiedy powiedział, że jest to głęboka tajemnica. Uczeni z Tulane University nie potrafili rzucić żadnego światła ani na kult, ani na ten posążek, wobec tego detektyw przybył do najwyższych autorytetów w kraju i usłyszał niewiele więcej poza grenlandzką opowieścią profesora Webba. Gorączkowe zainteresowanie, jakie wzbudziła wśród zebranych opowieść Legrasse'a, a także przywieziona przez niego statuetka, znalazło odbicie w korespondencji poszczególnych uczestników zebrania; natomiast w oficjalnej publikacji stowarzyszenia niewiele wzmiankowano na ten temat. Ostrożność zawsze cechuje tych, którym zdarza się zetknąć z szarlatanerią i czarami. Legrasse wypożyczył na pewien czas statuetkę profesorowi Webbowi, który jednak wkrótce zmarł. Została zwrócona Legrasse'owi i wciąż znajduje się w jego posiadaniu, a niedawno miałem nawet możność ją sobie obejrzeć. Jest rzeczywiście potworna i bez wątpienia podobna do rzeźby młodego Wilcoxa. Nie dziwię się, że opowieść rzeźbiarza tak bardzo wzburzyła mego wuja, bo przecież znał już relację Legrasse'a. Można sobie wyobrazić, jakie myśli wzbudziło w nim to, co usłyszał od wrażliwego młodego człowieka, który ujrzał we śnie nie tylko samą figurkę i dokładny zapis hieroglificzny, jak na statuetce znalezionej na bagnach i na grenlandzkiej płaskorzeźbie, ale jeszcze na dodatek usłyszał co najmniej trzy słowa formuły wymówionej przez eskimoskich wyznawców czarnej magii, a także wyznawców kultu w Luizjanie. Wydaje się więc najzupełniej oczywiste, że profesor Angell z miejsca zainteresował się sprawą i chciał ją poznać jak najdokładniej; ja jednak w głębi ducha podejrzewałem, że młody Wilcox gdzieś usłyszał kiedyś o tym kulcie i po prostu zmyślał opowieści o swoich snach, aby kosztem mego wuja podtrzymać tę tajemnicę. Zgromadzone wycinki z gazet i opowieści o różnych snach były dość przekonującym świadectwem; jednakże mój racjonalny umysł i niezwykłość całej tej sprawy skłoniły mnie do wyciągnięcia wniosków, które wydawały mi się najrozsądniejsze. Tak więc, po dokładnym zapoznaniu się z manuskryptem i zestawieniu go z teozoficznymi i antropologicznymi notatkami, a także z opowieścią Legrasse'a, odbyłem podróż do Providence, żeby zobaczyć się z rzeźbiarzem i powiedzieć mu kilka słów prawdy co do tego, że tak bez ogródek okpił uczonego i starego człowieka. Wilcox nadal mieszkał sam w budynku Fleur-de-Lys na Thomas Street, będącym szkaradną wiktoriańską imitacją siedemnastowiecznej bretońskiej architektury, który ozdobionym stiukami frontem puszył się wśród pięknych domów w stylu kolonialnym położonych na wzgórzu i zażywał cienia pod najwspanialszą w Ameryce georgiańską strzelistą wieżą. Zastałem go przy pracy i z miejsca zorientowałem się po rozrzuconych we wszystkich pokojach rzeźbach, że mam do czynienia z autentycznym i wybitnym talentem. Jestem przekonany, że kiedyś zyska rozgłos jako jeden z największych dekadentów: teraz wyraża się w glinie, ale kiedyś w przyszłości ujawni w marmurze wszystkie te mary nocne i twory fantazji, które Arthur Machen pokazuje w swojej prozie, a Clark Ashton Smith w poezji i malarstwie. Ciemny, drobny, niedbale ubrany, ledwie obrócił się słysząc pukanie i spytał, czego sobie życzę, nawet nie wstając. Dowiedziawszy się kim jestem, okazał pewne zaciekawienie; mój wuj wzbudził w nim zainteresowanie wypytując tak dociekliwie o jego sny, ale nigdy nie wyjawił mu przyczyny swojego zainteresowania. Ja również nie przyczyniłem się do wzbogacenia jego wiedzy w tym zakresie i starałem się, zachowując pozory, jak najwięcej z niego wyciągnąć. Szybko zorientowałem się, że opowieści o jego snach były naprawdę szczere i nie budzące wątpliwości. To właśnie one i wciąż jeszcze żywe ich wspomnienia wywarły wpływ na całą jego dalszą twórczość; pokazał mi statuetkę będącą wytworem schorzałej wyobraźni, której zarysy, świadczące o sile ciemnych mocy, głęboko mną wstrząsnęły. Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek przedtem widział taki przedmiot, znany mu był tylko ze snu, a jego ręce kształtowały go bezwiednie. Był to bez wątpienia potwór z jego majaczeń sennych. Nie ulegało wątpliwosci, że nie miał najmniejszego pojęcia o kulcie, otoczonym tak ścisłą tajemnicą, może jedynie wuj uchylił rąbka tajemnicy surowo strzeżonej w jego katechiźmie; znowu więc zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób zostały mu przekazane tak niesamowite wrażenia. Mówił o swoich snach dziwnie poetyckim stylem, ze straszliwą wyrazistością zobaczyłem ociekające wodą miasto Cyklopów zbudowane z oślizgłego zielonego kamienia - którego wymiary geometryczne, jak Wilcox dość osobliwie zaznaczył, były nieprawidłowe - i słyszałem w przerażającym oczekiwaniu nieustanne, półprzytomne wołanie z podziemi: "Cthulhu fhtagn", "Cthulhu fhtagn". Słowa te stanowiły część strasznego rytuału, który mówił o sennym czuwaniu zmarłego Cthulhu w kamiennej krypcie w mieście R'lyeh, co mną wstrząsnęło do głębi mimo tak racjonalnego stosunku do tej sprawy. Byłem przekonany, że musiał przypadkiem usłyszeć kiedyś o tym kulcie i wkrótce zapomniał o tym, pogrążony w powodzi równie niesamowitej lektury i własnej wyobraźni. Potem, przy jego wzmożonej wrażliwości, znalazło to podświadomy odzew w snach, w płaskorzeźbie i w tej potwornej statuetce, którą trzymałem teraz w rękach; jeśli było to pewnego rodzaju oszukaństwo w stosunku do mego wuja, to najzupełniej niewinne. Ten młody człowiek, chwilami trochę afektowany, chwilami wskazujący brak dobrych manier, nie budził mojej sympatii; ale nie mogłem mu odmówić talentu, ani uczciwości. Rozstałem się z nim przyjaźnie, życząc mu sukcesu, na jaki zasługiwał jego talent. Sprawa tego kultu wciąż mnie fascynowała i chwilami snuły się przede mną wizje mojej własnej sławy, związanej z badaniami źródeł jego pochodzenia i wszelkich z nim związków. Wybrałem się więc do Nowego Orleanu, rozmawiałem z Legrassem i innymi uczestnikami dawnej obławy na czarnoksiężników, zobaczyłem tę straszną statuetkę, a nawet miałem możność zadać kilka pytań schwytanym jeńcom przebywającym jeszcze w więzieniu. Stary Castro, niestety, zmarł przed kilkoma laty. Wszystko, co usłyszałem z pierwszej ręki, choć nie było w tym nic więcej ponad to, co mój wuj tak szczegółowo potwierdził w swoich zapisach, na nowo obudziło moje zainteresowanie; czułem, że odkryłem ślad prawdziwej, tajemnej i bardzo starej religii, dzięki czemu mogę stać się sławnym antropologiem. Stosunek mój miał w dalszym ciągu podłoże materialistyczne i pragnąłem, aby nadal taki pozostał, a zbieżność sprawozdań ze snów i wycinków zebranych przez doktora Angella przyjmowałem z niewytłumaczalną przekorą. Jak już wspomniałem, zacząłem podejrzewać, a teraz mogę już powiedzieć, że wiem na pewno, iż mój wuj nie zmarł śmiercią naturalną. Przewrócił się na wąskiej dróżce prowadzącej przez wzgórze ze starej przystani wkrótce po przypadkowym zderzeniu się z jakimś murzyńskim marynarzem. Nie zapomniałem o obławie w Luizjanie na marynarzy, którzy byli wyznawcami tego kultu, i nie zdziwiłbym się, gdybym się dowiedział o ich skrytych metodach i zatrutych igłach, równie bezlitosnych i znanych od najdawniejszych czasów, jak wszystkie tajemnicze obrzędy i wierzenia. To prawda, że Legrasse'a i jego ludzi pozostawiono w spokoju, ale w Norwegii pewien marynarz, który dużo wiedział, nie żyje. Czyżby dogłębne badania prowadzone przez mego wuja, po zapoznaniu się z relacjami rzeźbiarza, dotarły do złowieszczych uszu? Wydaje mi się, że profesor Angell zmarł, ponieważ wiedział za dużo albo mógł się dowiedzieć za dużo. Czy mnie to również czeka, zobaczymy, bo niewątpliwie ja także niemało się dowiedziałem. .
świata. Nie chciałem wcale podawać żadnych jego .
wiem, czego oni nie powiedz±. Cóż z nasz± wełn±? .
o rzeczy wieczne mógł stawić czoło wszelkim huraganom. Ale .
- Teraz niech go pani uniesie na wysokość pasa, ramiona wyprostowane. Nie szarpać spustu, lecz łagodnie pociągnąć. W momencie strzału zamknęła oczy, a gdy je otworzyła, stwierdziła, że trafiła tarczę prosto w brzuch. - Doskonale - pochwalił Craig. - Nie mówiłem, że to łatwe, o ile stoi się dostatecznie blisko? Drugi strzał. Późne popołudnie i wczesny wieczór spędziła przyswajając sobie informacje dotyczące mieszkańców zamku. Gdy stwierdziła, że zna już wszystkie fakty dotyczące tych ludzi, przeszła do biblioteki na kolejną, dłuższą rozmowę z Renę. Potem, w towarzystwie Craiga, Munro i Renę, zjadła wyśmienity obiad przygotowany przez Julie. Był pieróg z wołowiną i cynadrami, pieczone ziemniaki, kapusta i szarlotka na deser. Na stole pojawiła się również butelka przedniego, czerwonego burgunda, ale nawet wino nie było w stanie ruszyć Craiga. Wydawał się ponury i zajęty swoimi myślami, w powietrzu wyczuwalne było pewne napięcie. - Wspaniały, tradycyjny, angielski posiłek. - Munro pocałował Julie w policzek. - Dla Francuzki to duże poświęcenie. - Spojrzał na Craiga. - Przejdę się chyba do pubu. Przyłączysz się do mnie? - Nie, dziękuję - odparł Craig. .
- Brian McKittrick musiał ci dużo o mnie opowiadać. .
- Mówią, że w Ameryce wszystko znajdziesz, a ty żony nie znalazł? - dziwi się Marynia. .
- A na grudach zmarzłej oziminy rozwalona dziewczyna. Ona u was służyła. Jeden warkocz na ustach wydętych przestrzałem, studzieninowate oko. Podszyte na stopach pończochy, w garściach ziemia mimo mrozu. A na lewo mama rodzicielka, naga, ze strzępem odzienia na jednej nodze. - Przypominam. Teitelbaum wówczas, korzystając ze spokoju na szosie, zmykał przysiadłym truchtem w pole. i o* .
powiedzą: "Przepraszamy. Nie podchodź do nas." Dlatego energii, .
spojrzenia, kierowane w stronę Bransona, wyrażały dobitnie określo- .
życia w ciele dziewczyny przestały dochodzić do jej oczu. .
gimnastycznych, jeśli Traps dobrze dojrzał w ciemności. - Bawimy .
jaskrawych jedwabiów, żardinierek złoconych, pełnych kwiatów; na marmurowym .
faktycznie, jest targowaniem z rewolwerem przy głowie .
coś więcej niż to, co się postrzega za pomocą zmysłów. To co .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Był tu przed chwilą, ale poproszono go do telefonu. Zdaje się, że to sam Fuhrer z Berlina. - Otarł chusteczką pot z czoła. - Jest tu wielu pani znajomych. Na przykład Comboultowie. Stali po drugiej stronie galerii. Maurice Comboult, zwany przez swoich pracowników Papa Comboult, z żoną i córką. Pięć winnic, dwie wytwórnie konserw i fabryka sprzętu rolniczego. Najbogatszy człowiek w okręgu, pomnażający swój stan posiadania dzięki kolaboracji z Niemcami. Genevieve z trudem ukryła swoją złość. W drzwiach pojawił się feldmarszałek Rommel, a obok niego Priem. - Przepraszam panią na moment - powiedział Ziemke. Podszedł do niej młody porucznik, który poprzedniej nocy okazał się takim dobrym tancerzem, i zaprosił ją do walca. Prowadził wspaniale, a kiedy muzyka przebrzmiała, zaproponował, że przyniesie jej kieliszek szampana. Stała przy kolumnie, czekając na nadejście Hortensji, gdy za jej plecami odezwał się Priem: - Myślałem, że już nie możesz wyglądać piękniej, ale dzisiaj muszę zmienić zdanie. - To miłe - odparła, ze zdziwieniem stwierdzając, że mówi naprawdę szczerze. Orkiestra zaczęła kolejnego walca. Bez słowa wziął ją w ramiona i zaczęli tańczyć. Za jego plecami ujrzała swojego porucznika, który patrzył na nią z wymówką w oczach, trzymając dwa kieliszki szampana. Muzyka zdawała się grać bez końca. Jej dźwięki docierały do Genevieve przytłumione, jakby spod wody, odrywając ją od otaczającej rzeczywistości. Istnieli tylko oni dwoje, reszta to mechanicznie poruszane figurki. Walc skończył się i zabrzmiały sporadyczne oklaski. Rommla nie było teraz w sali. Ziemke kiwnął ręką na Priema, który poprosił Genevieve o wybaczenie i odszedł. W tej właśnie chwili pojawiła się Hortensja. Jej twarz była niczym z rzeźbionego marmuru, a swoje piękne włosy koloru czerwonego złota miała upięte wysoko na głowie. Jej wieczorowa suknia z ciemnogranatowego aksamitu zamiatała ziemię, stanowiąc cudowny kontrast dla żywej barwy jej włosów i szklistych oczu. Wśród milknących rozmów wszyscy skierowali na nią wzrok, Ziemke natychmiast podbiegł, żeby ją powitać. Złożywszy pocałunek na jej dłoni, poprowadził ją pod ramię na drugi koniec sali, gdzie znajdowały się specjalnie ustawione krzesła w stylu Ludwika XIV. Genevieve spojrzała na zegarek. Było dokładnie za pięć ósma i gdy orkiestra zaczęła znowu grać, wycofała się przez tłum gości. Otworzywszy drzwi do pokoju muzycznego, wśliznęła się do środka. Zamierzała skrócić sobie tędy drogę do hallu, ale zamiast tego doznała największego szoku w swoim życiu. Paląc cygaro, feldmarszałek Erwin Rommel siedział na krześle przy fortepianie. - Ach, to pani, mademoiselle. - Wstał. - Ma już pani dosyć balu? - To tylko ból głowy - odrzekła, czując gwałtowny łomot serca. Bezwiednie przebiegła palcami po klawiaturze. - Więc pani gra, to wspaniale - powiedział. .
- Zaraz ci pokażę, że mocno tu stoimy! Kiedy przejeżdżał przez down-town, nie omieszkał ich poinformować, że zwodzony most budował Polak, a ten drapacz chmur, w którym mieści się First National Bank, projektował inżynier Gładych - ten sam, co budował lotnisko O'Hare. Potem specjalnie skręcił nad jezioro Michigan, żeby pokazać im ten sam pomnik, który już wczoraj kazał im po drodze z lotniska podziwiać Steve Fay. .
- W takim razie? - szepnęła nie podnosząc oczu. .
Cóż za obfitość sztuk teatralnych! rzekł Kandyd: włoskie, .
artystyczne wyroby Gallowy opis przyjęcia Ottona III w Gnieźnie doskonale ilustruje, co wtedy uważano za luksus, a najpełniejsze studium luksusu tamtego czasu zawiera książka Luce Boulnois "Szlakiem jedwabiu" - nie rozszyfrowaliśmy do dzisiaj nazw niektórych tkanin, niektórych producenci z miast Południa w ogóle nie eksportowali, zaś o jedwabiach chińskich snuto wręcz legendy Nawet za te "błyskotki" nie wszystko można było dostać i .
- Tak, miał dużo szczęścia. Samochód, którym go przewożono, miał kolizję z ciężarówką. W zamieszaniu udało mu się zbiec i ukryć w kościele. Ksiądz, który go odnalazł, skontaktował się z moim mężem. Był on wtedy dowódcą ruchu oporu w tej części Paryża. - Nie mógł tego zrobić sam? .
- Usiądziemy pod warunkiem, że na siedząco będziesz dalej myśleć - oświadczyłam kategorycznie, chociaż sama wcale nie czułam się lepiej. - Na siedząco będę wszystko! - przysięgła Alicja. - Na razie przestaję rozumieć w ogóle, co do mnie mówisz. Wobec tego przestałam do niej mówić. Zanim jednak zdążyłyśmy się rozstać, do przedpokoju wpadła Matylda. - Pan Włodek zasłabł! - krzyknęła w zdenerwowaniu. - Gdzie pani Glebowa, ona ma krople Waleriana! - Krople? - zdziwiła się Alicja niemrawo. - Po co! Na niego świetnie działa woda z kwiatków. Wieść o nędznym samopoczuciu Włodka sprawiła, że nagle odzyskałam wigor zarówno w nogach, jak i w głowie. Na tle wszystkiego, co zrozumiałam i czego się zdołałam domyślić, jego zasłabnięcie wydało mi się szczytem obrzydliwości. Mamrocząc gniewnie pod nosem popędziłam do pokoju sanitarnych, a Alicja po krótkim wahaniu popędziła za mną. .
- Co to jest? - zapytał ciotkę Petunię. Ściągnęła wargi, jak zawsze, kiedy ośmielił się o coś zapytać. .
- Jesteś ranny - zauważyła Beth. .
- Uważa się, że do mutacji [w rodzinie] może dojść mniej więcej raz na trzysta pokoleń - powiedział. Dodał jednak, że dotyczy to heteroplazmii, którą odkrył, a nie mutacji, która jego zdaniem prawdopodobnie - czego jednak nie mógł udowodnić - jest przyczyną heteroplazmii. .
fundamentem zdrowia psychicznego. .
swoich. Ociera łzy, odziewa nagich, karmi głodnych, bezdomnym .
włączona do zbiorku "Ludzie i rzeczy". Pomysł fabularny utworu .
- Trzy słowa: "Ręce do góry!" I pchnął ręce w moje kieszenie. Zabrał pieniądze. Zjawił się drugi tajniak. Wzięli mnie pod pachę i zaprowadzili do majstra żandarmerii. "Tombak Aleksander? - zaczyna żandarm. - Podejdź bliżej do stołu. Trzeba odpowiadać na moje pytania. Zatrzymali ciebie przy pewnej robocie, jak to było?" "Co?" .
W tej chwili trysnęły strugi niebieskich iskier, coś gwałtownie strzeliło. I znowu druga strona niebieskich iskier oślepiła oczy, przewalił się suchy, gwałtowny trzask. Równocześnie wysoki, podwójny, wibrujący ton motorów zamarł. Jakby siekierą odciął!... .
zupełnie. .
rytual .
Źle się czujesz! Odprowadzę cię! - Jeff był gotów do usług. Dziękuję. Czuję się świetnie. Muszę tylko poprawić makijaż. ę sobie sama. Nie grozi mi tu zgwałcenie - powiedziała .
- Bardzo go nadgryzły wilki? .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
Chciałem, żeby wszyscy zajęli się na serio szkoleniem ogniowym. .
słowa Japończyk podczołgał się, złapał go za kamizelkę i wciągnął na tratwę. W tej samej chwili tratwa pochwycona przez wir zakręciła się gwałtownie i Japończyk wpadł głową do morza. Po kilku sekundach jego widoczna w świetle księżyca twarz była już oddalona o dziesięć metrów. Zaczął płynąć w kierunku tratwy, gdy nagle Hare ujrzał płetwę rekina tnącą białą pianę fal. Japończyk nie wydał nawet krzyku, po prostu wyrzucił ramiona w górę i zniknął. Za to Hare wrzasnął przeraźliwie, gdy, tak jak zawsze potem, usiadł gwałtownie na łóżku. Dyżur pełniła siostra McPherson, twarda, rzeczowa, pięćdziesięcioletnia wdowa, której dwaj synowie służący w marines walczyli w rejonie wysp. Weszła do środka i stała z rękami na biodrach patrząc na niego. - Znowu zły sen? .
Kultura współżycia seksualnego zakłada, iż każdy związek partnerski znajduje optymalne dla siebie pozycje, dostosowane do wzajemnej budowy, typu wrażliwości zmysłowej i potrzeb psychicznych. Zdarza się jednak, iż w niektórych związkach stosowana jest jedynie 1 lub 2 pozycje, inne bowiem traktowane są jako ,wynaturzenie". Mam nieraz do czynienia z partnerami, którzy po wielu latach pierwszy raz przeżywają udane współżycie dzięki doborowi optymalnej .
uważać za oddźwięk czegoś, co istnieje tylko w nas samych. Tym .
przyjmuje .
otrzymać od nauczyciela, który nie zrealizował jej mocy. Taka .
- No, może powiesz, że ja ci go skradłem? - warknął nachmurzony Józef. - Ja... nikogo nie podejrzewam!... - wycedził Hanys. Przecież nie mógł inaczej powiedzieć. Skrzywdziłby Józefa, gdyby go niesłusznie posądził. - No, co teraz będzie?... - zapytał pan policjant zwracając się do pana Szymiczka. .
.
.
.
Mętna, brudna szaro¶ć zalewała pokój i przynosiła ze sob± nudę i zniechęcenie, .
nych urządzeń nie tylko służących jako swoiste 'protezy' zastępujące czynności 'naturalne" (pismo ręczne, poprawny zapis), ale i uspraw- .
bohaterom armii czerwonej poległym w dziele oswobodzenia Ojczyzny. Śmierć .
sybarytą z urodze- r chamiać niepotrzebnie alarmowej syreny urządzenia, .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
pomiędzy champion sovie'tique a champion ame'rican. Rosjanin wszedł na .
pocieszyć; pokazała mi świadectwo lekarskie, w którym przeczytałem, iż .
- Bardzo interesująca, jeśli chcesz znać moje zdanie. Tym bardziej że przysłał ją dojrzały, ale nadal młodzieńczy dżentelmen. - Nie. - Madeline spojrzała na nią groźnie. - Obawiam się że jest to odpowiedź w stylu Vanza. On celowo chce mnie wprawić w zakłopotanie. Musimy się tylko zastanowić dlaczego. .
.
.
- Nie wyspałem się czy co? - my¶lał ¶ciskaj±c sobie głowę rozbolał±. - Do diabła .
- A gdzie? W parku? Przy takiej pogodzie? -Nie pada przecież... - Ale może padać. Do parku w czasie deszczu i w zimie to jeszcze głupiej niż na wrotkach. - Może być jeszcze na cmentarzu. Na dworcu. Na schodkach koło bazaru. W kolejce po wodę mineralną na tyłach Super Samu, jeden drugiemu pomaga wstawiać do bagażnika te wszystkie butelki... -I wszędzie ich ludzie zobaczą. A tu nikt. .
.
Are you sure (Y/N)? .
Znikn±ł mi na zakręcie, a gdym się już położył, usłyszałem pukanie. Podniosłem .
Potem ocucił się na jakimś białym łóżku. Naokoło znowu cuchnął karbol i jeszcze coś innego cuchnęło. Podobnie jak w aptece u Olszaka. Właściwie to nie cuchnie, lecz pachnie. Czasem Olszak w klasie podobnie pachnie. - Ty, Olszak, czym to pachniesz? - pytają wtedy koledzy. Olszak wydyma usta i mówi z przechwałką: .
nie odpowiedziała Maksowi, tylko pochylaj±c się nad stołem zapytała cicho, nie .
pojęciowym, które ignorują jak najmniej danych doświadczenia i które na różne dane doświadczenia reagują w możliwie różny sposób. Nie wolno mylić tej tendencji z tendencją .
Aleksander Awdonin posiada kilka grubych teczek z fotografiami i listami od "dzieci" oraz "wnuków" Mikołaja II. Przeglądając je, mówi: - To jest Aleksy i jego córka. . . To jest Maria Mikołajewna. . . To córka Olgi Mikołajewnej, jest jedną z dwóch córek Olgi. . . Oto Anastazja. . . tu mamy córkę Anastazji. . . i wnuka Anastazji. . . A oto jeszcze jedna Anastazja. Awdonin nie kpi z tych ludzi; ponieważ listy, które do niego piszą przeważnie, są dramatyczne, do ich autorów odnosi się z sympatią. - Chciałbym, aby stać nas było na przeprowadzenie badań DNA wszystkich tych osób - zwierza się. - Aby wiedziały, kim są. I kim nie są. .
wygodnych krzesłach. Mała grupa stała przy barze. .
masowej produkcji, podstawowej zasady kapitalistycznego .
i z nosa. Jęczał i wachlował usta, a potem zaczął gryźć następne .
i w czasie walk w Indochinach zabił mordercę swej rodziny; następnie .
tego roku podpisał w• 1~toskwie układ ograniczający zbrojenia strategiczne SALT I. W list
Unicestwiony personoid staje się przyswojoną, nie- .
Prehistoryczny reaktor jądrowy .
łagodnym światłem jakby robaczek świętojański. Tu przy tym i .
- karnawał w Rio, .
.
Był to zły znak. .
zabrzęczał przeraźliwie. Wyskoczyła z łóżka i pobiegła do drzwi. - Tss! - szeptała, jak gdyby tym szeptem mogła uciszyć dzwoniący zegar. - Tss! - podniosła budzik i przycisnęła go do piersi, by stłumić brzęczenie. Bez trzewików, w samych pończochach, stanęła na .
- Staram się ją zrozumieć, poznać mentalność Amerykanów. .
kieszeniach spray z gazem łzawiącym. Po czwarte - nie przyjmować cukierków od obcych, bo można się obudzić już po wszystkim. Po piąte - nie ośmielać uśmiechem nikogo poza policjantem na służbie... - Aj, Bożeńciu, taż jak tam żyć? Po tej litanii Pawlak patrzył na pasażerkę jak na wyrocznię. Jaka rada, żeby szczęśliwie przetrwać i wrócić w całości do Rudnik? - Najlepiej nie wychodzić z domu. Nie nosić przy sobie pieniędzy, chyba że tak! Katastrofistka najpierw rozejrzała się naokoło, jakby w obawie, że czyjeś niepowołane oczy mogą poznać jej największą tajemnicę, po czym sięgnąwszy głęboko za stanik, wydobyła zawieszony na tasiemce czarny woreczek. Wzrok Kargula powędrował w ślad za dłonią pasażerki i z przyjemnością delektował się widokiem obfitych piersi, między którymi spoczywał woreczek z jej majątkiem. Kaźmierz na widok woreczka rozrzewnił się. - Prosto jak nasza mama, kiedy na jarmarek szła... .
Kobra wycofał się na korytarz i przytrzymywał szeroko drzwi tak żeby przypadkiem ochroniarze nie usiłowali ich otworzyć używając do tego celu Skorpiona. Szczypiorski nie odwrócił się już więcej w ich stronę. - Przyjdźcie za dwa tygodnie. Ja wiem lepiej co sprzedałem. Drugi ochroniarz chwycił Skorpiona za cienki skórzany krawat, szarpnął w górę, tak, że Skorpion jak baletnica na czubkach palców wyszedł z biura. Drzwi zatrzasnęły się tuż przed jego nosem przytrzaskując krawat. Udusiłby się, gdyby Kobra nie wyjął sprężynowego noża i nie odciął go z uwięzi. - Babcia ma dzisiaj urodziny. To był mój najlepszy krawat - żalił się Skorpion. Kobra nie przywiązywał nigdy uwagi do ubioru, tym razem jednak spojrzał ze współczuciem na Skorpiona. - Niedobrze ci w krawacie. Nie pasuje - rzucił Kobra. Zbity z tropu Skorpion oglądał odcięty koniec. - Myślisz, że nie, że niby dlatego, że jestem łysy? - oponował. Ruszyli w stronę wyjścia. .
- Tęskniłam za tobą - szepnęła. Decker delikatnie ścisnął jej palce. .
Zwróćmy uwagę na jeszcze inną prawidłowość. Okres przedmałżeński to przede wszystkim przyjemne bywanie ze sobą. Nie ma jeszcze obowiązków, jesteśmy tylko dla siebie z naszymi marzeniami, oczekiwaniami. Miłość nas opromienia i grzeje. Na spotkania przygotowujemy się, jesteśmy nastawieni na drugą osobę. W życiu codziennym we dwoje zaczyna przesuwać się akcent na inne treści - budowanie świata MY, urządzanie się, a to wymaga ofiar i poświęceń. Miłość okazuje się dwubiegunowa, a nie jednobiegunowa. l bywa, że nie likwiduje poczucia osamotnienia, niepokojów, że nie jest wiecznotrwałą nirwaną. Nie jest to bynajmniej zaprzeczeniem miłości, ale pewnej jej nierealnej koncepcji. .
innych ludzi, pracy na rzecz ulzenia ich cierpieniom, zadowolenia z .
mamy pod dostatkiem innych smacznych potraw: ale panowie nie .
wspólnotach pustelniczych, asceza, której treści nie muszę tłumaczyć, wreszcie monastycyzm, a więc zamykanie się w .
- Przepraszam bardzo - powiedział zmartwionym głosem. - Czy pan nie wie przypadkiem, gdzie tutaj jest ulica Parkowa? Szukam i szukam, i nikt mi nie umie powiedzieć, a ja chodzić nie mogę. Równocześnie, jakby dla demonstracji, prze-kuśtykał z wysiłkiem dookoła maski samochodu i wsparł się na Szwedce tuż przy lewym przednim kole. Człowiek w drzwiach wahał się przez sekundę. - W prawą stronę i trzecia w lewo - powiedział złym głosem. - I zjeżdżaj stąd! -Dziękuję bardzo - powiedział Stefek grzecznie i wykuśtykał z garażu, zwracając się w prawo. Kierunek odpowiadał mu w pełni, tam bowiem czekała Janeczka z Pawełkiem. .
- Bo my tu bez moniaków astali sia i wpadli my w kałabanię. Pasażerka poprosiła 'kochanego Steve'a', żeby pomógł rodakom. Steve zdjął kapelusik, żeby się elegancko przedstawić Ani, którą przedtem wziął za swoje .
znali się dopiero od dwóch lat, bez wątpienia jako jego zastępca był .
się tego nie bez obaw, czy dam sobie radę z nową dziedziną pracy dziennikarskiej, wymagającą chociaż pobieżnej znajomości procedury sądowej i terminologii prawniczej. Ale wyszło nieźle. Nie zastanawiając się specjalnie nad zagadnieniami prawnymi, opisywałem to, co widziałem na sali sądowej. w sposób felietonowy. I tu znowu przyszło mi w sukurs gwarowe wykształcenie. Klientem sądów grodzkich był w większości wypadków szary warszawiak, przeważnie posługujący się tą gwarą. Odtwarzając dialogi, jakie toczyły się przed sądem między stronami, cytując czasem dosłownie zeznania oskarżonych lub wynurzenia świadków, miałem prawie gotowy felieton. Można tam było usłyszeć prawdziwe perły warszawskiego wysłowienia. Stylowy bowiem warszawiak, postawiony przed karzące oblicze sprawiedliwości, starał się wywrzeć na sądzie jak najlepsze wrażenie. Nie mówię już o tym, że ubierano się do sądu starannie, a nawet wręcz elegancko. Panowie występowali niejednokrotnie w żółtych skórkowych rękawiczkach, panie w kapeluszach z kaczym skrzydłem. Ale też język, którego używano, był wykwintny, pełen wyszukanych zwrotów i prawniczych terminów. Zwracano się do sądu per "Wysoka Eksmisjo" czy "Wysoka Proceduro". A raz, pamiętam, kiedy pewien adwokat powiedział w przemówieniu, że "sąd jest najwyższym ekspertem", podchwycił to natychmiast oskarżony i zwrócił się do sędziego: "Najwyższa Ekspertyzo!" Przymus codziennego dostarczania prasie co najmniej jednego felietonu sądowego, czyli tak zwanych wówczas "pyskówek", które bardzo się przyjęły, sprawiał, że musiałem spędzać w lokalach sądowych sporo czasu, bywać codziennie w kilku jego oddziałach. A przedwojenny warszawski sąd grodzki wyglądał zgoła inaczej niż jego odpowiednik, obecny sąd powiatowy w alei Świerczewskiego, czyli na dawnym Lesznie. Teraz jest to monumentalny gmach, pełen powagi i namaszczenia, wykładany marmurami i ozdobiony brązem. Stylowy dawny warszawski sąd grodzki, pod zmieniającymi się zresztą często nazwami: "pokoju", "powiatowy", miał inną nieco postać. - Do sądu? W oficynie na lewo, tam gdzie pisze: "Magiel elektryczny". A potem na trzecie piętro, drzwi po prawej stronie, naprzeciwko krawca. W taki lub podobny sposób informował przeważnie dozorca warszawskiej kamienicy osoby poszukujące ukrytego gdzieś w labiryncie podwórek lokalu sądu. Siedziba jego mieściła się zazwyczaj wysoko, naprzeciwko krawca, felczera szpitala starozakonnych oferującego codziennie świeże pijawki, składu pierza i puchu lub jakiejś innej instytucji prywatnej. Składała się z kilku pokoi z kuchnią, przy czym w kuchni przeważnie, z grubsza przekształconej na gabinet, urzędował kierownik sądu. Latem przez otwarte okna dobiegały do sali rozpraw odgłosy życia warszawskiego podwórka: - Lutuje, reperuje!... .
- Eee... Petunio, kochanie... nie miałaś ostatnio wiadomości od swojej siostry? Jak się spodziewał, pani Dursley spojrzała na niego wzrokiem zdumionego bazyliszka. Zwykle udawali, że nie ma siostry. .
Rana pod opatrunkiem na twarzy piekła nie do wytrzymania. Silna dawka narkotyków pomagała trochę złagodzić ból. Założony pospiesznie opatrunek na twarzy chronił przed infekcją, ale w obecnej chwili przeszkadzał, bo po pierwsze zasłaniał widoczność dla prawego oka, a po drugie był przeraźliwie biały. Zapadał zmierzch i nawet z pięciu metrów można było przejść obok ukrytego w krzakach człowieka. Ale nie z białym bandażem na twarzy. Mężczyzna zdarł opatrunek z głowy. Odrzucił go w krzaki. Przełożył pistolet do drugiej ręki i sięgnął po okład, który wraz z krwią przykleił się do policzka. Szarpnął i oderwał go jednym pociągnięciem. Nie poczuł bólu, narkotyk ciągle działał. Zemdlałby jednak na pewno, gdyby zobaczył teraz swoją twarz w lustrze. Od szczęki do skroni biegła szrama, która natychmiast powinna być zeszyta. Przysiągł sobie że odnajdzie chłopaka, który załatwił go tak ostatniej nocy. Na moment zamarł w bezruchu nasłuchując. Był bezpiecznie ukryty na szczycie ruin. Z dołu dobiegł go głos, który śni się każdemu kryminaliście, chociaż raz tygodniowo. - Stać! Policja. Ręce do góry. Głos dobiegał z dołu zza krawędzi ruin i nie był skierowany do niego. Właściwie mógł się nie bać tej wyświechtanej formułki, bo od lat był z nią oswojony. Tyle, że to on ją zawsze wypowiadał, bo jako policjant miał do tego prawo. Wstał z miejsca i zgarbiony podbiegł do krawędzi ruin. W dole zobaczył stojącego policjanta z oddziałów specjalnych, który mierzył z Kałasznikowa do kogoś stojącego w podcieniach korytarza bez okien. Uniósł pistolet, wycelował w głowę osłoniętą czarną kominiarką i oddał trzy strzały. Tylko jeden był niecelny. Policjant wygiął się w tył. Kałasznikow odleciał w bok na kilka metrów. Mężczyzna opuścił pistolet. Oszczędzał amunicję. Patrzył z dziwną satysfakcją, jak jego ofiara wiła się z bólu, kopiąc nogami ziemię i zamiatając szeroko rozwartymi dłońmi powietrze. Każda przyjemność ma swoją cenę. Od strony gęstych krzaków nadleciała długa seria pocisków z Kałasznikowa. Przynajmniej połowa przeleciała obok mężczyzny tnąc gałęzie i obrywając liście z krzaków. Ale druga połowa utkwiła w podbrzuszu i płucach, odbierając jego ciału równowagę. Mężczyzna zachwiał się i runął głową w dół, spadając pięć metrów wzdłuż ceglanego muru, uderzył głową w ziemię, zabierając do wieczności wszelkie urazy wobec pozostających przy życiu ludzi i zwierząt. Prokurator cofnął się pod ścianę. Nie mógł patrzeć na wijącego się w agonii policjanta. Jego przeraźliwy krzyk wdzierał się w ostatnie zakamarki świadomości. Co innego było uganiać się za mordercą, a czym innym było przyglądanie się ofiarom. Osunął się pod ścianą kompletnie obezwładniony. Łysiejący blondyn wyjął z pod marynarki pistolet i odbezpieczył go. Prokurator czuł jak po jego plecach, leje się struga zimnego potu. Był pewien, że kule w pistolecie za sekundę wzbogacą jego wnętrze o kilkanaście gram ołowiu. Blondyn zachował się jednak irracjonalnie. Minął Prokuratora i ruszył w przeciwną stronę, strzelając do ciemnych sylwetek ukrytych w zaroślach policjantów. Tylko niezwykły zbieg okoliczności, zapadający zmierzch oraz nadzwyczajne szczęście pozwoliły mu oddać sześć niecelnych strzałów, zanim dwie serie pocisków przygwoździły go śmiertelnie do ściany. Kowbojskie buty z wężowej skórki nie są najlepszym obuwiem do biegania. Lolo klął w duchu swoje upodobanie do amerykańskiej mody. Był jednym z bliskich współpracowników prokuratora i jednym z najlepszych strzelców wyborowych. Krótką bronią potrafił z pięćdziesięciu metrów trafić królika w biegu. Oprócz wybornego "cela" posiadał również wysoki iloraz inteligencji, oraz wrodzony spryt. Gdy usłyszał pierwsze strzały, chwycił walizkę z pięcioma milionami dolarów i skoczył z nią w stronę ruin. Nawet nie wyciągnął swojego rewolweru. W jednej chwili ocenił sytuację. Policja musiała otoczyć cały teren. Natarcie szło z dwóch stron, zmuszając ich do ucieczki na południową część ruin. Jeśli dobrze się domyślał, to po tamtej stronie powinni znajdować się snajperzy. Nie długo czekał na potwierdzenie. Blondyn z czarną bródką i kręconymi włosami, ostrzeliwał się ukryty za krasnalami. Gdy jednak od strony zarośli ogień z pistoletów maszynowych zmiótł krasnale, zamieniając je w gipsowy pył, podjął decyzję o odwrocie. Odczołgał się przywarty do ziemi w stronę busa i gdy dotarł do tylnych kół poderwał się na równe nogi. Osłonięty samochodem ruszył w stronę szoferki słusznie rozumując, że samochodem szybciej wyjedzie z tego piekła. Nie zdążył nawet otworzyć drzwi. Snajper jednym strzałem powalił go na ziemię. Blondyn należał do ludzi, po których płaczą jedynie wierzyciele. Widząc to, Lolo chwycił walizkę pod pachę i ruszył biegiem pod osłoną korytarza w stronę południową. Przebiegł korytarzem piętnaście metrów i skręcił w lewo. Odnalazł prokuratora siedzącego pod ścianą. Dobiegł do niego, postawił walizkę z pieniędzmi i przyklęknął oczekując cudu, który pozwoliłby im wyjść z tego bałaganu choćby z życiem. - To są chłopcy z naszej komendy - zameldował Lolo. Prokurator wychylił się za załom muru. W głębi na placu koło srebrnego Mercedesa toczyła się walka wręcz. Skośnooki Koreańczyk celnym ciosem powalił policjanta z oddziałów specjalnych. Dla pewności, gdy ten już leżał dobił go ciosem w krtań. - Zdejmij go - rozkazał prokurator. Lolo pozostawił walizkę i odbiegł kilka kroków. Stanął w otworze po oknie i zamachał ręką do Koreańczyka. Kuląc się Koreańczyk rzucił się biegiem w stronę swego wybawienia. Lolo sięgnął po rewolwer. Koreańczyk zwinnie przebiegł przez plac omijając świszczące mu nad głową kule i wskoczył przez otwór na korytarz. Z dwóch metrów Lolo oddał trzy strzały. Być może dla Koreańczyka były one wybawieniem. Prokurator podniósł się z ziemi i podbiegł do nieżyjącego już łysiejącego blondyna o wyglądzie sklepikarza. Obok niego na ziemi leżał pistolet. Prokurator podniósł go. Strzały w lesie ucichły. Lolo podbiegł do prokuratora. Siedział tak jak przed chwilą oparty o mur. - Dawaj kajdanki - rozkazał prokurator. - Wyjdziemy z tego. No szybciej. Zapamiętaj: obaj zostaliśmy zaatakowani w czasie wykonywania śledztwa. Lolo kiwnął głową ze zrozumieniem. Przyklęknął przed siedzącym prokuratorem i założył na oba przeguby kajdanki. Musiał sobie poradzić sam, bo Prokurator w prawej ręce trzymał pistolet. Prokurator spojrzał w bok. Łysiejący blondyn siedział oparty pod ścianą. Oczy martwo utkwione w posadzkę zaczęły matowieć. - Rusza się? - spytał prokurator z nutą obsesji w głosie. Lolo spojrzał na leżące pod ścianą zwłoki. Huk wystrzału rozbiegł się echem w ruinach Goeringa. Kula wystrzelona z odległości dziesięciu centymetrów przebiła czaszkę na wylot. Lolo odleciał bezwładnie i padł zgięty na posadzkę. Nie wyglądał teraz na metr dziewięćdziesiąt wzrostu. .
Kłótnię przerwały głośne okrzyki dobiegające z dołu. Artemis rozpoznał najdonośniejszy głos, rozlegający się echem na schodach. Głos Latimera. .
- Jeśli ten głupiec nie zrozumie celowości naszego działania, przymknę go na pewien czas. - Munro posmarował tosty masłem. - Nie podoba ci się to, co, Jack? - To brudna sprawa, sir. Zadzwonił telefon. .
grupa inżynierów, doktorów i innych specjalistów, do¶ć wybitnych na to, aby być .
- Steve, kupę czasu. Się masz? - odezwał się jeden z nich. Zarówno on, jak jego towarzysz byli zbliżeni wzrostem i wagą ciała do Deckera - sześć stóp, sto dziewięćdziesiąt funtów, wąskie biodra i tors przechodzący w potężne ramiona, które nadawały tułowiu siłę niezbędną przy wykonywaniu zadań specjalnych. Mieli również tak jak on około czterdziestki. Ale w tym miejscu kończyło się ich podobieństwo do Deckera. Jego włosy były piaskowego koloru i lekko falowane, natomiast mężczyzna, który się do niego odezwał, miał włosy rude i ścięte krótko przy głowie. Włosy drugiego kolegi były ciemne, zaczesane gładko do tyłu. Obydwaj mieli, nie pasujące do ich uśmiechów i eleganckich garniturów, grube rysy twarzy i przeszywający wzrok. .
owady. Szacuje się, że całkowita liczba owadów na planecie sięga 10' $ sztuk - na każdego człowieka w przybliżeniu przypada miliard owadów. Wszystkie mają trzy pary nóg (w odróżnieniu od pająków - cztery pary) i szkielet zewnętrzny, a ich ciało dzieli się na trzy części: głowę, tułów i odwłok. "Bóg nadzwyczaj umiłował 22 sobie chrząszcze". Podobno tymi słowami wybitny biolog angielski John Burdon Sanderson Haldane odpowiedział rozmówcy, który chciał się dowiedzieć, co badania przyrody pozwalają sądzić o zamiarach Stwórcy. Wśród owadów największy sukces odniósł rząd chrząszczy (Coleoptera). Chrząszcze stanowią około połowy wszystkich gatunków zwierząt poznanych dotychczas na Ziemi. Jako chłopiec .
pan odpowiedzialność za rozlew krwi. Niech pan się decyduje! Dalsza obrana jest bezcelowa. Zajęliśmy już prawie cah zamek! .
zwykle, kiedy ma opuścić ciało, przekazuje ją swemu uczniowi. .
- Od pewnego czasu stopniowo zamykają wszystkie latarnie - wtrącił się Hare. - Mają pietra przed inwazją. - Chodzi o to - kontynuował Craig - że dokładnie u podnóża latarni w Grosnez jest w skałach odkrywkowa kopalnia, od kilkunastu lat nie eksploatowana, ale znajduje się tam głęboka przystań, której używały niegdyś łodzie przypływające po granit. - Doskonałe miejsce dla nas - powiedział Hare. .
zycie, kazdy powinien moc kultywowac wobec innych bezkresne .
był tak zdenerwowanym, że binokle wci±ż mu wpadały do szklanki; kl±ł, wycierał .
wszechświata. Przez to zbliżają się one do pierwszego ideału. .
zdawać sobie sprawę jak to mogłoby być dokonane. .
Program zaprojektowany jest z myślą o pracy off-line; zarówno pocztę, jak i newsy można ściągnąć z serwera na lokalny dysk i czytać już po rozłączeniu połączenia. Bardzo dobrze, że istnieje taka możliwość; gorzej, że program wymusza taki sposób pracy, niezależnie od tego, czy ktoś tego chce, czy nie: funkcje czytania zawartości skrzynek pocztowych i odpowiadania na listy po prostu nie są dostępne podczas trwania połączenia! Będąc połączonym z serwerem możemy korzystać z FTP, WWW czy telnetu, ale nie z e-maila ani newsów; aby dostać się do tych usług, musimy się wpierw rozłączyć. .
- A wiesz ty, kto to jest? Twój chrzestny. Witold unosi małą w poduszce. Ania wyciąga ciekawe paluszki do kolorowej muszki przy kołnierzyku gościa, potem wtyka paluszek między jego rozchylone w uśmiechu szczęki. Rozćwierkała się śmiechem, widząc, jak John porusza muszką na gumce. Wzruszony tym John bierze z rąk bratanka becik i podrzuca Anię w górę. .
piszcząc i skrzecząc, pergamin z wyrokiem śmierci, utrzymany w .
ruchu rzeczywiście istniejącej klasy (6), która w realny sposób .
- Już zaś beczysz? - ocucił go chrapliwy głos rudego Józefa. - Józef!... .
- Mówiłeś, że nie jest jeszcze dostępny dla publiczności - przypomniała mu, zerkając spod ronda zgrabnego kapelusika. Zachary roześmiał się. - Mam tutaj pewne przywileje i mogę wprowadzić cię do środka. - Spojrzał na nią znacząco. - Ale ostrzegam cię, zobaczysz tam dziwne i przerażające rzeczy. - Czy ten dwór naprawdę jest nawiedzany? .
- Nie powinna pani nosić tej chustki na głowie, to pani± szpeci. .
- Niech mama da pokój, wiem, co robię. Fryc jest zwykłym bydlęciem, które nie .
"Och, och, rzekł sobie w duchu przemyślny Vanderdendur, ten .
- Nie był pan nawet na tyle uprzejmy, by poinformować mnie o swoich planach na dzisiejszy wieczór. Gdyby Zachary nie wspomniał, że wysłał pan listy do dwóch mężczyzn, z którymi wiążą pana interesy, wcale nie wiedziałabym, co się dzieje. Jak pan mógł nie poinformować mnie o tym? .
l~ kwietnia Vance wrócił do swojego biura i wówczas dowiedział się. że zapadła decyzja zbrojnego odbicia zakładników. Natychmiast Vance Cyrus (ur. 1910 - absolwent ~"ale L nversity. w 19-i2 r. u-stąpił dc> maryarki .
siebie poprzez swój rozbrat z mieszczaństwem. Po części jednakże .
pojedynczego pliku lub grupy plików wcześniej zaznaczonych. Zaznaczenia grupy plików możemy dokonać na dwa sposoby. .
tiki, .
ustanowić je z przedmiotami, bo łatwiej jest sobie z nimi radzić. .
- Widzi pan, ja mam duży kłopot. Wyj±ł cygaro i poszedł splun±ć pod piec do .
- Założenie, że zjawa podziela skłonności swojego przyrodniego brata do popełniania pewnego fatalnego błędu. - Jakiego? .
Wariant 2 .
rzyć, gdyż to dyktuje po prostu taktyka egzystencjalna .
Janeczka zawahała się. Odpowiedzi udzielił Pawełek. Wypadł z budynku jak z procy i runął do samochodu. - Gazu! - wrzasnął zdyszanym głosem do Rafała. - On wraca i leci jak z pieprzem! Pojedzie dalej! Ostatnie słowa wymówił JUŻ w trakcie jazdy, bo Rafał nie zwlekał. Ledwie zdążył objechać forda, z wyjścia szybkim krokiem wyłonił się pan Purchel i również ruszył. Wyprzedził małego fiata przy Rakowieckiej. .
Rzymianie obalą Leona i syn Alberyka wróci na tron papieski. Jaka śmierć zgarnęła tego dwudziestosześcioletniego młodziana w dwa i pół miesiąca potem, 14 maja 964 roku, historia milczy; Liutprand napisał, że zmarł na atak serca w łóżku jakiejś mężatki, ale nic nie przemawia za wiarygodnością tej relacji. Od tego, co w tym łóżku mógł robić, raczej się nie umiera; skłonny byłbym przypuścić na tej podstawie, że co najwyżej jakaś mężatka podała mu w winie mocną porcję digitalis, a czy w łóżku, to już kwestia domysłu złośliwego Liutpranda. Leon VIII wrócił, ale Rzymianie wybrali na jego miejsce Benedykta Próbowali jakoś nawiązać stosunki z Ottonem. Bez skutku, oczywiście. Otton wrócił, zamknięto przed nim bramy miasta. Obległ je i - .
ciężarowy te cholerne progi; ale pracowałem z Arabami, którzy bali się jak .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
choroba nie prowadzi do śmierci, lecz do nowego życia. W Łazarzu .
U¶cisn±ł mu rękę i wyszedł niepostrzeżony. .
Wiele badań poświęconych przystosowaniu małżeńskiemu wskazuje, że właśnie okres przedmałżeński decyduje o przyszłych losach związku, ale polega to głównie nie tyle na samej sile uczuć czy więzi erotycznej, co więzi charakterologicznej, środowiskowej, intelektualnej. Inaczej mówiąc: im więcej sfer łączy, tym większe szansę na przyszłość. Decyduje tu pewna podstawowa orientacja życiowa: altruisłyczna lub egocentryczna. Ta druga sprzyja powstawaniu konfliktów. Ciekawe, że takie cechy, jak: dobroć, łagodność, tolerancja, ciepły stosunek do ludzi, pozytywny świat wartości, które przecież stanowią bardzo .
wypowiedziała, to no! Za to, gdy do Pognębina doszła wiadomość, .
leśne i prymulki, i dzwoneczki. Z wierzchu nasypu widać .
- To też wydawało się logiczne. Chyba oglądałem dużo kryminałów w telewizji. .
podobieństwo swoje. .
dzisiaj domagają się polityk, które dokładnie są przeciwne tym, .
- Wybacz mi! .
błyskała drutami i u¶miechała się do syna i wnuczek, córki, która zajęta była .
Finlandii, Związku Radzieckim, Czechosłowacji, Niemczech, Polsce -wszędzie wyrastały masywy betonowych bunkrów, mocno wkopanych w ziemię, wystawiających na zewnątrz działa i karabiny maszynowe, osa- .
Van Effen patrzył na niego bez słowa z kamienną twarzą. .
hinduskiej próbuje dokonać zamachu na Osho. Ashram Osho jest już .
miał już wyzbyć się całej swojej drobnicy, a było tann .
i potomnych. Poświęcono mu wiele biografii, powieści, fałszowano jego pamiętniki, kilkakrotnie ekranizowano jego dzieje, tworzono dzieła muzyczne. Ciekawe jednak, że głównie zewnętrzna strona jego zachowań, tzn. mnogość podbojów erotycznych, przygód cieszyła się popularnością. Podobnie i współczesny Casanova budzi agresję, zawiść, zainteresowanie, w wyniku klimatu, jaki się tworzy wokół jego podbojów miłosnych, mniej natomiast znane są prawdziwe cechy i motywy jego zachowań. .
- Za co?! .
ruchach. Nie lubił wiele mówić i zwykle najważniejsze interesy załatwiał w kilku .
Powrot do poprzeniej pozycji nie byl juz mozliwy. Reakcja K. byla .
pociągającą grupę. Czterech miało na sobie robocze kombinezony, - .
Na przykład pan Walory jako tramwajarz gadałby ustawicznie o kursach, pasażerach, wajchach itp. W ogóle widziałby życie z okien tramwaju lub zza korby motorniczego. Starczyłoby tego zaledwie na parę felietonów. To samo byłoby, gdybym go zatrudnił, dajmy na to, gdzieś w hucie. Zresztą huty "Warszawa" jeszcze nie było, musiałbym go wysłać do Krakowa. A tak, jako pracujący gdzieś w miejscu bliżej nie określonym, mógł być przeze mnie użyty wszędzie. Nie trafiało to do przekonania moim adwersarzom. Zresztą zarzut braku udziału w produkcji nie był najcięższy, jaki mi postawiono. Były gorsze. Oto zarzucono mi zbrodnię zaśmiecania gwarą kryształowej czystości polskiej mowy, imputując mi wynalezienie tej gwary i uczenie jej niewinnych polskich dzieci. Na ten zarzut nie odpowiedziałem. Kiedy jednak zaatakowano mój tak zwany warsztat pisarski, zacząłem się bronić. .
- O ile dobrze rozumiem, uważa pan doktor MaryDaire Kinę za największy autorytet na świecie w dziedzinie badań DNA. .
- Panie Pawlak! Żeby nie Witia, to by my z całej UNRRY najgorszego wałacha mieli! Nikt mu rady nie dał, a wasz go dosiadł. Twarz Pawlaka zastygła, oczy zwęziły się w szparki. Spojrzał na syna tak, że choć wieczór był majowy, to Witię zmroziło. .
Niekiedy można poznać dokładnie przyczyny impotencji psychogennej i jej rozwój, ale w wielu przypadkach przewlekłych trudno znaleźć początek zaburzenia, na które nałożyły się później czynniki nerwicowe. Jakkolwiek można o impotencji pisać podręczniki, to jednak praktyka wskazuje, że nie tyle ona sama jest groźna, co przesadnie lękowa wobec niej reakcja. .
lekkomyślnie pieniędzy w bukiety róż. W najlepszym wypadku możemy liczyć, .
ponad zmysłowe postrzeganie, ponad logikę czysto rozumowa i .
- To ty tego młynarza przywiózł - szeptem wypomniał Pawlakowi Kargul. .
- Edge wsiadł mu na ogon i z wariackim śmiechem rozwalił go na kawałki. - To potworne - powiedziała. - Z pewnością jego dowódca postawił go przed sądem wojennym? - - Próbował, ale zadecydowano inaczej. W bitwie o Anglię Edge był prawdziwym asem, miał już dwa Lotnicze Krzyże Zasługi. W gazetach to nie wyglądałoby dobrze. - Craig spojrzał na Hare'a. - Jak już mówiłem, to bohater wojenny i psychopata. - Ja też słyszałem tę historię - potwierdził Hare. - Zapomniałeś tylko o tym, że owym dowódcą Edge'a był Amerykanin, były pilot Eskadry Orłów. Edge nigdy mu nie wybaczył i od tamtej pory nienawidzi Amerykanów. - A jednak - włączył się Munro - jest on najlepszym pilotem, jakiego kiedykolwiek widziałem. - Jeśli tak. to dlaczego nie weźmie udziału w czwartkowym zadaniu zamiast Grand? - Ponieważ w tego typu akcjach nie pilotuje lysandera, lecz niemieckiego Fieseler Storcha. I to tylko, gdy zaistnieją specjalne okoliczności - powiedział Munro. - Czwartkowy lot będzie raczej rutynowy. Otworzyły się drzwi i wszedł Edge z nieodłącznym, nie zapalonym papierosem, zwisającym z kącika ust. - No jak, wszyscy w dobrym humorze? - Gdy podszedł do ich stołu, nagle zaległa cisza. - Grant wystartował bez przeszkód, sir - zwrócił się do Munro. - Wróci we czwartek w południe. - Dobrze się spisał - rzekł Munro. Edge pochylił się nad Genevieve tak blisko, że poczuła na swoim uchu jego oddech. - Miło się zadomowiamy, kochanie? Jeśli potrzebujesz po rady, wujek Joe jest zawsze na zawołanie. Ze złością odsunęła się i wstała. - Zobaczę, czy madame Legrande potrzebuje pomocy w kuchni. Edge zaśmiał się, gdy odchodziła. Hare popatrzył z uniesionymi brwiami na Craiga. - On nie jest wystarczająco zdrowy na umyśle, aby mógł przebywać wśród ludzi, prawda? Gdy Genevieve weszła do kuchni, Julie, z rękami po łokcie w zlewie, zmywała naczynia. - Madame Legrande, śniadanie było wyborne. - Wzięła ścierkę. - Pomogę pani. - Mów mi Julie, cherie - odpowiedziała z ciepłym uśmiechem. Genevieve przypomniała sobie nagle, że tak zwracała się do niej zawsze Hortensja. Nigdy do AnnyMarii, ale właśnie do niej. Od razu polubiła Julie Legrande. Podniosła talerz i uśmiechnęła się. - Na imię mi Genevieve. .
- Pijcie już to mleko - prosiła Szerucka. .
dodatkowego urządzenia wejścia/wyjścia uniknąć niepotrzebnych kłopotów? Wystarczy, jeśli komputer wyposażymy w dwa łącza szeregowe i dwa równoległe. Jeżeli będziemy mieć tak zwany game port (do podłączenia joysticka wykorzystywanego w wielu grach) możemy być spokojni. Koszt jednego łącza jest niewspółmiemie niski w porównaniu z ceną całego komputera. Instalacja .
na istotę poznania muszą więc także i tu znaleźć swoje .
ruchem narodowowzwoleńczym; na nowych ruchach społecznych, .
takiej perspektywie, nie potrzeba nigdzie żebrać; potrzeba .
- Pogorszyć się już nie dadzą! - porywczo zawołał Artur. - Zawsze mnie nienawidzili i będą nienawidzić... bez względu na moje postępowanie. Zresztą, jakżeby James mógł się sprzeciwiać memu wyjazdowi z tobą. mym ojcem-spowiednikiem? .
uratowania zagrożonej pozycji przez korzystne małżeństwo. Na koniec, być może, dojdą do takiego stanu, że zaczną .
procederu, jak owe stacje w Magdeburgu i Merseburgu! Oni właśnie, bowiem już w świecie arabskim, nie zaś dopiero w chrześcijańskim, Żydzi dominowali w obrocie pieniężnym. Nie dla tego, że byli tak chytrzy Na tę rolę skazywały ich nie tyle tradycje umiejętności bankierskich, co same panujące religie: i w świecie arabskim, i w chrześcijańskim, tylko innowiercy mogli uprawiać kredyt oprocentowany, tj. lichwę (lichwą, dla jasności, był wszelki procent od kredytu, nie tylko ten zbyt wysoki). Ależ, swoją drogą, mówi ten jeden wielbłąd! Nie byłby sensacją, gdyby kupcy arabscy podróżowali wielbłądami po krajach Północy Ale tak daleko na nich z Chorezmu nie docierali; gdzieś pośród szczątków zwierzęcych w Europie Północnej uchowałoby się trochę kości po jakimś padłym tutaj wielbłądzie, tak, jak można je znaleźć w grodziskach wschodniej części dawnej Rusi. Mieszko musiał więc nawiązać kontakt ze swymi partnerami handlu, zamówić zwierzę i odczekać, aż je przyprowadzą. Musiał, co ważniejsze, wiedzieć, czego chce. Na tym tle przypuszczenie, że i on, jak rzekomo wikingowie, nie wiedział, czemu służy pieniądz, naprawdę odsłania swą bzdurność. Musiał dużo wiedzieć. I musiał myśleć bardzo daleko. Jak i węgierski Gejza, który syna chował już na .
pomoca .
.
Strączek stropił się nieco. .
- Uwaga! Kiedy usłyszycie gwizdek, odepchniecie się mocno nogami od ziemi! Utrzymujcie miotły w równowadze, wznieście się na kilka stóp i lądujcie, wychylając się lekko do przodu. Na mój gwizdek... trzy... dwa... Neville, zbyt przerażony perspektywą oderwania się od ziemi, poszybował w powietrze, zanim pani Hooch przytknęła gwizdek do warg. .
- Randolph Green powiedział Hal, oddalając się od Santa Fe, dojeżdżając niemal do grani wzgórza. - Jak sądzisz, kim on jest? .
setek milionów kilometrów; i właśnie w tym najgor- .
złoczyńcy patrzyli przed siebie i nie rozglądali się .
Czyli kojarzy sobie złość z lękiem przed odrzuceniem, a to dla dziecka musi być zagrożeniem najgorszym z możliwych. (...) W dodatku dziecko oczywiście ma jeszcze poczucie, że oszukuje, ponieważ nie może być naprawdę sobą. Czuje się w jakimś stopniu odcięte od rodziców, bo nie jest akceptowane w pełni - musi udawać, że nie przeżywa złości. Ale oszukiwanie nie jest aż tak złe, jak groźba kompletnego odrzucenia, więc zapewne wybierze raczej to, by być fałszywym i kochanym niż autentycznie sobą, ale odrzuconym. .
nie zgadzający się obywatel zawsze ma możność usiłowania zmiany .
cie - powstanie historii własnej personoidów, z właś- .
- Muszę jechać do szpitala, żeby odwiedzić przyjaciółkę - powiedział Decker. .
krótki z forsą. Wyroki nieduże, ale pewne; przekraczasz granicę i jesteś .
- Tak, wiem - uciął Schellenberg. - Został zażegnam-. .
.
w świecie zewnętrznym. .
zauważyła, różnych toreb i torebek, pudeł i pudełek, nie .
się śmiertelną pułapką. Kopuła Pola była nieprzezroczysta i w .
- Jak to jaki? Żeby wywołać sensację, udowodnić swoje talenty jasnowidza... czy jasnowidzowej?... Jak to się mówi? I przejść do potomności... - Do potomności to pan przejdzie jako naczelny głupek naszych czasów - powiedziałam gniewnie. - Musiałabym upaść na głowę, żeby dusić Tadeusza. Dałabym nie wiem co za jego zmartwychwstanie! - Dlaczego? - spytał ostro kapitan. .
miano wybudować w Niemczech pierwszą linię z Norymbergi do Furth, .
- Siadaj - powiedział Bennie do Deckera, gdy Esperanza wrzucał monety do automatu. Decker usadowił się w fotelu naprzeciwko Benniego, przekonany, że pod oddzielającym ich biurkiem znajduje się pistolet. .
- Ach, bratowa ma swój system. Je¶li się jej jaki obraz podoba, to długo chodzi .
- A czego ty taki bezlitośnie nie napasiony, a? .
- Na Boga, tak! Jest wdową i mieszka w Hampstead. Największym rozczarowaniem jej życia było, gdy w 1940 Hitler nie zdołał wjechać do Pałacu Buckingham. Roześmiał się głośno. Craig odwrócił głowę, czując do niego coraz większą niechęć. - Tak się zastanawiam - zagadnął Hare'a. - Powiedział pan, że waszą operację przeprowadza wydział D z DOS. Czy to przypadkiem nie starzy, dobrzy znajomi od brudnej roboty? - Zgadza się. .
Jednym z kierowników tego teatru byłem przez jakiś czas ja. Jako słuchacz szóstej chyba klasy. Ponieważ oprócz powołania aktorskiego czułem jeszcze iskrę bożą w kierunku dramaturgii, dostarczałem teatrowi potrzebnego repertuaru, czyli tak zwanych wówczas komedyjek. Dyrektor Górski mimo swego liberalnego stosunku do naszej sceny wymagał jednak przedstawiania sobie do akceptacji utworów, które miały być wystawione. Oczywiście krępowało to górne loty etatowego dramaturga. Napisałem właśnie wspaniały skecz pt. Na wakacjach, kończący się płomiennym pocałunkiem między bohaterami: uczniakiem i pensjonarką. Naturalnie szans na przejście przez cenzurę utwór, moim zdaniem, nie miał żadnych. A bardzo nie chciałem, żeby dzieło zostało stracone dla potomności. Postanowiłem więc wystawić je warunkowo, wykorzystując fakt, że dyrektor wyjeżdżał często na niedzielę do swojego mająteczku w Grójeckiem. O ile więc "Góral" wyjedzie, skecz, stanowiący jeden z numerów programu, idzie. W przeciwnym razie oczywiście odpada. Wszystko składało się doskonale - pedagog wyjechał. Przedstawienie się odbywa. -Ja w roli sztubaka prowadzę kunsztowny flirt z najwybitniejszą naszą "aktorką", autentyczną pensjonarką z gimnazjum żeńskiego pani Lange, i nagle, w momencie zbliżającego się pocałunku, dochodzi mnie zza kulis przejmujący szept któregoś z kolegów "artystów": - "Góral" na sali! .
dotrzeć do głębszych, ale nic nadto. Zrobiło się .
- John i ja - skinął głową w stronę ministra skarbu - często jes- .
- Proszę mi wybaczyć! - wyjąkał Bob.Wziąłem pana za ko innego. - Czy nie mógłbym zastąpić pańskiego przyjaciela? Skorz sta% z szansy,ze los nas połączył. Bob zawrócił na pięcie i odszedł szybkim krokiem.Kilka p iI% stytutek pojawiło się to tu,to tam wzdłuż alei.Niemal na% 200 II i .
- Kaźmierz - zawołała słabym głosem. .
(1903-1991), przyznawał się do trudności w czytaniu i pisaniu, podob- rozwoju umysłowym. .
w twarz. Ludzie złapali pacjenta i próbowali odciągnąć go od .
panie - mówi stary Maciej skoro i tutejsze chłopy pognębińskie .
Nie rozumieliby słów tego drugiego człowieka. .
- I tak sobie, przecież za taki interes mógłby grubo zarobić. Ja sam dałbym .
uczenie się polisensoryczne, w którym angażuje się motorykę (całe ciato, ręce, narządy mowy) i słuch. Wskazane jest podczas lekcji używanie pomocy dydaktycznych, o których była mowa, także pomo-cy, które służą do ćwiczeń korekcyjno-kompensacyjnych. .
motywacji do nauki, wolą zabawę. Nie umieją rozstać się z rodzicami, nie potrafią przystosować się do grupy równieśników. .
misteriach. Nic też dziwnego, że "zdradzeni" takich tajemnic .
Tymczasem Dominika, pociągając nosem i posapując, zdjęła z gwoździa na ścianie jedno ostrze nożyczek od manicure i zabrała się do obierania ziemniaka. - Zniszczyłaś ten kartofel - gderała. - Nie warto go nawet odnosić z powrotem; zakurzy się, bo jest skaleczony. - Och, wielkie mi rzeczy! - zawołała Arietta.Leży ich tam całe mnóstwo! - Dobrze ci tak mówić! Całe mnóstwo! - ciągnęła Dominika z powagą, odkładając ostrze nożyczek na bok. - Czy zdajesz sobie sprawę, że twój biedny ojciec ryzykuje życiem za każdym razem, gdy pożycza kartofel? - Chciałam tylko powiedzieć - rzekła Arietta - że mnóstwo kartofli jest w naszej spiżarni. - Mniejsza o to, co chciałaś powiedzieć - rzekła Dominika, uwijając się z pośpiechem - a teraz usuń mi się z drogi i pozwól mi przygotować kolację. Arietta weszła przez otwarte drzwi do bawialni. Ogień płonął na kominku i w całym pokoju było jasno i przytulnie. Dominika bardzo szczyciła się swą bawialnią: ściany były wytapetowane skrawkami starych listów powyciąganych z koszy od śmieci, a Dominika tak to obmyśliła, że zapisane stroniczki ciągnęły się pionowymi pasami od podłogi do sufitu. Na ścianach wisiały portrety królowej Wiktorii z jej młodych lat, w różnych kolorach. Były to znaczki pocztowe, które Strączek pożyczył przed kilkoma laty z pudełka znajdującego się na biurku w gabinecie. Stało tu również lakierowane puzderko do biżuterii, wypchane wewnątrz po brzegi i z podniesionym wieczkiem, zastępujące kanapę, i bardzo przydatny sprzęt: komoda zrobiona z pudełek od zapałek. Był również prostokątny stolik nakryty aksamitną serwetą bordo, który Strączek sam sporządził z denka drewnianego pudełka, podpierając je rzeźbioną nóżką konika szachowego. (Z tego powodu "na górze" było wielkie zmartwienie, gdy najstarszy syn ciotki Zofii wpadł na krótką wizytę w środku tygodnia i zaprosił wikarego na "partyjkę szachów po obiedzie". Pokojówka Róża obraziła się wówczas i podziękowała za służbę. Gdy odeszła, stwierdzono po pewnym czasie brak także i wielu innych rzeczy i odtąd domem rządziła już niepodzielnie Dorota). Sam konik - jego popiersie, jeśli tak rzec można - stał na kolumience w rogu, gdzie prezentował się bardzo okazale, nadając całemu mieszkanku atmosferę artystyczną, jaką nadać mogą tylko dzieła sztuki. Obok kominka, w krytej drewnianej szafce, stała biblioteczka Arietty. Był to zbiór miniaturowych tomików, w jakich lubowano się za czasów królowej Wiktorii. Z powodu ich maleńkich rozmiarów nazywano je biblioteką Tomcia Palucha, lecz Arietcie wydawały się one olbrzymimi tomiskami. Był tu "Słownik geograficzny" zawierający ostatnie spisy ludności, "Słownik" fachowych wyrażeń naukowych, filozoficznych, literackich i technicznych, "Komedie" Williama Szekspira z przedmową o autorze i wreszcie wymieniona na ostatku, ale wcale nie najmniej ważna, ulubiona książka Arietty: "Diariusz" z "Księgą przysłów", zawierającą na każdy dzień roku jakąś "złotą myśl", i ze wstępem opisującym szczegółowo życiorys człowieczka zwanego Tomciem Paluchem, który był generałem i ożenił się z Lawinią Bump. W książce tej .
. . :-,. klearnego przepro~~a- .
- Władek - Kaźmierz przywarł do boku Kargula - taż gdzie my trafili? - zerrknął na wikarego. -Czy Jaśko z takiej poręki do porządnego nieba trafi? Poczuł na ramieniu delikatny ale zarazem stanowczy uścisk czyjejś dłoni. Malec One z twarzą przejętą bólem ale także zniecierpliwieniem domagał się z nie znoszącą sprzeciwu łagodnością rozpoczęcia właściwej części ceremonii: - Sorry, mister Pawlak. Nie mogę dłużej zwlekać. Za pół godziny następny klient - wymownym gestem wskazał Malca Two, który przytaknął tym słowom gestem głowy: za pół godziny będzie pogrzeb Meksykanina, więc trzeba mieć czas, by zdjąć dumnego orła z witryny i na to miejsce dać flagę Meksyku. Z niewidocznych głośników niczym mgła z nieba popłynęła muzyka. Równocześnie bracia Malcowie rozsunęli przed gośćmi składaną ścianę parloru A-B, jakby odsłaniali scenę, na której zaraz wystąpi dawno oczekiwany solista: W głębi, na niewielkim podwyższeniu, czekał na nich ten, dla którego był to ostatni występ towarzyski. W kipieli ułożonych fachowo białych kwiatów leżał w trumnie bohater dnia. Kwiaty już dostał. Teraz oczekiwał na wyrazy uznania dla swego wyglądu... Na estradce z kwiatowego ogródka wyłaniała się lśniąca hebanem trumna, ozdobiona złotymi okuciami i uchwytami. W niej spoczywał efekt fachowych zabiegów braci Malec. Zabalsamowany, wyperfumowany John Pawlak przyciągał wzrok swoim rześkim wyglądem; ze szminką na wargach, tuszem na rzęsach oraz wyróżowanymi obficie policzkami czekał na słowo uznania; nad jego głową w złoconych ramach wisiał ogromny obraz: samotny okręt na wzburzonym morzu... Przed estradą defilowali goście, wydając nad trumną okrzyki szczerego zachwytu: - He is wonderfuul! krzyknęła radośnie prezeska Towarzystwa Różańcowego. .
się tego nie bez obaw, czy dam sobie radę z nową dziedziną pracy dziennikarskiej, wymagającą chociaż pobieżnej znajomości procedury sądowej i terminologii prawniczej. Ale wyszło nieźle. Nie zastanawiając się specjalnie nad zagadnieniami prawnymi, opisywałem to, co widziałem na sali sądowej. w sposób felietonowy. I tu znowu przyszło mi w sukurs gwarowe wykształcenie. Klientem sądów grodzkich był w większości wypadków szary warszawiak, przeważnie posługujący się tą gwarą. Odtwarzając dialogi, jakie toczyły się przed sądem między stronami, cytując czasem dosłownie zeznania oskarżonych lub wynurzenia świadków, miałem prawie gotowy felieton. Można tam było usłyszeć prawdziwe perły warszawskiego wysłowienia. Stylowy bowiem warszawiak, postawiony przed karzące oblicze sprawiedliwości, starał się wywrzeć na sądzie jak najlepsze wrażenie. Nie mówię już o tym, że ubierano się do sądu starannie, a nawet wręcz elegancko. Panowie występowali niejednokrotnie w żółtych skórkowych rękawiczkach, panie w kapeluszach z kaczym skrzydłem. Ale też język, którego używano, był wykwintny, pełen wyszukanych zwrotów i prawniczych terminów. Zwracano się do sądu per "Wysoka Eksmisjo" czy "Wysoka Proceduro". A raz, pamiętam, kiedy pewien adwokat powiedział w przemówieniu, że "sąd jest najwyższym ekspertem", podchwycił to natychmiast oskarżony i zwrócił się do sędziego: "Najwyższa Ekspertyzo!" Przymus codziennego dostarczania prasie co najmniej jednego felietonu sądowego, czyli tak zwanych wówczas "pyskówek", które bardzo się przyjęły, sprawiał, że musiałem spędzać w lokalach sądowych sporo czasu, bywać codziennie w kilku jego oddziałach. A przedwojenny warszawski sąd grodzki wyglądał zgoła inaczej niż jego odpowiednik, obecny sąd powiatowy w alei Świerczewskiego, czyli na dawnym Lesznie. Teraz jest to monumentalny gmach, pełen powagi i namaszczenia, wykładany marmurami i ozdobiony brązem. Stylowy dawny warszawski sąd grodzki, pod zmieniającymi się zresztą często nazwami: "pokoju", "powiatowy", miał inną nieco postać. - Do sądu? W oficynie na lewo, tam gdzie pisze: "Magiel elektryczny". A potem na trzecie piętro, drzwi po prawej stronie, naprzeciwko krawca. W taki lub podobny sposób informował przeważnie dozorca warszawskiej kamienicy osoby poszukujące ukrytego gdzieś w labiryncie podwórek lokalu sądu. Siedziba jego mieściła się zazwyczaj wysoko, naprzeciwko krawca, felczera szpitala starozakonnych oferującego codziennie świeże pijawki, składu pierza i puchu lub jakiejś innej instytucji prywatnej. Składała się z kilku pokoi z kuchnią, przy czym w kuchni przeważnie, z grubsza przekształconej na gabinet, urzędował kierownik sądu. Latem przez otwarte okna dobiegały do sali rozpraw odgłosy życia warszawskiego podwórka: - Lutuje, reperuje!... .
dyskwalifiko- .
Paradoksalnie, potrzebują tego samego co Ty: uznania, docenienia, pochwały. A inni wcale się do tego nie kwapią. Sam pewnie wiesz, że jak ktoś się wywyższa, masz go ochotę nie pochwalić, tylko ściągnąć na ziemię, przekłuć szpilką jak balon, żeby uszło powietrze. .
Ich dwóch mógłbym zabić." .
Skoro wiadomo już, na czym polega odreagowanie, chcę jeszcze poradzić Ci, jak z niego korzystać. Otóż przede wszystkim - nie powstrzymywać, jeśli tylko warunki na nie pozwalają. Osobiście bardzo bronię swojego prawa do płaczu i tego samego domagam się dla moich dzieci. Jeżeli trafię w kinie na "wyciskacz łez", staram się pójść drugi raz w celach leczniczych. Moi domownicy, przyjaciele, współpracownicy przyzwyczaili się do tego, że często płaczę. Kiedy ktoś usiłuje uspokoić którąś z moich płaczących córek, cierpliwie tłumaczę, żeby nie przeszkadzać, bo jest im to potrzebne. Nie jest stosownym momentem narada u kierownika ani imieniny cioci, ale sam ze sobą czy z bliskim człowiekiem możesz pozwolić sobie na łzy, bo one uzdrawiają. .
amunicji i paliwa zerwała wieżę, która jak kapelusz zdmuchnięty z głowy .
tarczycę, korę nadnerczy, części wydzielnicze gruczołów płciowych tj. jąder i jajników. Część przednia przysadki pochodzenia nabłonkowego wydziela hormony pobudzające gruczoły płciowe do produkcji ich hormonów i dojrzewania komórek płciowych, hormony pobudzające tarczycę i nadnercza do wydzielania oraz własny hormon wzrostowy. Część tylna przysadki pochodzenia nerwowego jest częścią podwzgurza międzymózgowia, gromadzi ona, przenosi i wydala neurohormony komórek jąder podwzgórza, przede wszystkim wazopresynę regulującą ciśnienie krwi i oxytocynę wydzielającą pobudzająco do skurczu mięśniówkę macicy. Zaburzenia działania przysadki mogą iść w kierunku niedoboru lub nadmiaru hormonu. Przykładem może być zmiana ilościowa hormonu wzrostowego. Niedobór tego hormonu w okresie dziecięcym wywołuje wzrost karli, zaś jego nadmiar wzrost olbrzymi. U osób dorosłych obraz horobowy jest inny, nadmiar wywołuje ograniczone powiększanie się twarzy, rąk i stóp. Szyszynka jest to malutki gruczoł leżący do tyłu od wzgórza, między wzgórkami przednimi blaszki czołowej śródmózgowia. Waży około 500 miligramów. Jej hormony wpływają regulująco na rozwój płciowy, brak hormonu wywołuje przedwczesne dojrzewanie płciowe. U osób dorosłych pojawiają się w szyszynce drobne złogi wapnia, zwane piaskiem szyszynki. Tarczyca - gruczoł ten leży z przodu szyi, składa się z dwóch płatów: .
, aby nie pisano o nim; chodzono przed nim na dwóch łapach; .
Dom Czarnego jak zwykle jasno oświetlony, jak latarnia z daleka naprowadzał przyjezdnych pod bramę. Tym razem nie było ochroniarza, a uchylone skrzydło kraty pozwalało bez przeszkód wjechać na parking pod domem. Robert postawił motocykl na nóżkach i zdjął kask. Jeep z żółtą plandeką na dachu stał obok żółtej Corvetty. Samochody były pootwierane, a kluczyki wisiały w stacyjkach, co nie było niczym dziwnym, ponieważ kradzież spalonej zapałki z tej posesji byłaby aktem samobójczym. Zwyczajem tego domu były kolacje na które zapraszano mamę Cichego. Urocza kobieta obdarzona niezwykłym humorem i kompletnym brakiem poczucia rzeczywistości z zawodu i zamiłowania była malarką. Czarny zakupił nawet jeden z jej obrazów na akcji charytatywnej, z której dochód przeznaczono na pomoc dzieciom niepełnosprawnym. Kupił wtedy kilka obrazów miejscowych malarzy, ale tylko tego jednego nie spalił. Naprawdę polubił w nim pewną tajemnicę. Niby nic. Obraz przedstawiał dziewczynę stojącą między drzewami na skraju jeziora. Intrygujące w nim było to, że dziewczyna spoglądała gdzieś w bok poza ramy obrazu, a jej twarz zdradzała niepokój. Robert wszedł po schodach na korytarz. Świtało a gwar rozmowy docierał z jadalni. Przystanął w półmroku korytarza ukryty za szklaną szafą. W całym domu roiło się od porcelany. W szklanych gablotach stały filiżanki, chińskie wazy, rodzajowe figurki przedstawiające sceny myśliwskie lub pary zakochanych uchwycone w miłosnych pozach. Kolekcja imponująca i warta ciężkie pieniądze. Z jadalni dobiegał kobiecy głos: - Dołóż sobie synku, wystarczy dla wszystkich. No i co dalej chłopcy. Jakie plany? - Mamo - Cichy starał się bronić przed jej czułościami. Odkąd rozstała się z jego ojcem, a było to rok po urodzeniu syna, nie zaznał spokoju. Cała potrzeba ofiarowania miłości przelała się na niego. Na dłuższą metę było to obezwładniające. Nie miał jednak sumienia wyprowadzić się z domu i pozostawić mamy samej sobie. Nadal czuła się potrzebna swemu dziecku. I tak mogło trwać do emerytury, jego oczywiście, bo matki to nie mogło dotyczyć. Była niezniszczalna. - Jakieś studia, co? - rozejrzała się dookoła. Przy stole siedzieli Kobra, Cichy, Skorpion i Biedrona. Czarny stał na werandzie i rozmawiał przez telefon. - Trzeba stanąć na własnych nogach. Pieniążki trzeba zarabiać - tłumaczył Skorpion. - Studia to dzisiaj szkoła zawodowa. My studiujemy życie - dorzucił Kobra wymiatając resztki smażonej ryby z talerza. - Życie towarzyskie na wydziale erotycznym. Zajęcia prowadzi dziekan Waliszewska - dorzucił Skorpion spoglądając na Kobrę. - Dorotka zresztą - dodał Kobra. - Mamo. Dzisiaj trzeba żyć szybko i mocno, póki jest się młodym. Robert stał w cieniu korytarza i słuchał dobiegającej go rozmowy. Przez szczelinę drzwi obserwował stół i biesiadników. - Zwłaszcza młodym i pięknym - szepnął Skorpionowi Biedrona. Obaj spojrzeli na Cichego. - Kto zje rybki? - mama Cichego zwróciła się z otwartym pytaniem. - Ja! - prawie krzyknął Kobra i zanim Biedrona chwycił widelec do ręki, zgarnął ostatnią rybę na swój talerz. - Nasmażyłam, a wy nie jecie - narzekała mama. Robert wszedł do jadalni. Pierwszy dostrzegł go Cichy. Gestem ręki zaprosił do stołu. - Dzień dobry - powiedział ogólnie. - Dzień dobry - odpowiedzieli zgodnym chórem Biedrona i Kobra. - Jak tam Amerykanka - Kobra nie dawał spokoju. - Wyszła z Prymusem, Casanova niech spierdala - bronił go Cichy. - Nie ważne. Dopadnie ją. Mały nie ma szans - powiedział rozbawiony Biedrona. Robert odłożył kask motocyklowy na stolik i siadł obok Cichego. Biedrona podsunął mu kawałek niedojedzonej ryby, ale Robert podziękował. Cichy zignorował złośliwości. Pochylił się do Roberta. -To świetna dziewczyna, nie rezygnuj. Dogadaj się z panienką i jedźcie sobie gdzieś w góry. Jak nie masz forsy to pogadaj z Czarnym, on ci pożyczy. Czarny stał na tarasie i dojadał z talerza rybę. Właśnie zakończył długą rozmowę przez telefon. Wyszedł na taras, żeby nie przeszkadzać przy stole. Teraz stał oparty o słup i wydłubywał smakowite kęsy ze smażonego pstrąga. Robert zadał pytanie i stanął w drzwiach czekając na odpowiedź. W końcu Czarny podniósł na niego wzrok. - Ile? Pięć, dziesięć, sto milionów? I z czego oddasz? - Znajdę jakąś pracę i ci oddam - zapewniał Robert. Czarny pokiwał przecząco głową. - Wyprujesz z siebie flaki, a potem kopną cię w dupę, tak jak twojego starego. Robertowi nabiegły do oczu łzy. Chciał się rzucić na Czarnego z pięściami. Nikt nie miał prawa obrażać jego ojca. To prawda, że wszyscy o nim zapomnieli. Gdy był świetnym sportowcem, drzwi się nie domykały od kolesi i działaczy. To prawda, że na ostatnią operację kolana wydali resztkę oszczędności. Wszyscy się odwrócili. Nie było już dawnego klubu sportowego, nie było związku, nie było prezesów. Pozostali sami, ale dumni. Robert odwrócił się do drzwi i ruszył do wyjścia, ale zawahał się. Czarny wiedział o Robercie więcej niż chciał to ujawnić. Znał jeszcze jeden szczegół z jego życia, o którym na razie nie wspomniał. Nie musiał. Robert nie wyszedł. Po jego ostatnich słowach mógł się obrazić, ale prawda o życiu osłabiała charaktery. - Jest robota. Za duże pieniądze. Jeden dzień pracy i na kilka lat spokój - usłyszał za sobą Robert. - Jeśli naprawdę jesteś inteligentny, to nie będziesz biedny - dodał Czarny. .
Uświadamia nam, że Bóg istnieje w nas, a jeżeli uważamy, że Boga .
opartego na samorządzie planowania (rozstrzygnięć należałoby .
- Steve, kupę czasu. Się masz? - odezwał się jeden z nich. Zarówno on, jak jego towarzysz byli zbliżeni wzrostem i wagą ciała do Deckera - sześć stóp, sto dziewięćdziesiąt funtów, wąskie biodra i tors przechodzący w potężne ramiona, które nadawały tułowiu siłę niezbędną przy wykonywaniu zadań specjalnych. Mieli również tak jak on około czterdziestki. Ale w tym miejscu kończyło się ich podobieństwo do Deckera. Jego włosy były piaskowego koloru i lekko falowane, natomiast mężczyzna, który się do niego odezwał, miał włosy rude i ścięte krótko przy głowie. Włosy drugiego kolegi były ciemne, zaczesane gładko do tyłu. Obydwaj mieli, nie pasujące do ich uśmiechów i eleganckich garniturów, grube rysy twarzy i przeszywający wzrok. .
.
Wszystkie trzy przeglądarki tekstowe wydają się być mniej więcej równorzędne; wybór jednej z nich jest kwestią szczegółowych potrzeb użytkownika, czy też może po prostu gustu... Kto np. wiele korzysta w przeglądarce z adresów typu "ftp:", nie wybierze Lynxa 386 (bo ten na tego typu adresach się zawiesza), natomiast z punktu widzenia kogoś, komu niezbędne są formularze, wykluczony będzie Doslynx; i tak dalej... .
- Postępowałem tak, ponieważ bałem się właściwie wszystkiego - mówi Awdonin. - To było niebezpieczne przedsięwzięcie i baliśmy się wszyscy. W maju, w okolicach Jekaterynburga słońce wschodzi około piątej rano. Tamtego dnia cała grupa, z łopatami, zjawiła się w lesie o szóstej. Poszukiwacze byli zupełnie sami, jedynie od czasu do czasu w lesie rozlegały się nawoływania grzybiarzy. Gdy Awdonin i jego towarzysze zaczęli kopać, niemal od razu natrafili na podkłady kolejowe, pod którymi ujrzeli ludzkie kości. W pewnym miejscu, na powierzchni jednego metra kwadratowego, leżały aż trzy czaszki. Wszystkie wyglądały przerażająco. .
czach, nabrzmiewały, białawe co prawda, jak ta zwylcle .
* Tak. .
przyjmować jego istnienie, lecz jeszcze większym absurdem jest, .
Janusz z westchnieniem wstał i wyszedł. Przez chwilę była cisza i nagle drzwi za mną gwałtownie trzasnęły. Odwróciłam się. .
że bitwa jak burza przechodzi stronami, ale trwało to niedługo. .
mentalnosci .
poczty, fabryk, i innych przemysłów, stosownie do modelu armii." .
który więcej czerwony niż zwykłej gadał gło¶no i pogardliwie pluł na posadzkę, .
rzecz ma sprawić człowiekowi zadowolenie, to najpierw on sam .
.
- Oddaj ją - zawołał Harry - albo zrzucę cię z miotły! .
Posłużmy się przykładami. U danej osoby JA idealne stwarza wysokie wymagania co do atrakcyjności zewnętrznej, sprawności seksualnej i atrakcyjności osoby partnera. Tymczasem nie dysponuje on możliwościami spełnienia tych oczekiwań. Wówczas "może powstać trudność w stworzeniu związku, realni kandydaci bowiem są odrzucani, a nierealni pożądani. W innym przypadku w JA idealnym zawarta .
prawdę; kończy nazywając faszystą, kanalią i piewcą bomby atomowej i wojen .
- Tak, ale doszedłem do wniosku, że byłoby to zbyt łatwe. Zdecydowałem się zniszczyć ich towarzysko i finansowo. Chciałem, żeby zakosztowali „szczególnych rozkoszy" pogrążania się w nędzy. Chciałem, żeby zobaczyli, jak się czuje człowiek wykluczony z towarzystwa ze względu na swoją niską pozycję, żeby w jakimś stopniu zrozumieli, co to znaczy znaleźć się w sytuacji takiej, jaka była udziałem Catherine. - A co dalej po osiągnięciu tego celu? Co chciał pan potem zrobić? Artemis milczał, ale ona i tak znała odpowiedź. Położyła wisiorek na stole obok zgaszonej świecy. - A więc dlatego utrzymywał pan w tajemnicy swoje powiązania z Pawilonami Marzeń. To nie dlatego, że bał się pan odrzucenia przez wyższe sfery. Nie dlatego, że szuka pan żony. - Tak. - Dbał pan o zachowanie tajemnicy, bo chciał pan mieć dostęp do świata, w którym obracał się Oswynn i dwaj pozostali, żeby móc przeprowadzić swój plan zemsty. - I do tej pory funkcjonował on bez zarzutu. Dochody z ogrodów pozwalały mi spotykać Oswynna i jego przyjaciół na ich własnym gruncie. Wiele miesięcy zajęło mi przygotowanie finansowych operacji, które mają doprowadzić ich do ruiny. - Artemis wziął pustą filiżankę i obracał ją w palcach. A teraz on pozbawił mnie jednego z moich celów. Madeline wyciągnęła rękę do niego. - Artemisie. .
końcowi, czują, że są już nie ci sami. Bo oto znaleźli w sobie .
- Ja mogę nosić parasolkę - powiedziała. - Ale tobie będzie głupio. - A co? - zainteresował się Pawełek, odrobinę zaskoczony. - Ty też chcesz osobiście...? Janeczka poprawiła się na foteliku, oparła łokcie na kolanach i przybrała ulubioną pozę, z brodą wspartą na dłoniach. - Powiem ci, że jak on tam zakręcał, ten złodziej pana Zajrzała, pięć razy mogłam zdążyć. Od tyłu. Podlecieć, dziabnąć i już. -Zobaczyłby cię. .
Yeti .
płacisz, pijaku, ty! - ozwał się głos Magdy. - Ale i ja ci .
.
dopóki nie obudzi się w człowieku zwycięzca - Tezeusz. Poznanie .
.
-Ten mały gość ma bardzo ładną wojenną kartę - zauważył wysoki dystyngowany Indianin. - Ten drugi gość był, zdaje się, majorem. Yogi został zaprowadzony do baru przez wysokiego dystyngowanego Indianina. Za barem stał barman. Murzyn. -Może piwo Psi Łeb - zaproponował Indianin. .
- Jeśli ktoś będzie miał wysłuchać historii życia Steve'a, to na pewno ja. Wdzięczny, że wybawiła go od dalszych pytań, Decker wyszedł z Beth na rozległe ceglane patio. Stali pośród chłodnej nocy i spoglądali na rozgwieżdżone niebo. Beth objęła go. Decker poczuł jej perfumy i pocałował ją w policzek. W gardle czuł przyjemny ucisk. Wyprowadził Beth z patio, z dala od tłumu i świateł, ukryli się w cieniu drzewek piniowych i Decker pocałował ją namiętnie. Gdy Beth wyciągnęła ramiona i splotła palce na jego szyi, odwzajemniając pocałunek, poczuł, jakby ziemia pod nim zafalowała. Beth miała ekscytujące, miękkie, ajednocześnie jędrne usta. Przyciskała się do niego sutkami, które wyczuł pod jej bluzką. Zabrakło mu tchu. .
2. Jak zmienia się symptomatologia wraz z wiekiem dziecka? W różnym wieku pojawiają się lub nasilają nieco inne objawy zaburzeń rozwoju psychoruchowego i związane z nimi przejawy trudności w czytaniu i pisaniu. .
Miałem w owym czasie fatalną historię; wszedłszy kiedyś do baru przy .
mężu, który nie chciał dać jej rozwodu; o tych wszystkich chorobach, które .
podczas przerwy, że van der V oyt chce z nim mówić. .
-Z Chabrem byłam w tym sklepie Pawełek nie dociekał dalej, obecność psa i odrobina czasu jego siostry wystarczyły żeby wiedzieć wszystko Nie wnikał w szczegóły Po umyśle błąkały mu się dwa cudowne obrazy przemieszane ze sobą Wielkie, siadające z sykiem opony TIR-ów i czarne, roześmiane oczy Karoliny Sam JUŻ nie wiedział, co wydaje mu się piękniejsze Z wysiłkiem wrócił do tematu, na co zdecydowany wpływ miał ton jego siostry - Przestań teraz głupio myśleć, tylko się zastanów nad tym, co mówię Jak sprawdzamy tego Purchla? Purchel dostarczył emocji olbrzymich .
- Warto by przed teatrem, .
.
drugie, stosując granat, rakietę czy pocisk, nie sposób ograniczyć ani .
Nie o wynik nadchodzących walk. Niemcy już w grudniu 1941 roku pod lioska~ą stracili impet, który pozwalał im w-ygry~~ać kampanie a~ Polsce, .
- zapytał, gdy powóz ruszył. - Mały John zobaczył Glenthorpe'a w towarzystwie jakiegoś :entelmena. Pojechali na Crooktree Lane, małą nędzną uliczkę id rzeką. - Nie jest to elegancka część miasta - zgodził się Artemis. przy tym dogodnie położona, blisko południowej bramy lwilonów. - Dogodnie? .
- Dużo panowie mają pieniędzy? - dopytywała się życzliwie katastrofistka. - A na cóż nam dolary? - Kaźmierz opadł na leżak jak człowiek, który nie musi się martwić o jutro. .
przeszedłeś to doświadczenie? To było coś, co rozpoznałeś we .
nieorganicznej, ujętej tak jak ona pojawia się bezpośrednio w .
bitwy, a wiele innych wycofano, aby poprawić v~=adliwe systemy chłodzenia, przeniesie- .
.
prostokąt), zmień kolor pierwszoplanowy, wskaż wałek i kliknij wewnątrz narysowanego obiektu. .
pomieszczenie, białe kurtki fryzjerów, wykonujących zręczne cięcia nożyczkami lub prowadzących brzytwy po skosie przez pianę na twarzach mężczyzn. Ci fryzjerzy umieli posługiwać się .
dniach dziryty przestały na nas spadać. Przypuszczam, żę po .
welską bezczelnością. Nawet prezydentom można wybaczyć sporady- .
natomiast inny nasz rodak, który nie mówi w ogóle nic, lecz tylko wyciąga .
- Dlaczego pytasz? .
- Ta? - wysunął palce ku niebu. - Co można powiedzieć o gwieździe. Jest wieczorna gwiazda, jest wieczorna pieśń i wieczorny dzwon. - Ona musi być zawsze, od początku świata, no nie? .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
psychoterapii. Drugi: .
58 .
.
dymi±cych wszystkimi otworami, na dnie których czołgały się jeszcze resztki .
":q; to zaś - emocjami. Każdy z nich jest indywidualnoś- .
pragną otwierać innym oczy ducha. Mogą oni jedynie podać owoce, .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
najwyższego Guru. Dlatego kiedy spotykasz Guru, pierwsze pytanie, .
- Po mnie? - spytał spokojnie, .
.
wiele i spogl±dał niecierpliwie na towarzystwo, bo pragn±ł pozostać sam z .
- Jeśli ma szpilkę, to może - odrzekła Arietta. .
"Dlaczego szukasz Go po lasach? On jest wszędzie. Żyje w tobie, .
Autorzy czescy utrzymują, że języki fonetyczne o wyższej zgodności między tekstem mówionym a pisanym (dokładniejsza odpowiedniość pomiędzy literą a głoską) są łatwiejsze dla dzieci i mniej jest wówczas przypadków dysleksji i dysortografii. .
- Ale ponieważ czaszki uległy poważnym uszkodzeniom, postanowiłem nie korzystać z tej metody nawet w celu ustalenia, czy rzeczywiście mamy do czynienia z carską rodziną, nie mówiąc już o rozróżnieniu trzech sióstrwyjaśnia Maples. - A potem dowiedziałem się, że Abramow identyfikację sióstr oparł na sklejanych przez siebie fragmentach czaszek. Gdy okazało się, że wyniki jego badań są sprzeczne zarówno z wynikami badań szkieletów przeprowadzonych przeze mnie, jak i z badaniem uzębienia, dokonanym przez Loweua, nie mogłem zaakceptować tezy, jakoby jedną z odnalezionych sióstr była Anastazja. Z drugiej strony Maples w pełni zgadza się z Abramowem, że odnalezione szczątki należą do Romanowów. Dziewięć szkieletów pod względem płci, wieku, wzrostu i budowy odpowiada dziewięciu osobom więzionym w domu Ipatiewa. .
ra, którego wojska zajęy m.in. dużą część Polski, zagrabili ziemie Finlandii, .
- Nie krzycz tak, chcesz się przed robotnikami pochwalić, że masz dziesięć .
odżywczy i czynnościowy. Do wątroby wchodzi tętnica wątrobowa i wprowadza krew tętniczą odżywczą, która po oddaniu tlenu wypływa z wątroby żyłami wątrobowymi. Do wątroby wchodzi ponadto żyła wrotna, która wprowadza krew żylną, czynnościową. Żyła wrotna zbiera krew ze śledziony, trzustki, żołądka, całego jelita cienkiego i jelita grubego po górny odcinek odbytnicy. Żyła wrotna dzieli się w wątrobie na rozgałęzienia coraz drobniejsze, aż dochodzi do naczyń włosowatych, które są stosunkowo szerokie i stykają się z komórkami wątroby ułożonymi w pasma zwane beleczkami. Z tych naczyń włosowatych wpływa krew żylna do większych żyłek, które łączą się w żyły wątrobowe. Żyły wątrobowe wpadają do żyły głównej dolnej i w miejscu jej przejścia przez płat prawy wątroby. Żyła wrotna doprowadza do wątroby trzy produkty rozpadu czerwonych ciałek krwi w śledzionie a z przewodu pokarmowego wchłonięte białka i cukry. Wątroba produkuje żółć, która wypływa z niej przewodami prawym i lewym, które łączą się w przewód wątrobowy wspólny, następnie łączą się z przewodem pęcherzyka żółciowego w przewód żółciowy wspólny. Ten przewód dochodzi do dwunastnicy i uchodzi w niej w brodawce razem z przewodem trzustkowym. Trzustka jest drugim gruczołem przewodu pokarmowego, leżącym w jamie brzusznej. Jest znacznie mniejsza od wątroby, waży około 90 gramów, leży na tylnej ścianie jamy brzusznej, na poziomie od I Iii kręgu lędźwiowego. Składa się z głowy, trzonu i ogona. Głowa jest objęta przez dwunastnicę, trzon krzyżuje kręgosłup, zaś ogon dochodzi do śledziony. Trzustka ma budowę zrazikową, jest podobna z wyglądu do ślinianek. Przez całą jej długość od ogona do głowy biegnie przewód trzustkowy, do którego dochodzą przewody drobniejsze, a który uchodzi do dwunastnicy na jej brodawce. Trzustka jest gruczołem zarówno zewnętrznowydzielniczym jak i dokrewnym. Główna masa trzustki produkuje enzymy trawienne tworzące sok trzustkowy, potrzebny do trawienia w dwunastnicy. Wśród miąższu trzustki znajdują się skupienia komórek tworzące wyspy Langerhansa, które produkują hormony potrzebne do regulacji poziomu cukru we krwi. .
reinteguja diade .
- Generał musiał się z nią koniecznie spotkać. Osobiście. Coś dużego, naprawdę dużego, wisi w powietrzu. - A czy kiedykolwiek było inaczej? - Craig zapalił papierosa. - Tym razem, Craig, jest to rzeczywiście sprawa najwyższej wagi. Przygotowano lądowisko dla lysandera, aby ją zabrał. Wydarzenia przybrały jednak bardzo niepomyślny obrót. - Podał mu papiery. - Zobacz sam. Craig usiadł przy oknie i zaczął czytać. W chwilę później złożył je z wyrazem bólu na twarzy. - Przykro mi - odezwał się Carter. - To straszna historia, prawda? - Gorszą trudno sobie wyobrazić. Prawdziwy horror. Siedząc myślał o AnnieMarii, jej uszminkowanych ustach, arogancji, pięknych nogach w ciemnych pończochach i nieodłącznym papierosie. Potrafiła cholernie zirytować, a zarazem była tak cholernie piękna, a teraz...? - Czy wiesz, że w Anglii mieszka jej siostra bliźniaczka, Genevieve Trevaunce? - spytał Carter. - Nie. - Craig oddał mu papiery. - Od kiedy znałem Annę Marię, nigdy o niej nie wspomniała. Nawet dawnymi czasy. Wiedziałem, że miała ojca Anglika. Raz powiedziała mi, że Trevaunce to kornwalijskie nazwisko, ale zawsze uważałem jej ojca za zmarłego. - Bynajmniej. Jest lekarzem i mieszka w północnej Kornwalii. W miejscowości o nazwie St Martin. - A córka? Ta Genevieve? .
- Ja mam w Chicago wielką karę. .
litery alfabetu. Litery i słowa tworzą nasze myśli, a myśli .
Dla przykładu przedstawię schemat rozwoju impo .
do Boga; duchy przewodnie zborów maja być na tych drogach .
; v:c ~ .
- Bzdura. Martwiłem się, że coś jej grozi z mojego powodu. - Decker wypluł flegmę nakrapianą sadzą. - Nie powinienem jej pozwolić iść do domu. Cholera, nie powinienem... .
czyścili, a może nawet z których nigdy nie strzelali. Gdy wywalę drzwi .
- Bóg widzi, eminencjo, jak chętnie bym to uczynił. Ale jakże mogę przeszkodzić, by go nie odbili po drodze? Nie mam dość żołnierzy, by odeprzeć zbrojny napad, a wszyscy ci górale mają noże, strzelby lub coś podobnego. - Więc w dalszym ciągu obstaje pan przy zwołaniu sądu wojennego i uzyskaniu mej zgody? - Eminencja wybaczy, ja tylko proszę o jedno - radę, w jaki sposób zapobiec rozlewowi krwi i rozruchom. Chętnie przyznaję, że takie wyroki wojskowe jak pułkownika Freddi były często nadmiernie surowe i drażniły lud, zamiast go uspokajać, lecz w tym wypadku uważam sąd wojenny za środek rozsądny, który będzie miał w przyszłości zbawienne skutki. Udaremni bunt, który sam w sobie byłby strasznym nieszczęściem i prawdopodobnie spowodowałby ponowne ustanowienie komisji wojskowych zniesionych przez jego świątobliwość. Gubernator z patosem zakończył tę swoją przemowę i czekał odpowiedzi. Długo musiał czekać; gdy kardynał nareszcie przemówił, słowa jego były równie zdumiewające jak nieoczekiwane. - Pułkowniku Ferrari, czy wierzysz w Boga? .
IJwharrie w Północnej Karolinie, a każdy z egzaminowanych, wyposażo-ny w kompas i mapę, musiał nieść 30-kilogramowy plecak. W tym spraw-, dzianie, trwającym dwa dni i noc, załamało się bardzo wielu. Dla pozosta- .
człowiek jest Ozyrysem, a jednak owego jednego Ozyrysa należy .
sprzeciwu. Bardzo dużo spaliśmy. Charlie i Diana grali w szachy .
- Zbyt wielka siła osobowości. Ludzie po prostu tacy nie są. Czułem się tak, jakbym, bo ja wiem. . . dostał czymś ciężkim po głowie. Westchnął niewesoło. .
pashyanci], "Jaźń widziana jest poprzez medytację". Po prostu .
zawsze mówię, że nie ma nic wspanialszego ani cenniejszego od .
- Dzięki naszym staraniom, Branson, kapitan dał się w końcu .
- Stary się ucieszy, widząc nas tak szybko - powiedział do drugiego pilota. Miał na myśli dowódcę operacji. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- To ja! - wyrwał się Stefek z determinacją. .
Jestem przekonana, że Twoje zdolności umysłowe są wielokrotnie większe, niż sobie wyobrażasz. Skąd to wiem? Z obserwacji dzieci: wszystkie są zdolne, twórcze, łatwo przyswajają nowe wiadomości i łatwo je kojarzą. Niestety, później - w za dużej grupie, w atmosferze konkurencji i ostrego oceniania - zbyt często przestają korzystać ze swoich możliwości, zaczynają źle reagować na samo uczenie się i pozornie głupieją. Pewien psycholog z małego miasteczka opowiadał mi, jak robił sześciolatkom wiejskim tak zwany test dojrzałości szkolnej. Na jednym z obrazków był królik bez oka, dzieciaki miały odpowiedzieć na pytanie, czego mu brakuje. Jakiś bystry maluch powiedział, że ten królik nie ma żarcia, więc śpi. I oczywiście w teście dostał minus, bo odpowiedź przewidziana przez miejskich autorów sprawdzianu była inna. Zawsze mi się przypomina ten królik bez oka i bez żarcia, kiedy zastanawiam się nad tym, jak oduczano nas od myślenia. .
Omawiając zjawiska i problemy progu partnerstwa seksualnego nie zamierzam wyjaśnić wszystkiego, nie byłoby to zresztą możliwe. Poruszę jedynie kilka istotnych prawidłowości. .
Jesteś pewien (T/N)? .
planecie szpitalnej Heaven. A potem wszystko się rozleciało. Już .
- Czapki z głowy! .
- Gdzie pan idzie? - zaczęła znowu, chc±c naprawić złe, jakie zrobiła, i .
zdrowym, .
polskiej elity przywódczej bardziej znamienne było .
pożyczenie tej sumy, będzie oddawał po dziesięć rubli miesięcznie. Pieni±dze te .
ładne, jakby były robione, i pachn± prawdziwie - szeptała Endelmanowa, usilnie .
.
- Być może, ale kto mi zaręczy, że pan tego samego nie będziesz robić? .
- .za rozegranie przez niego najlepszej od wielu lat partii szachów nagradzam Gryffindor pięćdziesięcioma punktami. Od, wiwatów Gryfonów zadygotało zaczarowane sklepienie: gwiazdy wyraźnie zamigotały. Percy wrzeszczał do innych prefektów: .
- Sam kupiłem płaszcz z wielbłądziej wełny - oświadczył baron. - A ja własnoręcznie wyszywałam monogramy na bieliźnie - wykrzyknęła baronowa. Toteż czytelnicy gazety mogli poczuć się usatysfakcjonowani, "tajemnica Anastazji" została rozwiązana, w czym dopomogła Doris Winęender, opisując Franciszkę jako kobietę "krępą, o grubych kościach, brudną i niechlujną, o spracowanych dłoniach i czarnych, zepsutych zębach". Wielki książę Ernest heski był zadowolony; autorowi reportażu oświadczył, że "spadł mu kamień z serca". Ale nie był to koniec historii. Po pewnym czasie wyszło na jaw, że Winęender zainicjowała tę maskaradę dzwoniąc do gazety i pytając, ile taka opowieść jest warta. Obiecano jej piętnaście tysięcy marek w zamian za opowieść i "rozpoznanie" pani Czajkowskiej. Okazało się także, że w historii tej pewną rolę odegrał książę Ernest, a informacje zbierane przez detektywa Knopfa docierały do Darmstadt szybciej niż do redakcji gazety. .
- Mogłabyś się powstrzymać od tych idiotycznych inwokacji. Właśnie, skąd wiesz, co to był za list i kto go zabrał? A jeżeli to był list od tamtego i wszystko tam było opisane?... - Pozwól mi chwilę pomyśleć, bo jestem zbulwersowana. Nie, no co ty mówisz! Tadeusz był przytomny facet, niemożliwe, żeby mnie nim nie zaczął szantażować, gdyby się dowiedział!... - Po pierwsze, z ciebie miał dosyć korzyści przez ORS. A po drugie list był bez nadawcy, a on, jak się podpisywał? - Nieczytelnym gryzmołem... - To kogo można było tym szantażować, zakładając, że opisał tam sprawę perskiego konkursu? - Masz rację, tylko Witka... .
- Nie śpisz?... - zapytała cicho panna Stasia. .
odcielesnionymi formami rytualnymi (ubior, pismo, pieniadze). Ten .
, którą tu opisałem, nie zdarzyła się w rzeczywistości nigdzie, ale mogła się zdarzyć i na pewno zdarza się niejednokrotnie, gdyż nie ma sezonu w Tatrach, by takiego lub niemal identycznego wypadku nie zanotowały kroniki Pogotowia. Nie zawsze kończą się one śmiertelnie: czasem ciężkim potłuczeniem, czasem - gdy turysta posiada więcej rozsądku i opanowania, wyprawa ratunkowa sprowadza go zdrowo i cało do schroniska. Istnieją wszakże i inne przyczyny, które sprawiają, iż zdradliwe ściany i żleby tatrzańskie pochłonęły i pochłaniają nadal wiele ofiar. Wystarczy stromy, twardy płat śniegu, na który niedoświadczony turysta wkroczy bez odpowiedniego obuwia i czekana lub ciupagi, by za chwilę w śmiertelnym pędzie zsuwać się ku sterczącym w dole głazom. Wystarczy zmiana pogody, mgła, a nawet nie dość wyraźnie namalowany znak przy szerokiej ścieżce, by zgubił drogę. Wystarczą mokre urwiste trawki, a nawet to, że w dole ujrzał schronisko lub staw, do którego postanowił zejść "najkrótszą" drogą. Pułapki, które uważny, doświadczony turysta omija z daleka, sytuacje, w których znakomicie daje sobie radę, stają się grobem dla dziesiątków nieopatrznych, lekkomyślnych nowicjuszy. Nie należy jednak sądzić, że tylko szlaki turystyczne są terenem śmiertelnych wypadków. Skaliste urwiska tatrzańskie prawie co roku są niemymi świadkami katastrof, których ofiarą padają taternicy, i to nieraz najwybitniejsi spośród nich. Przyczyną nie są tu już proste błędy w rodzaju tych, które opisaliśmy na wstępie. Zazwyczaj powodem katastrof jest ukruszenie chwytu, odpadnięcie z jakiejś arcytrudnej przewieszki, czasem zaskoczenie w środku urwiska przez burzę lub śnieżycę. Trudności terenowe, stromość ścian tatrzańskich sprawiają, że każdy taki wypadek jest groźny dla życia wspinaczy. Ale też i przygotowanie ludzi szturmujących ściany, i ich ekwipunek (lina, haki, specjalne obuwie itp.) są inne niż turysty wyruszającego na Zawrat czy Orlą Perć. Gdy zastanawiamy się głębiej - w każdym niemal wypadku taternickim spostrzegamy jakiś błąd: błąd w asekuracji liną, niedbałe, zbyt słabe wbicie haka, nieumiejętność znalezienia w ścianie właściwego szlaku, czyli - jak mówią taternicy - "drogi", lekkomyślna brawura i nieostrożność, przecenienie swych sił, zbyt mała odporność fizyczna i psychiczna na ciężkie warunki atmosferyczne... Błędy takie i inne popełniają nieraz bardzo rutynowani taternicy, częściej jeszcze młodzi i bardzo sprawni, ale nie dość doświadczeni wspinacze. Toteż rokrocznie, latem i zimą, Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe interweniuje w licznych wypadkach turystycznych i taternickich, ratując dziesiątki i setki nieszczęśliwych, powiększając swój piękny rejestr zasług w służbie człowieka. Gdy sięgnąć do starych, pożółkłych ksiąg Pogotowia, można w nich znaleźć karty wypełnione przykładami prawdziwego bohaterstwa, przykładami najpiękniejszego poświęcenia. Można znaleźć również pełne grozy i napięcia tragedie, rozgrywające się w mrocznych ścianach tatrzańskich. Wydobędziemy niektóre z nich nie tylko dlatego, że stanowią pasjonujący temat opowieści. Analiza wypadków górskich, choćby przeprowadzona mimochodem, przy opisywaniu zdarzeń, pozwoli czytelnikowi wyciągnąć wnioski co do przyczyn poszczególnych katastrof tatrzańskich. Wnioski, które doprowadzą do stwierdzenia, że przy odpowiednim stopniu zaawansowania turystycznego względnie taternickiego, przy zachowaniu pełnej ostrożności, śmiertelne wypadki w Tatrach są całkowicie do uniknięcia. Stwierdzenie ważne, szczególnie dziś, gdy pełen rozmachu rozwój turystyki wymaga czujności, aby zwiększający się stale napływ ludzi w Tatry nie powiększał jednocześnie liczb w statystykach Pogotowia. Cofnijmy się teraz do dawnych lat, do dramatycznych dni roku 1910, do owego mżystego popołudnia 5 sierpnia, gdy stary przewodnik Klimek Bachleda siedział jeszcze spokojnie przed swoją chałupą, rozmyślając, czy też pogoda poprawi się na tyle, by pojutrze mógł z "gościem" pójść na Kozi Wierch. O tej samej porze, w dalekiej, pustej Dolinie Jaworowej, młody taternik, Jan Jarzyna, ze ściśniętym sercem spiesznie schodził w dół, a za nim echo niosło poprzez mgły żałosne wołanie ciężko rannego towarzysza, którego pozostawił wysoko - w ponurej, oślizłej od deszczu ścianie Małego Jaworowego Szczytu. W ŚCIANIE MAŁEGO JAWOROWEGO .
przyczyny nie trzeba szukać w poczuciu siły naszych wrogów ani wyłącznie w .
- Wiem o tym, ale czy robotnicy nie ucierpieli, bo słyszałam krzyk... .
rykańskich polityków niebezpieczne dla Ameryki i świata. Tym bardziej, .
.
- Miło mi będzie podzielić się z tobą dobrą wiadomością. Shii rozgłasza wszędzie, że to ty dostarczasz narkotyków jej bratu. Całe 1 Angeles to komentuje. Sue pobladła. .
blasków spojrzeniem i poszła dalej. .
Gorzki śmiech Boba przechodzący w szloch wstrząsnął Ray% - Mam nadzieję, że starczy mi sił. . . na skończenie filmu. .% - Nie pleć głupstw! Twoje zasłabnięcia są przejściową nie pozycją. Wielu seropozytywnych nie zpada na tę chorobę. studiowałem uważnie książki lekarskie. . . Bob odpowiedział ledwo słyszalnym szeptem: .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Nic ci nie jest?! - krzyknął Esperanza. .
uprzejmiejsza", pomyślał Kandyd. .
słowa znaczeniu tkwi z natury rzeczy w nich samych - wtedy nie .
seksualnego u partnerów. Sprawa wygląda na jeszcze bardziej skomplikowaną, jeżeli uświadomimy sobie fakt, iż są np. osoby mające powiedzmy 2tygodniowe okresy wzrostu aktywności seksualnej, przedzielone okresami spadku potrzeb seksualnych, a ich partnerzy mają rytmy tygodniowe. Podobne różnice mogą dotyczyć rytmów rocznych, a nawet kilkuletnich. .
- Milicyjny. .
nieprzemyslanych zmian praw i konstytucji... wiemy jednakze, iz .
- A co pani o tym wiedziała? - spytał kapitan ostro, przyglądając mi się coraz bardziej nieżyczliwie. - Nie wiem - wyznałam w przypływie szczerości. - Przypuszczam, że nic. Gdybym coś wiedziała, to przecież nie wygłupiałabym się tak przeraźliwie, żeby to rozgłaszać awansem po całej pracowni! Kapitan zaczął nabierać coraz dziwniejszego wyrazu twarzy. Nie wiadomo, czemu znów rzucił okiem na nieszczęsny obraz i spytał Janusza: - Kiedy pan tam poszedł? W tym momencie do pokoju wszedł Jarek z zespołu kosztorysów. - Bardzo przepraszam - powiedział gdzieś w przestrzeń między Januszem a kapitanem. - Janusz, do ciebie przyszło dwóch facetów z gumy. Nie wiem, co zrobić. Kapitan nagle zamknął oczy, ale szybko je otworzył, bo zadziwiająca informacja Jarka poderwała Janusza z miejsca. .
postawy, ktore rozwijaja te prady, nie sa antymodelami nowych .
- Informacja - odezwała się jakaś kobieta. - Dla jakiego miasta? .
Traps, żeby wymienić nazwisko, zatrudniony w branży tekstylnej, .
.
Po pierwsze - obydwoje zużywają dużą część swojej energii na ciągłe sprawdzanie. Z napiętą uwagą śledzą: jak jest w tej chwili? czy on jeszcze mnie kocha? czy jej jeszcze na mnie zależy? I wtedy oczywiście zawsze znajdzie się coś, co potwierdzi najczarniejsze przewidywania, jak choćby owa przesolona zupa. Powiem więcej, nawet niektóre obojętne albo pozytywne uwagi mogą być odbierane jako negatywne. Załóżmy, że Gosia założyła nowy opalacz, zaś Andrzej, któremu się w nim spodobała, powie: "O masz dwuczęściowy kostium". A ona - pewna tego, że nie jest dość zgrabna - nawet na niego nie spojrzy i nie zauważy jego zadowolonej miny, tylko pomyśli: "No tak, chciał mi delikatnie dać do zrozumienia, że nie powinnam pokazywać brzucha. Już mu się nie podobam". Wobec nagromadzenia podobnych niezrozumień i nieporozumień obydwoje starają się uniknąć zapalnych tematów. .
w ogóle tylko dokładne odróżnianie rzeczy. Wystarczy uprzytomnić .
usiłują uznać to stanowisko za słuszne. Żądaniu temu mogłaby .
lub .
Decydujący głos w sprawie Romanowów należał do cesarzowej-wdowy Marii; pomimo jej wyraźnej niechęci do pani Czajkowskiej, ta ostatnia nadal liczyła na to, że cesarzowa zmieni zdanie. .
.
- Pański syn ma zły nawyk niewykonywania poleceń. Już drugi raz dzisiaj nie wykonał rozkazu. .
nadal mnie zmienia i prowadzi. Z początku objawiło się to nie .
- Proszę opisać, co tu się działo. .
- Teraz niech go pani uniesie na wysokość pasa, ramiona wyprostowane. Nie szarpać spustu, lecz łagodnie pociągnąć. W momencie strzału zamknęła oczy, a gdy je otworzyła, stwierdziła, że trafiła tarczę prosto w brzuch. - Doskonale - pochwalił Craig. - Nie mówiłem, że to łatwe, o ile stoi się dostatecznie blisko? Drugi strzał. Późne popołudnie i wczesny wieczór spędziła przyswajając sobie informacje dotyczące mieszkańców zamku. Gdy stwierdziła, że zna już wszystkie fakty dotyczące tych ludzi, przeszła do biblioteki na kolejną, dłuższą rozmowę z Renę. Potem, w towarzystwie Craiga, Munro i Renę, zjadła wyśmienity obiad przygotowany przez Julie. Był pieróg z wołowiną i cynadrami, pieczone ziemniaki, kapusta i szarlotka na deser. Na stole pojawiła się również butelka przedniego, czerwonego burgunda, ale nawet wino nie było w stanie ruszyć Craiga. Wydawał się ponury i zajęty swoimi myślami, w powietrzu wyczuwalne było pewne napięcie. - Wspaniały, tradycyjny, angielski posiłek. - Munro pocałował Julie w policzek. - Dla Francuzki to duże poświęcenie. - Spojrzał na Craiga. - Przejdę się chyba do pubu. Przyłączysz się do mnie? - Nie, dziękuję - odparł Craig. .
zapalenie mózgu. Ach! wiele rzeczy nie mogło mu się widocznie w .
Senior i inni .
- Gdy przekonał się, że moi ludzie pracowali za darmo - mówi Abramow - że nie mieliśmy dość dyskietek, brakowało nam tego czy tamtego, bez słowa sięgnął do kieszeni, Odliczył dZiesięć studolarowych banknotów i dał mi je. Natychmiast powiedziałem o tym moim przełożonym. Zaświeciły się im oczy. . . Biolodzy potrzebowali surowicy, wszystkim czegoś brakowało. Ale ja powiedziałem: nie, te pieniądze są tylko na badania związane z carską rodziną. Zacząłem od tego, że zapłaciłem ludziom, którzy dla mnie pracowali. Mój wspaniały matematyk, który przyszedł do nas z instytutu badań kosmicznych, przez ponad rok pracował dla mnie bez wynagrodzenia. To jemu jako pierwszemu zapłaciłem honorarium z pieniędzy barona FalzFeina. .
ject Delta", a później całością sił specjalnych, .
sytuację, w której przegrał życie: pracował przez rok dla wielkiego .
-Na Olkuskiej może być na przykład trzech. No trudno, obejrzymy wszystkich. Mam nadzieję, że nie mylą mu się ulice nO, bo na Mokotowie jest tego dosyć dużo. Odolańska, Olszewska, Odyńca... - Nie wymieniaj mi tu całego planu miasta! - zirytował się Pawełek. - Mam większe zmartwienia niż ulice! .
Ray posłał łóżko w pokoju gościnnym, zaniósł tam Boba i położył wznak. Po raz ostatni spojrzał na piękne, gładkie ciało, po czym je krył, bo noc była chłodna. - Skierował się ku drzwiom, zgasił światło i wyszedł. .
- Zrobił ci wodę z mózgu, a ty mu uwierzyłaś? Jak miała nie uwierzyć człowiekowi z fajką w ustach i aparatem polaroid zawieszonym na szyi? Proszę, mogą sami sobie obejrzeć jego zdjęcie. Pstryknął - i wyjął gotową, kolorową fotografię! Nie, Ania nie miała najmniejszych wątpliwości, że może ufać Teddy'emu Septembrowi; przyjechał do Polski pierwszy raz na spotkanie z papieżem i Ojczyzną, a kiedy się poznali w tłumie oczekującym na przyjazd Ojca Świętego, uznał ją za symbol tej Polski, do której tęsknił od czterdziestu lat. Obiecał, że przyśle jej zaproszenie i gwarantuje pracę w Chicago. Ania zarobi tam tyle, że Zenek kupi bez łaski ciągnik w Peweksie. Nie powiedziała tylko jednego: że mister September zrobił jej drugie zdjęcie, które zabrał ze sobą, by pokazać je swemu synowi. Może September-Junior, gdy zobaczy tak urodziwą dziewczynę, zmieni swój indyferentny stosunek do Polski i Polek. Pragnieniem mister Septembra jest zachęcić syna do polskości, a czy może być lepsza metoda niż wykorzystać różnicę płci? Ania wcale nie ukrywała faktu, że jest mężatką, ale to bynajmniej nie .
w tygodniu. Juz trzyletnie dzieci, jak tez osoby zaawansowane wiekowo, .
I słodkiego uczucia, że jestem kochanym! .
na pomysł przełamania lodów. Postanowił zachować się jak mah~ psot-nik, który ściągnął na siebie gniew rodziców za rozbicie pamiątkowej cukiernicy i widząc, że nie umknie kary, postanowił rozproszyć ich zły .
.
.
- Zadziwiaj±cy okaz, co? Cham o brudnych instynktach, zwykły parobek żydowski do .
- Na co mi po świecie badziać sia, jak za płotem ogier jak marzenie? - Witia z zachwytem patrzył na ujarzmionego przez siebie konia. .
- Tutaj nie. Codziennie sprawdzam, czy nie ma pluskiew. Sprawdziłem tuż przed twoim przyjściem. .
- Pana przełożeni zawsze byli bardzo hojni. - Jeden z urzędników zdjął okulary. - Zrobimy co w naszej mocy, żeby władze nie zostały poinformowane o prawdziwej przyczynie zranienia pacjenta. .
wolności tylko na krótko, postaramy się, aby spędzili czas możliwie .
- To musi być jakaś pomyłka - stwierdziła Beth. - Czuję się, jakbym miała jakiś okropny sen, za chwilę obudzę się w twoich ramionach i okaże się, że żadna z tych rzeczy się nie wydarzyła. Decker potrząsnął głową. .
,; ~zie? Zdalnie sterowane. Dziwne. Ptactwa natural- .
złożył w ofierze, oddał się całkowicie, emanował na cały świat, .
Związki zawodowe nie mogłyby być pokonane. Znana jest siła .
- Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie, czy była cesarzowa stała po stronie cesarza Wilhelma, ale za każdym razem odrzucałem tę myśl. Mniej więcej w tym samym czasie ambasador Paleologue idąc ulicą Glinki zauważył, że "nad pałacem [wielkiego księcia Cyryla] coś powiewało na wietrze: czerwona flaga". Do końca życia Cyryla wielu rosyjskich monarchistów (nawet ci, którzy pomimo matki luteranki przyznawali mu prawo do tronu) uważało pozostawienie cesarzowej i jej dzieci bez ochrony, złamanie danej carowi przysięgi oraz czerwoną kokardę i flagę za wystarczający powód do wykluczenia go jako kandydata do tronu. .
wchodzenia do menu. Aby uzyskać wyświetlanie według nazwy, wystarczy przycisnąć CTRL+F3, według rozszerzenia: CTRL+F4, i tak dalej .
trzeciej .
każdy, kto usłyszy słowo .
skiej 8 armii. Niemcy, uznając, że obrona pociągnie zbyt duże ofiary, nie bronlli tego .
nie zauważyć, że zasięg i waga periodycznych zakłóceń równowagi .
Budda był Bogiem wcielonym, ty i ja jesteśmy Bogiem wcielonym. .
- Napić się? .
wyczyny, byli zaskoczeni. Wydaje się, że podniesienie i noszenie .
nieszczęśliwych? Co do mnie, straciłem jedynie sto baranów i .
- być może dręczyły go wyrzuty sumienia - mówi Awdonin. Riabow nie wypowiada żadnych krytycznych uwag pod adresem Awdonina. Przeciwnie, twierdzi, że "w tym odkryciu nie można przecenić roli Aleksandra Mikołajewicza Awdonina. Nikt nie ma co do tego wątpliwości. Odegrał wielką rolę. To on odnalazł szczątki". .
- Nie powiedziałeś mu? Nie powiedziałeś mu, co było w liście, który przy nim zostawił Dumbledore? Ja tam byłem, Dursley! Widziałem, jak Dumbledore go zostawił! A ty ukrywałeś to przed nim przez tyle lat? .
- Zamknij drzwi - powiedział Decker. .
- Artemisie, czy pan źle się czuje? .
cią i niepokojem. Popularne stwierdzenie, że „miłość wszystko może" ma i tu swoje znaczenie. Prawdziwa, dojrzała miłość stwarza poczucie bezpieczeństwa, stwarza warunki do powstania dobrego przystosowania seksualnego, które nie jest traktowane jako pierwszoplanowy, główny cel, ale jedno z głównych zadań. Im mniejsza miłość, dojrzałość, tym większa niepewność i skłonność do kładzenia nadmiernego nacisku na przystosowanie seksualne, które może stać się głównym źródłem zabiegów. Wyzwala się wówczas poczucie zagrożenia, niepewności, obaw przed współżyciem, zachowaniem drugiej osoby, przekonanie, że jakość współżycia będzie stanowić o być lub nie być związku. W celu bliższego poznania tych zagadnień konieczne jest zasygnalizowanie pewnych prawidłowości i postaw. .
- O żadnym Selerze nic nie wiemy - przerwała Janeczka nieco podejrzliwie. - Nie szkodzi. I dlatego Seler gdzieś nie zdążył. I przez to, że gdzieś nie zdążył, coś się zrobiło złego dla nich. Nie mam pojęcia co, nie mówili tego wyraźnie. Zdaje się, że pan Wolski uczepił się tego Selera jak rzep i załatwił mu na poczekaniu trzy samochody: jego prywatny, służbowy i wezwaną taksówkę. I tym Selerem zdenerwował ich najbardziej. I skąd tyle wie, chcieli go zapytać, chociaż wydawało im się, że się jakoś tego domyślają. Głupio całkiem. Te interesy podsłuchowe nawet im na myśl nie przyszły i o podwórzu przy Olkuskiej słowem się nie odezwali; Raczej uważali, że mu ktoś donosi i mieli różne podejrzenia. Potem, tak jak zgadliśmy, zamierzali go zwyczajnie utopić i dlatego przywieźli nad Wisłę. - O nas mówili? .
- Poczekaj! - wrzasnął Decker. - Jestem w pralni! Potrzebuję pomocy! Promień latarki przestał się oddalać, ktoś poświecił znowu w stronę wejścia do pralni. Decker natychmiast uświadomił sobie ryzyko, jakie podjął. W uszach dzwoniło mu tak boleśnie, że nie był pewien, czy ktoś odkrzyknął. Jeśli nie odpowie albo jeśli nie odpowie tego, co trzeba na pytanie policjanta (przyjmując, że to naprawdę jest policjant), wzbudzi jego podejrzenia. .
z firmy Van Cleef i Arpels. Fulton pysznił się smokingiem w starego złota. Chris była jakby znudzona hałaśliwą muzyką, tańczących i piekielną dynamiką świateł. Mąż jej odpowiadał sylabami na entuzjastyczne komentarze Fultona, który w dy dopatrywał się twórczej atmosfery, podcza gdy Isabelle popis swą pięknością i zbytkiem. Chris miała powód, żeby nie czuć się najlepiej, Isabelle za ją blaskiem urody i elegancją, Jared zaś udawał zaintereso osobą, chcąc ukryć intymne związki z Nelly Robins. Jared - my Chris - nie był dobrym aktorem, gdyż jego gra była zbyt przejrz żeby mogła ją oszukać. Plotki w Hollywoodzie krążą po ulii Zachować sekret życia prywatnego było niepodobieństwem, .
z dwojga rodziców przekazuje osobnikowi potomnemu połowę swoich genów. Zwierzęta rozmnażające się płciowo dzięki podziałom redukcyjnym wytwarzają komórki zawierające połowę liczby genów. Komórki takie nazywają się gametami. Gameta męska to plemnik, a żeńska - jajo. Każde z rodziców przekazuje potomstwu jedną z tych wyspecjalizowanych komórek i w ten sposób organizm potomny ma komplet genów (po połowie od każdego z rodziców). ~% Rozmnażanie płciowe może odbywać się bez uprawiania .
Podszedł ostrożnie na miejsce postoju pana Wolskiego i ustawił się tuż obok jego śladów, pilnując, żeby ich na wszelki wypadek nie zadeptać. Wspiął się na palce i pomiędzy gąszczem prawie bezlistnych gałęzi ujrzał wrota do garażu. Gwizdnął z nagłym zrozumieniem. - Coś mi się widzi, że czatował na następnego do przedziabania - oznajmił. - Ktoś tu mieszka podejrzany. Niech on pokazuje dalej. - Bandyta zakradł się od tyłu - podjęła Janeczka. - Nie wiem, dlaczego pan Wolski go nie usłyszał, pewnie coś zagłuszało. Walnął go. Tam pan Wolski upadł. I ten bandzior się na niego rzucił. Krótko się bili, bo mało połamane i tylko w jednym miejscu, więc nie wałkowali się wszędzie. No dobrze, piesku, doskonale, dalej! Zgadza się, tu go powlekli... Co? Zaraz... Przez chwilę pilnie obserwowała psa. .
- Na co? - spytał Marek. Obydwoje przyglądali mi się ze zdumieniem. Mamrotałam coś pod nosem, a po głowie miotał mi się obraz tego dziwoląga, którego byłam świadkiem tuż przed rewizją osobistą. Nie wyjaśniając im niczego, zawróciłam i popędziłam do sali konferencyjnej, gdzie wciąż jeszcze przebywali kapitan z prokuratorem. Wpadłam tam bez pukania, przerywając im jakieś tajemnicze czynności. - Wiem! - krzyknęłam. - Wszystko wiem! Nie, nie wszystko, część!... Dużo... - Jak pani mogła! - krzyknął w odpowiedzi prokurator. - Zawiodłem się na pani! - Guzik! Nieprawda! Ja wiem, że to nie Jadwiga! Ona jest niewinna!... - Mam dość tych pani niewinnych! .
psów. .
W związkach rówieśniczych większa dojrzałość psychiczna kobiet i ich uzdolnienia aktorskie sprawiają, iż w zasadzie mężczyzna jest bezbronny i może być wyprowadzony w pole zarówno co do faktu rzekomego orgazmu, jak i rzekomego braku doświadczenia seksualnego, rzekomej seksowności kobiety itp. Tym również należy tłumaczyć fakt, że wszelkie romanse lepiej potrafią ukryć kobiety niż mężczyźni. Zatem prawdziwą „bronią kobiecą" jest nie tyle seksapil, co uzdolnienia aktorskie, umiejętność taktyki. .
- Gdy Płaksin spytał mnie o zdanie, to ja zdecydowałem, że powinniśmy badania przeprowadzić w anglii. Zarówno AFIP, jak i laboratorium FBI w Waszynktonie są znakomite, ale ja wybrałem Petera Gilla, ponieważ znałem go osobiście, a brytyjski Ośrodek Medycyny Sądowej jest najlepiej przystosowany do przeprowadzenia tego rodzaju śledztwa - badania DNA mitochondrialnego. Poza tym brałem już pod uwagę zwrócenie się o pomoc do księcia Filipa. Wiedziałem, że będzie skłonny nam pomóc, jeśli badania zostaną przeprowadzone w anglii. Należało znaleźć sponsorów. W przypadku naukowców rosyjskich zawsze najważniejszą sprawą są fundusze. Nie ma barier politycznych, ale są finansowe i nie wszystko jest możliwe. 15 września 1992 roku Paweł Iwanow znalazł się na pokładzie odrzutowca lecącego z Moskwy do Londynu. W bagażu podręcznym, zapakowane próżniowo w folię polietylenową, znajdowały się próbki kości udowych pobrane z dziewięciu szkieletów z jekaterynburskiej kostnicy. Na lotnisku Heathrow Iwanow spotkał się z Nigelem McCrery, producentem z telewizji BBC, który brał udział w negocjacjach związanych ze sprowadzeniem kości do anglii. .
Po odrzuceniu Anny Anderson przez wielką księżnę Olgę, jedynie dwóch Romanowów wystąpiło w jej obronie. Jednym był wielki książę Andrzej, kuzyn Mikołaja II, który niekiedy widywał młodą Anastazję podczas obiadów. Otrzymał od cesarzowej Marii zgodę na przeprowadzenie śledztwa i w styczniu 1928 roku spędził z Anną Anderson dwa dni. Po pierwszym spotkaniu zawołał radośnie "Widziałem córkę Mikołaja! Widziałem córkę Mikołaja!" Później napisał do wielkiej księżnej Olgi: "Obserwowałem ją uważnie i z całą świadomością stwierdzam, że Anastazja Czajkowska nie jest nikim innym jak wielką księżną Anastazją Mikołajewną. Rozpoznałem ją natychmiast, a dalsze obserwacje jedynie potwierdziły pierwsze wrażenie. Nie mam żadnych wątpliwości: to jest Anastazja". Przy tej samej okazji żona wielkiego księcia Andrzeja była primabalerina Matylda Krzesińska, również widziała się z Anną Anderson. W 1967 roku, po śmierci Andrzeja, dziewięćdziesięciopięcioletnią wdowę, która przed siedemdziesięciu pięciu laty była kochanką Mikołaja II, spytano o Annę Anderson. .
- To co to znaczy? - spytała bezradnie pani Krystyna. .
.
i zastosowania w praktyce ich planów .
- Nigdy go nie widziałem, chciałbym. .
- Bardzo dobrze, zawsze to jakiś sukces No to JUŻ, jedziemy po Purchlu Kto zaczyna? - Mogę ja, bo byłem pierwszy - odparł Pawełek i również wyjął z kieszeni świstek papieru. - Też mam zapisane Wrócił na obiad o szesnastej dwadzieścia miej więcej To znaczy uważam że to był obiad, bo niby po co by wracał. Wyleciał potem o szóstej bardzo się śpieszył wsiadł do samochodu i JUŻ go nie było Wrócił o dziewiątej piętnaście Do dziesiątej nie wyszedł a co dalej, to nie wiem -Środa to była - podjął Bartek - w czwartek na obiad wrócił, zgadza się Potem zrobiło się coś dziwnego Pokazał się pan Wolski połaził trochę i poszedł. Zaraz potem, piętnaście PO szóstej to było, wyleciał Purchel, wsiadł do samochodu, odjechał i nie minęło dziesięć minut, jak wrócił Na piechotę Poszedł do domu za piętnaście minut przyjechała taksówka, tą taksówką odjechał Do wpół do jedenastej go nie było a dalej nie wiem. bo ojciec powiedział, że przed jedenastą mam być w domu Teraz do akcji wkroczyła Janeczka .
wielkiego .
pracować. O tym, że z poziomu DOSa nie da się uruchomić więcej niż jednego programu równocześnie, już wiemy. Ponadto nie można uruchomić żadnej aplikacji napisanej dla Windows. Przy próbie wykonania takiej operacji na ekranie ujrzymy komunikat: .
- Jak sobie chcesz, chłopcze. A ty Renę? Masz ochotę na drinka? - Zawsze, mon general. - Renę zaśmiał się i wyszli razem. - Kawę podam w Pokoju Błękitnym - odezwała się Julie. Craig, wskaż Genevieve drogę. Był to ładny, sąsiadujący z biblioteką salonik. Na kominku płonął ogień, a wśród wygodnych mebli stał piękny fortepian. Genevieve uniosła pokrywę i starannie zamocowała podpórkę. Niegdyś muzyka była największą miłością jej życia i pragnęła zajmować się nią bardziej niż czymkolwiek innym na świecie, ale życie rzadko spełnia ludzkie oczekiwania. Zaczęła grać preludium Chopina, powoli, głęboko, wydobywając cały dramatyzm basowych akordów i przepełniony słodyczą śmiertelny okrzyk wysokich tonów. Do pokoju weszła Julie z tacą i postawiła ją w pobliżu kominka, a Craig podszedł do fortepianu i, oparłszy się o instrument, przypatrywał się Genevieve. W jego oczach pojawiło się zdumienie, gdy zaczęła „Clair de Lunę", grając pięknie, a zarazem przejmująco smutno. Grała bardzo dobrze - lepiej, powiedziała sobie, niż od wielu lat. Kiedy skończyła i podniosła głowę, już go nie było. Zawahała się przez chwilę, opuściła pokrywę i wyszła za nim. Ujrzała go w ciemności, jak palił papierosa u podnóża schodów na tarasie. Zeszła i oparła się o balustradę. - Była pani dobra - odezwał się. .
- Czy są jakieś pytania? .
- Przez ciebie musiał na obcych tyrać! - darł się Pawlak, klęcząc okrakiem nad Kargulem i ściskając oburącz jego gardło. .
przydzielane .
na osobne opracowanie14. Wyznaję, że pogardliwe traktowanie Polski Niepodległej odbierałem zawsze jako .
W kancelarii pana zawiadowcy dowiedział się, że otrzyma pracę. Pan zawiadowca siedział za biurkiem i ślęczał nad jakimiś papierzyskami, pokreślonymi kolorowymi kreskami. Kucharczyk wiedział, że to plan kopalni. - No, Kucharczyku, bo "Wolfgang" pójdzie! - rzekł z miejsca pan zawiadowca, gładząc czarne wąsiska. - A wy otrzymacie pracę przy pompach. Nie w szybie, lecz na powierzchni! Nie dziękujcie! To panu doktorowi Nowakowi podziękujcie! To on prosił za was!... .
Czy pierwsze kontakty seksualne decydują o przyszłości) .
- Według wskazówki, on znowu skręca. W prawo. Kieruje się na zachód. Esperanza skinął głową. .
podobny, .
pójdzie, wszyscy pójd±, wszyscy, a ja nie pójdę, nie - zacz±ł trz±¶ć głow±. .
Synchronizacja głosu i ruchów wskaźnika pozwala użytkownikowi outSPOKEN kliknąć element właśnie wypowiedziany. Klawisz WYBIERZ (KN 5) symuluje kliknięcie lewego klawisza myszy. Klawisz ten jest w środku klawiatury numerycznej i zwykle jest oznaczony wystającym punktem. Do przenoszenia elementów należy użyć komendy PRZENIEŚ (przytrzymanie KN 5), która powoduje wciśnięcie i przytrzymanie lub puszczenie lewego klawisza myszy. Pojedyncze kliknięcie klawisza PRZENIEŚ symuluje przyciśnięcie i przytrzymanie klawisza myszy, a outSPOKEN wypowie "Mysz wciśnięta". Kursor myszy może być wówczas przesuwany komendami outSPOKEN, aby podświetlać tekst lub przenieść element do innego miejsca. Kiedy kursor myszy osiągnie pożądane miejsce, można puścić klawisz myszy przez ponowne wciśnięcie klawisza PRZENIEŚ. outSPOKEN wypowie wówczas "Mysz w górę", wskazując, że akcja została zakończona. Wszystkie opisane tutaj klawisze myszy działają też w kombinacji z CTRL i SHIFT aby symulować operacje myszą z tymi klawiszami wciśniętymi. 3.2.2 Prawy przycisk myszy .
- Więc dobrze. Pierwsza rzecz: czy wystaraliście się o plan fortecy? Gemma - odemknęła komodę i wydobyła plik papierów. .
zabobonem. Faktem jest, że przez ostatnich pięćdziesiąt lat .
- Wytrzyj gila i popraw grzywkę - wtórował mu Skorpion. .
- Cześć - powiedział chłopiec. - Też do Hogwartu? .
W starożytnych Indiach żył król imieniem Dżanaka, który był .
znów Richard Schweitzer wyprzedził swoich przeciwników. 8 marca wykorzystał zapomniane prawo obowiązujące w stanie Wirginia dotyczące porzuconej własności. .
zawsze. .
Wspomnieliśmy, że z poziomu Windows można uruchomić dowolny program pracujący pod kontrolą systemu operacyjnego DOS. Wielu użytkowników DOSa jest przyzwyczajonych do Nortona Commandera. Chcąc skopiować pliki lub utworzyć katalog, albo przejrzeć zawartość dyskietki, uruchamiają NC, mimo że w Windows znajduje się program spełniający podobne funkcje (MENEDŻER PLIKÓW=FILE MnNAGER). .
rzeczywistym tematem niniejszej książki. .
jedna z Bogiem, ale istnieje w ograniczonej formie, a zatem .
Hanys obejmował ją ramieniem. I wtedy zawsze wyczuwał, jak w drobnym ciałku małpki dygoce małe serce. .
ale i zdrowie matki zależy od jego postępów w nauce i .
nych, lecz nie wolno im było ich używać w obawie przed zbyt wczesnym .
Commander. Początkującym użytkownikom wystarczą na jakiś czas komendy, które wyżej omówiliśmy. Pozostali mogą skorzystać z oryginalnego podręcznika w języku angielskim lub innych .
technika, podobnie jak antyczne misterium, staje sie poprzez .
- odpisał Kaźmierzowi, że "tato był w prawie tak postąpić, bo ja tu nie po to jem czarny chleb, żeby Kargulowi orkiestry grały". Ale ten list nigdy do Krużewników nie dotarł. .
szczeblu. Nie zechciałbyś odpocząć trochę w naszym wozie? Na pewno .
przelatywał jej przez głowę na kształt obrazów i błyskawic: .
w tej pierwszej formie swojego pojawienia się posiada ten .
łożyć domysł nad 1 o g i c z n ą p e w n a § ć. Ma to być zrobione w imię zaufania bezgranicznego; przez co .
mobilizująco. .
tą samą Istotą. Jeżeli Go rzeczywiście kochasz, jeżeli chcesz .
- Ty, Pawlak, od nowa nie zaczynaj, bo my już raz zaczęli. .
Dla myślenia jest dostępna ta strona rzeczywistości, o której .
To jak jest z Tobą? Czy Ty też jesteś w stanie spojrzeć na siebie od tej strony tylko przez pryzmat za grubych nóg (jeśli jesteś kobietą) albo zbyt słabo umięśnionej klatki piersiowej (jeśli jesteś mężczyzną)? A Twoje piękne oczy? A wyrazista, ładna twarz, niepowtarzalna, jedyna na świecie? A ręce, które na pewno chciałby malować któryś ze starych holenderskich mistrzów albo rzeźbić Wit Stwosz? .
- Nie podjąłem jeszcze decyzji. - Oparł nogę na niskim kamiennym murku, ograniczającym ścieżkę prowadzącą do Dworu. - Już drugi raz pyta mnie pani o zamiary związane z ożenkiem. Wyraźnie leży pani na sercu, żebym był szczery w stosunku do swej przyszłej żony. - Gorąco polecam szczerość. - A co zrobić, jeśli będzie miała zastrzeżenia do mojego sposobu zarobkowania? Madeline stała z rękami założonymi do tyłu. Wydawała się zafascynowana tym gotyckim pawilonem. - Radzę, by był pan szczery, sir, i to od początku. - Nawet jeśli będzie się z tym wiązać ryzyko, że ją utracę? .
znalezliby sie .
- Pańskie - zgodził się przybyły osobnik. - A co pan kupił? Powiada pan, że drewno opałowe? Człowiek z siekierą odrobinę jakby się zawahał. - No drewno - przyznał. - Mówiłem panu, że na opał stare graty skupuję, nie? I zgadza się, na opał. Szklarnie mam, czymś palić muszę, nie? Co pan, sklerozę pan masz? Trzy dni temu mówiłem! - Znaczy to, co nie jest drewnem opałowym, w skład transakcji nie wchodzi - stwierdził osobnik, nagle się uspokajając. - Mnie nie było, znienacka pan przyjechał, żona panu towar wydała, a ja książek na przykład nie zdążyłem wyjąć. Te książki to dla pana też drewno opałowe? Człowiek na środku podwórza wsparł się na siekierzysku, podrapał po głowie i zaczął myśleć. Jego rozmówca przezornie ustawił się pomiędzy nim a szafą, żona w futrze drobnymi kroczkami przesuwała się w kierunku upragnionego mebla. Janeczka i Pawełek znajdowali się już na dziedzińcu, ukryci w cieniu za rupieciami. Cała scena zainteresowała ich nadzwyczajnie. - Jak mu chodzi o prawdziwe książki, to ja jestem chiński mandaryn - mruknął szeptem Pawełek. - A pewnie - odmruknęła Janeczka i przemknęła za następny grat, bliżej szafy. Człowiek z siekierą rozważył sprawę. - Dobra, co nie drewno, to nie moje - zgodził się. - Pośpieszyłem się, fakt, ale jak raz miałem transport i jednym ciągiem objeżdżałem tych wszystkich sprzedawców. Bierz pan swoje książki, czy co tam jest, i nie ma o czym gadać. Ja jestem człowiek uczciwy. - Ja też - rzekł sucho były właściciel mebli. - Zaraz zobaczymy... Jego żona już przedarła się do szafy, stała obok i trzymała ją ręką. Mąż podszedł energicznym krokiem, usuwając sobie z drogi rupiecie. Człowiek z siekierą zawahał się, po czym ruszył powoli za nim, wlokąc za sobą narzędzie pracy. Janeczka i Pawełek zbliżyli się bokiem, ciągle ukryci za zwalonymi gratami. Przybyły osobnik otworzył drzwi wielkiej, starej szafy z ozdobnym gzymsem i wysunął jedną z dolnych szuflad. Wetknął rękę głęboko, czymś prztyknął i pomiędzy dolną półką szafy a właściwą szufladą ukazało się coś dodatkowego. Jakby jeszcze jedna, bardzo płaska szuflada. Cała wypełniona była ciasno poukładanymi paczkami pieniędzy. -Och...! - jęknęła jego żona i usiadła na kawałku leżącego obok kredensu. Widocznie osłabła z ulgi. Od strony człowieka z siekierą dobiegło jakby zachłyśnięcie, ale słowa żadne nie padły. Były właściciel szafy wysunął drugą szufladę i powtórzył operację z prztyknięciem. Wyciągnął rękę w kierunku żony. - Torbę dawaj! .
stanowisko musi zająć wolna od przesądów teoria poznania w .
cymi zarobkami za spółkowanie przed kamerą zarówno z dziewmi jak i chłopakami. To był pierwszy, dość podejrzany kontakt .
- No, tak mówią - odpowiedział Hagrid. - Cholibka, chciałbym mieć smoka. .
- Tak ty bierz i smołę gotuj! - Ale to wedle Farenheita! - usłyszeli głos znajomej z .
- Ty gdzie tak zapatrzywszy sia? - Kaźmierz czujnie obserwował zachowanie syna. .
Rozwiązanie organizacyjne zakładające oderwanie na wiele miesię-cy dziecka od rodziny nie jest najszczęśliwsze, dlatego też do tych oddziałow trafiają dzieci z rodzin nie obejmujących dostateczną opie- .
Reszta królów słuchała tej mowy ze szlachetnym współczuciem. .
- Milicyjny. .
We wmawianiu sobie, że "komputer to nie dla mnie" i "nigdy się tego nie nauczę" celują kobiety. Jeżeli już potrzeba albo chęć zmusi którąś z moich zaprzyjaźnionych pań, żeby jednak spróbować, zaczynam od tego: "Ta maszyna nie jest dużo bardziej skomplikowana od pralki automatycznej. Umiesz ją obsługiwać? Jeśli tak, to z komputerem też dasz sobie radę". Oczywiście początkowo nie wierzą, ale stopniowo - parę prostych operacji, żeby przekonać się, że to skomplikowane zwierzę jest posłuszne - nabierają pewności siebie. "Napisz coś, wydrukujemy to", żeby mogły szybko zobaczyć efekt swojej pracy. I jeszcze namawiam je do robienia błędów, żeby się z nimi oswoiły i przy samodzielnych próbach nie wpadały w totalną bezradność, kiedy coś pójdzie nie tak. .
obtulało miasto tak szczelnie, że ani jeden przewiew wiatru nie przedarł się z .
- zapytała Madeline. - Coś związanego z budową kanału dla barek. Nie pamiętam szczegółów. Wypiliśmy przy rozmowie parę kieliszków wina. Wspomniał, że i dla mnie mogłaby to być okazja, żeby powetować sobie straty w kopalni złota. - W jaki sposób nakłonił pana do tego, że pan z nim poszedł? .
Odniosłem wrażenie, jakby chciała jeszcze coś dodać, ale tylko wzruszyła ramionami. Albo zadrżała. Od razu wiedziałem, że coś musi być nie tak, skoro nie kazała mu usiąść w poczekalni. Otworzyłem drzwi do mego gabinetu i doznałem ogromnego, niewyobrażalnego uczucia ulgi. To był on. Właściwie nie było nic niezwykłego w tym, że właśnie tu się znalazł. Prowadzę agencję zatrudnienia. Ludzie przychodzą do mnie po pomoc w znalezieniu pracy, dlaczego więc nie on?Wśród umiejętności, jakie posiadam, poczesne miejsce zajmuje zdolność nieujawniania żadnych uczuć. Ten osobnik nie miał prawa choćby przez moment podejrzewać, jak wielką rozkosz sprawi mi wysłuchanie jego historii. Gdybym spotkał go na ulicy, mógłbym co najwyżej zadać standardowe pytanie o godzinę, albo czy ma zapałki, ewentualnie czy nie wie, którędy do ratusza. Tutaj natomiast mogłem go wypytywać, ile dusza zapragnie. Wysłuchałem, co miał o sobie do powiedzenia, a potem przystąpiłem do zadawania rutynowych pytań. Wszystko było w niesamowitym wręcz porządku. Służył w wojsku, skończył astronomię na uniwersytecie, bez stażu pracy, bez doświadczenia, bez najmniejszego nawet wyobrażenia o tym, co właściwie chciałby robić, jednym słowem bez niczego, czym mógłby zainteresować ewentualnego pracodawcę. Typowe. W dodatku pozbawiony jakichkolwiek uczuć czy emocji. To już mniej typowe. Zwykle są rozdrażnieni i oburzeni, że nikt nie czeka na nich z otwartymi ramionami. Zdecydowałem się na stary schemat naprowadzający klienta na coś choćby odrobinę praktycznego. - Astronomia? - spytałem. - To znaczy, że jest pan dobry w matematyce. Zdolności matematyczne można często wykorzystać choćby w pracy związanej ze statystyką. Miałem nadzieję, że może w ten sposób posunę się choćby o krok naprzód. Okazało się, że wcale nie jest taki dobry. .
.
- Wspaniałomyślność? Ależ jesteś naiwny, przyjacielu! .
.
2 listopada 1967, 21:30, Ririe, Idaho Dwóch Indian z plemienia Navajo, Willie Begay i Guy Tossie, jechali ciężarówką po autostradzie 26 w pobliżu Ririe, Idaho. Nagle, jak później opowiadali, oślepił ich gwałtowny błysk światła i tuż przed ich samochodem pojawiło się wiszące w powietrzu, małe UFO. Miało kształt dwóch talerzy, z których jeden przykrywał drugi. Średnica statku wynosiła około dwa metry, a grubość - siedem-dziesiąt centymetrów. Górny talerz był przezroczysty i było przezeń widać dwóch pasażerów Samochód świadków odmówił posłuszeństwa i zatrzymał się. Przez otworki, wirujące dokoła obwodu pojawiali się ludzie - około metra wzrostu, pomarszczona skóra. Mają plecaki i ciasne, jednoczęściowe kombinezony. Przezroczysta kopuła. Z przodu, błyskały jasne, pomarańczowe i zielone światła. Kopuła podniosła się i metrowy ufoludek podpłynął w powietrzu do kabiny ciężarówki, otworzył ją i wszedł do środka. Jego twarz pokrywała chropowata, pobrużdżona skóra, miał sterczące uszy, okrągłe oczy, szczeliniaste usta i ani śladu nosa. Ubrany był w biały kombinezon i miał duży plecak. Jakaś dziwna siła odholowała samochód na pobliskie pole. Begay wyskoczył i pobiegł w stronę pobliskiej farmy, goniony przez drugiego pasażera UFO. Pierwszy pozostał w kabinie i próbował porozumieć się z Tossie'm w świergotliwym, niezrozumiałym języku. Po powrocie drugiego obaj wsiedli z powrotem do UFO, które wystartowało i zygzakując odleciało, emitując płomienne, pomarańczowe światło z dołu pojazdu. Po piętnastu minutach powrócił Begay, przyprowadziwszy ze sobą rolnika Willarda Hammona i jego syna. Obaj Indianie pojechali następnie wraz z Hammonem na policję, by donieść o zdarzeniu. Przyznali, że pili piwo, ale inni świadkowie zgodnie stwierdzili, że nie wyglądali na pijanych. O 21:30 tej samej nocy na innej autostradzie do Ririe zaszedł podobny incydent. Ciężarówkę zatrzymało niewielkie UFO, lądując przed nią. Wyszedł z niego mały humanoid i próbował wejść do kabiny. Kierowca opowiedział później ufologowi C.R. Ricksowi, że udało mu się uciec napastnikowi. ("Idaho Pioneer", 7 grudnia 19671 UFO Investigator", wrzesień-październik 1969) Styczeń 1975, Nortb Bergen, New Jersey George O'Barski, właściciel sklepu z alkoholem, ale abstynent, jechał właśnie przez park North Hudson w North Bergen, New Jersey, około 3:00 pewnej ciepłej, styczniowej nocy, słuchając radia. Nagle sygnał radiowy zaczął cichnąć i pojawiły się dziwne zakłócenia. O'Barski usłyszał monotonny warkot z lewej strony samochodu. Nadleciał duży, jasny przedmiot, który zatrzymał się i zawisł w powietrzu metr nad ziemią. Pojazd był okrągły, o średnicy około dziesięciu metrów, od dołu płaski, o pionowych ścianach i wypukłym dachu, w najgrubszym miejscu osiągał grubość około trzech metrów. Dokoła niego rozmieszczone było dziesięć do dwunastu podłużnych pionowych okien. Całe otoczenie rozświetlone było światłem, padającym z okien. Z UFO wysunęła się drabina, otworzyły się drzwi i wyszło ośmiu do jedenastu metrowych karzełków, ubranych w kombinezony i hełmy. Zaczęli oni zbierać próbki gleby i pakować je do woreczków, a potem wsiedli z powrotem do UFO, które zaraz odleciało. Kiedy następnego dnia O'Barski wrócił do parku, znalazł w tym miejscu kilka dziur w ziemi, głębokich na piętnaście centymetrów, a szerokości dziesięciu centymetrów. W tym samym miesiącu nastąpiło w owej okolicy jeszcze kilka spotkań z UFO. w tym dwa potwierdzające bardzo dokładnie świadectwo O'Barskiego. Podejrzewa się, że opisane poniżej wydarzenia zaszły tego samego dnia co poprzednie, ale nie sposób tego udowodnić. William Pawlowski, portier hotelu Stonehenge, stojącego po przeciwnej stronie ulicy od parku North Hudson, był wówczas akurat na nocnej służbie. O 2:30 czy 3:00 12 stycznia zobaczył osiem do piętnastu jasnych świateł na ciemnym obiekcie, unoszącym się nad ziemią w parku. Pawlowski zatelefonował na policję. Podczas rozmowy usłyszał nagle wysoki, brzęk dźwięk i zobaczył, jak szklane okno hallu pęka przy podłodze, przy czym kawałek szkła wpadł do pomieszczenia. Wkrótce światła zniknęły. Pawlówski obliczył, że jakikolwiek pocisk czy siła, która mogłaby przelecieć nad murem parku i uderzyć w okno tuż nad podłogą, musiałaby mieć źródło kilka metrów nad ziemią, w parku. Co ciekawsze, nie-zależnie od O'Barskiego określił dokładnie ten sam punkt jako miejsce, nad którym unosiło się UFO (tak przynajmniej twierdzą ufolodzy Ted Bloecher, Budd Hopkins i Jeny Stoehrer). O trzecim poważnym incydencie poinformowała rodzina Wam-sleyów, której wszyscy członkowie niezależnie od siebie potwierdzili zauważenie UFO z kopułą i podłużnymi oknami, wydające głośny pomruk, które przeleciało nad ich domem o 21:30 (może właśnie 11 stycznia?) i zniknęło za budynkiem hotelu Stonehenge .
- No, czego chcesz, Kucharczyku? - zapytał pan nauczyciel, widząc jego sterczące palce. .
Cartland uśmiechnął się nieznacznie, skinął głową, wyjął niewielki, czarny, wąski pistolet automatyczny i oddał go, .
Róża na przemian całowała dziewczynki, pie¶ciła się z małpk± i opowiadała różne .
- Kargul popatrzył niespokojnie w stronę okna, za którym rozległy się właśnie strzały. .
do życia w teraźniejszości, w postaci człowieka. Dawni .
żeby to zrozumieć? .
Septembrze! Sam mówił, że jest zainteresowany, by jego syn przekonał się do polskości! Pomoże mi znaleźć jakąś pracę. Ale to samo mi proponuje ten Szafranek, król kiełbasy! Gorzej, że chce co wieczór ze mną tańczyć. Kiedy mnie przyciska, to szepcze mi w ucho, ile ton parówek robi na dobę w swojej firmie i nazywa mnie 'swoją paróweczką', którą chętnie by połknął. Nie tak prędko, panie prezydencie polskich wędliniarzy... Takie myśli tłukły się po głowie Ani, gdy przemierzała pokład 'Batorego', starając się wymknąć spod czujnej opieki obu dziadków. ...Aj, Bożeńciu, jak temu Władkowi powiedzieć, żeby on za mną nie chodził jak pastuch za krowim ogonem, bo wychodzi na to, że ja jakaś - wstyd pomyśleć - rządowa osoba, a on agent, co mnie pilnuje! Przylipnął jak rzep do psiego ogona! A już od tych pór, co ja trofiejne dolary do kajuty przyniósł, to ani na krok nie odstąpi! Aj, Dżonu, na co ty jemu to zaproszenie wysłał? Teraz ja mam bezlitosny kłopot, żeby ten murmyło za bardzo w tym luksusie nie pławił sia, bo jak ten lenciaj wróci do Rudnik, nie będzie on chętny widły wziąć i gnój z obory wyrzucać! Już teraz on na te leżaki pokłada sia, jakby choreńki był, zamiast naszej wnusi przypilnować. Gania ci ona po tym okręcie jak pies po jarmarku. Gdzież to ona w tu poru może być? Na te jakieś .
filozofia kręgu anglojęzycznego jest właściwie trójstronnym .
9. Czy młodzież legitymująca się opinią psychologiczną, orzekają-cą dysortografię, może oczekiwae specjalnego potraktowania pod-czas egzaminów wstępnych do szkół średnich czy wyższych? .
Często jednak już pierwsze tygodnie wspólnego życia wskazują, że cechy uformowane w środowisku rodzinnym mają znacznie większy zakres oddziaływania, niż to pierwotnie przewidywaliśmy. Dopiero życie codzienne ujawnia z całą siłą, jak bardzo potrafimy być podobni do swych rodziców. Spotykam niekiedy dramatyczne przykłady przeżywania niechcianej identyfikacji ze swymi rodzicami: „Zawsze chciałem być inny niż mój ojciec, boleśnie przeżywałem jego stosunek do matki, obiecywałem sobie, że u mnie będzie inaczej, tymczasem stałem się podobny do niego, nienawidzę siebie za to". Czyż to jest jednak takie dziwne? Zapominamy o tym, że nasza osobowość, męskośćkobiecość formuje się nie tylko przez wyreżyserowany przez nas samych scenariusz, ale zawiera też wiele nieświadomych identyfikacji i naśladownictw. .
- Kaźmierz postanawia chytrze wykorzystać wzruszenie brata. .
- Wiem, udał się tam w październiku... .
pywała się. / .
i~`t .
się je u co najmniej połowy populacji po 55 roku życia i praktycznie u wszystkich osób począwszy od 65 roku życia. W młodszym wieku zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa idą w parze ze znaczną skoliozą lub nadmierną lordozą. Występują także po urazie kręgosłupa, gruźliczym lub gronkowcowym zapaleniu kręgosłupa, w stanie po chorobie Scheuermanna, wypadnięciu jądra miażdżystego na skutek defektu strukturalnego pierścienia włóknistego. .
wazon, twarze znikają. Obojętne jak bardzo będziesz usiłował .
- Ale w ten sposób, jeśli poweźmie jakieś podejrzenia, nie będziesz miał szans się bronić. - Esperanza związał Deckerowi ręce z tyłu. .
- Ja jestem bankrut! Jestem finished! Skończony człowiek! Ja straciłem cały prestiż! I am looser! Ja mogę tylko skoczyć prosto na tę głupią głowę! -jął się walić obydwiema pięściami po głowie, chcąc się ukarać za zgodę na występ znajomych Septembra. .
- Nie miałem żadnego powodu mówić na ten temat, ponieważ byłem zdania, że to nie ma nic do rzeczy. O -tym, że Tadeusz go szantażował, dowiedziałem się od panów śledczych przedwczoraj wieczorem. - Słusznie, masz rację... .
- Oni są naszymi przyjaciółmi - powiedziała, po czym wszystkich zapraszała do pałacu na gorącą herbatę. W trzydzieści sześć godzin później, gdy rano piętnastego marca cesarzowa wyjrzała przez okno, dziedziniec był pusty. Wielki książę Cyryl wydał żołnierzom rozkaz powrotu do Sankt Petersburga, carską żonę i dzieci pozostawiając bez jakiejkolwiek ochrony. Poprzedniego dnia Cyryl - wedle słów francuskiego ambasadora Maurice'a Paleologue - "otwarcie opowiedział się za rewolucją". Przyczepiwszy do munduru czerwoną kokardę, na czele swych żołnierzy ruszył przez Newski Prospekt w kierunku Dumy, aby oddać się do dyspozycji jej przewodniczącego Michała Rodzianko. Było to jeszcze przed abdykacją Mikołaja II i Rodzianko zabiegał o utrzymanie jakiejś formy monarchii. Oburzony na Cyryla za złamanie przysięgi powiedział wielkiemu księciu: "Odejdź, nie tutaj twoje miejsce". W tydzień później Cyryl ponownie dopuścił się zdrady, w wywiadzie dla piotrogrodzkiej gazety mówiąc: .
poniesione przez poznańskie pułki w czasie wojny należałoby dbać .
Nad ranem Hanys przebudził się. Głowę miał ciężką i rozpaloną. Ujrzał, że światło jeszcze się pali, a rudy Józef położył głowę na stole i chrapie. Jego podkudłacona czupryna podobna była do kępki rudej, zeschłej trawy. "Dobry człowiek!" - pomyślał i zasnął. .
- Kaźmierz był wyraźnie rozbawiony zachowaniem Wieczorka. .
zobaczy, iż przyciskała się do niego z rozpacz±, rzucana mu się w ramiona i .
dodatkowego urządzenia wejścia/wyjścia uniknąć niepotrzebnych kłopotów? Wystarczy, jeśli komputer wyposażymy w dwa łącza szeregowe i dwa równoległe. Jeżeli będziemy mieć tak zwany game port (do podłączenia joysticka wykorzystywanego w wielu grach) możemy być spokojni. Koszt jednego łącza jest niewspółmiemie niski w porównaniu z ceną całego komputera. Instalacja .
- Zwracam pani uwagę, że jak odbieraliśmy chustki do nosa, to ten wazon dawno był w kawałkach - powiedział zimno kapitan. - Oczywiście doskonale pani wie, dlaczego szukamy tego, co wychodził na balkon. Uprzytomniłam sobie z rozpaczą, że ja nikogo innego nie widziałam, Leszek jest roztargniony, Janusz był otępiały po wizualnym wstrząsie, a Wiesia wypowiedzi na pewno pod uwagę nie wezmą. Co zrobić?... - Ekspertyza... - wymamrotałam w przygnębieniu. .
- Taż tylko patrzeć, jak rozsypie sia - babcia Leonia rozglądała się bezradnie. .
zdarzyło mi się jeszcze spotkać oskarżonego, który z większym .
rozmaita. Elita - to zbiór ludzi, którzy spełniają kryteria surowsze, niż otaczająca ich społeczność. Zazwyczaj .
niebezpieczeńst~~o .
.
A każde pragnienie, gdy opanuje cię, staje się twym panem. Gdy jesteś w złości, złość staje się twoim panem, całkowicie nad tobą zapanowuje. I nie jest tak, że jesteś w złości: stajesz się złością, i w tej złości robisz coś, czego będziesz żałował. I w tym tkwi ironia - inne "ja" będzie żałowało tego, co zrobiło tamto "ja", inne pragnienie, inny stan, inny nastrój. Teraz będziesz cierpiał, i pójdziesz, i będziesz chciał prosić o wybaczenie. Jest to ktoś inny, nie jest to ta sama osoba. Gdzie są te zaczerwienione oczy, ta twarz pełna przemocy, ta gotowość zabicia albo bycia zabitym? Wszystko minęło. .
spojrzenie w kark kierowcy. - To wschodnia część Chicago. Ten,plejs leży na 'black Belt', to znaczy czarny pas! Straszno, bo teraz tam sami czarneccy. .
że rozstaliśmy się w przyjaźni. .
widocznym .
bezinteresownego człowieka? Niełatwo być sprawiedliwym z Gomory." .
Ale te stare książki zrobiły już wszystko, co mogły. .
- Przejechał go samochód! .
Piramidy .
tysi±ce mil, miasto zaczęło huczeć powracaj±c± fal± spacerowiczów, turkotami .
przetrwali nawet socjalizm... - Ot, jako żeś mądrze rzekła, moja ty dziewuchna, tak ja Kargulowi jako patriota jego podłość zapomnę! - powiedział Pawlak. .
- Cz... czy nie sądzisz - rzekł łagodnie, z dziwnym jękliwym zacinaniem się - ż-że... to wszystko jest... b....bardzo zabawne? .
Następnie znowu kurtyna się podniosła, a wszystkim widzom przedstawił się król Herod na tronie. Przyszli do niego trzej królowie, potem przyszli kapłani żydowscy, a król Herod krzyczał i prał tak mocno berłem po tronie, że aż sam pan nauczyciel Tendera psykał na niego za kulisami, żeby tak nie tłukł berłem, bo je złamie. Kapłani kiwali się mądrze i czytali jakieś grube księgi, królowie ze Wschodu zaś nie wierzyli Herodowi, lecz przyrzekli, że wstąpią do niego, gdy będą wracali. Potem król Herod jeszcze bardziej krzyczał, jak tylko tamci jego koledzy ze Wschodu poszli sobie, i znów prał berłem po tronie. .
- A ty czego od księdza chcesz? - dopytywał się Kargul niespokojnie, bowiem stan Kaźmierza wskazywał na absolutną desperację. .
- Dawaj portfel. Deckera zamurowało. .
8. Dynamiczna wymiana danych. .
Narząd wzroku składa się z gałki ocznej i z jej narządów dodatkowych jak: .
A przecież brak niepodległości przejawiał się nie tylko w fakcie obecności radzieckich wojsk i „doradców", w uleganiu naciskom Moskwy i podporządkowaniu sojuszowym zobowiązaniom. Zależność szła dalej: była .
żartować na mój temat w obecności kilku innych osób. Nawet kiedy .
Okna domu Mullerów były otwarte i o¶wietlone, a że były słabo przysłonięte i tuż .
Rozbudził się i począł mrugać oczyma ze zdziwieniem, patrząc na .
historyków próby łapania i wiązania ze sobą wątków i pojęć, których ówczesną treść rzadko potrafimy dokładnie odtworzyć; przy czym pojęcia te rzutuje się na stosunki, w których, bywało, historia wszelką ciągłość co chwilę zrywała, a czasem w .
- Pecha ma ten, kto chce zwalić na coś swoje wady - stwierdziła rzeczowo Ania, chcąc ostudzić zapał Franciszka Przyklęka. Stroiciel wciąż ściskał jej rękę drżącymi dłońmi. .
.
cia, takim został i po śmierci, a Trurl umacniał się .
- No i co teraz? - zapytał Ron. .
Wysoki Indianin patrzył za nim, spokojnie dokończył posiłek, włożył wykałaczkę pomiędzy zęby, a potem ruszył w noc za swoim przyjacielem. .
razem z ołowianym ciężarkiem, przeciągnęli linę przez blok i ponow- .
Składa się z naczyń chłonnych i węzłów chłonnych. Naczynia chłonne zaczynają się układem kapilarów, które znajdują się między komórkami i tkankami i odprowadzają płyn stanowiący przesącz z krwi do naczyń krwionośnych żylnych. Kapilary zaczynają się jako ślepo zakończone drobniutkie rureczki łączące się w mniej lub bardziej gęste sieci. Naczynia chłonne są prawie wszędzie, brak ich w ośrodkowym układzie nerwowym. Kapilary przechodzą w nieco większe naczynia chłonne, a te przechodzą w pnie chłonne. Naczynia chłonne są zbudowane tak jak naczynia krwionośne, ale mają ściany cienkie podobne raczej do naczyń żylnych, tym bardziej, że naczynia chłonne i przewody mają bardzo małe światło, Największy przewód zwany przewodem piersiowym ma około 2 mm średnicy. Naczynia chłonne posiadają zastawki chłonne gęsto ułożone. W przebieg naczyń i przewodów chłonnych są wstawione węzły chłonne zbudowane z tkanki chłonnej, w których odbywa się oczyszczanie chłonki z zanieczyszczeń przyniesionych z tkanek oraz są ogniska rozmnażania limfocytów, czyli powstają nowe białe ciałka krwi. Chłonka posiadająca płynną zawartość naczyń chłonnych jest przejrzysta, podobna do wody, jedynie chłonka płynąca z jelita cienkiego jest biaława, podobna do mleka, stąd nazywa się mleczem. Zawiera ona tłuszcz wchłonięty do naczyń chłonnych. Układ chłonny jest niesymetryczny i niepodobny do układu krwionośnego. Chłonka z dolnej połowy ciała oraz z lewej połowy klatki piersiowej, lewej połowy szyi i głowy jest odprowadzana przewodem piersiowym do kąta żylnego lewego, tj. do miejsca połączenia się żyły podobojczykowej lewej z żyłą szyjną wewnętrzną lewą. Resztę chłonki z prawej górnej połowy ciała odprowadza przewód chłonny prawy do prawego kąta żylnego. Na kończynie dolnej są dwie stacje węzłów chłonnych, jedna w dole podkolanowym i druga w okolicy pachwinowej. Na kończynie górnej są również dwie stacje węzłów chłonnych, jedna w dole łokciowym, druga w dole pachowym. W zakresie jamy brzusznej i klatki piersiowej wyróżnia się węzły chłonne ścienne i trzewne, należące do poszczególnych narządów jamy brzusznej czy klatki piersiowej. Na granicy głowy i szyi są dwa pierścienie węzłów, jeden wzdłuż brody i trzonu żuchwy, następny wzdłuż małżowiny usznej, do okolicy potylicznej i drugi leżący pod obojczykami. Te dwa pierścienie węzłów są połączone pasmem biegnącym wzdłuż mięśnia mostkowo_obojczykowo_sutkowego. Skupienia tkanki chłonnej, które nie są węzłami chłonnymi, znajdują się na przejściu jamy nosowej i ustnej w gardło. Są to migdałki parzyste i nieparzyste. Migdałki parzyste są podniebienne, leżące po bokach cieśni gardła i migdałki trąbkowe na ujściach trąbek słuchowych na bocznych ścianach gardła. Migdałki nieparzyste tj. migdałek gardłowy lub trzeci leżący na przejściu ściany górnej gardła w tylną oraz migdałek językowy na nasadzie języka. Inne skupienia tkanki chłonnej znajdują się w ścianach jelit. W jelicie czczym, są to drobne grudki zwane grudkami samotnymi, zaś w jelicie krętym grudki zbierają się w większe zespoły zwane grudkami skupionymi. Grudki samotne znajdują się również w ścianach jelita grubego. Szczególnie dużo jest tkanki chłonnej w wyrostku robaczkowym .
dobra jest! Tak, to niełatwa sprawa zgodzić się na coś takiego. Chuny był inny; wrócił jeszcze, obejrzał się, jakby szukając zapomnianej rzeczy. Powiedział do mnie: "Żyjemy na tym świecie niby na pokucie - psiakrew." Przyszli jeszcze do mnie po półgodzinie, ale nie po to, żeby mi opowiedzieć, ale aby ręce wymyć! 169 .
czyścili, a może nawet z których nigdy nie strzelali. Gdy wywalę drzwi .
ma .
- Na co czekasz? - spytała Beth. Decker wpatrywał się w swoją prawą dłoń, którą właśnie miał przekręcić kluczyk. Na czoło wystąpiły mu krople potu. .
Najczęstsze źródła zaburzeń procesu samookreślenia seksualnego to: .
- Na litość boską, zróbcie coś z tym radiem, kto z was rzepak hoduje?! - Idź się uczesz - powiedziała Alicja, zaglądając do pokoju. - Prokurator cię dawno nie -widział. .
rękę. .
Nadchodziła wiosna. Wiosna była w powietrzu.(Przypis autora: to ten sam dzień, w którym rozpoczyna się historia na stronie pierwszej). Wiał "chinook".Robotnicy wracali do domu. Ptak Scrippsa śpiewał wklatce. Diana wyglądała nadejścia swojego Scrippsa. Czy zdoła go zatrzymać? Czy zdoła go zatrzymać? Jeśli nie zdoła, to czy chociaż zostawi jej ptaka? Ostatnio czuła, że nie uda się jej go zatrzymać. Teraz, gdy dotykała Scrippsa w nocy, odwracał się od niej. To był drobny znak, lecz życie składa się z drobnych znaków. Czuła, że nie uda się jej go zatrzymać. Gdy tak wyglądała przez okno, egzemplarz "Century Magazine" wypadł z jej omdlałej dłoni. "Century" miało nowego redaktora naczelnego. Było więcej drzeworytów. Glenn Frank odszedł, by kierować gdzieś jakimś wielkim uniwersytetem. W piśmie było więcej Van Dorena. Diana miała nadzieję, że może dzięki temu dopnie swego. Radośnie otworzyła "Century" i czytała przez cały ranek. Potem zerwał się wiatr, ciepły wiatr "chinook", i wiedziała, że Scripps niedługo będzie w domu. Coraz więcej mężczyzn pojawiało się u wylotu ulicy. Czy był między nimi Scripps? Nie wkładała okularów, bo chciała wypaść jak najlepiej, gdy tylko Scripps ją zobaczy. Im był bliżej, tym mniejsza była jej ufność pokładana w "Century". Przedtem spodziewała się, że znajdzie tam coś, dzięki czemu będzie mogła go zatrzymać. Teraz nie miała tej pewności. Scripps idzie ulicą w tłumie podekscytowanych robotników. Mężczyźni podnieceni wiosną. Scripps wymachuje chlebakiem. Scripps macha do robotników, którzy jeden za drugim wkraczają do lokalu, gdzie kiedyś był saloon. Scripps nie patrzy w okno. Scripps wchodzi po schodach. Scripps się zbliża. Scripps się zbliża. Scripps już tu jest. -Dobry wieczór, kochany Scrippsie. Czytałam opowiadanie Ruth Suckow. -Cześć, Diano. .
Ale formuły czego? Według Milewskiego, głównego .
Pola, koło rufy myśliwca, tam gdzie ułożony była broń. Uzbrojenia .
- Tak czy owak, ludność za nin szaleje, a ostatnią zachcianką pielgrzymów jest otrzymanie jego błogosławieństwa. Domenichino postanowił wmieszać się w tłum jako przekupień z koszem tanich krzyżyków i różańców. Lud kupuje takie rzeczy i prosi kardynała, by ich dotknął; następnie zawieszają to na szyjach dzieci jako talizman od złego. - Poczekajcie. A gdybym ja tak poszedł jako pielgrzym? To prze...przebranie jest doskonałe, ale sądzę, że nie n...należy się pokazywać w Brisighelli w tej samej skórze co tu; gdyby mnie złapali, mieliby dowód przeciw wam: - Nie złapią was, przygotowaliśmy dla was doskonałe przebranie, paszport i wszystko, czego potrzeba. - Co to ma być? .
Chcę Ci na zakończenie tego wątku powiedzieć jedną rzecz: żeby przekonać mnie, że nie jesteś w stanie czegoś się nauczyć, musiałbyś zużyć bardzo dużo energii i czasu. A myślę, że i tak by Ci się nie udało. .
- Tak jakoś - w zamyśleniu i smutku odpowiedziała Ksawera. Za oknami, gdzieś dalej w ulicy, słychać było krzyki, przebiegały czyjeś kroki obok domu i za chwilę jeszcze ktoś doganiał kulawym przydeptywaniem. - Która godzina? .
Totez dzis nie stawiamy pytania: czy anarchisci powinni brac udzial czy nie brac udzialu w rewolucyjnym syndykalizmie, ale jak i w jakim celu musza wziac udzial. .
Czytanie poszczególnych wyrazów lub grafik odbywa się po naciśnięciu klawiszy W PRAWO (KN 6) i W LEWO (KN 4). W PRAWO czyta wyraz lub grafikę na prawo od kursora, a W LEWO czyta wyraz lub grafikę na lewo. Kiedy outSPOKEN czyta w prawo, kursor jest umieszczany na końcu przeczytanego wyrazu; kiedy czyta w lewo, kursor jest umieszczany na jego początku. Jeśli kursor jest w środku wyrazu, kiedy naciśnięto W LEWO lub W PRAWO, przeczytane zostanie całe słowo a kursor zostanie umieszczony na jego początku lub końcu - odpowiednio. Jeśli kursor znajduje się na końcu wiersza kiedy naciśnięto W PRAWO, outSPOKEN czyta pierwszy wyraz następnego wiersza. Jeśli kursor jest na początku wiersza kiedy naciśnięto W LEWO, outSPOKEN czyta ostatni wyraz poprzedniego wiersza. Aby przeczytać bieżący wyraz bez przesuwania kursora, należy użyć klawisza SHIFT wraz z CZYTAJ (SHIFT-KN 0). Powoduje to przeczytanie wyrazu pod kursorem. Jeśli kursor znajduje się na ikonie lub symbolu, wypowiedziana zostaje jego nazwa. LITERUJ WYRAZ (CTRL-KN 0) wymawia bieżące słowo. Komenda ta nie zmienia pozycji kursora. LITERUJ IMIONAMI (CTRL-SHIFT-KN 0) pozwala usłyszeć kolejne litery bieżącego wyrazu z pomocą imion zaczynających się od tych liter. Komenda ta nie zmienia pozycji kursora. Czytanie wyrazami pozwala również przesuwać kursor na ikony i symbole. Każda grafika jest traktowana jako pojedynczy wyraz. Używając klawiszy W PRAWO i W LEWO, można łatwo przenieść kursor na grafikę. Ponieważ ikony i symbole nie mają początku ani końca, kursor jest umieszczany w ich środku. Kiedy kursor jest umieszczony na grafice, nazwa elementu jest wymawiana Głosem Grafiki, który jest zwykle wyższy niż Głos Tekstu. Funkcja ta pozwala użytkownikowi programu outSPOKEN na łatwy dostęp do grafik (patrz Rozdział 4.1.3). 3.3.3 Czytaj znakami .
rozkrzyżowanymi rękoma stanął przed księdzem Paralatą, za którym kroczyli spoceni muzykanci. - Nie będzie mi ten antychryst wchodził do królestwa niebieskiego przy tej trąbie! - krzyknął Kacper i wyrwał bas "B" z rąk praktykanta młynarskiego, .
- Zaraz, zaraz, panie sędzio kochany. Ponieważ że pani Anioł wszystko pod przysięgą odszczekała przed komitetem domowym oraz że ponieważ jedność narodowa jest zaprowadzona, a także samo amnestie mają w kurierach ogłosić, myślę sobie, pies z panią Anioł tańcował. Robię początek i udzielam jej amnestii. Tu obywatelki podały sobie ręce. A sąd kontrasygnował ten akt w protokole. Tak wyglądało moje spotkanie z sądem grodzkim (przechrzczonym potem na powiatowy) przed dwudziestu pięciu laty. Wpadałem potem od czasu do czasu na ciekawsze rozprawy, sygnalizowane mi przez zaprzyjaźnionych sadowników lub adwokatów. Stąd wiem, że właściwie niewiele się w sądach zmieniło, jeśli chodzi o bliskie mi rzeczy. Wokandy nadal są pełne pyskówek, które zawsze tak mnie pasjonowały. Zmieniła się tylko zasadniczo płeć "Wysokiego Sądu" i stosunek podsądnych oraz świadków do tego zjawiska. Przed wojną kobieta-sędzia budziła sensację, a czasem nawet konsternację wśród uczestników procesów. - Co jest, jak pragnę zdrowia! Facetka sędziego odstawia. - Widocznie nie miał czasu i żonę przysłał. "Skocz, Mania - mówi - czy tam Zosia - do sądu i rozbierz tam parę kawałków, a ja później przyjdę." Ładnie to jest, jak się małżeństwo spomaga. .
- O ile wiem, od pewnego czasu cierpi na chorobę serca. Tyle, że prowadzi normalny tryb życia i objawów dolegliwości nie widać. Genevieve zaczerpnęła głęboko powietrza, prostując ramiona. - Nie - rzekła. - Myślę, że pan się zupełnie myli. Jak wspomniał wcześniej major Osbourne, jest dla Niemców cenna ze względów propagandowych. Nie tknęliby jej. Nie Hortensję de Vbincourt. Jest zbyt ważną osobą. - Od pani ostatniego pobytu we Francji wiele się tam zmieniło - odpowiedział. - Niech mi pani wierzy, już nikt nie jest tam bezpieczny. - Co oni by jej zrobili? .
- Chyba wiem, od kogo jest ten - powiedział Ron, rumieniąc się i wskazując na niezbyt porządną paczkę. - Od mojej mamy. Powiedziałem jej, że nie spodziewasz się żadnych prezętów i... och, nie... - jęknął - zrobiła ci sweter Weasleyów! Harry rozerwał paczkę i wyjął gruby, robiony na drutach, szmaragdowozielony sweter i duże pudełko domowych krówek. .
nikogo przekonywać, iż budowanie imperium sowieckiego i gospodarki totalnego planowania to nie był .
naśladować nie potrafi. .
- Na to wygląda - powiedział Artemis, spoglądając na pelerynę trzymaną w dłoni. - Muszę przyznać, że wspaniale pan sobie z nim poradzij Nigdy nie widziałem takiego stylu walki. Całkiem niezwykły - Miałem szczęście. To było ostrzeżenie. Artemis spojrzał na ciemne okno, w którym przed atakiem stała zapalona świeca. - To nie było przeznaczone dla mnie, ale nie ma znaczenia. - Ci cholerni bandyci stają się coraz bardziej zuchwali stwierdził Flood. - Wkrótce człowiek nie będzie mógł wyjść na ulicę bez stróża prawa za plecami. Artemis dotknął liny zwisającej z okna. Wystarczyło jedno spojrzenie na zawiązany na niej skomplikowany węzeł W Londynie wielu jest bandytów i złodziei, ale mało prawdopodobne, by któryś z nich znał dawną sztukę walki Vanza .
- Obudziłeś swoim telefonem moją żonę. .
.
Posuwali się powoli stojąc w rzędzie samochodów czekających na wjazd do Polski. Przejście graniczne w Kołbaskowie nie jest szczytem elegancji ani dobrej organizacji. Formalnie należy do Niemców. Ponieważ sto metrów obok rozpoczęto budowę nowego przejścia, więc stare porzucone i nie konserwowane umierało śmiercią naturalną. Ogólny nastrój apatii udzielał się również straży granicznej. Kontrolowali tylko niektóre samochody, a i to bez szczególnego entuzjazmu. Celnicy snuli się między blaszanymi barakami pamiętającymi jeszcze wczesne lata siedemdziesiąte. Raz po raz spoglądali na zegarki. Był wczesny wieczór i do końca zmiany pozostawało jeszcze sześć godzin. Robert wyłączył radio. Spojrzał przez przednią szybę. Żołnierz z ochrony pogranicza ruchem ręki nakazał Biedronie podjechać na wysokość blaszanego baraku. Robert podjechał Mercedesem w ślad za nimi. Stanął jednak dobrych pięć metrów w tyle. Biedrona wysiadł z samochodu i podszedł z celnikiem do bagażnika. Cichy stanął obok żołnierza, który sprawdzał paszporty. Spojrzał w stronę Roberta i mrugnął porozumiewawczo. Z baraku wyszło dwóch żołnierzy uzbrojonych w pistolety maszynowe. Jeden z nich pchnął Biedronę na klapę bagażnika zanim ten zdążył ją jeszcze otworzyć. Drugi chwycił Cichego za nadgarstek i skuł kajdankami. Nawet nie zdążył się odwrócić. Nie miał zresztą po co. Drugi żołnierz pochwycił jego rękę i wykręcił do tyłu, tak że chrząstka trzasnęła w łokciu. - "Wiedziałem" - przemknęło Robertowi przez myśl. Ale w tym momencie przed maskę Mercedesa wszedł celnik. Spojrzał na tablicę rejestracyjną, potem na Roberta. Obejrzał się za siebie, żołnierze odprowadzali Cichego i Biedronę do baraku. Celnik obszedł samochód i stanął przy drzwiach. - Kontrola celna. Poproszę dokumenty samochodu, paszport, prawo jazdy. Robert wygrzebał dokumenty z półki koło radia i podał je celnikowi. - Do kogo należy samochód? - Przyjaciel matki pożyczył, żebym skoczył do domu na dwa dni. Pojutrze wracam. - Nazwisko właściciela? - Tam pisze - odparł. Celnik podniósł wzrok na Roberta. Przez chwilę wpatrywał się prosto w oczy. - Mówi się, jest napisane. Nie uczyli w szkole? Czy zgłasza pan jakieś towary do oclenia? - Nic takiego nie mam. - Czy przewozi pan w samochodzie rzeczy, które nie należą do pana? Robert zawahał się. - Nie. Celnik przyglądał się Robertowi. - Proszę zjechać na bok i otworzyć bagażnik. Wskazał palcem wolne pobocze obok dużej ciężarówki Volvo stojącej na poboczu. Zabrał dokumenty i odszedł do baraku. Robert miał kłopoty, żeby drżącą ręką uchwycić kluczyki w stacyjce. Zjechał na wskazane miejsce, zatrzymał samochód, wyłączył silnik. W baraku za metalową żaluzją Cichy i Biedrona coś tłumaczyli straży granicznej. Biedrona najwyraźniej był w dobrym nastroju. Kpił sobie z żołnierza, bo ten, poczerwieniał na twarzy. Poderwał się do niego z pięściami, ale w porę wyhamował i nie doszło do rękoczynów. Cichy spojrzał przez okno i dostrzegł Roberta w samochodzie. Ich spojrzenia się spotkały. Robert wysiadł z samochodu i przeszedł do kufra bagażnika. Zanim podniósł klapę spojrzał na barak celników. Biedrona tłumaczył coś zawile wymachując rękami. Cichy bezczelnie śmiał się, nic nie robiąc sobie z przedstawienia. Kontrolnie spojrzał w okno. Dostrzegł Roberta otwierającego klapę bagażnika i jego twarz spoważniała. Robert pochylił się nad walizką i nacisnął równocześnie zamki po obu stronach. Nie odpuściły. Powtórzył mocniej, ale bezskutecznie. Spojrzał na barak. W oknie obok Cichego i Biedrony pojawił się celnik z dokumentami w ręku. Otworzył paszport, wystukał numery na klawiaturze komputera. Spojrzał w okno. Robert szarpnął leżącą na wierzchu walizkę. Była ciężka. Nie pamiętał aby tu leżała, gdy Cichy przepakowywał swoje rzeczy z toreb. Pod nią leżała druga skórzana walizka. Wyciągnął ją na wierzch i szarpnął za zamki. Tym razem odskoczyły posłusznie. Podniósł wieko i znalazł w jej wnętrzu kupione przez Cichego koszule. Wziął pierwszą z wierzchu i rozpakował ją. Celnik wyszedł z blaszaka i skierował się w stronę Mercedesa. Jedynym tematem zaprzątającym jego myśli od dwóch tygodni, był wyjazd na urlop. Wykupił wczasy w miejscowości o wdzięcznej nazwie Swomygace. Zafascynowała go nazwa i obecność szczupaków w pobliskim jeziorze. Wspominając zeszłoroczne połowy podszedł do Mercedesa, a nie widząc kierowcy ruszył w stronę otwartego bagażnika. Robert stał tyłem. Wyglądało na to, że się przebrał. Miał na sobie czarne spodnie i jasną koszulę. - Co to piknik? - złośliwie zapytał celnik. Robert gwałtownie się odwrócił. Nie mógł odpowiedzieć, bo właśnie mył zęby. Skończył szorowanie szczoteczką; wyjął z walizki plastykową butelkę z mineralną wodą. Nie spiesząc się odkręcił ją, nabrał w usta łyk i chwilę płukał po czym splunął na asfalt tuż pod nogi celnika. - Do dziewczyny jadę. Muszę się odświeżyć - posłał celnikowi swój najlepszy uśmiech. Jeszcze raz sięgnął do walizki. Wyjął swoją starą podkoszulkę i starł nią resztki pasty z policzków, wysmarkał nos i odrzucił z powrotem do walizki. - Chce pan przejrzeć co jest wewnątrz? - zapytał celnika. Celnik nie chciał. - Tak wygląda chamstwo, gdy się dorwie do szmalu - mruknął pod nosem. Rzucił paszport do wnętrza walizki, zawrócił w miejscu i odszedł. Robert zamknął bagażnik i siadł za kierownicą. Jak długo sięgnął pamięcią wstecz nigdy nie potrafił się na nikogo wściekać. Można by powiedzieć, że jego zewnętrzna ekspresja miała równie urozmaicony wykres co elektrokardiogram nieboszczyka. Często sam miał do siebie o to pretensje. Tego wieczoru jednak coś w nim pękło. Poczuł się dotknięty do żywego. Zlekceważono go, oszukano, bezwzględnie wykorzystano. Przez moment myślał, że Cichy jest równym kumplem, cwaniakiem, który wplątał się w przemyt, ale jednak kumplem. Pomylił się. Włączył silnik. Spojrzał na okno blaszanego baraku. Cichy patrzył na niego wzrokiem bez wyrazu. Do okna podszedł żołnierz i przekręcił żaluzję. Cichy zniknął. Jadąc do Szczecina złożył sobie święte przyrzeczenie - "Nigdy, nigdy więcej". Nie mógł Mercedesem jeździć nocą po mieście, bo od dziesiątej wieczór policja kontrolowała wszystkie lepsze auta. Nie mógł zaparkować pod domem, bo mógł go ktoś zobaczyć. Przecież nie był Miss Polonią, żeby nagle wygrać Mercedesa. Na ulicy samochód z niemiecką rejestracją postałby może siedem, a może dziesięć minut zanim by go skradli. Pojechał do Czarnego. - Papiery, kluczyki. Te rzeczy też są Cichego - postawił walizki na posadzce. Zdjął skórzaną kurtkę i rzucił obok razem z dokumentami i kluczykami od Mercedesa. - A gdzie Cichy? - spytał Czarny. Płomień na kominku lizał okopcone krawędzie marmurowych kolumn. Czarny siedział w głębokim fotelu. Obok w drugim siedział Skorpion, wyjątkowo przytomny tego wieczoru. Kobra rozłożony na skórzanej kanapie zażerał winogrona. Robert poluźnił krawat, ale nie mógł go do końca rozpiąć., - Został na granicy - odpowiedział niepewnie. Czarny poważnie przyglądał się Robertowi. Był dobrym psychologiem. - Sam został? - spytał. .
- Pewnie - westchnęła Marynia, zaplatając i rozplatając odruchowo swoje warkocze. .
- Tak, ale moi przełożeni, dzięki Bogu, jeszcze o tym nie wiedzą - mówi. Prowadzę śledztwo i na razie nikt mi w tym nie przeszkadza. Prawdę mówiąc prokuratura generalna nie okazuje w tej sprawie szczególnego zainteresowania. Moi szefowie mają inne, pilniejsze sprawy na głowie. Pod jednym względem przegoniliśmy Amerykę: w Rosji popełnia się więcej przestępstw niż w USA. .
trudne, niemal niemożliwe. .
pamiętać. Po pierwsze, musicie siedzieć w miejscu, z którego .
j ba była bardzo słaba. ~' efekcie 30 protoypów rozbiło się ~- czasie lotów lub spłonęło. .
ale istotna różnica w stosunku do poprzedniego wystąpienia. Branson .
Major Jottrand wyszedł ze swojego pokoju i biegiem dotarł do centrali. .
Uwarunkowanie pieszczot .
- Był piękny wieczór, zagadaliśmy się - powiadam. .
- Ruskie wprawione, raz-dwa skończą i będziemy znów oswobodzeni. .
się w świętej nagonce przeciw temu .
.
stwórcy ich świata, wiemy wszak doskonale, iż postrze- .
jak jakie¶ strzępy pyły, drzazgi, skłębione, spl±tane, rzucone w wir, który z .
- A bo co? - spytałam ostrożnie. - Specjalnie się o to starałeś? .
wykorzystaniem PRAWEGO (!) klawisza ALT (będziemy go oznaczać ALT), natomiast duże: ALT+SHIFT+wybrany znak. LEWY klawisz ALT standardowo służy do uaktywniania menu. Jeśli więc przyciśniemy ALT+E (Lewy ALT+E), to zamiast uzyskać na ekranie literę ę, uaktywnimy na przykład opcję Edycja=Edtţ z menu (jeśli taka się tam znajduje) lub usłyszymy krótki dźwięk, jeśli za pomocą kombinacji tych klawiszy nie można wykonać żadnej operacji. .
książkach bądź uzyskać od różnych nauczycieli. Jeżeli jednak .
.
- A co w zamian? Dlaczego miałbym, do licha, na to przystać? To pytanie Decker również zignorował. .
Jeżeli pełniąc starszeństwa rozkazy .
- Jak ci powiem, weź tę pustą butelkę, którą masz koło nóg, i rzuć ją w stronę motelu. Rzuć wysoko, żeby McKittrick nie wiedział, gdzie jesteś. Aby nie zdradzić kryjówki Esperanzy, Decker przekradł się do innej części parkingu i wyłonił się z cienia dopiero tam. Z podniesionymi rękami stąpał przez kałuże w stronę pontiaca przed segmentem . Zasłony rozsunęły się jak kurtyna w teatrze. Gdy Decker zobaczył Beth, poczuł, że jego ciało niepokojąco wypadło z rytmu. Była przywiązana do krzesła, miała zakneblowane usta, włosy poplątane w nieładzie i twarz bladą z przerażenia. Szaroniebieskie oczy błądziły tu i tam, oszalałe ze strachu. Nagle zobaczyła Deckera przez okno. Poruszyła go miłość, która zajęła w jej oczach miejsce strachu, i pełne ufności spojrzenie. Na jego widok odczuła wyraźną ulgę. Zaufanie Beth do Deckera wydawało się bezgraniczne. Wierzyła, że jest bohaterem, o jakim marzyła będąc dzieckiem; jej bohaterem, który ją ocali. Z lewej strony, zza filaru z wypalanej cegły, pomiędzy oknem i drzwiami, ktoś wyciągnął dłoń w kierunku skroni Beth. W dłoni tkwił odbezpieczony rewolwer. Decker usłyszał jakiś odgłos przy drzwiach; otwierany zamek, przekręcaną klamkę. Z wąskiej szpary wysączyło się światło. .
.
Jesteśmy tak sprytni, że stworzyliśmy fałszywą miłość która nie przychodzi po seksie, ale przed nim. Jest czymś kultywowanym, sztucznym. Miłość była tylko przedmową, ale teraz ta przedmowa nie jest już potrzebna. A prawdziwa miłość zawsze jest poza seksem - kryje się za seksem. Wejdź w niego głęboko, medytuj w nim religijnie, a rozkwitniesz w miłujący stan umysłu. .
Ponad sercem jest ośrodek gardła. Tu znowu następuje kolejna integracja, jeszcze wyższa, jeszcze bardziej subtelna. Ośrodek ten jest ośrodkiem dawania i przyjmowania. Kiedy rodzi się dziecko, przyjmuje przez ośrodek gardła. Życie wchodzi w nie najpierw przez ośrodek gardła - dziecko wciąga powietrze, oddycha; potem ssie mleko matki. Dziecko działa z ośrodka gardła, ale on funkcjonuje połowicznie i wkrótce dziecko o nim zapomina. Ono tylko przyjmuje. Jeszcze nie potrafi dawać. Jego miłość jest bierna. A jeśli żądasz miłości, pozostajesz w wieku dziecięcym, pozostajesz dziecinny. Dopóki nie dojrzejesz, gdy będziesz mógł dawać miłość, nie staniesz się dorosły... .
- Taż co nam teraz robić? - Kargul rozgląda się bezradnie naokoło. .
_ dzienniki podałyby mimochodem ich liczbę. Ale nazwiska gurowałyby co do jednego we wszystkich dziennikach. Byli to przybysze z innej planety, z planety Hollywood. . . Nekrologi iłyby całe strony gazet. olot łagodnie wylądował na lotnisku. .
Pani May odłożyła robótkę i popatrzyła przez dłuższą .
Postawy kobiet .
ki, włączył ją i pokręcił osłoną, rozszerzając i zwężając wiązkę światła. .
Mówię zawsze, że człowiek ma wypisane na nosie to, co ma go spotkać. I jest to - po łańcuchu wspomnień - druga tajemnica Twoich sukcesów i niepowodzeń. Tam wszystko odbywa się w Twojej głowie: musisz zużyć mnóstwo energii, żeby przebić się przez swoje negatywne nastawienie i już nie tak wiele zostaje na samo zadanie, które przed Tobą stoi. Tu w grę wchodzą inni ludzie, którzy czytają z Twojego nosa. .
.
- Nie powiedziałeś mu? Nie powiedziałeś mu, co było w liście, który przy nim zostawił Dumbledore? Ja tam byłem, Dursley! Widziałem, jak Dumbledore go zostawił! A ty ukrywałeś to przed nim przez tyle lat? .
Żyły głębokie najczęściej noszą takie same nazwy jak tętnice, którym towarzyszą, jednak nie jest to wszędzie. Krew żylną z głowy, zarówno z zawartości czaszki jak i powłók miękkich, odprowadza żyła szyjna wewnętrzna, która łączy się z żyłą podobojczykową, odprowadzającą krew z kończyny górnej. Z połączenia tych dwóch żył powstaje pień ramiennogłowy, odpowiednio prawy i lewy. Pnie łączą się ze sobą i tworzą żyłę główną górną, która wpada do prawego przedsionka serca. Do żyły głóównej górnej dochodzą żyły ze ścian klatki piersiowej, tj. żyła nieparzysta i nieparzysta krótka. Na kończynie górnej są sploty żylne palców i ręki, następnie po dwie, żyły promieniowo_łokciowe i międzykostne, z nich powstają dwie żyły ramienne, aż z tych jedna żyła pachowa i jedna podobojczykowa. W sumie żyła główna górna i doprowadzająca do serca krew z zakresu głowy, szyi, klatki piersiowej i kończyn górnych. W zakresie jamy brzusznej mamy układ podwójny żył odpowiadający naczyniom tętniczym trzewnym parzystym i nieparzystym oraz żyły ścienne. Z narządów nieparzystych jamy brzusznej zbiera krew żyła wrotna powstająca z żyły śledzionowej, krezkowej górnej i dolnej. Dopływają do niej żyły z żołądka, dwunastnicy i trzustki. Żyła wrotna wchodzi do wątroby przez jej wnękę, dzieli się stopniowo na coraz drobniejsze rozgałęzienia, aż dochodzi do sieci kapilarów leżących w otoczeniu komórek wątrobowych. Z tych sieci żylnych wychodzą znowu naczynia żylne, które gromadzą się w większe i ostateczne żyły wątrobowe wpadają do żyły głównej dolnej wprost w miąższu wątroby. Mamy tu specjalne krążenie żylno_żylne, oprócz krążenia tętniczo_żylnego. Z narządów parzystych jamy brzusznej odchodzą żyły o takich nazwach jak tętnice i wpadają do żyły głównej dolnej. Do żyły tej dochodzą też żyły ścienne, tj. żyły przeponowe i lędźwiowe. Krew żylną z miednicy zbierają również żyły ścienne, odpowiedniki tętnic oraz żyły z narządów, które odpowiadają rozgałęzieniom tętnicy biodrowej, wewnętrznej. W miednicy mniejszej mamy obfite sploty żylne otaczające narządy płciowe, pęcherz moczowy i odbytnicę, a dopiero z tych splotów wychodzą pojedyncze naczynia żylne. Z kończyny dolnej odpływa krew podobnie jak z kończyny górnej , tzn. z sieci naczyń stopy i palców wychodzą żyły towarzyszące po dwie żyłom na podudziu, już jednak w dole podkolanowym jest jedna żyła podkolanowa, która przechodzi w żyłę udową, a ta wpada do żyły biodrowej zewnętrznej. Żyła biodrowa zewnętrzna łączy się z żyłą biodrową wewnętrzną, odprowadzającą krew z zakresu miednicy i po połączeniu powstaje żyła biodrowa wspólna odpowiednio prawa i lewa. Żyły biodrowe wspólne łączą się i tworzą żyłę główną dolną. Żyła ta biegnie wzdłuż kręgosłupa, następnie wchodzi do miąższu wątroby, przechodzi przez otwór w części ścięgnistej przepony i uchodzi do prawego przedsionka serca. .
Pamiętaj, samo wyglądanie na człowieka nie oznacza, że jesteś człowiekiem. Dopiero wtedy, gdy zaczyna funkcjonować czwarty ośrodek, stajesz się człowiekiem. Wielu ludzi umiera jak zwierzęta, nigdy nie wznoszą się oni ponad seksualność. Nigdy nie poznają, że jest pewien rodzaj miłości, który jest ponad przeciwieństwami i który jest ogromnie spełniający, gdyż nie ma w nim konfliktu. Miłość jest bezwarunkowa, seks jest warunkowy. W seksie jest dawanie i przyjmowanie. W miłości po prostu wylewasz siebie. Nie domagasz się, nie ma zapotrzebowania. Nie chodzi o to, że nic nie dostajesz - dostajesz po tysiąckroć więcej, ale nie domagasz się tego. Dzieje się to po prostu samo z siebie, cała egzystencja obsypuje cię we wzajemności, odpowiada echem. .
-O co chodziło Jamesowi? - wtrącił się komiwojażer. - Ameryka mu nie wystarczała? Scripps O'Neil myślał o kelnerce Mandy. Ileż wiedziała ta dziewczyna! Jakiż zasób anegdot! Każdy facet zaszedłby daleko z kobietą taką jak ona! Pogłaskał ptaszka, który siedział przed nim na kontuarze. Ptak dziobnął go w paluch. Czy ten malec był jastrzębiem? A może sokołem z jednej z tych wielkich ptaszarni w Michigan? Rudzikiem? Takim, co wydziobuje pierwsze wiosenne robaki na jakimś trawniku? Ciekawe. -Jak ma na imię pański ptak? - spytał komiwojażer. .
.
wzruszające artykuły o prześladowaniach, jakich doznaje spokojna .
.
- Czy nie zaciągała pani przypadkiem jakiejś pożyczki? - spytał z jadowitą uprzejmością prokurator. - Od denata? - Albo może wspólnie z denatem?... Trwałam w rozterce i nadal w milczeniu. Z jednej strony nie miałam najmniejszej ochoty stawiać przed sądem w charakterze oskarżonej o przestępstwo natury finansowej, a z drugiej owo przestępstwo zdejmowało ze mnie podejrzenie o zamordowanie Tadeusza. Nie miałam pojęcia, co wybrać. Uznałam, że jeśli wiedzą, to i tak mi nic nie pomoże, a jeśli nie, to zawsze jeszcze zdążę się wyprzeć, więc tym bardziej na razie milczałam. - Dziękujemy pani - powiedział nagle prokurator i zanim zdążyłam oprzytomnieć, przesłuchanie okazało się skończone. Podpisałam kilometrowy maszynopis sierżanta i wyszłam z gabinetu głęboko zaniepokojona. "Przede mną pytali tylko Janusza, który znał moje interesy z Tadeuszem. Janusz im powiedział?... Niemożliwe! - Janusz, coś ty im nagadał? - spytałam, siadając przy swoim stole. - Sprawdzaliśmy szyje, czy ktoś nie ma śladów duszenia - odparł Janusz. - Wyobraź sobie, wszyscy mają czyste! Jakaś mania mycia, czy co? - Zostaw szyje...-przerwałam. .
i beze mnie, a ja muszę żyć, robię interes z te¶ciem, mnie zaraz potrzeba .
- Chodźmy! - odezwał się do Briana. Szybko zanieśli McKittricka do fiata i umieścili go na tylnym siedzeniu. Brian usiadł z tyłu wraz z ojcem, a Decker wsunął się za kierownicę i szybko odjechał, o włos mijając ludzi zebranych na ulicy. W tej samej chwili liczne syreny rozległy się głośniej za fiatem. Decker przycisnął stopą pedał gazu, spojrzał nerwowo w lusterko wsteczne i zobaczył błyskające światła pojazdów służb miejskich, które pojawiły się za nim na zalanej deszczem ulicy. A co z przodu? - zastanawiał się, trzymając kurczowo kierownicę. Ulica była tak wąska, że jeśli wóz strażacki albo samochody policyjne wyjadą zza rogu naprzeciwko Deckera, nie będzie ich można wyminąć. Fiat utknie w pułapce. Zamajaczyło skrzyżowanie i Decker skręcił zamaszyście. Znaleźli się na szerszej ulicy. W ciemności przed samochodem nie zbliżały się żadne migające światła. Syreny zostały dalej z tyłu. .
F2Save .
wprowadzania znaków alfanumerycznych. Aby wpisać żądany znak, trzeba przycisnąć klawisz, na którym się on znajduje. Jeżeli będziemy przyciskać kolejno klawisze znaków alfabetu, to na ekranie pojawią się małe litery (pod pewnym warunkiem, o którym za chwilę). .
się ów dżentelmen o twoim stosunku ? .
l W wielu małżeństwach zapoczątkowywał więź seksualną. .
„skacze". Jest tedy „włókiem", który „ciągnie za sobą" .
- Pan mi pokaż uczciw± kobietę, ja jej po¶lę Jedwab od Szmidt i Fitze, kapelusz .
Podszedł ostrożnie na miejsce postoju pana Wolskiego i ustawił się tuż obok jego śladów, pilnując, żeby ich na wszelki wypadek nie zadeptać. Wspiął się na palce i pomiędzy gąszczem prawie bezlistnych gałęzi ujrzał wrota do garażu. Gwizdnął z nagłym zrozumieniem. - Coś mi się widzi, że czatował na następnego do przedziabania - oznajmił. - Ktoś tu mieszka podejrzany. Niech on pokazuje dalej. - Bandyta zakradł się od tyłu - podjęła Janeczka. - Nie wiem, dlaczego pan Wolski go nie usłyszał, pewnie coś zagłuszało. Walnął go. Tam pan Wolski upadł. I ten bandzior się na niego rzucił. Krótko się bili, bo mało połamane i tylko w jednym miejscu, więc nie wałkowali się wszędzie. No dobrze, piesku, doskonale, dalej! Zgadza się, tu go powlekli... Co? Zaraz... Przez chwilę pilnie obserwowała psa. .
Putrament ma tu na myśli, że Miłosz mógłby powołać się na rozgromienie .
czas jakiś po powrocie moim do Warszawy dostaję list od wydawnictwa "Litera" z zaproszeniem na rozmowę. Była to oczywiście firma niemiecka, która objęła z ramienia okupanta zakłady wydawnicze "Rój", gdzie wychodziły przed wojną wszystkie moje książki. W liście było zaznaczone wyraźnie, że chodzi o wznowienie tych zbiorków. Byłem przerażony, ukazanie się książek w tym wydawnictwie rzucałoby na mnie niezawiniony cień. Co tu robić? Pójść trzeba było. Zgodzić się - za żadną cenę. Zgnębiony, ale zdecydowany, poszedłem do "Litery". W wytwornym biurze na Marszałkowskiej, gdzieś koło Królewskiej, przyjęła mnie elegancka pulchna blondynka z wielkimi brylantowymi butonami w uszach i takimiż wielokaratowymi pierścionkami na rękach. Mówiła czystą polszczyzną, uprzejmie prosiła siadać i z miejsca przystąpiła do sprawy. - Jak pan już wie z listu, "Litera" postanowiła wznowić wszystkie pańskie książki. Już chciałem otworzyć usta, żeby zacząć to jakoś "Literze" perswadować, kiedy blondynka powstrzymała mnie gestem ubrylantowanej ręki: - Ale pod warunkiem, że do każdego z tych starych tomów dopisze pan jeden nowy felieton. Kamień spadł mi z serca. Miałem uczucie, jakby mi ktoś rzucił nagle na głębokiej toni koło ratunkowe. Odzyskałem swobodę i powiedziałem lekko: - Chyba nie ma mnie pani za idiotę? Przedstawicielka wydawnictwa zmarszczyła piękne czoło: - Jak pan to rozumie? .
.
się w świętej nagonce przeciw temu .
.
forme .
- Przestańże już lizać ten krajobraz, Willy - mówił - a naszkicuj tego ślicznego chłopca w ekstatycznym podziwie nad zielskami. Spójrz na te pyszne linie jego brwi! Daj mu tylko krucyfiks do ręki zamiast szkła powiększającego i rzymską togę zamiast kurtki i krótkich spodni, a masz gotowy portret swego "pierwotnego chrześcijanina" w wyrazie i postaci. .
Od kilku .
Sprzeczność między płcią biologiczną a psychiczną .
- Czy w takim wypadku wciąż należałaby się nam premia? - spytał jeden z braci. .
- Edge właśnie odjechał. Ciekawe dokąd i po co. .
O'Hare nie odezwał się, dopóki nie skończył pomiaru mierzenia ciśnienia, po .
Przyjaciel mój, Jerzy Buchbinder-Press, znalazł mi znakomitą pracę: a .
jest sytuacja gdzie nie ma już rzeczywistych politycznych partii .
- Nic pani nie poczuje - powiedział uspokajająco Revson. - Poza .
tuż nad Kanałem Alberta, były całe i gotowe do walki. Ich karabiny maszy- .
przygotowywać było jedynie miarodajne, lecz to co widzieli i .
od braku sukcesu i zasypac przepasc pomiedzy tym, kim sie jest .
Garść przygód i doznań .
Wstała z fotela i rozmawiała przez chwilę z Yonnie'em, który .
bo się ukrywał ze swoimi zamiłowaniami gospodarczymi, które pogardliwie wobec .
znikn±ł nagle z trotuaru, na którym żył. Zjawił się po paru latach nieobecno¶ci .
- ogólnousprawniające, .
administracyjnym doświadczeniem, lojalnych i stosunkowo .
w powietrze, zapalała się i kula ognista wypływała oknami w ¶wiat, a każdy .
charakteru .
różnicach między ludźmi. .
- Przykra historia. To był Philippe Gamelin z miasteczka. Kłusuje tu od wielu lat. Prosiłam Ziemkego, żeby potraktował go łagodnie, ale on uważa, że muszą dać przykład innym, ze względu na przyszłe bezpieczeństwo. - Co z nim zrobią? .
Przewiezienie próbek do anglii zakończyło osiemnastomiesięczną batalię toczoną w sądzie w Charlottesviue. W zasadzie tylko jedno pytanie pozostawało bez odpowiedzi: jaka w całej tej sprawie była rola doktor MaryDaire Kinę? Początkowo doktor Kinę, światowej sławy specjalista od raka piersi, za namową doktora Maplesa i Levine zgodziła się zbadać odnalezione w Jekaterynburgu zęby i kości, aby ustalić, czy szczątki te należą do członków carskiej rodziny. Raport ten, pomimo coraz częstszych telefonów Maplesa, nigdy nie został opublikowany. Pomimo to Kinę przyjęła na siebie obowiązki wynikające z kolejnego badania w sprawie Romanowów; ustnie wyraziła zgodę na przeprowadzenie badania tkanki Anastazji Manahan i porównanie jej z DNA żyjących krewnych. W trakcie wielomiesięcznego procesu doktor Kinę, przypuszczalnie nieco nim zdegustowana, nie złożyła ani jednego pisemnego oświadczenia dotyczącego sposobu, w jaki zamierza przeprowadzić badania oraz jak, kiedy i gdzie zostaną opublikowane ich wyniki. Toteż nasuwa się pytanie: dlaczego - pomimo obowiązków wynikających z badania przyczyn choroby zagrażającej milionom kobiet - Kinę zgodziła się siebie i swoje laboratorium zaangażować w sprawę identyfikacji szczątków Romanowów? Z pewnością nie uczyniła tego dla pieniędzy, ponieważ w takich przypadkach doktor Kinę odmawia przyjęcia wynagrodzenia. Jeżeli uczyniła to, aby stać się jeszcze sławniejszą albo by zaspokoić ciekawość naukowca, dlaczego sprawy tej nie przeprowadziła do końca? Prawda wygląda tak, że gdyby w sprawie nie pojawiło się nazwisko tak znanego naukowca jak doktor Kinę, która na dodatek zgodziła się przeprowadzić badania, Związkowi Rosyjskiej Arystokracji i prawnikom z firmy Andrews & Kurth nigdy nie udałoby się storpedować porozumienia zawartego pomiędzy Richardem Schweitzerem, Peterem Gillem i szpitalem im. Marthy Jefferson. Przecież wielu ludzi przez wiele miesięcy czekało, wydając tysiące dolarów, na wyniki badań, których doktor Kin nigdy nie dostarczyła. .
jest zabrana przez rządowy podatek. Weźmy przykład ze Stanów .
można było naprawdę nic pomóc. Ale przecież mord rabunkowy nie .
.
obok niego i za nim zapełniły się niemal automatycznie. Na ekranie .
- A zatem Kacper jest niewinny. .
lądować na terenie tej fortecy°. Sam wielokrotnie trenował manewr, który .
formą ucieczki od spraw ziemskich. Każdy, kto ma ich .
odwarknął. Udało mi się go dotknąć. Był zły. .
bądź we wsi, bądź dalej aż u stóp wzgórza, emeryci, jak on, .
- Co to znaczy, że oczekują mojej sowy? .
- Kto wie? Sytuacja uległa pewnej zmianie. Powiodło ci się. Sfotografowałaś te plany Wału Atlantyckiego, a co najważniejsze, Niemcy o tym nie wiedzą, więc nie dokonają żadnych zmian. - A więc? .
- Nie. To nie jest jego tatuś. Jego tatuś był wysoki. .
- A coż ty, Kaźmierz, tak oczy wypuczył jak ta czerepacha? - Kargul z podziwem przyglądał się rzeźbie przedstawiającej suczkę rasy pinczer. .
- Wstań-rozkazał. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
ponownie przeszedł na emeryturę. Po zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 r. przewodził .
.
- Nie szkodzi. Cebula dodałaby smaku. .
We wszystkich wspomnianych przykładach rola seksualna partnera staje się rolą podstawową w ocenie jego wartości. Tego typu przesunięcie akcentów oceny może prowadzić do głębokich konfliktów .
szarpi±c±, a tak bezcelow± tęsknotę, która coraz silniej ¶ciskała mu duszę. .
Rana pod opatrunkiem na twarzy piekła nie do wytrzymania. Silna dawka narkotyków pomagała trochę złagodzić ból. Założony pospiesznie opatrunek na twarzy chronił przed infekcją, ale w obecnej chwili przeszkadzał, bo po pierwsze zasłaniał widoczność dla prawego oka, a po drugie był przeraźliwie biały. Zapadał zmierzch i nawet z pięciu metrów można było przejść obok ukrytego w krzakach człowieka. Ale nie z białym bandażem na twarzy. Mężczyzna zdarł opatrunek z głowy. Odrzucił go w krzaki. Przełożył pistolet do drugiej ręki i sięgnął po okład, który wraz z krwią przykleił się do policzka. Szarpnął i oderwał go jednym pociągnięciem. Nie poczuł bólu, narkotyk ciągle działał. Zemdlałby jednak na pewno, gdyby zobaczył teraz swoją twarz w lustrze. Od szczęki do skroni biegła szrama, która natychmiast powinna być zeszyta. Przysiągł sobie że odnajdzie chłopaka, który załatwił go tak ostatniej nocy. Na moment zamarł w bezruchu nasłuchując. Był bezpiecznie ukryty na szczycie ruin. Z dołu dobiegł go głos, który śni się każdemu kryminaliście, chociaż raz tygodniowo. - Stać! Policja. Ręce do góry. Głos dobiegał z dołu zza krawędzi ruin i nie był skierowany do niego. Właściwie mógł się nie bać tej wyświechtanej formułki, bo od lat był z nią oswojony. Tyle, że to on ją zawsze wypowiadał, bo jako policjant miał do tego prawo. Wstał z miejsca i zgarbiony podbiegł do krawędzi ruin. W dole zobaczył stojącego policjanta z oddziałów specjalnych, który mierzył z Kałasznikowa do kogoś stojącego w podcieniach korytarza bez okien. Uniósł pistolet, wycelował w głowę osłoniętą czarną kominiarką i oddał trzy strzały. Tylko jeden był niecelny. Policjant wygiął się w tył. Kałasznikow odleciał w bok na kilka metrów. Mężczyzna opuścił pistolet. Oszczędzał amunicję. Patrzył z dziwną satysfakcją, jak jego ofiara wiła się z bólu, kopiąc nogami ziemię i zamiatając szeroko rozwartymi dłońmi powietrze. Każda przyjemność ma swoją cenę. Od strony gęstych krzaków nadleciała długa seria pocisków z Kałasznikowa. Przynajmniej połowa przeleciała obok mężczyzny tnąc gałęzie i obrywając liście z krzaków. Ale druga połowa utkwiła w podbrzuszu i płucach, odbierając jego ciału równowagę. Mężczyzna zachwiał się i runął głową w dół, spadając pięć metrów wzdłuż ceglanego muru, uderzył głową w ziemię, zabierając do wieczności wszelkie urazy wobec pozostających przy życiu ludzi i zwierząt. Prokurator cofnął się pod ścianę. Nie mógł patrzeć na wijącego się w agonii policjanta. Jego przeraźliwy krzyk wdzierał się w ostatnie zakamarki świadomości. Co innego było uganiać się za mordercą, a czym innym było przyglądanie się ofiarom. Osunął się pod ścianą kompletnie obezwładniony. Łysiejący blondyn wyjął z pod marynarki pistolet i odbezpieczył go. Prokurator czuł jak po jego plecach, leje się struga zimnego potu. Był pewien, że kule w pistolecie za sekundę wzbogacą jego wnętrze o kilkanaście gram ołowiu. Blondyn zachował się jednak irracjonalnie. Minął Prokuratora i ruszył w przeciwną stronę, strzelając do ciemnych sylwetek ukrytych w zaroślach policjantów. Tylko niezwykły zbieg okoliczności, zapadający zmierzch oraz nadzwyczajne szczęście pozwoliły mu oddać sześć niecelnych strzałów, zanim dwie serie pocisków przygwoździły go śmiertelnie do ściany. Kowbojskie buty z wężowej skórki nie są najlepszym obuwiem do biegania. Lolo klął w duchu swoje upodobanie do amerykańskiej mody. Był jednym z bliskich współpracowników prokuratora i jednym z najlepszych strzelców wyborowych. Krótką bronią potrafił z pięćdziesięciu metrów trafić królika w biegu. Oprócz wybornego "cela" posiadał również wysoki iloraz inteligencji, oraz wrodzony spryt. Gdy usłyszał pierwsze strzały, chwycił walizkę z pięcioma milionami dolarów i skoczył z nią w stronę ruin. Nawet nie wyciągnął swojego rewolweru. W jednej chwili ocenił sytuację. Policja musiała otoczyć cały teren. Natarcie szło z dwóch stron, zmuszając ich do ucieczki na południową część ruin. Jeśli dobrze się domyślał, to po tamtej stronie powinni znajdować się snajperzy. Nie długo czekał na potwierdzenie. Blondyn z czarną bródką i kręconymi włosami, ostrzeliwał się ukryty za krasnalami. Gdy jednak od strony zarośli ogień z pistoletów maszynowych zmiótł krasnale, zamieniając je w gipsowy pył, podjął decyzję o odwrocie. Odczołgał się przywarty do ziemi w stronę busa i gdy dotarł do tylnych kół poderwał się na równe nogi. Osłonięty samochodem ruszył w stronę szoferki słusznie rozumując, że samochodem szybciej wyjedzie z tego piekła. Nie zdążył nawet otworzyć drzwi. Snajper jednym strzałem powalił go na ziemię. Blondyn należał do ludzi, po których płaczą jedynie wierzyciele. Widząc to, Lolo chwycił walizkę pod pachę i ruszył biegiem pod osłoną korytarza w stronę południową. Przebiegł korytarzem piętnaście metrów i skręcił w lewo. Odnalazł prokuratora siedzącego pod ścianą. Dobiegł do niego, postawił walizkę z pieniędzmi i przyklęknął oczekując cudu, który pozwoliłby im wyjść z tego bałaganu choćby z życiem. - To są chłopcy z naszej komendy - zameldował Lolo. Prokurator wychylił się za załom muru. W głębi na placu koło srebrnego Mercedesa toczyła się walka wręcz. Skośnooki Koreańczyk celnym ciosem powalił policjanta z oddziałów specjalnych. Dla pewności, gdy ten już leżał dobił go ciosem w krtań. - Zdejmij go - rozkazał prokurator. Lolo pozostawił walizkę i odbiegł kilka kroków. Stanął w otworze po oknie i zamachał ręką do Koreańczyka. Kuląc się Koreańczyk rzucił się biegiem w stronę swego wybawienia. Lolo sięgnął po rewolwer. Koreańczyk zwinnie przebiegł przez plac omijając świszczące mu nad głową kule i wskoczył przez otwór na korytarz. Z dwóch metrów Lolo oddał trzy strzały. Być może dla Koreańczyka były one wybawieniem. Prokurator podniósł się z ziemi i podbiegł do nieżyjącego już łysiejącego blondyna o wyglądzie sklepikarza. Obok niego na ziemi leżał pistolet. Prokurator podniósł go. Strzały w lesie ucichły. Lolo podbiegł do prokuratora. Siedział tak jak przed chwilą oparty o mur. - Dawaj kajdanki - rozkazał prokurator. - Wyjdziemy z tego. No szybciej. Zapamiętaj: obaj zostaliśmy zaatakowani w czasie wykonywania śledztwa. Lolo kiwnął głową ze zrozumieniem. Przyklęknął przed siedzącym prokuratorem i założył na oba przeguby kajdanki. Musiał sobie poradzić sam, bo Prokurator w prawej ręce trzymał pistolet. Prokurator spojrzał w bok. Łysiejący blondyn siedział oparty pod ścianą. Oczy martwo utkwione w posadzkę zaczęły matowieć. - Rusza się? - spytał prokurator z nutą obsesji w głosie. Lolo spojrzał na leżące pod ścianą zwłoki. Huk wystrzału rozbiegł się echem w ruinach Goeringa. Kula wystrzelona z odległości dziesięciu centymetrów przebiła czaszkę na wylot. Lolo odleciał bezwładnie i padł zgięty na posadzkę. Nie wyglądał teraz na metr dziewięćdziesiąt wzrostu. .
połączył się z tą niedoskonałą i nieduchową formą przetwarzając .
Asztawakra usiadł naprzeciwko Dżanaki. W jednej ręce mędrzec .
w Ardenach. .
naprzód nowych świec, rzecz powinna się odbyć uroczyście, z .
- Och, Neville... - westchnęła starsza kobieta. Niewielki tłumek otaczał jakiegoś chłopca z dredami. - Lee, nie bądź taki, daj popatrzyć! Chłopiec uniósł pokrywkę pudła, które trzymał w ramionach, a wszyscy wrzasnęli i odskoczyli, kiedy z pudła wystrzeliła długa, owłosiona noga. Harry przeciskał się przez tłum, aż w końcu znalazł pusty przedział przy końcu pociągu. Najpierw wstawił klatkę z Hedwigą, a potem zaczął ciągnąć swój kufer ku drzwiom przedziału. Próbował wtaszczyć go na stopień, ale ledwo mu się udało unieść jeden koniec. Kufer dwukrotnie spadł mu na stopę. - Pomóc ci? - Był to jeden z owych rudzielców, za którymi przeszedł przez barierkę. - Oj, tak, proszę - wydyszał Harry. .
-ekstremistą, ja- tarki Stowarzyszenia Wyzwolonych Wydawców; sądząc omyliłem. Gada-po barwnych fotosach, jakie oglądały, szło raczej okiego stołka, boo specjalne wydawnictwa. Zjechałem o dziewięć pięter 11 .
Literatów, gdzie urzęduje owa specjalna komisja. Poszedłem jeszcze raz; tam .
nieszczęśliwym jezuitą, baronem, bratem panny Kunegundy. Myśl .
wtorek rano zebrał się sąd wojenny. Wszystko odbyło się w sposób bardzo prosty i szybki; zwykła formalność trwająca niespełna dwadzieścia minut. Istotnie, nie było na czym tracić czasu, obrona była niedozwolona, a jedynymi świadkami byli: znany szpieg, oficer i kilku żołnierzy. Wyrok wydano z góry; Montanelli nadesłał żądane przyzwolenie, a sędziowie, pułkownik Ferrari, miejscowy major od dragonów i dwaj oficerowie ze straży szwajcarskiej niewiele już mieli do czynienia. Odczytano głośno oskarżenie, świadkowie złożyli świadectwo, wyrok zaopatrzono podpisami, po czym z należytym patosem odczytano go skazanemu. Wysłuchał w milczeniu: zapytany, zgodnie z przyjętym zwyczajem, czy ma co do powiedzenia, zaprzeczył niecierpliwym ruchem ręki. Na piersi jego spoczywała chustka, która Montanellemu wypadła z ręki. Przez całą noc okrywał ją pocałunkami i łzami niby żywą jakąś istotę. Twarz miał martwą i zastygłą, a koło powiek widoczne jeszcze były ślady łez, jednakże słowo ,rozstrzelać" niewiele zdało się go obchodzić. Na dźwięk tego słowa źrenice rozszerzyły się trochę, nic więcej. - Odprowadzić go do celi - rzekł gubernator po załatwieniu formalności, a sierżant, bliski płaczu dotknął ramienia nieruchomej postaci. Szerszeń drgnął z lekka. - Ach tak - rzekł. - Zapomniałem. Na twarzy gubernatora pojawiło się coś w rodzaju współczucia. Z natury nie był to człowiek okrutny i w głębi duszy wstyd mu było po trochu roli, jaką odegrał w ciągu ostatniego miesiąca. Teraz, dopiąwszy głównego celu, skłonny był do drobnych ustępstw. - Nie potrzeba mu nakładać kajdan - rzekł patrząc na poranione i nabrzmiałe ręce. - I można go zostawić w jego celi. Cela skazańców jest strasznie ciemna i ponura - dodał zwracając się do swego siostrzeńca - a w rzeczywistości jest to tylko prosta formalność. Chrząkał i suwał nogami w widocznym zakłopotaniu; po czym odwołał sierżanta wychodzącego z więźniem. .
- Muszę mniej robić, bo tyle gotowego towaru, że mało co się sprzedaje. Sezon .
osiągniesz stan, w którym doznawać będziesz jedynie .
- No i kto teraz jest sprytniejszy? Ktokolwiek z tobą jest, nie będzie mógł mnie wytropić. Jesteś mój. McKittrick skręcił w boczną drogę, zjechał na porośnięte drzewami pobocze, zatrzymał się i wyłączył światła pontiaca. Deszcz stukał w ciemności o dach. Szybkie łopotanie wycieraczek zgrało się z biciem serca Deckera. Rozbłysł grom i Decker zobaczył, że McKittrick mierzy do niego z pistoletu. .
I kobiety, siedz±ce przy stole, zaczęły z wolna podnosić się i wychodzić, każda .
pracować, chociaż nie ze wszystkimi programami. Te bardziej rozbudowane (których na rynku jest coraz więcej), nie mieszczące się na najbardziej pojemnej dyskietce ( I,44 MB), nie będą mogły być uruchomione. Dlatego proponujemy, aby przy doborze .
.
- Jeden Dream of Granada bez alkoholu dla panienki i jeden Eg% !:I Nog dla mnie. - Dlaczego bez alkoholu dla mnie? - zapytała zirytowana Sue% - Nie wolno podawać alkoholu nieletnim. P Ale uwodzić je wolno? - odparła z prowokującą kokieterią. bi eter chętnie ustąpił. !'7' - Dwa Egg Nogg, młody człowieku! .
- Niech mnie pan nie denerwuje!... .
Londyńscy dziennikarze w znacznej większości zignorowali rewelacje "Sunday Timesa" i tłumnie przybyli na konferencję prasową doktora Gilla. Richard i Marina Schweitzer siedzieli na podium wraz z doktorem Gillem i jego współpracownikiem, doktorem Kevinem Suuivanem. W pierwszym rzędzie zasiadł książę Rościsław Romanow, syn siostrzeńca Mikołaja II, jego przyjaciel Michael Thornton, który w przeszłości występował jako pełnomocnik Anny Anderson w Wielkiej Brytanii, i Ian Lilburne, zwolennik Anny Anderson, który obecny był na wszystkich procesach toczących się w Hamburgu w latach sześćdziesiątych. Dalej siedział wysoki mężczyzna w okularach, o bladej cerze i jasnych włosach. Był to Maurice Philip Remy. Schweitzer przedstawił siebie i swoją żonę, następnie wyjaśnił, że to Remy odnalazł tkankę w szpitalu im. Marthy Jefferson. Peter Gill, posługując się slajdami i wykresami ukazującymi się na ekranie, wyjaśnił, w jaki sposób przeprowadził badania: posłużył się zarówno DNA mitochondrialnym, jak i jądrowym, pozyskanym z tkanki z Charlottesviue (o której ostrożnie mówił, iż "przypuszczalnie była tkanką Anny Anderson"). Porównał wyniki badań tkanki z Charlottesviue z wynikami uzyskanymi z jekaterynburskich szczątków, uznawanych za należące do cara i cesarzowej, z próbką krwi przekazaną przez księcia Filipa, oraz z próbką krwi niemieckiego farmera Karla Mauchera, który był ciotecznym wnukiem Franciszki Szanckowskiej. Posługując się metodą STR w przypadku DNA jądrowego Gill uzyskał następujący wynik: Jeżeli przyjmiemy, że próbki tkanki pochodzą od Anny Anderson, wówczas Anna Anderson w żaden sposób nie była spokrewniona z carem i cesarzową. Następnie Gill porównał uzyskane z tkanki DNA mitochondrialne z DNA księcia Filipa; gdyby Anna Anderson była krewną księcia, sekwencje DNA byłyby identyczne. Tymczasem w pewnym miejscu aż sześć par zasad było różnych. To wystarczało, aby Gill mógł stwierdzić: .
- Dokładnie to co powiem, majorze. Mamy za zadanie jak najszybciej przerzucić pana, tę młodą damę i Fregattenkapitana na ziemie okupowane przez siły zbrojne Rzeszy. - Naprawdę? Chyba nie będzie to dla was takie proste. .
- Przysięgam ci, że to nie ma nic wspólnego z rządem. Apatyczne do tej pory gesty Benniego teraz stały się bardzo ożywione. .
którzy mówili o nich, że zawsze wszystkich bili; na koniec .
- No więc właśnie. Gadałem i coś mi nie klapuje. .
zaabsorbowani byli tym, co robił szczurołap, on zaś trwał w tej samej pozycji na podłodze i nie odwracał głowy. Szybkim, ukradkowym ruchem brat mój ściągnął rękawiczki. I teraz cichutko... cichutko... na palcach ruszył w stronę obitych filcem drzwi. Nie spuszczał z oka grupy obok. Nad dziurą w podłodze. Zatrzymał się na chwilę. Ostrożnie, po omacku wyciągnął rękę. Palce jego chwyciły drewniany trzonek wygładzony od częstego używania. Rzucił szybko okiem w dół, ażeby się przekonać czy tego właśnie chciał czy dobrze wybrał. Tak, to był kilof . Cofnął się troszeczkę w tył. Pchnął ramieniem - prawie niepostrzeżenie - drzwi. Otworzyły się bezszelestnie. Żaden z mężczyzn nawet nie spojrzał na niego. .
zwierciadlane odbicie, a nie naszego ducha, który się w tym .
w oczach. .
człowieka. Trudno kwestionować opinię tak cenionego specjalisty. Nie .
Latem 1994 roku, kiedy Peter Gill i jego współpracownicy w FSS pracowali nad pozyskaniem DNA z próbek tkanki Anastazji Manahan przywiezionych z Charlottesviue, Maurice Philip Remy nadal usiłował znaleźć "źródło" DNA Anastazji Manahan. Oddalenie sprawy wytoczonej przez Związek Rosyjskiej Arystokracji szpitalowi im. Marthy Jefferson nie uniemożliwiło Remy'emu uzyskania ze szpitala takiej samej próbki, jaką otrzymał Gill. Remy mógł zwrócić się do Eda Deetsa, administratora majątku Anastazji Manahan, z prośbą o zgodę na przekazanie próbek tkanki do kalifornijskiego laboratorium MaryDaire Kinę. Ponieważ jednak Remy zaczął powątpiewać w wiarygodność doktor Kinę, z pytaniem, co zrobić, zupełnie niespodziewanie zwrócił się do swojego niedawnego adwersarza Richarda Schweitzera. Schweitzer starał się mu pomóc: - MaryDaire Kinę nie przeprowadza tych badań osobiście - powiedział. Przeprowadzał je człowiek o nazwisku Charles Ginther. W laboratoriach doktor Kinę został uznany za persona non grata, ale swoje badania kontynuuje w innym laboratorium. Mogę podać panu jego numer telefonu. Remy natychmiast zadzwonił do Ginthera i wkrótce znalazł się w jeszcze większych tarapatach. Charles Ginther, młody naukowiec pracujący w laboratorium doktor Kinę, zajmujący się badaniem DNA, pozyskał DNA mitochondrialne ze szczątków przewiezionych z Jekaterynburga przez Williama Maplesa oraz z próbek krwi księżnej Zofii i Kseni Sfiris dostarczonych przez Remy'ego. - Ginther - jak wyjaśniła Schweitzerowi doktor Kinę - napisał raport, przekazał mi go, lecz nie mogę go opublikować. Jest dobrym naukowcem, ale nie umie pisać raportów. Zwróciłam mu go, aby dokonał w nim niezbędnych poprawek i mam nadzieję, że opublikujemy go wraz z innymi wynikami badań prowadzonych w naszym laboratorium. Być może była to prawda, ale istniał także inny czynnik, który mógłby zaważyć na decyzji o nieujawnianiu wyników badań: to, iż badania jekaterynburskich szczątków w laboratorium doktor Kinę przyniosły takie same lub gorsze wyniki niż te ogłoszone już przez doktora Gilla. Gdyby tak było - na co zwrócił mi uwagę pewien naukowiec zajmujący się badaniami DNA - Kinę nie chciałaby powiedzieć: "oto nasze wyniki; niestety są one gorsze od wyników Gilla". Prawdopodobnie doszłaby do wniosku, że w takim wypadku lepiej zachować milczenie. Bez względu na to, jak wyglądała prawda, zakończył się proces w Charlottesviue, Kinę i Ginther się pokłócili, a Ginther przeniósł się do laboratorium znajdującego się po drugiej stronie korytarza, którego szefem był doktor George Sensabaugh. .
- Coś okropnego - mruknął prokurator. Co do Kajtka tylko jedna rzecz była dla mnie pewna, to, co powiedziałam już Alicji. Tadeusz był dla niego bezcenny za życia, a nie po śmierci. Żaden dług nie zmusiłby go do zabicia człowieka, który żyrował mu pożyczkę i robił z nim korzystne interesy. Chyba że było jeszcze coś, o czym nie wiedziałam. Prokurator też nie wiedział. Ankę załatwiłam błyskawicznie. - Niech ją pan zostawi w spokoju - powiedziałam stanowczo. - Wiemy, gdzie była wtedy; kiedy jej nie było, i mamy na to trzy sztuki świadków. Musi mi pan uwierzyć na słowo, bo od razu mogę pana zapewnić, że panu ci świadkowie tego nie powiedzą. Mnie powiedzieli i ja wiem. Nie miała żadnych szans popełnić zbrodni, nawet gdyby trwała cztery sekundy, a nie cztery minuty. Po Ance doszliśmy wreszcie do Zbyszka. Na ten temat miałam już swoje, wyrobione zdanie i nie omieszkałam go wygłosić. - Skąd pani ma taką pewność, że on jest niewinny? - spytał z dezaprobatą prokurator. - Niech pan przyjmie na wiarę fakt, że jak na jego potrzeby morderstwo zostało popełnione ze zbyt wielkim opóźnieniem. Kilka tygodni wcześniej sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, a teraz ja panu mówię, że to nie on! .
od zakupionego przez Bransona, chociaż środkowy miał dwie szcze- .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
221 .
- Dokładnie to co powiem, majorze. Mamy za zadanie jak najszybciej przerzucić pana, tę młodą damę i Fregattenkapitana na ziemie okupowane przez siły zbrojne Rzeszy. - Naprawdę? Chyba nie będzie to dla was takie proste. .
jej Zeus nie pojmie za żonę. Zeus bardzo pragnął poznać te .
nie mógłby pojąć tych zagadnień nawet gdyby istniały odpowiednie .
- Dotrzymuję umowy. Jesteś wolny. Wracaj do niej. Przekonaj się, czy Diana Scolari jest warta ceny, jaką chciałeś zapłacić. .
żadnych czynników zewnętrznych. Jest całkowicie niezależna, .
przodków. Jeżeli nie wierzysz, że istnieje niebo i piekło, .
Uczyniłem z nich takich, jakimi chciał być każdy z nas: mądrych, szlachetnych, uczuciowych. Mój skromny IQ 145 stał się granicą, poniżej której była już tylko głupota. Najwspanialsze z marzeń o wielkości człowieka okazały się niczym wobec tego, co oni osiągnęli i co jeszcze mogli osiągnąć. .
rozpędzona." .
staremu Mendlowi do twarzy. Wyprostował się, jakby urósł nagle, .
przystojnych chłopców z załogi do siebie do domu wymaga .
już podczas żucia jedzenia. Wtedy pokarm zostaje rozdrobniony na małe kawałki, a jednocześnie enzymy zawarte w ślinie rozkładają skrobię. Matka miała więc rację, namawiając cię do starannego żucia podczas jedzenia. 2 Trawienie u człowieka konJ~ tynuowane jest w żołądku i w jelitach. Kwas solny w żołądku zabija drobnoustroje i umożliwia działanie pepsynie - enzy Uklad pokarmowy 23 .
- Kardynał? - powtórzył machinalnie. .
opowiadania. Moim wydawcą był Jerzy Giedroyć. .
- Flood przymrużył oczy, jak gdyby miał kłopot z ostrością widzenia. - Dlaczego ta duma baba mówi tu o morderstwie? Jestem wspólnikiem. Zawarliśmy układ. Madeline zauważyła, że powóz zwalnia. - Nie rozumie pan? Teraz nie jest pan mu już potrzebny. - Nie może mnie zabić! - Flood usiłował zachować równovagę, gdy pojazd nagle się zatrzymał, ale znów runął do >rzodu, lądując tym razem twarzą na przeciwległym siedzeniu. 'sunął się przy tym tak, że przycisnął Małego Johna do •odłogi. - Jesteśmy wspólnikami - wybełkotał jeszcze, po :zym znieruchomiał. - Gratuluję, pani Deveridge. - Keston uniósł brwi i przyglądał się uważnie Floodowi. - Co było w tej buteleczce, którą yjął z torebki pani ciotki? .
czy tylko jej przywidzenie? .
- Anastazja jest w tym pomieszczeniu! Jeszcze w kostnicy Rossel poprosił Bakera o przysługę. Wyjaśnił, że wprawdzie naukowcy zJekaterynburga są przekonani, że kości są szczątkami Romanowów, ale aby ich odkrycie zostało zaakceptowane na zachodzie, niezbędne jest potwierdzenie wyników badań przez zachodnich ekspertów. .
-W Anglii. W Krainie Jezior - kelnerka uśmiechnęła się z pewną zadumą. - Wie pan, kraj Wordswortha. Ach, ci Anglicy. Podróżowali po całej kuli ziemskiej. Nie wystarczała im ich mała wyspa. Dziwni nordycy obsesyjnie marzący o imperium. -Nie zawsze byłam kelnerką - powiedziała podstarzała kelnerka. -Jasne, że nie. .
aby kiedykolwiek, ktoś padł ofiarą okrutniejszej .
- No, i całą klasę też, i panów nauczycieli też. A napisał, że potem napisze większy list, i prosi, żeby mu kto z naszej klasy napisał o wszystkim, co jest u nas nowego. To wszystko... .
sobie sprawę, że istniała obiektywna potrzeba oddania .
- Może pan sobie być, do cholery, samym Churchillem, mimo to schodzi pan pod ziemię - odpowiedział policjant. - W porządku, poddaję się. Wysiedli i Craig zamknął kluczykiem drzwi. Dołączyli do wielobarwnego tłumu zdążającego ulicą do wejścia na stację. Stanęli w kolejce ludzi zjeżdżających dwoma ciągami ruchomych schodów i przejściem dostali się do właściwego tunelu kolejki. Perony pełne były siedzących, otulonych kocami ludzi, otoczonych tobołami i najpotrzebniejszymi rzeczami do spędzenia nocy w takich warunkach. Gdy nachylili się, aby lepiej widzieć, ktoś krzyknął ostrzegawczo. Rzucili się na boki. W tej chwili ściana runęła na ulicę. Pył opadł i wstali na nogi. - Zejść tam to szaleństwo - odezwał się jeden z mężczyzn. Nastała chwila milczenia. Craig włożył swoją czapkę do kieszeni kurtki, którą następnie podał Genevieve. - Jezu, dostałem ten mundur ledwo dwa dni temu. - Położył się na brzuchu i wślizgnął w otwór nad schodami. Wszyscy czekali. Po chwili usłyszeli płacz dziecka. Pojawiły się ręce Craiga niosące niemowlę. Genevieve podbiegła by je od niego odebrać i wycofała się na środek ulicy. Zaraz potem około pięcioletni, mocno ubrudzony chłopiec wyczołgał się na zewnątrz. Stanął oszołomiony, gdy za nim wynurzył się Craig i wziąwszy chłopca za rękę ruszył w kierunku stojących na środku ulicy Genevieve i cywila. Ktoś krzyknął ostrzegawczo. Deszcz cegieł z kolejnej padającej ściany całkowicie zakrył wejście. - Niech mnie licho, miałeś pan dużo szczęścia - powiedział cywil. Przyklęknął na jedno kolano, aby pocieszyć płaczące dziecko. - Został tam ktoś jeszcze? - Kobieta. Niestety, nie żyje. - Craigowi udało się znaleźć papierosa. Zapalił go, zmęczony, i uśmiechnął się do Genevieve. - Nie ma to jak ta wspaniała wojna. Tak zwykle mówię, panno Trevaunce. A jakich słów pani najczęściej używa? - Pański mundur - odpowiedziała tuląc dziecko. - Nie jest z nim tak źle. Powinien go pan dobrze wyczyścić. - Czy ktoś kiedyś powiedział pani, że jest świetną pocieszycielką? Gdy później jechali samochodem, ponownie poczuła się zmęczona. Bomby padały teraz dość daleko, ale i ten teren odczuł skutki nalotu. Pod kołami chrzęściło rozbite szkło. Zobaczyła tabliczkę z nazwą ulicy: Haston Place. Craig zatrzymał auto przed domem z tarasem w stylu Jerzego I, oznaczonym numerem 10. - Gdzie jesteśmy? - spytała. .
pozycjach wstecznych, zasługują na zwalczanie niezależnie od ich osobistych intencji: ci, którzy reprezentują .
należą już do teorii. W swojej dedukcji wyobrażenia nie .
cu im też nieźle się powodzi. Może po prostu jest, tak samo jak oni, .
własną obecność, to przygarbienie, skulenie, szybkie .
- Możemy zadzwonić do Marge - podsunął wuj Vernon. .
Albo że które w domu zemdlało lub chore, .
ich bolesne nie do zniesienia rozdarcie. Receptura kre- .
4. Nosić ją na rękach. (No, nie bez przerwy. Od czasu do czasu. Jeśli jednak udało jej się osiągnąć wagę 90 kilo, mamy prawo zrezygnować z tej formy okazywania męskości. Sama jest sobie winna.). .
kocham. .
- Jeszcze go dostanę - wycedził Ron przez zęby. .
Yogi Johnson wyglądał przez okno. Niedługo przyjdzie pora zamykania fabryki na noc. Ostrożnie otworzył okno, tylko .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
1.Przycisku RESET (lub CTRL+ALT+DEL) używamy tylko w przypadku, gdy zawio dą wszystkie inne znane nam sposoby wyjścia z sytuacji "zawieszenia" komputera. .
- Zawarliśmy układ - przypomniał Decker. .
- Panowie, co robicie! Matylda jutro padnie trupem na miejscu. - Co pani może powiedzieć o tym meblu? - spytał stanowczo kapitan. .
zasługą takich ludzi jak Hanka Bratowska, Misza Grzelak, Janusz Chudzyński, .
w murze znajdowała się krata, tuż poniżej poziomu podłogi kuchennej, i Arietta mogła przez tę kratę obserwować ogród: kawałek żwirowanej ścieżki i ławeczkę, i krokusy kwitnące wiosną, i płatki osypujące się z niewidocznych drzew, później rozkwitające krzewy azalii, gdy zaś przelatywały ptaki - widziała, jak czuliły się, a czasem biły ze sobą. - Ileż ty godzin tracisz na przyglądanie się tym ptakom! - mówiła Dominika. - A jak trzeba coś pomóc w gospodarstwie, nigdy nie masz na to czasu. Ja wychowałam się w domu, w którym nie było żadnych krat, i byliśmy o wiele szczęśliwsi. No, a teraz idź i przynieś mi kartofel. Arietta, tocząc przed sobą kartofel ze spiżarni zakurzoną dróżką pod deskami podłogi, kopnęła go z taką złością, że wleciał gwałtownie do kuchni, gdzie Dominika stała pochylona nad blachą. - Idź jeszcze raz! - zawołała Dominika, odwracając się z gniewem. - Wpadł mi prawie do zupy. A jak mówię "kartofel", to wiesz dobrze, że nie mam na myśli całego kartofla. Weź nożyczki i odkraj plasterek. - Nie wiedziałam, ile ci trzeba - mruknęła Arietta. .
nim. Ludzie Bransona musieli ciągnąć go przez jezdnię. Wiceprezy- .
dążenia muszą się obracać w granicach zasięgu naszego .
autobusu. Revson zastanawiał się, w jakim celu. .
Od wojska swego będąc odbieżany, .
Istota poczucia niższości polega na zdeformowaniu sygnałów odbieranych od otoczenia w wyniku innego widzenia JA. .
nościami. - Przerwał na chwilę. - Z pana też jest dość osobliwy .
- Nie, trzyma się za głowę - odparł rzeczowo Wiesio, który był już w naszym pokoju i widać postanowił sobie na wszelki wypadek trwać przy ścisłej prawdzie. Pan w cywilu zwrócił się znów do Witka: - Proszę spowodować powrót wszystkich na swoje miejsca. Chciałbym zobaczyć biuro w normalnym stanie. W normalnym stanie rzadko kto siedział na swoim miejscu, ale skoro on to sobie tak wyobrażał, to nie mieliśmy zamiaru wyprowadzać go z błędu. Poganiani przez Witka, który nagle zrobił się demonstracyjnie praworządny, ruszyliśmy ku drzwiom, podtrzymywani na duchu nadzieją, że jeśli coś ciekawego zdarzy się w innym pomieszczeniu, współpracownicy niewątpliwie nam to przekażą. Na razie nasz zespół był wygrany z. uwagi na usytuowanie Janusza. Posłusznie weszliśmy do siebie. Nikt z nas nie pamiętał o jednym skromnym drobiazgu. Nie dalej jak poprzedniego dnia opętany chandrą Leszek namalował monstrualnych rozmiarów obraz na wielkiej płycie pilśniowej. Cały dzień nic innego nie robił, tylko malował. Znaliśmy już jego nastroje i nawet Witek, widząc jego zajęcie, nic nie mówił, machnąwszy ręką z rezygnacją, bo wiedział, że i tak w tym stanie ducha żadnego pożytku by z niego nie było. Obraz, utrzymany w żywych kolorach, przedstawiał potworną mordę z wyszczerzonymi zębami, do której była doczepiona figura, mająca zapewne wyobrażać kobietę. W dole obrazu znajdowało się coś, co przypominało zmaltretowanego, klęczącego osobnika płci męskiej, z gębą zwyrodniałego kretyna, w którego głowę kobieta owa wbijała wielki gwóźdź. Jakby mało było tej makabry, po opuszczonej ręce kobiety zbiegały w dół, do klęczącego osobnika całe stada białych myszek. Straszliwe to dzieło stało oparte o ścianę na wprost naszych drzwi wejściowych. Pan w cywilu wszedł i zatrzymał się nagle, bowiem pierwszą rzeczą, na jaką padło jego oko, był właśnie ów obraz. Wbrew naszym nadziejom nie krzyknął i nie uciekł, przybladł tylko nieco i przez dobrą chwilę nie mógł wydobyć z siebie głosu. Wreszcie odetchnął głęboko, oderwał wzrok od wstrząsającej dekoracji, rozejrzał się po pokoju i dostrzegł Janusza. Obok Janusza, przede mną, znajdowało się puste miejsce nieobecnego Witolda, który siedział na desce. Brzmi to nieco dziwnie, ale jest faktem. Twierdził, że ma jakiś szczególny gatunek reumatyzmu, który pozwala mu zginać nogi tylko pod jednym określonym kątem, a każdy inny kąt wygięcia powoduje nieznośne bóle w kolanach. Zwykłe krzesła, stojące na podłodze, były za niskie do stołów kreślarskich, nasze kręcone krzesła, odpowiednio wysokie, siłą rzeczy zmieniały mu ów kąt w nogach, wobec czego położył na podłodze deskę kreślarską, na niej postawił zwykłe krzesło i tak siedział. Kąt miał, wysokość miał i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że deska pod stołem, prawie niewidoczna, ale za to wystająca, tworzyła coś w rodzaju niskiego stopnia, o który się każdy potykał. Z szalonym zaciekawieniem przyglądaliśmy się teraz, czy panu w cywilu uda się uniknąć tej pułapki, czy nie. Otrząsnąwszy się z wrażenia wywołanego arcydziełem Leszka, nie spodziewając się zapewne już niczego gorszego podszedł do Janusza i zatrzymał się przy jego stole. - To pan znalazł zwłoki? - pytał. Janusz trwający dotąd w niezmienionej, dramatycznej pozycji, podniósł głowę i rozejrzał się błędnie wokoło. - Nie ma pan papierosa? - spytał. Wyglądało na to, że treść słów przedstawiciela władzy jeszcze do niego nie dotarła. Przedstawiciel władzy westchnął ciężko, wyjął papierosy i obaj zapalili. - Pan się o coś pytał? - ocknął się nagle Janusz. .
- Przypominam sobie. Gdzie go umieścili? .
Współżycie seksualne jest sztuką wymagającą odpowiedniego przygotowania i pielęgnowania, wyrobienia w sobie koniecznych postaw wobec płci, płodności, erotyzmu. Dążenie do udanego i szczęśliwego współżycia nie jest tożsame jedynie ze sprawnością odruchów seksualnych, ale oznacza też umiejętność sterowania swym seksualizmem i liczenie się ze specyfiką odmienności płci, z dobrem swego związku. Nie raz pisałem o warunkach, jakie są konieczne do inicjacji seksualnej, ale przypomnę je teraz jeszcze raz. .
przeproze~adzenia operacjiprzeciu'ko radzieckiemu naczelnemu dozc'ódz- .
szereg zer, bez poprzedzającej je jedynki, która nadałaby im .
Skoro mogę wypełnić swoją osobowością kwadratowy pokój o boku .
- W swoim gabinecie w bibliotece. Tam też sypia. Spod drzwi sączyło się światło. Ze schmeisserem gotowym do strzału delikatnie nacisnął klamkę i weszli do środka. Priem, wciąż w swoim mundurze, siedział przy kominku czytając jakieś papiery w świetle biurkowej lampy. Był zupełnie pochłonięty swoją pracą, lecz od razu uniósł wzrok i wcale nie dał po sobie poznać zaskoczenia, jak zwykle w pełni panując nad odruchami. - O, drogi kochanek. Teraz jednak trochę zmieniony. .
z twardym przedmiotem spowoduje powstanie tak ogromnej masy .
siedle Stoczniowe swój okres świetności miało już za sobą. Wybudowane w latach sześćdziesiątych było typowym hotelem robotniczym w makro skali. Piętnaście tysięcy robotniczo-chłopskich rodzin zagęszczonych w trzydziesto- lub czterdziesto-metrowych mieszkaniach. Na podwórku, gdzie wylany asfalt zabił ostatni skwer zieleni, stał mały Fiat. Fotele i gumowe wycieraczki suszyły się w słońcu. To niewiarygodne, że taki mały samochód mieści w sobie tyle szpargałów. Całe wyrysowane na asfalcie boisko do tenisa zalane było jego zawartością. Robert szedł w poprzek dumnie niosąc wielkie pudło komputera przed sobą. - Się masz Robek. Gdzieś to rąbnął? Kurwa twa - poderwał się z ławki syn sąsiada, dwudziestosiedmioletni Włodek. Był jak zwykle w stanie wskazującym na spożycie. W prawej ręce wymachiwał opróżnioną do dna butelką po żytniej. - Dzień dobry - Robert grzecznie przywitał się z panem Koperkiem, właścicielem małego Fiata. Włodzimierz zrezygnowany machnął ręką za Robertem. Chciał prosić o dychę na małpkę, ale przypomniał sobie, że w ciągu trzech lat tylko raz wyłudził jakieś pieniądze od Roberta, bo ten po prostu ich nigdy nie miał. Ojciec i Robert siedzieli przy stole w dużym pokoju. Robert wyjął zrolowany dyplom. Rozprostował go na stole i podał ojcu. - Koniec szkoły, koniec kłopotów tata. Ojciec wziął pogięty dyplom do ręki i założył okulary. Przeczytał pobieżnie tekst: "Robertowi Radackiemu, za wzorowe... najwyższą średnią" i tak dalej i tak dalej. Odłożył dyplom na półkę. Stały tam rzędem kryształowe, posrebrzane, miedziane, ceramiczne i z brązu - wszelkiego formatu i kształtu puchary i statuetki sportowe. Obraz zwycięstw jego piętnastoletniej kariery. W całym mieszkaniu wisiały dyplomy i pamiątkowe zdjęcia. - To i dobrze - w głosie ojca brzmiała nuta triumfu - przecież nie wezmą cię do wojska przeze mnie, to po co studiować? Pięć lat! - ojciec spojrzał na Roberta z rosnącym wzburzeniem - nie bądź głupi. Im wcześniej zaczniesz pracować tym wcześniej do czegoś dojdziesz. Robert uśmiechnął się do ojca. Ile już razy słyszał to kazanie. Ojciec był rozgoryczony, czasami złośliwy. Drażnił Roberta kiedy tylko mógł. - Niech się tata nie obawia. Jeszcze nie wiem czy pójdę na studia. Od poniedziałku zaczynam robotę u naszego sąsiada, ma własną firmę -powiedział Robert. Sąsiad był kimś, bo pracował dla siebie i chyba nieźle mu się powodziło. Ojciec go nie lubił. - Masz, sprzedaj - ojciec sięgnął z półki srebrny puchar zdobyty na spartakiadzie krajów socjalistycznych w Moskwie. Puchar był okazały. Uznał, że to za mało i dołożył niski, tym razem złoty, pamiątka z wyścigu pokoju z siedemdziesiątego siódmego. - Podnieśli cenę obozu w Bieszczadach. Pawełek od tygodnia się pakuje. Nie mogę mu powiedzieć, że nie pojedzie. Nigdy nie przelewało się u nich w domu, ale pierwszy raz ojciec sprzedawał swoje pamiątki. - Pogadam z majstrem. Może da zaliczkę. Nagle Robert przypomniał sobie, że w kieszeni marynarki ma pieniądze na taksówkę od Chmielewskiego. Wyjął je i położył na stół. - Resztę przepiłem - powiedział. Ojciec rozpromienił się. Ten wieczny cherlak stawał się mężczyzną. - Wiedziałem, wiedziałem - klepnął syna w ramię, aż mu grzywka opadła na oczy. Robert odwzajemnił się. Klepnął za mocno, bo ojciec zachwiał się i poleciał na stół. Chwycił ręką swoje kule ortopedyczne i podniósł się do pionowej pozycji. Robert nie starał się mu pomóc. Ojciec dzielnie walczył ze swoim kalectwem. Od kilku lat przechodził kolejne operacje kolana. Żadna nie przyniosła ulgi. Po ostatniej doszła infekcja. Groziła amputacja prawej nogi. - Wszystko w porządku? - spytał Robert. - A co ma być nie w porządku. Na kalekę nie trafiłeś koleś - zaśmiał się do syna. Usiadł przy stole, wyjął z szuflady gazetę i zaczął pakować swoje puchary. Nie chciał już ich więcej oglądać. Robert wszedł do małego pokoju. Powiesił do szafy marynarkę. To ostatni raz kiedy ją założył. "Może też sprzedać" - pomyślał. Zmienił jednak zdanie spoglądając na przetarte mankiety. Obok na łóżku spał dwunastoletni chłopiec. Pochylił się nad nim. Byli do siebie podobni. Obaj mieli długie jasno-blond włosy. - Krasnal. Zdałeś? - zapytał Robert. Chłopiec nie dał się obudzić. Podniósł kciuk w geście sukcesu. .
(RSHA). Z ogromną energią organizował masową likwidację przecia•nikóa- politycz- .
- Brian, gdzie? - wyszeptał. Przez chwilę nie był pewien, czy Brian usłyszał. Po chwili tamten poruszył się i Decker spostrzegł, że coś mu pokazuje. Gdy wzrok Deckera jeszcze lepiej oswoił się z ciemnością, zauważył niepokojącą białą plamę w odległym kącie dziedzińca. .
- Wła¶nie chcę wybrać co z przędzalni. .
- A teraz dawaj pieniądze i zegarek. Prędko Korzystając z ciemności Artur zatrzymał kilka monet. - Musicie mi dać coś do jedzenia - rzekł. - Jestem strasznie wygłodzony. .
przepełnia nas gniew. W ten sam sposób, jeżeli przez cały czas .
Jeśli nawet tak było, nikt się nie przyznał. .
- Nie wie pan, która godzina? Bo mnie Ukrainiec zabrał zegarek jeszcze na Sadybie. Ja swój miałem, odpowiedziałem więc, że dochodzi piąta, ale zacząłem się przypatrywać bacznie staremu człowiekowi. Twarz jego wydawała mi się jakaś znajoma. Gdzieś go musiałem widywać. Na jakichś portretach? Ale chyba też i gdzie indziej. I nagle w wyobraźni ujrzałem Krakowskie Przedmieście w świątecznej gali. Wszędzie powiewają flagi. Ludzie stoją w szpalerach na chodnikach. Jezdnią z furkotem chorągiewek kłusuje pluton szwoleżerów. Za nimi powóz. W powozie kłaniając się cylindrem witającym go tłumom wysoki, wyprostowany pan z siwą bródką... Czy to możliwe? Tak, to był on. Za chwilę siostra, czytająca listę wyjeżdżających do Radomska na zwolnienie starszych osób, zniża głos: - Stanisław i Maria Wojciechowscy. Były prezydent Rzeczypospolitej z trudem podnosi się z barłogu. Obok przechodzą butnie z pejczami w rękach, w wysokich lakierowanych butach, dwaj eleganccy gestapowcy. Mimo woli przyszła mi do głowy trawestacja obrazu z Sienkiewiczowskiej Trylogii: Rzeczpospolita leżała w prochu i krwi u nóg esesmana. Ale nie miało to potrwać jóż zbyt długo. Osiem miesięcy później Warszawa była wolna. .
- Trzy lata temu Joey poznał kobietę znaną panu jako Beth Dwyer. Nazywała się Diana Berlanti. Pracowała jako kierowniczka od spraw kulturalnych na statku wycieczkowym, na Morzu Karaibskim. Na tymże właśnie statku pewnego dnia pojawił się Joey. Zapewniał sobie w ten sposób alibi, podczas gdy jeden z jego przybocznych eliminował problemy w Nowym Jorku. Diana przyciągnęła uwagę Joeya. Oczywiście był przystojnym facetem, elegancko się ubierał, wiedział, jak rozmawiać z kobietami. Na ogół lgnęły do niego, więc nie był zaskoczony, że Diana również nie dała mu kosza, gdy zaczął się do niej zalecać. Sprawy potoczyły się dalej. Po trzech miesiącach zostali małżeństwem. Statek wycieczkowy to dobre alibi. Bez przerwy wracali na Karaiby. Dzięki temu Joey miał naturalnie wyglądający powód odwiedzania różnych wysp, na których istnieją banki z kontami cyfrowymi. Te banki nie mają obiekcji co do prania brudnych pieniędzy. Miodowy miesiąc również spędzili na Karaibach. Deckerowi zrobiło się niedobrze. .
całował, usiłuj±c j± przyci±gn±ć do siebie. .
myśli wielką operację .
krył każdą cywilizację azkiełkiem nakrywkowym s .
dzieci do nowego żeru, jaki odkrywała na ziemi; były indyczki wysmukłe, białe, .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- No więc dobrze, jestem świnią - odpowiedział spokojnie. - Ale tacy jak ja wygrywają wojny. - Używając ludzi mojego pokroju? .
- Krzyż Rycerski. .
i potrzeba kompensacji. Przykładów można dostarczyć mnóstwo. .
- Co ja jestem, Opatrzność?! Boże, co za banda kretynów! Wszyscy robicie, co tylko można, żeby podpaść, a ja mam was teraz bronić! Niech was wszystkich piorun trafi! Następna niewinna się znalazła! Nie wiem, co pani ma zrobić, pomodlić się o miłosierdzie boskie i życzyć milicji powodzenia! - Niech pani nie będzie podła megiera, cała moja nadzieja w pani - powiedziała Jadwiga stanowczo. - Niech się pani wypcha swoją nadzieją. Teraz już mnie pani dobiła, ręce mi opadają. Dość mam tego całego śledztwa i tej waszej niewinności i dajcie mi święty spokój!!! Nie słuchając dalszych błagań Jadwigi uciekłam do pracowni. Najbardziej denerwowało mnie to, że jej informacje muszę zachować w tajemnicy, bo nie ma na świecie takiej władzy śledczej, która by w tej sytuacji uwierzyła w jej niewinność. Zresztą, nawet jeśli go zabiła, to postąpiła bardzo słusznie i niech jej nie wykryją!... A jeśli nie ona, to kto? Kto wreszcie ukatrupił tego Stolarka?! Zbyszek? Wiesio? Witek? Ryszard, Kacper, Monika?... Żeby to wszyscy diabli wzięli!!! . W pokoju zastałam sądny dzień. W czasie mojej rozmowy z Jadwigą Janusz dostał wiadomość, że za dwie godziny musi dostarczyć Ance oprawiony projekt architektury siedmiu budynków w celu przedstawienia go orzecznikowi konstrukcji. Projekt architektury był na razie w wyświetlarni!... W momencie kiedy wróciłam, Janusz zdążył już przynieść z przekupionej na kredyt wyświetlarni część śmierdzących amoniakiem odbitek i cały zespół obcinał je w szaleńczym pośpiechu. Moje przybycie wywołało dziki vybuch entuzjazmu. - Siadaj! - krzyknął Janusz. - I pisz! Masz tu wszystko, papier, kalkę, formularze, pisz! Wódkę ci postawię, krakowiaka będę z tobą tańczył, tylko skończ za dwie godziny! !! - Z byka spadłeś - powiedziałam z wściekłością. - Piętnaście stron za dwie godziny! Idiota! Nie wdając się w dalsze rozważania jego stanu umysłowego usiadłam do maszyny, bo opisy techniczne musiały być oprawione razem z resztą projektu, a szybciej ode mnie pisała tylko Matylda. Z góry było wiadomo, że na nią nie ma co liczyć. Wyładowywałam swoją furię, łupiąc w nieszczęsną maszynę, a reszta zespołu szalała nad oprawami. Wiesio składał rysunki, Witold je spinał, waląc z hukiem w nadpsuty zszywacz, Janusz kleił w okładkach, Leszek robił grzbiety i przyklejał na wierzchu nalepki, a Anka z rozwianym włosem wydzierała mu z rąk każdy kolejny egzemplarz. Istne piekło! Pisałam cały czas i w chwili oprawiania pierwszego budynku byłam dopiero w połowie opisu. Każdy następny miał kilka stron więcej, co było zupełnie pozbawione sensu, ale mieliśmy nadzieję, że śpieszący się orzecznik nie będzie tego dokładnie sprawdzał. Po trzech godzinach katorżniczej pracy oddaliśmy Ance ostatni budynek i odetchnęliśmy z ulgą. - Uff! - westchnął Janusz, ocierając sobie pot z czoła i rozmazując przy tym po twarzy smugę kleju. - Ale nam popędu dodała! Niech to szlag trafi! Wiesio postanowił kategorycznie nic już tego dnia nie robić. Zgodnie z tym postanowieniem nie drgnął nawet, kiedy wszedł Witek i zażądał od niego wyszukania matrycy urbanistyki skarpy w Płocku. Wydawszy owo polecenie Witek wyszedł, a Wiesio siedział dalej. - Bardzo dobrze wiem, gdzie ta matryca jest - powiedział z głębokim zadowoleniem. - On ją tam sam schował, a teraz zapomniał. Ale nie pójdę do niego od razu, niech myśli, że jej tak długo i z takim wysiłkiem szukam. Otumaniona wszystkimi kolejnymi rewelacjami, a potem szaleńczym waleniem w maszynę, również straciłam zapał do pracy. Spojrzałam na Wiesia i przypomniała mi się Jego tajemnica. Mój Boże, co on znów takiego mógł wymyślić i czy ja się tego kiedyś dowiem? W gruncie rzeczy Wiesio był skryty... Witold, który nie lubił niepotrzebnie tracić czasu, wściekły na to obłędne oprawianie projektu, z obitą ręką, ze śmietnikiem na stole, postanowił iść do domu. Zebrał swoje rzeczy i znikł. Lekkomyślnie spojrzałam w kąt za jego pustym stołem. Oczywiście, diabeł zmaterializował się natychmiast, jakże mogło być inaczej. Odwrócił krzesło Witolda, ustawiając je twarzą do mnie, wyjął zza ucha bardzo długiego papierosa, zapalił go, używając moich zapałek i usiadł wygodnie. Przypatrywałam mu się bardzo niechętnie i czekałam, co powie. Diabeł milczał. Nie zamierzałam się do niego pierwsza odzywać, bo byłam wściekła, a on najwyraźniej w świecie traktował mnie lekceważąco. Rozglądał się po pokoju, omijając mnie wzrokiem, aż wreszcie zatrzymał spojrzenie na Wiesiu. Wpatrywał się w niego i wpatrywał, a Wiesio siedział sobie beztrosko, nie wiedząc wcale, że jest przedmiotem obserwacji złego ducha. Wreszcie nie wytrzymałam nerwowo. - Gdybyś był dobrze wychowany, tobyś przynajmniej powiedział "dzień dobry" - oświadczyłam zgryźliwie. - Niby dlaczego? - zdziwił się diabeł, spoglądając wreszcie na mnie. - Przecież cały dzień cię widzę. Zamurowało mnie. Rzeczywiście, to bydlę mogło się przez cały czas koło mnie pętać, a ja bym o tym nic nie wiedziała. Okropna myśl! - Wczoraj też mi siedziałeś nad głową? - spytałam, tknięta niepokojem, kiedy już odzyskałam głos. - A coś ty myślała? Taką idiotkę mam zostawić samo-pas? .
Branson wszedł do autobusu prezydenta. Wszyscy obecni instynk-townie wyczuli w nim przywódcę porywaczy i człowieka odpowiedzialnego za ich aktualne położenie. Powitano go bez cienia serdeczności. Czterej potentaci naftowi i Cartland mieli kamienne twarze. Hansen. co zrozumiałe, był bardziej wystraszony i zdenerwowany niż kiedykolwiek, o czym świadczyły nieustanne, gwałtowne ruchy rąk i oczu. Muir wydawał się jak zwykle senny. Oczy miał na wpół .
piersi siedział zatopiony w rozmy¶laniach, chwilami budził się, rzucał .
kapeluszu i przygiąwszy się ku ziemi odegrał całą pantomimę pod tytułem 'żniwa we wsi Krużewniki': brał sierpem zamach, Ani kazał udawać, że podbiera pokos. Celnicy pokiwali głowami i nagrodzili ten występ oklaskami przekonani, że mają przed sobą jakąś folklorystyczną trupę artystyczną... Gdyby teraz Kaźmierz miał przed sobą tych strajkujących na lotnisku w Chicago, sięgnąłby po ten sierp, jak to uczynił w trakcie wesela Ani. Nie mógł pojąć, jak ludzie na lotnisku mogą strajkować, podczas gdy on zawieszony jest między niebem a ziemią. .
pełnym namaszczenia. - Słuchaj! - Wówczas w dolinie odezwał się .
u¶pionego. .
Oczywiście w naszym systemie możemy instalować inne programy pracujące pod kontrolą Windows. Niektóre są dostępne tylko w wersji polskiej, inne w angielskiej, te najbardziej popularne w obydwu. To, którą wersję Windows mamy zainstalowaną w komputerze, nie ma żadnego znaczenia. Można używać polskojęzycznych programów w angielskiej wersji Windows i na odwrót (można także instalować programy w innych wersjach językowych, na przykład niemieckiej). Jeśli nasZe WIndoWs jest w jednym języku, menu, pomoc i wszelkie komunikaty, to gdy uruchomimy program zainstalowany W innej wersji językowej, to menu, pomoc i komunikaty pojawiające się na ekranie będą w tym właśnie języku. .
major Helmuth Reinberger, który przewoził te dokumenty-, usiło- .
czarnobiałym. Wśród tych drugich są takie, które mogą wyświetlać obraz w tak zwanego odcieniach szarości (kolor czarny, biały i kilkanaście odcieni szarości) i takie, na których można uzyskać tylko kolor czarny i biały. .
przyszłej osobowości. .
.
Marina BotkinSchweitzer, córka Gleba Botkina, mieszkająca w stanie Wirginia, jest osobą spokojną i zrównoważoną. Choć mówi z południowym akcentem, rosyjskie korzenie mają dla niej ogromne znaczenie. Jej pradziadek, doktor Sergiusz Botkin, był prekursorem rosyjskiej medycyny klinicznej i osobistym lekarzem cara Aleksandra II; jej dziadek, doktor Eugeniusz Botkin, pełnił tę samą funkcję u boku cara Mikołaja II; był tak lojalny wobec cara, że zginął wraz z nim wJekaterynburgu. Marina Botkin mówi płynnie po rosyjsku i niemiecku, korzystając z telewizji kablowej często ogląda rosyjskie wiadomości. Z czworga dzieci Botkina jest jedyną córką; urodziła się w Brooklynie, wychowała na Long Island i ukończyła Smith Couege. Swego przyszłego męża, prawnika Richarda Schweitzera, poznała pracując w Charlottesviue w kancelarii adwokackiej. W jej imieniu Schweitzer miał w pojedynkę stoczyć bitwę w sądzie z firmą prawniczą zatrudniającą dwustu pięćdziesięciu prawników. Schweitzer pochodzi z jednego ze szwajcarskich kantonów, jego przodkowie na początku dziewiętnastego wieku przybyli do Ameryki z Bazylei. Byli misjonarzami, zamierzali nawracać Indian w Wisconsin. Schweitzer ukończył uniwersytet w Wirginii i podczas drugiej wojny światowej przez cztery lata służył w marynarce Stanów Zjednoczonych na północnym Atlantyku, na niszczycielu polującym na nieprzyjacielskie łodzie podwodne. Przez pewien czas należał także do tajnej organizacji podlegającej marynarce, której celem było wysadzanie w powietrze schronów niemieckich łodzi podwodnych. W pracy zawodowej zajmował się międzynarodowymi ubezpieczeniami i zabezpieczaniem transakcji finansowych, w 1990 roku przeszedł na emeryturę. Ma siedemdziesiąt trzy lata, jest stanowczy i kiedy trzeba, potrafi być nieugięty. Trzyma się prosto, ma siwe włosy i ostro zarysowane rysy twarzy; nosi okulary. Mówi językiem prawników, lecz ma poczucie humoru. Przed procesem jego przeciwnicy widzieli w nim jedynie prawnika z prowincjonalnego miasteczka - z czasem okazało się, że popełnili błąd. Kobieta zwana Anną Anderson towarzyszyła Marinie Schweitzer od piątego roku życia, kiedy to jej ojciec odwiedził panią Anderson w zamku Seeon. Bliżej, choć przelotnie, Marina poznała ją w Ameryce, pod koniec lat dwudziestych. W latach pięćdziesiątych Schweitzer wspominał: - Kiedy pozbawiona środków do życia mieszkała w Schwarzwaldzie, wkładaliśmy do kopert pieniądze i posyłaliśmy jej w listach poleconych. Wreszcie ktoś napisał do Gleba: "Proszę przekazać panu Schweitzerowi, aby nie przysyłał pieniędzy, bo ona nie kupuje dla siebie jedzenia, lecz mięso dla psów". Ale my dalej je wysyłaliśmy. Więc ona zdawała sobie sprawę, że są tacy, którzy chcą jej pomóc. W roku 1968 Anna Anderson powróciła do Ameryki i zmieniła nazwisko na "Anastazja Manahan". Marina Schweitzer opowiada: .
.
przypadku nie mamy żadnej wątpliwości, że przed nami pojawia się .
Prehistoryczny reaktor jądrowy .
Ażeby ją osiągnąć, należy pamiętać o czterech krokach. Pierwszy krok: bądź tu i teraz - bo miłość jest możliwa tylko tu i teraz. Nie możesz kochać w przeszłości. Wielu ludzi żyje jedynie we wspomnieniach, oni kochają w przeszłości. A są i tacy, którzy kochają w przyszłości: to też jest niemożliwe. Są to sposoby na unikanie miłości; przeszłość i przyszłość to sposoby unikania miłości. Kochasz więc w przeszłości albo kochasz w przyszłości - a miłość jest możliwa tylko w teraźniejszości, bo tylko w tej chwili następuje spotkanie śmierci i życia... W tej przerwie, która jest w tobie. Ta przerwa zawsze jest w teraźniejszości, zawsze w teraźniejszości, zawsze w teraźniejszości. Nigdy nie jest w przeszłości i nigdy nie jest w przyszłości. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
go najciszej jak mógł do środka autobusu i ułożył w bardzo niewygod- .
wyminął ją o parę kilometrów i pomknął w przestrzeń wytracając .
~bią one zawsze to, co lśniących pcheł, oblazły mnie od stóp do głów io jak woda płynie zawsotały po całym ciele, że drapiąc się i krzycząc gdy wodzie łatwo jest _na korytarz. Był to zwykły swędor, ja za§ ~ otamować możliwe zuruchomiłem Prurytalne scherzo Uascotiana. ow. Autor Hżstorii inteleknie potrafię docenić tej nowej, dotykowej biorąc, wszystko idzie d~3ill, najstarszy syn Symingtona, mówił mi, że .
- Bogu dzięki! - powtórzył pułkownik. - Nareszcie! Siostrzeniec dotknął jego ramienia: .
- Nie podjąłem jeszcze decyzji. - Oparł nogę na niskim kamiennym murku, ograniczającym ścieżkę prowadzącą do Dworu. - Już drugi raz pyta mnie pani o zamiary związane z ożenkiem. Wyraźnie leży pani na sercu, żebym był szczery w stosunku do swej przyszłej żony. - Gorąco polecam szczerość. - A co zrobić, jeśli będzie miała zastrzeżenia do mojego sposobu zarobkowania? Madeline stała z rękami założonymi do tyłu. Wydawała się zafascynowana tym gotyckim pawilonem. - Radzę, by był pan szczery, sir, i to od początku. - Nawet jeśli będzie się z tym wiązać ryzyko, że ją utracę? .
rodzina była bardzo bogata i mogli mi dać wszystko, ponieważ .
- Nie bez ciebie. .
czekał, aż chłopcy odejdą i przeszukiwał resztki jeszcze raz, .
Trzeba więc pamiętać, że niczego nie wolno powstrzymywać. Cóż .
schronienle za barykada- zc~ożenża nabojów z magazynu windą do bunkra artyleryj- .
powiedzieć: "Dzisiejsza sytuacja jest dużo gorsza." Odpowiem: .
Chłopcy próbowali obliczyć, ile to wszystko przyniesie dochodu, lecz nie mogli w żaden sposób wyliczyć. Bo gdy jednemu wypadło czterysta złotych, to drugiemu pięćset, a kudłaty Szczypka, który najgorzej liczył przy tablicy, długo sumował jakieś liczby na papierze, dodawał, odejmował i nawet mnożył, a w końcu orzekł, że dochodu będzie równych tysiąc złotych i siedem groszy. - Skąd tych siedem groszy wziąłeś? - śmiali się chłopcy. - To za moje guziki, takie duże, kościane!... Sprzedam je takiej pani jednej, co szyje. Powiedziała, że mi da za nie siedem groszy. - Ale te tysiąc złotych?... Skąd tyle ich wziąłeś?... .
skór± i zakończone tak wychudzonymi dłońmi, że były podobne do pokrzywionych, .
- Do Zakopanego... w Beskidy... .
Wychowani w tradycjach harmonii antycznej, w autorytecie dla współczesnej wiedzy mamy naturalną skłonność do kategoryzowania innych, inaczej mówiąc - do szufladkowania ich w ramach pewnych pojęć. W ten właśnie sposób dzielimy ludzi na uczuciowych, egoistów, lekkomyślnych... Trwałość tych ocen jest tak duża, że nawet ewidentna ich sprzeczność z realiami nie zmienia raz wydanej opinii. Niekiedy jednak spotyka się osoby wyłamujące się z wszelkich schematów. Mam tu na myśli, nieliczne wprawdzie, ale istniejące osobowości barwne, bogate, o wielu cechach złożonych i sprzecznych. Istnieje w nich jakby wielość natur: alłruisłycznej i egocentrycznej, wrażliwej i brutalnej, cynicznej i subtelnej, władczej i biernej, uczuciowej i chłodnej. Ta rozpiętość charakterologiczna wikła widzenie tej osoby przez otoczenie, które wyraża różne opinie, bo też i sprzeczne są zachowania tej osoby. Tego typu osobowości niepokoją, irytują, a także fascynują. Specyficzna sytuacja powstaje w związku, w którym partner usiłuje jasno sprecyzować cechy charakteru trudnego diagnosłycznie partnera, nie mieszczącego się w typowych schematach. Nieokreśloność i barwność takiej osoby prowokuje do jej rozgryzienia, irytuje rzekomą niekonsekwencją i zmiennością. Często usiłuje się wychowywać ją, aby pasowała do czarnobiałego obrazu: czasem i w psychoterapii popełnia się tego typu błędy. Związek z tego rodzaju nietypową osobowością może być fascynujący. Bogactwo jej cech niweczy monotonię, ubarwia codzienność. 21 Natomiast u osoby statecznej, ceniącej utarte ścieżki i jasne sytuacje, taki partner budzi irytację, przekonanie o jego nieodpowiedzialności, niedojrzałości: "Cenię sobie spokój, zajmowanie się domem, wspólne wieczory przy telewizji, zabawy z dziećmi. On natomiast ma jakieś dziwne zainteresowania i pomysły, czyta książki filozoficzne, to znów techniczne, encyklopedie; z jednej strony lubi towarzystwo, lecz bywają takie dni, że chce być samotny, jest taki zmienny, że nie mamy ze sobą wspólnego języka". Natomiast u osób nietypowych rodzi się uczucie niezrozumienia, przebywania w różnych światach, dystansu: "Nie znoszę monotonii i stale powtarzającego się tego samego rytmu życia. Potrzebuję przyjaciół, wizyt, lektur, lecz także i samotności, bezczynności. Człowiek nie może wszystkiego planować jak komputer: przecież dzisiaj mogę mieć chęć na film, a jutro na spacer. On natomiast pragnie porządku, jak w sądzie, chce, abym na kilka dni naprzód określiła swoje chęci i plany. Jesteśmy z innych planet". Największy konflikt powstaje wówczas, gdy jedno z partnerów reprezentuje cygański styl życia (intensywne przeżywanie danego dnia, nieliczenie się z jutrem, ciągła improwizacja, żywość emocjonalna, autentyzm bez uwzględniania reakcji otoczenia), a drugie - stateczną mieszczańskość. Można sobie zadać pytanie, w jaki sposób powstał ten związek? Odmienność potrafi przyciągać. Natury żywe, zmienne, sprzeczne oczekują bezpiecznej przysłani, równowagi u partnera, i odwrotnie. Nie zawsze jednak dochodzi do jedności przeciwieństw, zaczyna bowiem przeważać to, co dzieli. Najczęściej proces ten zaczyna się w okresie narastania instynktu gniazda u kobiety. W czasie chodzenia razem, na początku związku, cygańskość partnera bywa źródłem fascynacji, zauroczenia. W przypadku stabilizacji i organizowania ogniska rodzinnego zmieniają się oczekiwania i potrzeby wobec partnera. Jemu natomiast ideał stabilizacji i organizacji gniazda może nie odpowiadać, nie jest głównym celem życia: "Jego styl bycia bardzo mi odpowiadał, ale było to dobre wtedy, kiedy nie mieliśmy dzieci. Teraz jest mi potrzebny mąż i ojciec, który pomoże mi w domu, będzie przy mnie i przy dziecku, który na pewien okres zrezygnuje ze swych potrzeb czytelniczych i poznawczych, ze swych wariackich pomysłów i będzie spokojnie zajmował się domem", Mamy zatem do czynienia ze zmianą oczekiwań i potrzeb, skądinąd zrozumiałych, ale wymagających innego stylu bycia i myślenia u partnera. Nie zawsze jednak dochodzi do takiego przeobrażenia. Specyficzną formą sprzecznych zachowań bywają zachowania seksualne: one również wyrażają sprzeczności i zmienności tkwiące w osobowości: "Nie mogę jej zrozumieć. Jednego dnia oddaje mi się jak dziewica, jest uczuciowa, delikatna. Widzę w niej kobiecość, wrażliwość. Innego dnia jest wulgarna, wyuzdana. Jeszcze kiedy indziej zachowuje się jak opiekunka, starsza i bardziej dojrzała partnerka 22 wobec młokosa. Muszę powiedzieć, że jej nie znam, nie potrafię przewidzieć, kiedy jaka będzie, nie wiem, czy to nie choroba. Ale ona taka zmienna jest we wszystkim". Inny przykład: "Nie wiem, co sądzić o moim mężu. Jest to idealny ojciec, mąż, przyjaciel i kochanek. Jednocześnie bez skrupułów zdradza mnie, nie ma żadnych wyrzutów sumienia. Na ogół jest dobry i wrażliwy, bywa jednak okrutny, zimny, brutalny. Potrafi poruszyć piekło w obronie swych podwładnych, ale potrafi też zrazić się i chować urazę. Kocham go i czasami nienawidzę, jego koledzy i podwładni chyba podobnie czują, a jednocześnie nie chciałabym mieć nikogo innego. Gdybym zaczęła życie od początku, też wybrałabym jego". Partnerzy o osobowości złożonej, skomplikowanej stawiają specjalne wymagania. 2ycie z nimi zależy od nastawienia, stopnia tolerancji, zrozumienia przez partnerów. Jeżeli trafią na współpartnerów akceptujących ich "nietypowość" i zdolnych do stworzenia wspólnoty, związek taki może być bardzo szczęśliwy. MAŁŻEŃSTWA MIĘDZYNARODOWE Zagadnienie związków partnerskich między osobami o różnej narodowości jest w naszym piśmiennictwie rzadko poruszane. Wynika to zapewne z faktu ich rzadkości oraz ich "eksportowego" charakteru, gdyż większość tych małżeństw opuszcza Polskę. W krajach wielonarodowościowych, jak np. USA, ZSRR, zagadnieniem tym zajmują się publikacje popularne oraz fachowe, ale trudno przenieść na nasz teren podawane w nich informacje; sam fakt wielonarodowości spotykanej w życiu codziennym, w zakładach pracy, czyni z tego zjawiska coś powsz< Sinego. W staropolskiej obyczajowości również mieliśmy do czynienia z wielością kultur na-24 rodowościowych i częste były małżeństwa mieszane; ich dzieje przedstawione są w literaturze, która raczej zgodnie podkreśla ducha tolerancji i zgodności współżycia. Trudno mi powiedzieć, ile jest w Polsce małżeństw zawartych między osobami o różnych narodowościach; wyłączam z tych rozważań małżeństwa z kręgu dawnej wielonarodowej Rzeczypospolitej, np. Polaka z Ukrainką itp., istnieje tu bowiem naturalny charakter swojskości. Koncentruję się jedynie na związkach Polaków z przedstawicielami narodów niesłowiańskich. Zrozumiałe, że doświadczenie wyniesione z gabinetu lekarskiego może zniekształcać proporcje, ponieważ przychodzą do Innie potrzebujący pomocy. Jeżeli jednak do tego typu doświadczeń dodam osobiste znajomości, to ryzyko zbytniego uogólnienia własnych spostrzeżeń nie będzie chyba tak duże. Czy małżeństwa mieszane narodowościowo są ogólnie bardziej udane od innych, czy też nie? Otóż odpowiedź na to pytanie wymaga najpierw prześledzenia typowej fazowości więzi w tych związkach. Początkowy okres trwania tych związków, tzn. taniec godowy w okresie przedmałżeńskim, pierwsze lata małżeństwa, jesł zazwyczaj bardzo atrakcyjny i fascynujący. Partnerzy są zaintrygowani innością obyczajów, stylów bycia, egzotyzmem drugiej osoby, charakterystyczną atrakcyjnością rasy, narodowości. Wspomniane wyżej różnice są silnym czynnikiem wzajemnego przyciągania, dostarczają wielu ciekawych odkryć, porównań, dają posmak przygody życiowej, a także skupiają na sobie zainteresowanie rodzin, otoczenia, co również zwiększa atrakcyjność więzi. Jeżeli dodamy do tego możliwości wyjazdów zagranicznych, a w wielu przypadkach i dość dobrego standardu materialnego, to można ocenić start tych związków za udany. Również odmienności obyczajowe w zakresie seksu nie są tu bez znaczenia. Partnerzy przenoszą do swojego związku pewne odmienności ról seksualnych, partnerskich, style ars amandi, upodobania co do atrakcyjności zewnętrznej, co również może sprzyjać atrakcyjności związku. Kolejną ważną sprawą może być swoisty awans społeczny, poczucie przynależności do innego kręgu środowiskowego itp., co również sprzyja większemu poczuciu satysfakcji z tego związku, a przejawy zazdrości ze strony otoczenia, ciekawość, zainteresowanie podnoszą poczucie własnej wartości. Z tych właśnie względów wiele związków mieszanych ma ogólnie lepszy start do życia we dwoje i większe poczucie atrakcyjności więzi. Komplikacje zaczynają się później, kiedy powszednieje egzotyka partnera, następuje stabilizacja życiowa, rozwijają się kontakty rodzinne i środowiskowe. Wówczas pojawia się pewien naturalny dystans i jako ważne stają się różnice, które właśnie teraz dają o sobie znać. Okazuje się np. że inność w postawach wobec roli mężczyzny i kobiety, wynikająca z uwarunkowań kulturowych, inność stylów bycia, zainteresowań zaczyna rzutować na więź uczuciową, a także 25 i seksualną, na poczucie satysfakcji z życia. Na tym łle pojawiają się konflikty między partnerami i okazuje się, jak silne są nasze uwarunkowania kulturowe, wychowawcze i narodowościowe, gdyż partnerzy walczą ze sobą argumentami dotykającymi dumy narodowej, wyższości lub niższości danej kultury. Z moich kontaktów z tego typu związkami wynika, że np. Polkom najczęściej zarzuca się: nadmierną pewność siebie, niezależność, skłonność do dominacji, małą aktywność seksualną, potrzebę uzewnętrzniania swego standardu w celu wywyższenia się nad innymi. Natomiast naszym panom zarzuca się; chwiejność uczuciową, brak dbałości o wygląd zewnętrzny, zbyt małą adorację wobec kobiet, rozpolitykowanie, irracjonalność. W związkach mieszanych po 10 i więcej latach trwania konflikty są znamiennie częste i dlatego proces osiągania harmonii wymaga wiele wysiłku, dyplomacji i taktu wobec uczuć narodowych. W tym okresie ujawnia się również przewaga ciążenia ku danej narodowości, jej kulturze. Inaczej mówiąc, w związkach mieszanych nie ma federacji narodowości, ale przeważa dominacja jednej z nich i poczucie przynależności do niej partnera, który jakby zmienia skórę. Nieraz wynika z konieczności, czasem z warunków, lub też z dominacji partnera i narzucenia przez niego stylu życia. Pozostaje jeszcze problem jesieni życia, w której wiele osób ujawnia tendencje emocjonalnego powrotu do swych korzeni, źródeł pochodzenia. Pojawia się np. potrzeba powrotu do kraju, miasta swego dzieciństwa, nostalgia (bardziej charakterystyczna dla Polaków); mogą wówczas nasilić się konflikty wynikające z przynależności narodowościowej. Wiele osób rozwiązuje tego typu problemy przez szukanie kontaktów z przedstawicielami własnej narodowości, stwarza sobie azyl psychiczny, który może im poprawiać samopoczucie. W wielu udanych związkach jedno z partnerów na tyle generalizuje pozytywne uczucia wobec partnera, iż obejmują one i jego narodowość, przez to powstaje poczucie przynależności do tej narodowości. Jak więc z tych rozważań wynika, małżeństwa mieszane - po przeważnie udanym i fascynującym starcie - muszą włożyć wiele wysiłku w osiągnięcie wzajemnej harmonii i przystosowania. Nie zawsze jednak udaje im się to osiągnąć. W zasadzie każda osoba decydując się na taki związek powinna dobrze poznać obyczajowość narodu partnera, aby później nie przeżywać rozczarowań. Posłużę się konkretnymi przykładami z własnej praktyki. W małżeństwie Polki z Włochem, osiadłym w rodzinnych stronach męża, pojawiły się konflikty, kiedy okazało się, że postacią centralną jest matka męża. 2ona zorientowała się, że pozostaje w jego uczuciach na drugim planie. Na domiar złego dziecko zostało całkowicie przejęte przez rodzinę męża - zatem do jednej frustracji dołączyła się druga. W innym znów małżeństwie Polki z Murzynem, należącym do jedne-26 go ze szczepów afrykańskich, konflikty pojawiły się wtedy, kiedy żona nie była w słanie zaakceptować jego poligamii, natomiast mąż potraktował fakt pisania przez nią pamiętnika jako "uwięzienie" jego ducha. Od zerwania z jego strony tego związku wybawił ją sąd plemienny. W innym małżeństwie polskokolumbijskim pojawił się konflikt, kiedy mąż - zgodnie z duchem machismo - stworzył trwały związek pozamałżeński, traktowany jako oczywista realizacja męskości. Mógłbym tego typu przykłady mnożyć. Małżeństwa te zgłaszały się do mnie w czasie spędzania w Polsce urlopów. Psychoterapię małżeńską musiałem" poprzedzić analizą lektur etnograficznych, filozoficznych, aby lepiej rozumieć specyfikę problemów. Podobne zresztą problemy mają psychoterapeuci np. w USA, których formacja została ukształtowana w duchu anglosaskiego protestantyzmu. Ich "aparat" myślowy i diagnostyczny okazał się całkowicie nieprzydatny w tego rodzaju narodowościowych problemach małżeństw mieszanych. Inaczej mówiąc, psychoterapia małżeństw mieszanych wymaga znajomości specyfiki kultur, co stawia duże wymagania terapeucie; ważna jest zwłaszcza umiejętność dystansowania się wobec własnych korzeni kulturowych i teoretycznych. Dotychczas koncentrowałem się głównie na związkach problemowych, konfliktowych, ale jest wiele takich, w których właśnie specyfika obyczajowości i tradycji kulturowych okazała się czynnikiem mocno spajającym więź i zwiększającym atrakcyjność związku. Dotyczy to partnerów, których oczekiwania i potrzeby zostały w tych związkach optymalnie zaspokojone. Również posłużę się przykładami. Wiele cudzoziemek w związkach z Polakami wysoko sobie ceni bezpośredniość kontaktu, rycerskość, brak cech rasizmu. Wielu Polaków w małżeństwach z kobietami Dalekiego Wschodu odkryło kobiecość ciepłą, uległą, nastawioną na prymat mężczyzny, jego satysfakcję z życia seksualnego. Nic zatem dziwnego, że przy określonej strukturze potrzeb psychicznych właśnie obyczajowość danej narodowości może dać znacznie wyższy poziom satysfakcji. Małżeństwo mieszane może zatem okazać się bardziej atrakcyjne w wielu wymiarach i sprzyjać dobremu przystosowaniu. Tego typu związki są częste, a konflikty w nich są o wiele rzadsze. W miarę upływu czasu więź partnerska ulega pogłębieniu i partnerzy mają poczucie nie tylko optymalnego wyboru, ale i świadomość szczęścia. Być może uda się w przyszłości stworzyć antologię, pamiętniki opisujące losy małżeństw mieszanych. Wydaje mi się, że wśród wielu pamiętników, które ukazały się w naszym piśmiennictwie, tego typu lektura byłaby pasjonująca. Można założyć, iż w dobrze przystosowanym związku, opartym na miłości i dojrzałości partnerów, przekroczenie granic swej kultury, obyczajowości, uwarunkowań środowiskowych może wzbogacać osobowość, poszerzać horyzonty. Dowodem łego są losy niektórych osób, których narodowa inność sprzyjała 27 fascynacji daną kulturą i oryginalności spojrzenia na nią. Niejednokrotnie dystans przestrzenny i obyczajowy wobec własnych korzeni kulturowych właśnie zwiększał atrakcyjność własnej narodowości, a partnerzy stawali się w odległych stronach przysłowiowymi ambasadorami swego narodu. Jednym z najważniejszych problemów w małżeństwach międzynarodowych jest różnica systemów wartości danej kultury, z której pochodzą partnerzy. Konflikty powstają najczęściej wówczas, gdy usiłuje się narzucić drugiej osobie ten system lub udowodnić jego wyższość. W wielu związkach, na szczęście, partnerzy potrafią stworzyć odpowiedni system tolerancji, szacunku dla wartości wyznawanych przez drugą osobę. Ma to szczególnie ważne znaczenie w funkcjach wychowawczych, dzieci bowiem mogą być wychowywane w obrębie jednego systemu kulturowego lub w obu systemach. Wyniki badań nad rodzinami polonijnymi wyraźnie wskazują, że takie dwa rozwiązania są często spotykane; w pierwszym dochodzi do utożsamiania się z kulturą kraju, w którym się żyje, a w innych do zachowania tradycji, języka i pamięci o kulturze kraju pochodzenia jednego z rodziców. Dla partnerów płaszczyzna kulturowego porozumienia z dziećmi ma duże znaczenie. WOLNY CZAS A WIĘŹ PARTNERSKA Rokowanie co do przyszłości danego związku oraz ocena jego atrakcyjności dla partnerów zależy od wielu czynników: głębokości uczuć, seksu, dopasowania charakteru itp. Zapomina się niekiedy, iż również ważnym czynnikiem jest styl spędzania wolnego czasu przez partnerów. Wiemy aż nadto dobrze, że typowe małżeństwo nie ma go za wiele dla siebie, tym bardziej jest więc ważna jakość jego realizacji. Jeżeli przyjrzymy się temu bliżej, to okaże się, że styl spędzania wolnego czasu przez partnerów jest czułym testem istniejącej między nimi więzi, ich wzajemnej atrakcyjności oraz losów przyszłości. W wielu związkach wolny czas jest tylko pozornie spędzany razem, po prostu każde z partnerów zajmuje się czymś innym, "są razem ciałem, ale nie duchem". Inne związki rzucają się w wir aktywności zewnętrznej; życie łowa-29 rzyskie, kino, brydż iłp. l łu również są i zarazem nie są razem. Natomiasł szczere rozmowy ograniczają się do konkretnych sytuacji domowych, wynikających z opieki nad dziećmi, organizacji gospodarstwa, planów weekendowych czy urlopowych. Powstaje zatem dość często spotykana sytuacja, iż wolny czas zamiast "do" wyraża tendencje "od". Innym typowym rozwiązaniem wolnego czasu jest przenoszenie do domu swych problemów z pracy zawodowej; partner jest słuchaczem monologu na temat stosunków w pracy, przykładów walki, rywalizacji, niekiedy prosi się go o poparcie, wyrażenie zdania, ale najczęściej szuka się w nim sojusznika dla zajmowanej w pracy postawy. Na początku trwania związku sprawy wynikające z pracy zawodowej mogą być czynnikiem "do", poznaje się bowiem bliżej środowisko i potrzeby partnera, ale po pewnym czasie zaczyna to być nużące, a rola słuchacza tych samych spraw i odgromnika może nawet zniechęcać do drugiej osoby. Inni, zmęczeni codziennym rytuałem pracy, zajęć, szukają w wolnym czasie rozrywki, a partner ma być jednym z jej uczestników, towarzyszem, l tu również partnerzy tylko w części są razem. Nieraz zdumiewa wręcz rzadkość sytuacji, w których partnerzy otwierają szczerze swoje wnętrze wobec drugiej osoby, a dialogi na temat więzi seksualnej należą do szczególnie rzadkich. Tego typu rozmowy często wzbudzają zaskoczenie, iż tak bardzo różnimy się między sobą, a partner ujawnia nowe, nieoczekiwane uprzednio cechy, potrzeby. Małżonkowie po szczerych, stymulowanych przez terapeutów rozmowach bywają zaskoczeni, iż tak mało siebie znają, tak wiele zalegało w nich odległych spraw. Inna rzecz, że często świadomie ucieka się od tzw. trudnych rozmów przez spłycenie i bagatelizowanie problemów. Istnieje również często spotykana inność płci: dla wielu kobiet możność wygadania się stanowi ważną katharsis dla ich psychiki, a dla wielu mężczyzn jest to banalność, wolą lakoniczną rzeczowość, która z kolei zniechęca kobiety. Sztuką dialogów partnerskich jest umiejętność słuchania i pobudzanie do otwarcia się i mówienia. Nieraz godzinna szczera rozmowa więcej znaczy dla przyszłości związku niż obfitość rozrywek. Sztuka spędzania wolnego czasu, dostosowana do potrzeb partnerów i sytuacji związku, należy do jednej z trudniejszych umiejętności. Wspólne dialogi, bycie razem, przeżywanie muzyki, lektur, wymiana czułości i pieszczot nie tylko ograniczających się do przysłowiowego łóżka, mogą więcej uczynić dla spójności i satysfakcji związku niż najbardziej bogate w rozrywki i wysoki standard życie. To samo dotyczy zresztą wychowania dzieci i znalezienia z nimi wspólnego języka. Stale słyszymy o braku wolnego czasu, a jego nieliczne godziny umykają w drugo i trzeciorzędne działania. Chociaż zabrzmi to może nieprawdopodobnie, uważam, że do większości dramatów małżeńskich i nieporozumień nie doszłoby, gdyby 30 partnerzy w odpowiedniej chwili znaleźli czas dla siebie i szczerze otworzyli wobec siebie swe serca; podobnie wygląda sprawa w przypadku problemów seksualnych. Wolny czas jest zatem szansą udanej więzi. Wolny czas jest również swoistym testem zainteresowania życiem małżeńskim i rodzinnym. Wypełnianie go wieloma pracami, hobby, działalnością zawodową może być formą ucieczki od domu. Zdarza się również, że niektóre osoby tak dalece wciągają się w działalność zawodową, społeczną czy w realizowanie swych zainteresowań, że wprost tracą zdolność wypoczynku w kręgu rodziny, a dom staje się dla nich przysłowiowym hotelem. W udanych małżeństwach, rodzinach wolny czas jest planowany w taki sposób, aby przybliżyć wszystkich członków rodziny do siebie, ceni się w nim każdą godzinę. Znam małżeństwa, w których dokładnie planuje się wypełnienia czasu wolnego w sposób maksymalnie wartościowy F dostosowany dla dobra wszystkich członków rodziny. DOJRZAŁOŚĆ MIŁOŚCI W wieku dojrzałym ujawniane są różne rodzaje miłości, począwszy od seksualnej, a kończąc na oblubieńczej, wszechstronnej. Można powiedzieć, że człowiek w każdym wieku jest zdolny do miłości. Czterdziestolatek może być romantyczny, sentymentalny, nastrojowy, ale i burzliwie namiętny, zapamiętały, może przeżywać amok. U jednych miłość w tym wieku jest łagodna i spokojna jak przystań, u innych pełna namiętności, burzy, zmiennych nastrojów. Miłość partnerów, którzy wkroczyli w swym związku w wiek dojrzały, bywa odmienna od tej wczesnej, młodzieńczej. Zazwyczaj jest mniej nastrojowa, sentymentalna, bardziej zrównoważona, spokojna. Dzięki osiągniętej znajomości siebie, stworzeniu wspólnoty domu, rodziciel-32 stwu, przystosowaniu seksualnemu miłość w udanym związku staje się bardziej dojrzała, tzn. cierpliwa, wyrozumiała, łagodna, altruistyczna, przebaczająca, ufna. Miłość ta obejmuje całego partnera, z jego wadami i zaletami, traktuje konflikty jako wprawdzie nieuniknione, ale wymagające rozwiązania najmniejszym kosztem. Miłość ta mniej wymaga słów, dowodów jej istnienia, przekonywania, strategii, przebiega bardziej w pozasłownym przekazie; partnerzy po prostu żyją nią na co dzień, są w niej. Dzięki dojrzałości psychicznej i rozwiniętej ars amandi ich miłość znalazła wiele nowych form wyrazu i pogłębiła się, dając poczucie bezpieczeństwa i oparcia, jednoczy we wspólnym celu życiowym, zapewnia wzajemną przyjaźń, pomoc i poświęcenie. Należy jednocześnie zdać sobie sprawę z tego, iż następstwa braku lub niedosytu miłości w wieku dojrzałym są o wiele większe niż w wieku młodzieńczym, istnieje bowiem lęk przed upływem czasu, potrzeba zyskania akceptacji swej męskościkobiecości, poczucie niezaspokojenia potrzeb seksualnych. Dojrzałość miłości m. in. wyraża się w tym, że partnerzy mają stałe poczucie więzi z drugą osobą, niezależnie od tego, czy są razem, czy oddzielnie, często ich systemy myślowe, sposoby przeżywania, a niekiedy i wygląd zewnętrzny upodabniają się do siebie. Są rzeczywiście jednym ciałem i jednym duchem. Niektórzy partnerzy określają swoją więź jako telepatyczną, potrafią bowiem wyczuć, że np. drugiej osobie przytrafiło się coś złego, że cierpi, że się zbliża itd. Niekiedy tego typu więź rzeczywiście jest na pograniczu zjawisk określanych jako paranormalne, ale nie można się temu dziwić, skoro więź psychiczna przebiega na wielu kanałach informacyjnych i przekracza granice czasu, przestrzeni. Jednym z ważniejszych zagadnień seksu dojrzałego jest odpowiedni poziom jego atrakcyjności. Muszę przyznać, że idea uatrakcyjniania współżycia seksualnego u wielu Czytelników rodzi niepokój, iż w ten sposób seks staje się sztuką dla sztuki, że traci swój więziotwórczy charakter, staje się zbyt techniczny, a nie uczuciowy. Zapewne, gdyby założyć istnienie idealnego związku partnerskiego, to żadne uatrakcyjnianie współżycia nie jest mu potrzebne, gdyż ich atrakcyjność miłości i współżycia są trwałe na wysokim poziomie. Książka nie jest jednak adresowana do ideałów, lecz do konkretnych ludzi, u których atrakcyjność seksualna zmienia się z czasem wobec partnera, a poziom podniecenia seksualnego stopniowo spada i dlatego wymaga odpowiedniego pielęgnowania i dopingu. Dzięki nim właśnie można utrzymać atrakcyjność więzi partnerskiej, która tak jest ważna dla podtrzymania więzi uczuciowej. Relacje między miłością a seksem są dwustronne, a nie jednostronne i dlatego w tej części pracy są omówione różnorodne fenomeny seksu dojrzałego, < celem przedstawionych rozdziałów jest podtrzymanie, rozwijanie • pogłębianie atrakcyjności seksualnej związku partnerskiego. Nie 3 - Seks do|rzały 33 odkrywam łu zresztą niczego nowego, gdyż zasada potrzeby uatrakcyjniania więzi seksualnej jesł znana od dawna i służyły jej różnorodne wskazówki i porady udzielane przez starsze pokolenia, podręczniki ars amandi, publikacje. Postęp seksuologii wymaga jednak odpowiedniego przedstawienia idei uatrakcyjniania więzi seksualnej, sama bowiem świadomość jej potrzeby to jeszcze nie wszystko. Fenomeny seksu dojrzałego wiążą się z okresem największej wiłalności ciała w sferze seksualnej, rozkwitu atrakcyjności erotycznej, wyuczeniem odruchowości i reaktywności seksualnej (zwłaszcza u kobiet). Młodość jest raczej okresem prób i błędów w sferze seksu, przystosowywania się partnerów, poznawania siebie w roli seksualnej. Natomiast wiek dojrzały jest kontynuacją i rozkwitem swego JA seksualnego. W związku partnerskim następuje przesunięcie zainteresowań w stronę więzi psychicznej i atrakcyjności więzi seksualnej. Fenomeny seksu dojrzałego obejmują strukturę potrzeb seksualnych, typy aktywności seksualnej, więzi partnerskiej, podtrzymywanie atrakcyjności współżycia. Tym zagadnieniom będzie poświęcona właśnie ta część pracy. POTRZEBY SEKSUALNE Struktura potrzeb seksualnych w wieku dojrzałym zmienia się w porównaniu z wiekiem dojrzewania, młodzieńczym. W młodości u wielu mężczyzn potrzeby seksualne były wyrazem presji biologii (potrzeba rozładowania napięcia seksualnego), trudności w opanowaniu podniecenia, wypływały z chęci sprawdzenia własnej męskości w sensie ilościowym, natomiast u wielu kobiet wiązały się z nastrojowością, 38 ciekawością, uczuciem wobec partnera (potrzeba oddania się), chociaż biologiczna presja tych potrzeb mogła być słaba, a sama kobieta nie była jeszcze rozbudzona seksualnie. W wieku dojrzałym struktura potrzeb seksualnych ujawnia duże zróżnicowanie oraz charakterystyczną odmienność płci. Potrzeby seksualne obejmują: zaspokojenie potrzeby przyjemności, równowagi służącej zdrowiu (odczuwany jest pozytywny wpływ współżycia na stan zdrowia, harmonię psychiczną, zadowolenie z życia) potwierdzanie swej męskokobiecej atrakcyjności, potrzebę więzi i bliskości z partnerem, miłości. ^Niekiedy współżycie seksualne służy potrzebom twórczego rozwoju osobowości. W przypadku rodzicielstwa współżycie seksualne w niektórych związkach nabiera nowego wymiaru - jednoczy partnerów w świadomości, iż seks przekracza granice ich osobowości, służąc przekazywaniu życia i powstawaniu nowej osoby. Ustabilizowany seksualnie i uczuciowo związek może wiązać się z przyzwyczajeniem w zaspokajaniu potrzeb seksualnych, które stają się codziennością podobną do innych czynności. Ma to swoje plusy, ale i minusy. Pozytywną stroną przyzwyczajenia seksualnego jest dostępność i łatwość zaspokajania potrzeb seksualnych, nawyk utrzymujący aktywność seksualną organizmu, cykliczność współżycia, korzystny jego wpływ na stan zdrowia, równowagi emocjonalnej. Negatywną natomiast stroną przyzwyczajenia seksualnego jest powstanie pewnej rutyny, zmniejszenie atrakcyjności - zwłaszcza w tańcu godowym, czyli zachowaniach adoracyjnych. Współżycie traci swoją odświętność, fascynację, a po pewnym czasie może wymagać dopingu, aby utrzymać aktywność seksualną. Takim dopingiem staje się np. pornografia, wyobraźnia erotyczna, podstawienie innej osoby w fantazjach towarzyszących aktowi. Potrzeby seksualne w jednym związku charakteryzują się cyklicznością, w innym stałością, w jeszcze innym dominują fazy przypływu i odpływu. Zdarza się również, iż ujawnia się rozbieżność między partnerami. Na przykład współżycie dla jednej osoby stale wyraża te same potrzeby i jest w pełni satysfakcjonujące, natomiast partner odczuwa potrzebę jego urozmaicenia, jakiejś nowości, przełamania rutynowej codzienności. Druga osoba tego typu oczekiwania może rozumieć i wyjść im naprzeciw, ale zdarza się, iż traktuje je nieufnie lub odrzuca i w tym związku pojawia się kryzys więzi seksualnej. Istnieje również pewna specyficzna odmienność płci, która sprowadza się do typowej prawidłowości: w młodych stażem związkach partnerów przeważnie dominują potrzeby seksualne mężczyzny, a kobieta jest mało rozbudzona, natomiast w 10Ś15 lat później sytuacja w tym związku staje się odwrotna. Nie jest to powszechnie obowiązująca reguła, a jedynie statystyczna prawidłowość. Różnie można ją tłumaczyć: zmianami w układzie hormonalnym, stopniowym rozwojem poczucia bezpieczeństwa u kobiety, wyuczaniem odruchów seksual-39 nych, zaprogramowaniem genetycznym itp. Stwarza to jednak problem często spotykanej rozbieżności potrzeb seksualnych partnerów. Inny rodzaj odmienności płci, to zmiana postaw wobec seksu. U wielu kobiet często się spotyka ewolucję z nastawienia uczuciowego, romantycznego wobec współżycia do prozaicznego, bardziej biologicznego. O ile dawniej kobieta oczekiwała czułych słów, nastroju, kwiatów itp. w scenerii współżycia, o tyle w wieku dojrzałym oczekuje sprawności seksualnej u partnera i zaspokajania jej potrzeb, z jednoczesnym zredukowaniem pieszczot wstępnych. U mężczyzn natomiast jego młodzieńczy seks ,,sportowy" ewoluje w stronę bogatszej ars amandi i oczekiwania wzrostu aktywności seksualnej partnerki; spada również zainteresowanie seksem do poziomu innego hobby czy zainteresowania, np. zawodowego. Partnerzy nie zawsze znają kierunek tej ewolucji, a ujawnia się ona w snach i fantazjach seksualnych, selekcji lektur na tematy seksualne. Kierunki ewolucji potrzeb seksualnych zależne są m.in. od temperamentów partnerów, ich osobowości, ars amandi, więzi uczuciowej, miłości. W jednych związkach struktura potrzeb seksualnych w wieku dojrzałym staje się zatem bardzo bogata, zróżnicowana, a w innych ubożeje, będąc sprowadzana do wymiaru czysto biologicznego. Ewolucja potrzeb seksualnych zależy również od drugiego partnera, zwłaszcza od tego bardziej dominującego. Zdarza się zatem, że wpływa on na akceptację np. wymiany partnerów, seksu grupowego, kształtując w ten sposób potrzeby orgiastyczne u drugiego partnera. Inny natomiast partner potrafi ukierunkować ewolucję w odwrotnym kierunku i wygasić potrzeby orgiasłyczne na rzecz więziotwórczych, uczuciowych. Patrząc wstecz każdy człowiek będący w wieku dojrzałym potrafi sobie odpowiedzieć na pytanie - na ile w sferze seksu się zmienił, w jaką stronę przebiegała jego ewolucja, czy bardziej akceptuje siebie w wydaniu młodzieńczym, czy bardziej w wydaniu dojrzałym. U wielu osób istnieje konfrontacja potrzeb seksualnych z systemem normatywnym. Zdarza się np., że są odrzucane normy i zasady religijne dotyczące spraw seksu. Pojawia się również i konfrontacja z postawami wobec seksu u własnych dzieci. Patrząc z perspektywy czasu można uznać, że należało inaczej postępować i wówczas rzutuje się na dzieci własne problemy w tym zakresie. W wielu związkach dopiero w wieku dojrzałym można ocenić stopień przystosowania seksualnego, temperamenty seksualne. Dopiero wówczas może się okazać, czy partnerzy pod tym względem dobrali się jak w korcu maku, czy też mają odmienne natury i temperamenty. PRAWO DZIOBANIA" W SEKSIE Odpowiedniki wielu zachowań seksualnych człowieka można znaleźć w świecie przyrody i chyba nie ma w tym niczego dzwnego skoro ewolucja świata obejmuje około 2 miliardy lat a ewoluOa kultury kilkadziesiąt tysięcy lat. Wspomniane P,^'"^3^3^23uważalne w rytuale pocałunku, pieszczot, zachowania godowego, urządzenia gniazdadomu, modeli mono i poligamu, a także w wychowaniupotomstwa, w rytuale zabaw itp. W zasadzie dotąd nie wiemy, Fak głff^ie jest tkwiące w nas dziedzictwo świata przyrody i!e podświadomych mechanizmów tkwi w bardzo odieg e) przeszłość,. trudno również niekiedy przeprowadzać linię demarkacy^ą między otrzymanym dziedzictwem a światem specyficznie ludzkim. Istnieje 41 również pojęcie ewolucji jednostki jako takiej, czyli formowanie przez nią samą przestrzeni kultury we własnym JA, świata wartości egzystencjalnych. Wspomniane fenomeny potrafią nadać zachowaniom seksualnym inny wymiar i można wówczas powiedzieć, że mają one charakter osobowy. Warto zwrócić uwagę na pewien określony mechanizm zachowań seksualnych niektórych ludzi wiążący się z ,,prawem dziobania", czyli z zasadą hierarchii. W życiu społecznym niektórych gatunków miejsce w hierarchii społecznej wiąże się z prawem posiadania partnerów oraz specyfiką ich seksualnej dominacji. Na przykład samiec A - zajmujący o kilka szczebli wyższą pozycję od samca B - może korzystać z większej liczby partnerek seksualnych, które okazują mu swoją uległość, kokietują go i rywalizują między sobą o jego względy. Nie jest to bynajmniej mechanizm typowy dla wszystkich społeczności świata zwierzęcego, ale dość powszechny i zauważalny. Zapewne u podstaw tego mechanizmu nie tkwi zasada przyjemności seksualnej lub zasada rekompensaty trudów związanych z miejscem w hierarchii, a raczej m.in. interesy gniazda, doboru genetycznego, zdrowia populacji, przystosowania itd. Trudno natomiast wypowiedzieć się, w jakim stopniu mogą tu odgrywać rolę względy prestiżu, potrzeby awansu w hierarchii itp. "Prawo dziobania" w społeczności ludzkiej występuje nie u wszystkich, ale jest na tyle zauważalne, że warto mu przyjrzeć się bliżej. Z jednej strony można je również tłumaczyć mechanizmem etologicznym, czyli podświadomą potrzebą założenia gniazda, doboru genetycznego, przystosowania. Jednakże zachowania kokieteryjnouległe wobec osób znajdujących się wyżej w hierarchii prestiżu seksualnego ujawniają jeszcze wiele innych podświadomych i świadomych potrzeb. Należą do nich: potrzeba zyskania znaczenia i awansu, zaspokojenia świata marzeń, oczekiwań. Przykładem może być dość często spotykany mit Kopciuszka, czyli oczekiwanie na księcia z bajki, który pozwoli przenieść się w wymarzony i upragniony świat Olimpu społecznego. Można również mówić o znaczeniu rywalizacji i walki o partnera znajdującego się wyżej w hierarchii seksualnej, dopingującego do wysiłku w celu uzyskania jego względów. Nie zamierzam tu rozwodzić się nad wszystkimi możliwymi przyczynami powstania tego typu mechanizmu zachowań, można by bowiem sięgać aż do struktury życia rodzinnego i miejsca w niej danej osoby, odczuwającej potrzebę wspinania się coraz wyżej, robienia tzw. kariery, którą można przecież robić i przez przysłowiowe łóżko. Istnieją również uwarunkowania społeczne. Każde społeczeństwo i kultura ma swój Olimp, czyli czarowny upragniony świat, do którego pragnie się dostać. Kiedyś Olimpem była arystokracja, jest nim świat biznesu, aktorski itd. Bycie w tym gronie dawało niejako automatycznie wyższe miejsce w hierarchii seksualnej. Co jeszcze, poza przynależnością do Olimpu danej społeczności, 42 należy do hierarchii seksualnej? Niewątpliwie dobre miejsce daje atrakcyjność, aparycja, uroda. Wiele kobiet np. zrobiło zawrotne kariery dzięki swej urodzie, wdziękowi. Wysokie miejsce daje również seksapil, sława, bogactwo, pozycja społeczna, dar uwodzicielski i związany z nim posmak sensacji. Gdyby dobrze się przyjrzeć wszystkim związkom pozamałżeńskim, ponownie zawieranym małżeństwom, to w wielu przypadkach moglibyśmy rozpoznać wspomniane ,,prawo dziobania", czyli okazanie kokieterii i uległości seksualnej wobec partnera stojącego wyżej w hierarchii od dotychczasowego. Seksuologa może interesować styl zachowań seksualnych danej osoby wobec partnera, który postrzegany jest jako atrakcyjniejszy od dotychczasowego, zapewniający awans i przesunięcie się wzwyż w hierarchii. Mając np. możliwości porównania ars amandi danej kobiety w dotychczasowym i nowym związku dostrzega się kilka prawidłowości. Jedną z nich można nazwać: ,,pozwala na więcej". W poprzednim związku istniała pewna bariera dla pewnego rodzaju form pieszczot i np. nie dochodziło do pieszczot oralnogenitalnych, zmian w pozycjach współżycia. Tymczasem w nowym związku wspomniane pieszczoty i zmiany technik seksualnych stają się nie tylko dopuszczalne, ale istnieje gotowość przyjęcia każdej propozycji ze strony partnera. Co ciekawe, jeżeli nawet nowy związek okaże się przejściowy i nastąpi powrót do poprzedniego partnera, to również następuje powrót i do poprzedniego stylu ars amandi, chociaż nie dostarcza on już uprzedniego poziomu satysfakcji. Przykładem innej prawidłowości jest: ,,więcej się stara". W nowym związku powstaje większa mobilizacja do zaspokojenia potrzeb seksualnych partnera, a nawet potrzeba okazania się dla niego doskonałym i niezbędnym współpartnerem, l tak np. w poprzednim związku typowa była postawa oczekiwania aktywności ze strony partnera przy równoczesnej własnej bierności, tymczasem w nowym sytuacja diametralnie się zmienia, jeżeli takie wymagania ma partner. Co więcej, owo "więcej się stara" wynika nie tylko z chęci zyskania akceptacji, ale staje się wyrazem własnej przyjemności, potrzeby. Niekiedy tego rodzaju metamorfoza wzbudza uczucie zaskoczenia i stwierdzenie, iż nie poznaje się siebie, że jest się tak innym, co najczęściej przypisywane jest jakimś tam zaletom erotycznym nowego partnera, np.; "Bo on tak działa na mnie" itp. Istnienie wspomnianych wyżej prawidłowości może prowadzić do daleko idących zmian w zachowaniach seksualnych, a nawet do całkowitej zmiany postaw seksualnych. Akceptowane bywają i traktowane jako subiektywnie przyjemne nawet takie zachowania seksualne, które dotychczas były oceniane jako nieprawidłowe czy dewiacyjne. Spotykamy również kolejną prawidłowość: "silniej reaguje". Atrakcyjność nowego związku, staranie o akceptację ze strony partnera, poczucie zaspokojenia własnych potrzeb i oczekiwań mogą prowa-43 dzić do wzrostu natężenia reakcji seksualnych i wówczas to, co dotychczas działało przeciętnie silnie, teraz okazuje się działać nader ekscytująco, l tu równie często przypisuje się te odczucia oddziaływaniu osoby partnera, np.: "Wystarczy jego dotyk, a ja już czuję prądy w całym ciele". Zapewne zdarza się, że inny partner może działać znacznie bardziej podniecająco dzięki bioprądom seksualnym, wyższej fascynacji erotycznej, ale w tym przypadku chodzi mi o działanie będące konsekwencją wspomnianego "prawa dziobania". Należy również wspomnieć o jeszcze innej prawidłowości, jaką jest zmiana roli, i tak np. dana osoba, będąca w poprzednim związku dominująca, głosząca hasła feminizmu, partnerstwa itp., w nowym przyjmuje rolę uległą, podporządkowaną." Ponieważ nasz intelekt odznacza się dużą elastycznością, to i ta metamorfoza bywa uzasadniona, np.; "Dopiero przy nim poczułam się jak prawdziwa kobieta". Okazuje się zatem dość często, jak pozornie trwałe bywają nasze role w związkach uczuciowych i nasze samooceny. Z istoty "prawa dziobania" wynika uległość i podporządkowywanie się osobie znajdującej się wyżej w hierarchii seksualnej. Nie oznacza to bynajmniej, iż zmiana roli również jest niezmienna. Znane jest chociażby zjawisko mitu Pigmaliona, czyli obrośnięcie w piórka w nowym związku. Wyczuwany wzrost własnej pozycji u partnera może prowadzić do przyjęcia roli nadrzędnej wobec niego i z kolei "on jest dziobany". Niektóre osoby, przeskakujące dzięki kolejnym związkom na coraz wyższe poziomy Olimpu, potrafią kilkakrotnie zmieniać swoje role, a co za tym idzie wspomniane prawidłowości "pozwala na więcej", "więcej się stara", "silniej reaguje" dotyczą tylko kolejnego etapu, a wygasają w poprzednich. Czy jest kres tej drogi i jaki jest obraz ostateczny? Wszystko zależy od tego, na ile dany związek jest trwały, na ile zostały zaspokojone oczekiwania i dopiero wówczas rodzi się nieskrępowany już autentyzm. "Prawo dziobania" znajduje również swój naturalny kres z upływem wieku i uzyskaną rolą. Chociaż prawo' to nie należy do uniwersalnych prawidłowości związków między partnerami, pozwala jednak na wysunięcie pewnego wniosku ogólniejszej natury. W zasadzie jedynie związek oparty na bezinteresownej miłości, przyjaźni, więzi międzyosobowej pozwala zachować autentyzm zachowań seksualnych, w którym "pozwala na więcej"... "więcej się stara"... "silniej reaguje" należy do natury miłości i więzi erotycznej bez ukrytych podtekstów. W tego rodzaju związku partner dzięki miłości jest na szczycie hierarchii seksualnej i mówiąc zwyczajnie nie ma konkurencji, chociaż może nie należeć do Olimpu. 44 AKTYWNOŚĆ SEKSUALNA Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy poziom ich potrzeb seksualnych, częstotliwość współżycia, czas trwania stosunku mieszczą się w granicach normy, czy są podobne do jakiejś przeciętnej. W związkach, w których partnerzy różnią się potrzebami seksualnymi, często dochodzi do wzajemnego przekonywania o normalności własnych potrzeb i jako dowód służą przykłady z życia znajomych. W taki sposób niejedna kobieta potrafi udowodnić, że normalne jest współżycie raz w miesiącu, a niejeden mężczyzna, że kilka razy dziennie. Granice normy są bardzo szerokie i wyrażają pewne prawidłowości statystyczne. 45 Dla ilustracji przedstawię wyniki własnych badań przeprowadzonych na populacji 200 związków partnerskich, wylosowanych na zasadzie próby. Odczuwane potrzeby współżycia; 70% mężczyzn i 65% kobiet odczuwa potrzebę współżycia kilka razy w tygodniu; 18% mężczyzn i 6% kobiet codziennie; 24% kobiet i 12% mężczyzn potrzebuje 3Ś4 kontaktów miesięcznie. Natomiast kontakty rzadsze ujawniają jedynie te bsoby, które mają zaburzenia seksualne. Można zatem wyprowadzić wniosek, iż statystyczna norma mieści się od średnio jednego współżycia na tydzień do stosunków codziennych. Częstotliwość kontaktów seksualnych: 70% kobiet i mężczyzn współżyje kilka razy na tydzień, 22% mężczyzn i 24% kobiet jeden raz na tydzień, a codziennie - 4% kobiet i mężczyzn. Jeżeli porównamy te dane z powyższymi, to okazuje się, że u około 30% ludzi istnieje rozbieżność między oczekiwanym a realizowanym współżyciem seksualnym i to zarówno w stronę zbyt rzadkich, jak i zbyt częstych stosunków. 75% populacji utrzymuje regularne, ustabilizowane kontakty. Aktywność własna i partnera: 72% mężczyzn i 35% kobiet deklaruje potrzebę wzajemnej aktywności we współżyciu, natomiast 60% kobiet woli aktywność mężczyzny, a jedynie 14% mężczyzn własną. Istnieje zatem wyraźna rozbieżność między płciami co do oczekiwań aktywności. U kobiet dominuje raczej bierność lub odwzajemnianie pieszczot, natomiast u mężczyzn wyraźna jest potrzeba współaktywności; 6% kobiet woli własną aktywność, a 12% mężczyzn aktywność kobiety. Hierarchia bodźców seksualnych; U kobiet istnieje następująca hierarchia oczekiwanych bodźców seksualnych: pieszczoty ciała, pobudzanie łechtaczki, ruchy frykcyjne w pochwie, a do rzadziej ujawnianych należą oralizm, wytrysk w pochwie. U mężczy.zn natomiast na pierwszym miejscu atrakcyjności jest sam stosunek, dalej wytrysk w pochwie, pieszczoty narządów płciowych, oralizm, natomiast na bardziej odległym miejscu jest pobudzanie łechtaczki i pieszczoty ciała. Ujawnia się zatem wyraźna rozbieżność między partnerami, co zresztą wiąże się z często spotykanymi rozczarowaniami seksualnymi u wielu kobiet, gdyż ich pierwszoplanowe potrzeby u partnerów są na dalszym miejscu w hierarchii. Można stwierdzić, iż wielu mężczyzn nadal pomija stymulację najbardziej optymalną z punktu widzenia seksualności kobiety. Natomiast w przypadku mężczyzn frustracja w tej sferze ma mniejszy zasięg. Pozycje współżycia: Zdecydowanie najbardziej popularna jest pozycja klasyczna, którą stosuje 70% badanych. U kobiet na drugim miejscu popularności jest pozycja boczna z twarzami do siebie, dalej tzw. na jeźdźca, odwrotna, natomiast do najmniej lubianych należą pozycja stojąca i od tyłu. U mężczyzn na drugim miejscu popular-46 ności jest pozycja odwrotna (kobieta na mężczyźnie), boczna, na jeźdźca. Jak więc widać, rozbieżność między płciami jest mała. Hierarchia pozycji współżycia jest zupełnie odmienna w związkach przypadkowych; w nich najmniej atrakcyjna jest klasyczna, natomiast chętnie się ją zmienia, np. na boczną, od tyłu, odwrotną; częsty jest również oralizm. Można z tego wyciągnąć wniosek, iż w małżeństwie dominuje tradycja, a w związkach pozamałźeńskich swoboda w wyborze pozycji. Ma to jednak pewne znaczenie dla trwałości i atrakcyjności więzi partnerskiej - w przypadku małżeństw z urozmaiconym życiem seksualnym i rożnymi pozycjami są one wyższe. Czas trwania stosunku: Około 10% związków ma stosunek trwający do 3 minut; 55% do 10 minut, a 35% powyżej 10 minut; w tym ostatnim przypadku sprzyja to większej atrakcyjności współżycia u kobiet. Wiele badań ankietowych i eksperymentalnych wskazuje na fakt, iż dłuższy czas pieszczot wstępnych i stosunku sprzyja wyższemu poziomowi satysfakcji seksualnej i przeżyciu orgazmu u kobiet. Nie jest to jednak obowiązującą regułą, część kobiet osiąga bowiem orgazm szybko i nawet bez gry wstępnej. W trakcie współżycia część kobiet onanizuje się (w przebiegu stosunku lub po jego zakończeniu). Dotyczy to kobiet, które mają typ orgazmu wyzwalanego przez stymulację łechtaczki i w tych przypadkach albo partner jej nie pobudza lub pobudza niewystarczająco. Innym powodem samopobudzania jest zbyt krótki czas trwania kontaktu i rozbudzona kobieta dąży do orgazmu wyręczając w tym swego partnera. Te kobiety częściej ujawniają od innych rozczarowanie więzią seksualną w związku. Ogólnie rzecz biorąc zdecydowanie więcej kobiet w porównaniu z mężczyznami skarży się na rozczarowania we współżyciu, niedostatek miłości ze strony partnera i jego starań o atrakcyjność w ars amandi. Te skargi mogą wyrażać poczucie, iż w seksie stać je na więcej, a z winy partnera nie mogą tego osiągnąć, ale mogą również wynikać z oczekiwań wzbudzonych przez lektury, koleżanki. U kobiet częstsze niż u mężczyzn są wahania potrzeby współżycia, zainteresowania nim i skali przeżyć seksualnych, co wynika z ich struktury emocjonalnej. U mężczyzn natomiast większa jest stałość częstotliwości współżycia, sprawności seksualnej, ale za to stopniowo opada ona aż do andropauzy. Wyraźnie też mniejszy jest wpływ przeżyć emocjonalnych. Inaczej mówiąc, wielu mężczyzn jest w stanie mieć udane współżycie po denerwującej rozmowie, kłótni, a dla wielu kobiet jest to niemożliwe aż do załagodzenia konfliktu i rozbudzenia w nich dobrego nastroju. Porównania między kolejnymi generacjami wskazują, iż we współczesnym pokoleniu większy jest zakres częstotliwości współżycia, form 47 stymulacji seksualnej, zdolności osiągania orgazmu przez kobieły, bardziej urozmaicone współżycie (zwłaszcza w zakresie technik, pozycji, oralizmu). Zapewne jest to m.in. efektem przemian obyczajowych. Mówiąc o aktywnos'ci seksualnej należy również wspomnieć o jej zmianie w miarę upływu wieku. Z poniższego wykresu wynika, że zmniejszenie średniej częstotliwości współżycia jest stopniowe i w okresie przekwitania ulega stabilizacji. Należy jednak pamiętać o tym że wykres ilustruje przeciętną statystyczną tendencję, natomiast w wie lu związkach częstotliwość ta może przebiegać zupełnie inaczej. l3 S o |2 o (O ar N J u 1 18-24 25-34 35-44 Wiek 45-54 55 i więcej AKTYWNOŚĆ MĘŻCZYZNY ŚŚi Aktywność seksualna mężczyzny uwarunkowana jest różnymi czynnikami: temperamentem seksualnym, atrakcyjnością partnerki, własnymi potrzebami psychicznymi, obrazem męskości, sytuacją. Przyjrzyjmy się temu bliżej na przykładzie tabeli ze str. 50. Widać jak bardzo wszystkie te grupy różnią się między sobą, z tym że grupa kontrolna i grupa alkoholików były zbliżone wiekiem, natomiast grupa narkomanów mieściła się w wieku do 25 lat. Można zatem powiedzieć, iż u mężczyzn w stosunkowo małym stopniu aktywność seksualna jest uwarunkowana modelem dominacji seksualnej mężczyzny. Wyraźnie ten model jest w zaniku, a w młodej populacji prawie nie istnieje. Mężczyźni z grupy kontrolnej odczuwają potrzebę wzajemnej aktywności seksualnej, wiążącą się ze strukturą ich potrzeb psychicznych, zwłaszcza potrzebą partnerstwa. Postawa ta jest wyrazem upowszechniającego się modelu partnerskiej współodpowiedzialności za współżycie. W przypadku mężczyzn mających problemy seksualne w wyniku uzależnień lub chorób rosną oczekiwania na pomoc ze strony partnerki. Pojawia się również nowe zjawisko - wzrost oczekiwań na aktywność ze strony partnerki w młodych populacjach mężczyzn. Dotyczy to zwłaszcza tych partnerów, którzy wobec partnerki przyjmują postawę dziecka, które mają im zatem matkować i w sytuacjach łóżkowych. Istnieje wiele nieporozumień co do granicy możliwości aktywności seksualnej płci. Zrozumiałe, iż kobiecie przypisuje się brak takiej granicy, z racji bowiem swej budowy ,,zawsze może". Nie jest to zresztą prawdą, każda bowiem kobieta ma swoją subiektywną granicę wytrzymałości i tak np. dla jednej 1 stosunek jest wystarczający i nie jest w stanie odbyć następnego, a dla drugiej nie ma proolemu i z 20 stosunkami w jednym dniu. Można jednak założyć, iż u typowej kobiety zdolność odbycia kilkakrotnych stosunków dziennie jest realna, aczkolwiek nie muszą się one wiązać z orgazmami. W przypadku mężczyzn istnieje wyraźny spadek aktywności (zwanej 4 - Seks dojrzały 49 Tabelo 1 Aktywność seksualna mężczyzny Grupa Alkoholicy Narkomani kontrolna (%) Wo) (°/o) Ulubiona forma aktywności: własna aktywność 15 7 14 aktywność kobiety 30 64 12 wzajemna aktywność 55 29 74 Uwarunkowania typu aktyw ności : temperament seksualny (poziom libido), sprawność 30 62 6 atrakcyjność partnerki 4 2 10 własne potrzeby psychiczne 5 6 70 obraz męskości 15 1 12 czynniki sytuacyjne 45 29 2 popularnie potencją) w miarę upływu wieku. O ile w młodości dany partner jest w słanie mieć kilka wytrysków, jeden po drugim, to w miarę upływu wieku możliwości zmniejszają się, a partnerka jest w słanie wyczuć granicę możliwości u swego partnera, zatem wie, "ile razy on może". Niektóre kobiety wykorzystują znajomość tego faktu do swoistego zapobiegania ewentualnym zdradom ze strony mężczyzny. Polega to na tym, że doprowadzają go do granicy, jaką jest wyczerpanie, zmęczenie. Jest to jednak dość naiwna postawa, gdyż w kontakcie z daną kobietą mężczyzna potrafi dojść do nieprzekraczalnej granicy zmęczenia, ale wkrótce jest w słanie odbyć udany stosunek z inną kobietą. Tego typu zdolność jest wyraźna w seksie grupowym, w którym średnia aktywność danego mężczyzny jest wyższa niż w kontaktach z jedną partnerką. Aktywność seksualna mężczyzny obejmuje również zainteresowanie osobą partnerki, ars amandi. Można powiedzieć, iż zachowanie mężczyzn w czasie całego współżycia, we wszystkich jego fazach, jest wyrazem nie tylko jego kultury, znajon.ości ars amandi, ale i czułym testem uczuć wobec kobiety i postaw wobec nrej. Z tego zachowania można wyciągnąć znacznie więcej trafnych wniosków niż z deklaracji słownych. Należy tu jednak wprowadzić taryfy usprawiedliwiające mężczyzn. Po pierwsze wielu z nich ujawnia w życiu seksualnym nieporadność, skrępowanie, zahamowanie, wynikające z wychowania i to niezależnie od upływu wieku. Po drugie wielu mężczyzn we współżyciu seksualnym koncentruje się jedynie na dotyku, a pomija kontakt słowny. Między partnerami nie ma wymiany informacji, zatem optymalna ars amandi jest często trudna do stworzenia. W wielu związkach partnerskich w miarę upływu wieku maleje aktywność seksualna mężczyzny, a wzrasta jego oczekiwanie na wzrost aktywności i pomoc ze strony partnerki. Proces ten wynika z biologicznego spadku libido (wpływ wieku, a zwłaszcza chorób, alkoholu, palenia, braku troski o higienę i sport). Wiąże się z tym stwierdzone w wielu krajach zjawisko rosnącej patologii zdrowia mężczyzn. Dla wielu mężczyzn świadomość spadku u siebie libido jest bolesnym doświadczeniem i zagraża poczuciu wartości męskiej. Im mniej dany mężczyzna ma poczucia seksu i osiągnięć na innych płaszczyznach życia, tym większa będzie jego frustracja seksualna. Jedynie część mężczyzn podchodzi do tych spraw z umiarem, dystansem i spokojem, akceptując siebie takimi, jakimi są. Leczenie czy porada mogą ta wprawdzie pomóc, ale w zakresie możliwym do stanu organizmu, np. nie można wrócić 50latkowi wigoru 20latka. Wiele frustracji i antyfeminizmu u mężczyzn powstaje właśnie w latach wieku dojrzałego przy odczuwanym spadku libido, istnieje bowiem poczucie zagrożenia, iż nie zaspokojona seksualnie partnerka zainteresuje się kimś innym. Zachowanie poczucia wartości męskiej zależy zatem również od postawy partnerki i przebiegu związku partnerskiego. 50 AKTYWNOŚĆ KOBIETY Wiele kobieł na początku więzi seksualnej z danym partnerem, a szczególnie w pierwszych w życiu kontaktach, nie wie, jak właściwie ma się zachowywać. Targają nimi różne potrzeby: sprawienia radości swemu partnerowi, własnej ekspresji seksualnej, wypadnięcia dobrze, chęć dobrego zaprezentowania się. Nieraz nie wiedzą, czy ujawnienie jakiejś własnej aktywności nie obróci się przeciw nim, może bowiem partner uzna, że są wyrafinowane i zbył doświadczone. Inne są zablokowane lękiem, że zostaną ocenione jako prowincjuszki i staromodne w tej dziedzinie. Jeżeli uważają, że partner jest bardzo doświadczony, obawiają się porównania z poprzednimi jego partnerkami i rośnie zagrożenie. Często pomaga kobiecie w tym wszystkim właściwa jej naturze intuicja i improwizowanie w trakcie zbliżenia, ale nie wszyscy są obdarzeni intuicją. Dla innych wyjściem z sytuacji jest szukanie porad w lekturach, modelu techniki seksualnej. Wolne od potrzeby określania takiej lub innej własnej aktywności seksualnej są jedynie te kobiety, które czują swą wysoką pozycję u mężczyzny, wiedzą, że są adorowane, zdobywane. Wystarcza wówczas sam fakt zgody na zbliżenie, aby partner był usatysfakcjonowany. Jeżeli natomiast współżycie z partnerem jest traktowane na zasadzie partnerstwa lub potrzeby zdobycia mężczyzny, to sprawa komplikuje się. Wspomniana niejasność co do własnej aktywności seksualnej wzbudza skrępowanie, stan napięcia i postawę obserwowania reakcji partnera. W zasadzie można powiedzieć, że w pierwszych kontaktach seksualnych danej pary ujawnia się wzajemna postawa, zasada partnerstwa lub hierarchiczności (podporządkowania, dominacji); widać, kto kogo zdobywa, adoruje, komu na czym zależy w ars amandi. Narzucanie sobie powinności w życiu seksualnym nie sprzyja jednak jego harmonii i udanemu przebiegowi. Zamiast autentyzmu, relaksu, 52 radości pojawia się napięcie, obserwacja, odgadywanie życzeń, oczekiwań. W rozmowach w gabinecie mogłem się nieraz przekonać, jak często obie strony potrafią rozwiązać sobie ten problem jeszcze przed nawiązaniem kontaktów seksualnych. Jedni milczą i niczego sobie nie przekazują, licząc na to, że samo wyjdzie, i tak już pozostaje. Młodsi wiekiem nieraz podsuwają sobie lektury lub wprost mówią o swych oczekiwaniach, upodobaniach lub też kierują aktywnością partnera, np. kładą jego dłoń na piersiach, narządach płciowych i mimicznie dają wyraz swym odczuciom. Stosunkowo rzadką, chociaż przyjemną formą, jest rozmowa figlarna, w której umiejętnie przekazuje się drugiej osobie swoje oczekiwania. Tego typu forma możliwa jest jednak u osób z dużą kulturą osobistą, zakresem słownictwa nie będącego ani żargonowym, ani medycznym. W przypadku gdy nie ma żadnych rozmów ani wymiany informacji, konieczne jest po prostu czekanie na przebieg kontaktów i nietraktowanie ich już od samego początku jako zadania do wykonania, wykazania się. 2ycie seksualne w końcu jest sztuką i dlatego wymaga czasu, cierpliwości, umiejętności rejestrowania i odczytywania wzajemnych sygnałów wynikających z zachowania partnerów. Nie jest natomiast dobrze, jeżeli narzuca się sobie jakąś grę, aktywność pod partnera. Należy pamiętać o tym, że druga osoba też wyczuwa naturalność lub sztuczność zachowań i może to mieć wpływ na ocenę partnerki. Wiele kobiet wstydzi się swej nieporadności seksualnej, inne natomiast zgrywają się na dziewicę, doświadczoną, ekstatycznie przeżywającą, lubiącą te rzeczy. Te gry wcześniej czy później zostaną rozszyfrowane i nie wpłyną pozytywnie na więź. Jednym z motywów gry seksualnej kobiet jest potrzeba zawarcia małżeństwa. Współżycie seksualne staje się narzędziem do realizacji tego celu. Dopiero po ślubie okazuje się, że ekscytujący seks był pozorem, maską, a rozczarowanie partnera jest oceniane negatywnie. Może również po ślubie zmniejszyć się motywacja do starań o radość ze współżycia z partnerem i zaczyna dominować własny interes, codzienność. Bądźmy zatem sobą, naturalni i autentyczni, nie stwarzajmy iluzji co do własnej osoby. l REAKCJE KOBIET WOBEC MĘSKIEJ FIZJOLOGII SEKSUALNEJ Dla mężczyzny atrakcyjność więseksualnej obejmuje rówzi nież postawy i reakcje partnerki wobec jego fizjologii seksualnej (erekcji, wytrysku). Wiele kobiet nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo to może być ważne dla harmonii psychicznej ich związku. W celu dokładniejszego omówienia tego zagadnienia pomijam oczekiwania męskie adresowane wobec partnerki, a które również prowokują ją do takich lub innych reakcji. W tradycyjnej obyczajowości seksualnej kobieta przyjmowała postawę bierną, oczekiwała pieszczot swego ciała, a źródłem satysfakcji seksualnej mężczyzny była jego sprawność we i współżyciu oraz fakt przeżycia orgazmu przez partnerkę. W partnerskim modelu więzi seksualnej obie strony są aktywne, dążą do osiągnięcia satysfakcji przez partnera, uatrakcyjnienia współżycia. Zrozumiałe zatem, że postawa partnerki wobec reakcji seksualnych partnera ma dla niego duże znaczenie i jest jednym z wyrazów uczucia do niego, oceny atrakcyjności jako mężczyzny. W początkach kontaktów seksualnych, np. w petłingu, wiele młodych kobiet poznając męskie ciało ujawnia sprzeczne postawy, np. ciekawości i niechęci, fascynacji i lęku; niektóre reagują szokiem na erekcję członka, obawiając się, że taki jest duży i dlatego może uszkodzić pochwę. Niekiedy tego typu lęk powoduje unikanie współżycia, pochwicę. Reakcja kobiety na erekcję i wytrysk mężczyzny jest wypadkową jej uczuć wobec niego, postaw wobec ciała i seksu, wyobraźni i postaw estetycznych. Nic zatem dziwnego, że wiele kobiet odczuwa nawet i w dojrzałym wieku sprzeczne uczucia, a niektóre nigdy nie wyzbędą się dystansu, a nawet i pewnego wstrętu wobec płciowości męskiej. Okazuje się, że wspomniane postawy kobiet często nie mają związku z ich przeżyciami seksualnymi, np. kobieta mająca orgazm może odczuwać niechęć do ciała partnera, a kobieta z anorgazmią fascynację itp. 54 Reakcje kobiet są zatem bardzo zróżnicowane i w zasadzie można je sprowadzić do kilku najczęściej występujących: Reakcje orgiastyczne Niektóre kobiety są tak dalece zafascynowane płciowością męską, że przyjmują one charakter zgoła fełyszu, pobudzają członek na wszelkie możliwe sposoby, jakie podsuwa wyobraźnia, wolą oralizm od innych form kontaktu, pragną kontaktu z nasieniem na całym swym ciele, podnieca je jego zapach, często również stosują spermatofagię (połykanie nasienia). Wspomniana fetyszyzacja prowadzi do tego, że nie tyle jest ważrfa osoba partnera co atrybuty jego męskości. Niekiedy zachowanie tych kobiet wzbudza paniczny lęk u partnera, obawia się on bowiem tak zapamiętałego podniecenia, połączonego z gryzieniem narządów i nie kończącej się stymulacji. Reakcje awersyjne U niektórych kobiet erekcja, a częściej wytrysk, wzbudzają uczucie wstrętu i np. współżycie kojarzy się im z zabrudzeniem - stąd potrzeba szybkiego mycia się; zapach nasienia przyprawia je o mdłości. Tego typu reakcje mogą być wyrazem odrzucania osoby partnera, ale bywają również wyrazem postawy wobec seksu (manicheizm, ukryły homoseksualizm), objawem nerwicy natręctw. Reakcje obojętne Reakcje tego typu były bardzo częste w starszych pokoleniach, wynikały z wychowania niechętnego wobec ciała i seksu, z narcyzmu kobiecego. Często towarzyszą oziębłości seksualnej kobiet, u innych są wynikiem braku wrażliwości pochwy na ruchy frykcyjne lub odczucie wytrysku. Przy okazji warto wspomnieć, iż około 60% nie czuje wytrysku w pochwie i to niezależnie od zdolności przeżywania orgazmu w trakcie stosunku. U wielu innych kobiet płciowość męska jest aseksualna, a we współżyciu koncentrują się na sobie; ta postawa ujawnia się również w reakcjach na porno - interesuje je to, co dotyczy kobiety. Reakcje ambiwalentne Odczucia sprzeczne, np. przyjemności i obrzydzenia, ciekawości i lęku, nie należą do rzadkości. Częstsze są u kobiet zaczynających życie seksualne, nawiązujących romans, ale występują również często u kobiet rygorystycznie wychowanych, a obdarzonych dużą zmysłowością. Reakcje pozytywne Reakcje tego typu obejmują szeroki zakres - od przyjemności do fascynacji, koniecznej do osiągania orgazmu. Są np. kobiety, które mogą przeżyć orgazm dopiero po odczuciu wytrysku u partnera. 55 W obecnej obyczajowości seksualnej coraz więcej kobiet odczuwa przyjemność w pieszczeniu narządów partnera, wyczuwaniu jego podniecenia, widzeniu erekcji, wytrysku. To wszystko jest dla nich ważnym bodźcem seksualnym i to niezależnie od poziomu zaangażowania uczuciowego. Reakcje pozytywne, jako prawidłowe, są wyraźnie efektem przemian obyczajowości seksualnej, która dowartościowała seks i ciało, są również konieczne dla partnerstwa w ars amandi i stanowią jeden z fundamentów kultury seksualnej. Szczególny swój wyraz i pełnię osiągają w miłości partnerskiej, kiedy cały partner jest akceptowany i kochany. W wielu dojrzałych stażem związkach reakcje pozytywne są u partnerów te same, powiązane z pewną figlarnością i poczuciem humoru. Dialogi erotyczne w tych związkach są finezyjnie zmysłowe i pogodne. Gdyby ujawnić prawdziwe przyczyny rozpadu wielu związków i nawiązania nowych przez mężczyzn, to okazałoby się, że często wynikały one z reakcji kobiet na ciało, płciowość mężczyzny. Reakcje pozytywne są zatem wyrazem nie tylko postawy wobec seksu i partnera, ale również mają znaczenie dla przyszłości związku, poczucia swej wartości przez mężczyznę i atrakcyjności partnerki w jej roli seksualnej. PIESZCZOTY CZŁONKA Zakres pieszczot partnerek wobec swoich partnerów jest bardziej ograniczony niż partnerów wobec nich. Z jednej strony można to tłumaczyć faktem inności psychofizjologii seksualnej płci, gdyż sfery erogenne kobiet są liczniejsze niż u mężczyzn; również potrzeby bodźców dotykowych są u nich większe. Nie oznacza to jednak, iż mężczyźni są pozbawieni podobnych potrzeb. Z drugiej strony natomiast istnieje jeszcze ciążenie tradycji kultury seksualnej, w której stroną aktywną był mężczyzna, a bierną kobieta. Jakkolwiek zmiany obyczajowe zaszły daleko, jednak w modelu współżycia seksualnego wielu związków nadal istnieje opór wobec pieszczot narządów płciowych mężczyzny, jakby były one jakimś tabu. Dla przykładu posłużę się wynikami badań 150 kobiet w wieku 17Ś45 lat, z różnym wykształceniem i pochodzących z różnych środowisk. Tego typu populacja nie jest bynajmniej obrazem całości, ale daje pewien pogląd na problem. Otóż na 150 współżyjących seksualnie kobiet - 55 nigdy nie pieści ani nie dotyka członka partnera. Wynika to z oporów, niechęci, braku takiej potrzeby; 42 kobiety ograniczają się do nieśmiałych pieszczot, tzn. poprzestają na samym dotknięciu członka, krótkim trzymaniu go w ręce lub jedynie wprowadzają go do pochwy przed stosunkiem. Wspomniane pieszczoty nie są dla nich źródłem przyjemnych odczuć. Podobnie jak w poprzedniej grupie członek partnera ma określoną rolę - jest źródłem doznań w stosunku i nic więcej. Obie grupy kobiet reagują też obojętnie na bodźce wzrokowe, dotyczące płciowości mężczyzny; jego nagość jest aseksualna. Niektóre kobiety (31) w ars amandi dotykają członka partnera i odwzajemniają pieszczoty oralnogenitalne, ale wspomniane formy pieszczot są dla nich potrzebą sprawienia przyjemności partne-57 rowi; im samym natomiast nie są potrzebne do wzrostu podniecenia: "Robią to, aby jemu zrobić przyjemność" - to typowy motyw aktywności w tej grupie. Natomiast 24 kobiety stosują zróżnicowane formy pieszczot narządów partnera: pobudzają ręcznie, zręcznie imitując stosunek; pieszczoty oralnogeniłalne sprawiają im przyjemność, potrafią w nich bardzo umiejętnie pobudzać żołądź członka. W przypadku zaburzeń erekcji lub w celu większego podniecenia partnera zręcznie pobudzają członek. Wspomniane pieszczoty są dla nich źródłem pozytywnych doznań i są potrzebne do uzyskania wzrostu podniecenia seksualnego. Analizując głębiej postawy kobiet wobec płciowości męskiej, potrzeby pieszczenia narządów płciowych partnera, można wyróżnić kilka częściej spotykanych: Członek partnera Jest aseksualny, jest źródłem niechęci, wstrętu lub też jest tabu dotykowym; istnieje wewnętrzna bariera uniemożliwiająca dotykanie i pieszczenie partnera, chociaż on sam jest akceptowany. W ars amandi uczucie zażenowania, wstydu i skrępowania utrudniają przyjęcie aktywnej postawy i istnieje zahamowanie wobec pieszczenia członka partnera. Ta postawa wynika z wychowania, pruderii. Poczucie powinności, obowiązku wobec partnera mobilizuje partnerkę do obdarzania go pieszczotami, jest odpowiedzią na jego oczekiwania i potrzeby oraz działaniem profilaktycznym, aby nie poszedł do innej. Potrzeba zrobienia przyjemności swemu partnerowi, poświęcenia się dla niego staje się źródłem własnej przyjemności nie tyle seksualnej, co uczuciowej. Naturalna współaktywność w ars amandi, pieszczenie partnera, jest wyrazem własnych potrzeb, fascynacji płciowością partnera, jest jednym z bodźców seksualnych potęgujących stan podniecenia. Tego typu postawa występuje w związkach dobrze przystosowanych, wzajemnie się akceptujących. Pieszczoty członka partnera mogą być objawem erotomanii i wówczas są źródłem podniecenia seksualnego. Nie tyle osoba partnera, co jego budowa jest bodźcem seksualnym. Druga możliwość to kult falliczny, czyli prościej mówiąc, niektóre kobiety są jakby niewolnicami członka, pieszczoty stają się wyrazem hołdu płciowości męskiej i własnego poddaństwa. Z innych badań wynika, że większość kobiet stopniowo dojrzewa do współaktywności seksualnej i darzenia partnera pieszczotami. W przystosowanym związku, w którym istnieje dobra więź uczuciowa i erotyczna, narasta akceptacja płciowości partnera i wówczas darze",. go »sp,n,n,.ny., P^^^r^.^pS ^r'p'0^: ^^^"^"r^ r.i.ć b,.k ł.ki.j poł'"b». ^""'.•^"^"Sgip^iły^ims.k^In^^^^^^^ ne partnerki. 58 ZACHOWANIA MASTURBACYJNE Badania dotyczące zachowań masturbacyjnych (przyczyny, częstość i forma, towarzysząca fantazja, uczucie) są co pewien czas przeprowadzane w różnych krajach w celu uzyskania danych co do ich ewolucji. Z różnych raportów socjoseksuologicznych jednoznacznie wynika, że masturbacja jest zjawiskiem powszechnym, staje się coraz częstsza u dziewcząt; wewnętrzne konflikty na tym tle są coraz rzadsze. Istnieje jednak pewien margines zachowań masturbacyjnych, który ujawnia związek z rozwojem dewiacji, tzn. wyobrażenia różnych patologicznych lub dewiacyjnych zachowań seksualnych w trakcie masturbacji mogą się utrwalić i przerodzić w trwałą tendencję. W Polsce były również przeprowadzane tego typu badania, najbardziej dokładne (na dużej populacji) przeprowadził A. Jaczewski. 60 Obecnie przedstawiam własne badania, przeprowadzone w latach 1981Ś1984 na terenie Warszawy na populacji 800 osób. Tabelo 2 Zachowania masturbocyjneMężczyźni (odsełki)Kobiety (odsetki) Przyczyna rozpoczęcia masturbacji:4,01,0 podpatrzenie35,04,0 rówieśnicy12,09,0 publikatory49,086,0 samoistnie Fantazje towarzyszce masturbacji: brak, czynność mechaniczna7,0 72,05,0 17,0 dotyczqce drugiej ptci dotyczące obu ptci dotyczące własnej ptci16,0 5,041,0 37,0 Uczucia towarzyszące masturbacji: poczucie winy, czegoś złego zadowolenie i akceptacja11,0 73,0 16,031,0 69,0 0,0 obojętność Same wyniki niewiele jeszcze mówią, dopiero ich powiązanie z wieloma innymi danymi, które były uzyskane w tych badaniach, pozwalają je zinterpretować. Okazuje się, iż u dziewcząt źródłem rozpoczęcia masturbacji były potrzeby seksualne, najczęściej związane z wyobrażaniem sobie scen intymnych z kimś bliskim lub wyimaginowanym. Inaczej mówiąc, masturbacja jest czynnością zastępczą wobec braku współżycia seksualnego, wyobrażaniem sobie jego przebiegu. Natomiast w przypadku młodych mężczyzn poza powyższym motywem istnieje inny, równie częsty - zachęta ze strony rówieśników, l w tym drugim przypadku mamy do czynienia z wieloma wariantami motywacji. Jedni robią to z naśladownictwa, chcą czuć się wtajemniczeni, dorośli, inni ujawniają ukryte tendencje homoseksualne lub też są prowokowani przez osoby mające takie tendencje; dla wielu osób ta forma masturbacji jest początkiem rozwoju orientacji homoseksualnej. Uderza nowe zjawisko - podobna częstość masturbacji u obu płci, wynikająca z erotycznego działania publikatorów (najczęściej fotografie aktów, rysunki, teksty opisujące fizjologię współżycia). Niekiedy kryje się w tym reakcja na wydawnictwa pornograficzne. W krajach, w których tego typu wydawnictwa są dostępne, tego rodzaju start do masturbacji jest znacznie częstszy. Istnieje jednak jakościowa różnica między wpływem publikatorów a pornografią. W przypadku publikatorów dostarczają one materiału dla wyobraźni dotyczącej 61 współżycia seksualnego, nałomiasł pornografia dostarcza modelu kontaktów seksualnych z silnym ukierunkowaniem na sam seks, technikę stymulacji seksualnej, instrumentalne traktowanie ciała drugiej osoby. Fantazje dotyczące drugiej płci w wyobraźni towarzyszącej masturbacji są zdecydowanie częstsze u mężczyzn. Fantazje te obejmują c;ało kobiety, jej narządy płciowe, zachowanie, nagość - są zatem wyrazem potrzeb wzrokowej stymulacji, dość zresztą typowej u mężczyzn. W przypadku kobiet najbardziej typowe są fantazje dotyczące kontaktu seksualnego obu płci oraz własnej płci. W pierwszym przypadku najczęściej wyobrażana jest scena intymna, sceneria kontaktu seksualnego, z towarzyszącym temu nastrojem podniecenia, mniej natomiast jest lub wcale nie ma - ukierunkowania na fizjologię, narządy. Natomiast w fantazjach dotyczących własnej płci kryją się tendencje narcystyczne lub homoseksualne. Poczucie winy wynikające z masturbowania się, przekonanie, że te coś nienormalnego jest obecnie coraz rzadsze, ale występuje częściej u kobiet - blisko '/3 z nich ma takie odczucia. Wynika to z wychowania, poczucia wstydu, zażenowania oraz lęku, iż masturDacja może stwarzać utrudnienie dla przyszłego współżycia. U obu płc. przeważa akceptacja tej formy realizacji potrzeb seksualnych oraz poczucie zadowolenia, przyjemności. W przypadku mężczyzn 16% odczuwa obojętność w trakcie masturbacji, a ona sama jest zwykłą czynnością mechaniczną dla zdrowia. Tego typu zachowanie wiąże się później z podobnym traktowaniem współżycia, które ma służyć zdrowiu, wyładowaniu się, niezależnie od osoby partnerki. Powyższe badania potwierdzają zatem stwierdzenie, iż różne są źródła, formy i następstwa masturbacji, której nie można traktować jedynie jako formy zastępczej. Ponadto widoczna jest inność psychoseksualna płci, która najpełniej ujawnia się w późniejszym życiu seksualnym. Przeprowadzone badania nie ujawniły natomiast związku między samym faktem masturbacji a późniejszym udanym lub nieudanym życiem seksualnym. Zdarza się natomiast, zwłaszcza u mężczyzn, że wiążą oni aktualne problemy w życiu seksualnym z masturbacją w wieku młodzieńczym (tzw. kompleks onanisłyczny), dzięki temu znajdują oni pozornie prawdziwą przyczynę swych niepowodzeń. Piszę pozornie, gdyż w zdecydowanej większości przypadków nie ma takich związków. Negatywne następstwa masturbacji ujawniają się wówczas, gdy towarzyszyły jej: nadmiernie rozbudowana wyobraźnia (np. drobiazgowe wizje kontaktu, dokładny scenariusz zachowania drugiej osoby), wyobraźnia typu dewiacyjnego lub orgiastycznego (zaczerpnięta z pornografii) lub też zachowania masturbacyjne o charakterze jawnie lub skrycie homoseksualnym. Zachowania masturbacyjne są częste i w wieku dojrzałym. Mogą one stanowić formę zastępczą zaspokajania potrzeb seksualnych, np. w przypadkach dłuższej nieobecności partnera, ciąży partnerki, koniecznej abstynencji w wyniku choroby partnera, trwałego uszkodzenia jego zdolności współżycia (np. mężczyzna po urazie kręgosłupa), w braku partnera. Innym źródłem zachowań masturbacyjnych jest rozczarowanie więzią seksualną lub osiąganie wyższej satysfakcji w masturbacji w porównaniu ze wspóżyciem. Zdarza się również, że masturbacja traktowana jest leczniczo, np. mężczyzna zaniepokojony zaburzeniami wzwodu członka sprawdza jego reaktywność w ręcznej stymulacji itp. Zachowania masturbacyjne u partnerów mających kontakty seksualne dość często spełniają rolę uzupełniającą. W przypadku mężczyzn potrzeba masturbacji może wynikać z faktu, iż partnerzy mają zbyt rzadkie (jak na jego oczekiwania) stosunki, masturbacja wyrównuje zatem potrzeby ilościowe. Innym przykładem uzupełniającej masturbacji jest niezdolność osiągnięcia wytrysku w trakcie stosunku w przypadku uczucia nadmiernego luzu (zmiany poporodowe, nadmierne lubricałio, szeroka pochwa i wąski członek). W tych wypadkach po stosunku, w którym nie doszło do wytrysku, masturbacja służy uzupełnieniu stosunku przez silniejsze bodźce dotykowe; w wielu związkach partnerka pomaga partnerowi w osiągnięciu wytrysku przez ręczną stymulację, ale nie wszystkie kobiety mają tego typu gotowość. W przypadku kobiet uzupełniająca masturbacja najczęściej wynika z faktu, iż partner zbyt krótko lub nieumiejętnie pobudzał łechtaczkę i dlatego po zakończeniu stosunku utrzymujący się wysoki poziom podniecenia skłania je do uzupełnienia współżycia przez samopobudzanie. Jest to bardzo częste zjawisko i ruchy feministyczne wysuwają hasło samowystarczalności seksualnej kobiety, głosząc pogląd o wyższości orgazmu osiąganego w ten sposób w porównaniu ze stosunkiem. W niektórych związkach istnieje zjawisko wzajemnej masturbacji, kiedy partnerzy wyżej sobie cenią ręczną stymulację od stosunku. Niekiedy masturbacja jest wyrazem negacji i walki z partnerem, np. partner nie zgadza się na współżycie i dosłownie na oczach drugiego doprowadza się do orgazmu przez samopobudzanie; oznacza to ujawnienie postawy: Nie jesteś niezbędna, wolę być samowystarczalny. Zachowania masturbacyjne w wieku dojrzałym mają zatem różne znaczenia, nie należą do rzadkich i bywają wyrazem nieprzystosowania seksualnego partnerów lub walki między nimi. ORGAZM W wieku dojrzałym ogólne prawidłowości orgazmu są podobne do opisanych w innej mojej książce ("Seks partnerski"). Istnieją jednak i pewne charakterystyczne ewolucje oraz zmiany, którym będzie poświęcony ten .rozdział książki. U kobiet w wieku dojrzałym dochodzi do rozkwitu zdolności orgazmicznych i skrócenia czasu koniecznego do wywołania orgazmu. Kobieta zaczyna dochodzić do poznania swoich możliwości w tym zakresie. Okazuje się np., iż dysponuje zdolnością przeżywania orgazmu bardziej intensywnego w doznaniach, częstszego, niekiedy powstają i nowe drogi jego wyzwalania, np. przez wiele lat osiągała orgazm jedynie w wyniku stymulacji zewnętrznej, a teraz potrafi osiągnąć go również w wyniku stosunku. U wielu kobiet orgazm 64 może również powstać w wyniku ręcznego pobudzania sklepienia pochwy i okazuje się, że sposób ten bardziej satysfakcjonuje w porównaniu do innych form stymulacji. Wiele kobiet doświadcza atrakcyjności własnego seksu i jego dużych możliwości, niektóre potrafią przeżywać wielokrotny orgazm, inne o bardzo wysokim Dpziomie doznań. Potwierdza się znana zresztą prawidłowość, iż orgazm u kobiet jest zjawiskiem wyuczonym, a zakres tego wyuczenia potrafi być bardzo różny, zależnie od temperamentu seksualnego kobiety, bogactwa form ars amandi, atrakcyjności osoby partnera, poziomu więzi uczuciowej w tym związku, wzajemnych starań o bogactwo form więzi seksualnej. Ewolucja orgazmu u kobiet nie zawsze przebiega w kierunku jego rozkwitu. Zdarza się, iż różnorodne problemy partnerskie, zmiany poporodowe (którym jest poświęcony odrębny rozdział), zmęczenie, przeciążenie różnorodnymi obowiązkami, choroby ginekologiczne oraz inne zakłócają przebieg orgazmu lub prowadzą do zaniku zdolności jego przeżywania. Zdarza się również, iż powstają komplikacje wynikające z bardziej atrakcyjnych doświadczeń pozamałżeńskich. Od czasu, w którym pisałem "Seks partnerski", pojawiły się nowe prace poświęcone fenomenowi orgazmu u kobiet. Okazało się np., że pojęcie orgazmu jest pewnym uproszczeniem. Obecnie wielu seksuologów skłania się ku teorii, iż orgazm może być sromowy (w wyniku pobudzania zewnętrznych narządów płciowych), maciczny lub mieszany. W tzw. orgazmie macicznym jego wyrazem może być stan krótkotrwałego bezdechu, uniesienia macicy, brak jest natomiast skurczów czy pulsowania pochwy. Istnieje również stworzone przez Rosenberga pojęcie orgazmu częściowego, tzn. ograniczonego do okolicy narządów płciowych, oraz totalnego, w którym następuje reakcja całego organizmu oraz utrata świadomości, kontaktu z rzeczywistością. Orgazm totalny wymaga lepszego przystosowania seksualnego partnerów, więzi uczuciowej, rozbudzenia zmysłowego kobiety oraz powstania u niej postawy seksualnej, polegającej na zaangażowaniu się w seks, przyjemność seksualną. Istnieją specjalne ćwiczenia służące rozwojowi zdolności orgazmu totalnego, który może być wywoływany przez zróżnicowanie pobudzenia różnych okolic ciała. Znany badacz orgazmu kobiet - Markoff - podkreśla, iż rozwojowi zdolności orgazmicznych u kobiet sprzyjają: wyćwiczenie mięśnia łonowoguzicznego, wiek dojrzały, wyższe wykształcenie, osobowość aktywna i optymistyczna, ekstrawertywna. Badania nad fenomenem orgazmu nadal trwają i pojawiają się monografie naukowe na ten temat, oparte na różnorodnych badaniach eksperymentalnych. Można przypuszczać, iż wiele w tej dziedzinie zostanie jeszcze powiedziane. W niektórych związkach pojawia się paradoksalne zdawałoby się zjawisko nieprzystosowania seksualnego po istniejącym uprzednio 65 5 - Seks dojrzały okresie dobrego przystosowania. Posłużę się typowym przykładem: niejedna kobieta w wieku 35Ś40 lat odczuwa wzrost poziomu libido oraz potrzeb seksualnych, zdolność szybkiego i częstego przezywania orgazmu. Oczekuje zatem częstszych kontaktów, krótszej gry wstępnej, bardziej intensywnych ruchów frykcyjnych, zdolności powtórzenia stosunku przez partnera. Tymczasem u jej partnera zachodzi proces odwrotny: wydłuża się czas rozwoju erekcji, stosunku, zmniejsza się zdolność powtarzania współżycia, częstotliwości kontaktów. Powstałe w ten sposób nieprzystosowanie seksualne stwarza napięcie w związku, poczucie zagrożenia u mężczyzny i rozczarowanie kobiety. Tego typu prawidłowość skłania niektóre kobiety do romansowania z młodymi mężczyznami; a inne do mobilizowania partnera w aktywności seksualnej. Istnieje w związku z tym znany stereotyp gorącej kobiety w wieku balzakowskim, co, jak widać, ma uzasadnienie. Zdolność przeżycia orgazmu na podobnym poziomie częstotliwości i intensywności u wielu kobiet utrzymuje się aż do okresu przekwitania, później jest z tym różnie: spada, utrzymuje się status quo, a czasem, choć rzadko, nawet i wzrasta. Zjawisko to należy tłumaczyć zarówno zmianami hormonalnymi (wzrost poziomu testosteronu), typowymi dla wieku dojrzałego kobiety, czynnikami psychicznymi (stabilizacja uczuciowa, harmonia psychiczna, psychoseksualnymi (pełne rozbudzenie seksualne, poznanie swych możliwości, rozkwit atrakcyjności kobiecej), kulturowymi (doping kultury masowej w stronę długotrwałej młodości, wiłalności, radości używania uroków życia), środowiskowymi (doping ze strony innych kobiet, szczere zwierzenia dostarczające stymulacji seksualnej, ale też i praktycznych informacji) itp. Można zatem powiedzieć, iż wiek dojrzały służy rozkwitowi seksu. Ewolucja orgazmu w seksualności mężczyzny jest nieco odmienna. W większości przypadków maleje zdolność co do częstotliwości jego przeżywania, aczkolwiek w wolnym stopniu. Zależy to od stanu zdrowia mężczyzny, a szczególnie alkoholu, palenia, leków, chorób. Inne zjawisko to wolniejszy rozwój podniecenia seksualnego, erekcji, a także skrócenie czasu między odczuciem zbliżającego się wytrysku i samym wytryskiem. Sam wytrysk ma stopniowo coraz mniejsze ciśnienie, zmniejsza się objętość nasienia. U zdrowego mężczyzny proces ten rozwija się bardzo wolno, ale zawiera w sobie potencjalnie pozytywne możliwości - w wieku dojrzałym mężczyzna jest w stanie stosować formy technik przedłużonego współżycia. Wydłużona ars amandi, np. w technice Carezza, buddyjskiej, TAO czy też po prostu w umiejętnym rytmie przerywanego podniecenia może wprowadzić partnerów w świat zupełnie nowej więzi seksualnej o bardzo wysokim poziomie atrakcyjności, graniczącym z mistyką. Partnerzy poznają nowy świat wrażeń, przeżyć o wyjątkowym uroku i dzięki temu ich więź ulega pogłębieniu, a atrakcyjność ich związku niepomiernie wzrasta. Wiek dojrzały daje zatem mężczyźnie potencjalną możliwość ewolucji w głębszy wymiar przeżyć seksu, uczuć, przejścia postawy ilościowej we współżyciu w jakościową. Jak już wspomniałem - jest to potencjalna możliwość, a jej realizacja ma związek z taką potrzebą u partnerów, wiedzą o przedłużonych formach stymulacji seksualnej, ze współdziałaniem ze strony partnerki, z dobrym stanem zdrowia oraz czasem na rozwijanie ars amandi. U części mężczyzn w wieku dojrzałym pojawia się zdolność do przeżywania wielokrotnych orgazmów, w których wytrysk występuje jedynie raz lub kilka razy. Okazuje się, że orgazm mężczyzny niekoniecznie musi mieć związek z wytryskiem nasienia, łzw. orgazm psychiczny oraz mięśTliowy jest równie silny jak orgazm połączony z wytryskiem. W kulturze TAO ten typ orgazmu jest wysoko ceniony. W wyniku wydłużania się czasu trwania pobudzenia seksualnego u części mężczyzn pojawia się opisany w 1977 roku przez Petersena tzw. miniorgazm, czyli stan przyjemności poprzedzający wytrysk, dzięki temu istnieje jakby orgazm ,,mniejszy", a później "większy". Wielokrotny orgazm może polegać na serii takich miniorgazmów. Stwierdzona ewolucja seksualności mężczyzn w wieku dojrzałym jest przez nich różnie traktowana. U jednych dokonuje się wybór na korzyść potencjalnej możliwości, jaką jest wzbogacanie ars amandi, inni zawiązują typowe dla tego wieku romanse, mające potwierdzać męskość, które są próbą sprawdzenia swej sprawności, atrakcyjności. Czasem pojawia się u niektórych mężczyzn histeryczna reakcja paniki i rezygnacji z seksu, lęk przed współżyciem i poczucie kończenia się. Wielu mężczyzn zaczyna szukać możliwości dopingu seksualnego, np. przez zmianę diety, trybu życia, zażywanie leków pobudzających, mnożenie form podniecania (oralizm, analizm, zmiany partnerek, rozbudowywanie wyobraźni seksualnej). Zdarzają się również ewolucje w stronę zachowań dewiacyjnych jako mniej zagrażających i zastępczych (pedofilia, opóźniony homoseksualizm, ekshibicjonizm itp.). Wybór takiej lub innej drogi rozwoju seksualności przez mężczyznę wynika z wielu czynników, a szczególnie z wiedzy na ten temat, postaw wobec JA męskiego, seksu, wpływu środowiska (zwierzenia między kolegami), adoracyjnego zachowania ze strony młodych kobiet (które również wyraża ich potrzeby). Istnieje jeszcze inny, bardzo ważny czynnik determinujący wybór rozwoju seksualności - jest nim postawa partnerki. Jeżeli zna ona omawiane prawidłowości i związek jest udany, prawdziwie partnerski, to wybór przebiega w kierunku wzbogacenia więzi seksualnej. Jeżeli natomiast partnerka jest zimna seksualnie, obojętna wobec spraw seksu lub krytyczna wobec sprawności seksualnej partnera, to może wywołać u partnera powstanie stresu, który wyzwoli różne mechanizmy obronne, formy zastępcze, potrzebę sprawdzenia się iłp. O tym, że w fenomenie orgazmu, i to niezależnie od płci, istotne znaczenie ma wiedza, świadoma postawa, ars amandi, a nie tylko T czynniki biologiczne związane z wiekiem, ilustruje poniższy schemat Dayidsona: Poziom podniecenia Siła percepcji Stan świadomości Organ orgazmu (struktura psychoseksualna) Emisja nasienia Skurcz macicy Odczucia genitalne Skurcz mięśni Narząd genitalnomiedniczny Orgazm, jak wynika ze schematu, jest w zasadzie bipolarny: biologicznopsychiczny. Badacze zagadnienia orgazmu u kobiet podkreślają zgodnie, iż wiele jest jeszcze kontrowersji dotyczących lokalizacji "centrum orgazmicznego" w narządach płciowych. W najnowszych publikacjach coraz więcej uwagi przywiązuje się do tzw. przestrzeni Grafenberga (okolica pochwy pod pęcherzem moczowym), której drażnienie u niektórych kobiet wyzwala orgazm. Biologiczne czynniki orgazmu u kobiet nadal zatem kryją w sobie zagadki. WIELOKROTNY ORGAZM ". , " ... Wielokrotny orgazm jest rzadkim fenomenem psychologii seksualnej. Chociaż występuje u małej populacji kobiet, jest również spotykany u mężczyzn, nie jest zatem fenomenem seksualizmu kobiecego. Wiele osób chciałoby osiągnąć tego typu umiejętności. Zetknięcie się z informacją o możliwości głębszych przeżyć seksualnych wywołuje potrzebę ich przeżycia. Zdolność osiągnięcia wielokrotnego orgazmu nie jest jednak takim prostym i łatwym zadaniem. Najpierw należałoby określić, co należy rozumieć przez pojęcie wielokrotny orgazm. W wielu przypadkach współżycia seksualnego po stosunku zakończonym orgazmem partnerzy podejmują grę miłosną i rzeczywiście są w słanie przeżyć jeszcze jeden lub więcej orgazmów. Tego typu zjawisko jest często spotykane u młodych mężczyzn i niektórych kobiet (niezależnie od wieku). Natomiast seria orgazmów występujących jeden po drugim w wyniku stymulacji seksualnej jest o wiele rzadszym zjawiskiem. Jak stwierdziłem, dotyczy to wyjątkowo małej liczby partnerów. Zdolność przeżycia wielokrotnego orgazmu zależy przede wszystkim od właściwości seksualizmu danej osoby, czyli od jej temperamentu, fizjologii seksualnej. Możemy tu zatem mówić o predyspozycjach wrodzonych. Zdarza się również, że zdolność wielokrotnego orgazmu może być wykształcona w wyniku specjalnych ćwiczeń, ale jest to bardzo trudna droga i również muszą istnieć pewne predyspozycje u danej osoby. Wielokrotny orgazm u kobiet najczęściej polega na powtarzaniu się orgazmów jeden po drugim, a u niektórych na tzw. status orgasmicus, czyli długotrwałym orgazmie, W przypadku mężczyzn wielokrotny orgazm polega na występowaniu kolejnych orgazmów psychicznych (bez wytrysku) i jednym lub dwu orgazmach z wytryskiem. Wspomniałem, że wielokrotny orgazm można osiągnąć w wyniku pewnych ćwiczeń. Jednym z nich jest wykształcenie umiejętności przedłużonego stosunku, np. przez praktyki Carezza. Techniki przedłużonego stosunku są znane w niektórych kulturach, np. w buddyzmie, taoizmie, w tantryzmie. Są one poprzedzone żmudnymi ćwiczeniami T typu jogi, medytacji, koncentracji, wymagającymi wielomiesięcznych seansów. Dopiero wówczas partnerzy przenoszą zdobyte doświadczenia na własne życie seksualne. Warto przy okazji wspomnieć, że wielokrotny orgazm i technika przedłużonego współżycia mają pewne podobieństwa ze stanami mistycznymi. W tantryzmie i taoizmie są one nawet stosowane jako metoda doprowadzania siebie do stanu mistycznego, który prowadzi do wydłużenia czasu ars amandi. Osoby, mające doświadczenia z technikami medytacyjnymi, z jogą, potrafią przenosić te doświadczenia na własne życie seksualne, które nabiera nowych cech w wyniku przedłużenia czasu trwania i wzrostu zakresu przeżyć seksualnych. Jak widać, określone fenomeny seksualizmu wynikają z predyspozycji wrodzonych (temperamentu, reaktywności układu nerwowego, siły działania doznań zmysłowych), jak również ze zdolności poszerzenia zakresu przeżywania, koncentracji psychicznej, formowania zdolności medytacyjnych. Dopiero na tego rodzaju bazie odpowiednia kultura seksualna i dobra więź partnerska umożliwiają wzbogacenie zakresu doświadczeń seksualnych. W całym tym procesie ważna jest rola partnera, a zwłaszcza stopień więzi psychicznej i fascynacji nim. Im wyższy jest poziom fascynacji i głębsza więź uczuciowa, tym lepsze warunki do zwiększania bogactwa przeżyć seksualnych. Warto o tym pamiętać, gdyż wiele osób sądzi, iż istnieją jakieś sztuczki seksualne, których poznanie odkryje nowe horyzonty doświadczeń i przeżyć seksualnych. Tymczasem wyższy poziom ars amandi jest uzależniony od predyspozycji danej osoby, stopnia więzi między partnerami, długotrwałych ćwiczeń. Rozważania o wielokrotnym orgazmie dotyczą nie tylko małej populacji osób, ale i wyjątkowej elitarności tego typu kultury seksualnej. Trudno wyrazić słowami, co jest przeżywane na tak wysokim pułapie ars amandi, dotykamy tu bowiem słownictwa bardziej przypominającego stan ekstatyczny aniżeli język obiegowy. Warto jednaK pamiętać o tym, że fenomen wielokrotnego orgazmu jest tak dalece złożony, trudny do osiągnięcia i rzadki, że należy ,,mierzyć siły na zamiary". Podobnie, jak jesteśmy zróżnicowani co do zakresu uzdolnień, witalności i typów osobowości, tak również różnimy się co do zakresu ars amandi i doznań seksualnych. Podkreślam to dlatego, że popularyzacja zagadnień seksualnych sprzyja podwyższaniu oczekiwań od siebie, partnera, przymierzaniu się do określonego modelu na zasadzie "chcę tego". Może powstać wówczas niepokojące zjawisko, jak rozbieżność między realnymi możliwościami a oczekiwaniami. Prowadzi to jedynie do pomniejszania wartości tego, co się już osiągnęło i co się przeżywa. Osoby zainteresowane wzbogacaniem swej ars amandi nie mogą uzyskać gwarancji, że ćwiczenia medytacyjne doprowadzą je do fenomenu wielokrotnego orgazmu, ale z pewnością wzbogacą nie tylko współżycie seksualne, lecz i osobowość. Warto również pamiętać o tym, 70 że bogata ars amandi jest nierozerwalnie powiązana z bogactwem i kulturą osobowości, więzi między partnerami, a zagadnienia technik seksualnych są tu zupełnie wtórnym, dodatkowym elementem. PRZESTRZEŃ W ORGAZMIE Jeżeli zbadamy dokładniej przeżycia, wrażenia towarzyszące współżyciu seksualnemu, to okaże się, że istnieją określone typy przestrzeni psychicznej w orgazmie. Autoerołyzm Osoba przeżywająca podniecenie, pożądanie narastające aż do orgazmu, jest skoncentrowana na sobie, zamyka się w granicach swego JA. Rejestruje wszystkie bodźce, reakcje swego ciała, przeżywa radość dla siebie i swoją własną. Partner jest w zasadzie narzędziem wyzwalającym rozkosz, instrumentem grającym na ciele. Jeżeli towarzyszy współżyciu wyobraźnia erotyczna, to również ogranicza się do własnej osoby, którą widzi się w konkretnej akcji, przeżywaniu, w fizjologii, a osoba partnera jest jakaś nieostra, nieokreślona, zamazana. Taki typ przestrzeni, ograniczonej do JA, najczęściej występuje u osób narcystycznych, egocentrycznych, z przewagą postaw biorę. Przeżycia i poczucie satysfakcji u partnera są ważne o tyle, o ile potwierdzają wartość działania swego JA, jego atrakcyjności. Jeżeli i partner ujawnia podobny typ przestrzeni psychicznej, to możemy w zasadzie mówić o wzajemnym samozaspokajaniu się. Ekspansja JA U wielu osób w trakcie współżycia seksualnego pojawiają się fantazje, przeżycia związane z poczuciem zdobywania, posiadania osoby partnera. Moje JA staje się posiadaczem drugiej osoby, dominuje nad nią, zagarnia ją dla siebie. Taki zdobywczy seks częściej wystę-71 puje u mężczyzn i w słownictwie seksuologicznym znajduje potwierdzenie w zwrotach typu "posiadłem ja", "zdobyłem", "miałem ją". Ekspansja JA występuje również u kobiet i wyraża się w poczuciu "on jest mój", "zdobyłam go". Częściej występuje u osób z potrzebami dominacji, podporządkowania sobie drugiej osoby. Naturyzm Niektóre osoby w trakcie współżycia seksualnego ujawniają fantazje i przeżycia świadczące o poczuciu jedności ze światem przyrody, natury. Wchodzą jakby w cykl przemian przyrody. Interakcja partnerów sprowadza się do więzi: samiecsamica. Niekiedy pojawia się wyobrażenie kontaktów seksualnych zwierząt. Wtopienie w świat przyrody potwierdza poczucie przynależności do niej - "służymy naturze". Pojawiają się również fantazje i skojarzenia typu "zapładniam glebę", "urodzajna ziemia". Wyższemu poziomowi naturyzmu towarzyszą przeżycia typowe dla medytacji wschodnich, kiedy ma się poczucie jedności z kosmosem, jednością świata, zatracenia własnej indywidualności na rzecz natury. Można również być przekonanym, iż miłość i więź seksualna są w zasadzie podporządkowane prawom natury, przekazywania życia, służenia gatunkowi, a idea miłości, erotyzmu jest jedynie złudzeniem człowieka, stworzonej przez niego kultury. Świat partnerski MY Silna fascynacja wzajemną męskościąkobiecością, poczucie odrębności własnego JA, płciowości, bycia częścią MY, może wyzwalać przeżywanie więzi seksualnej jako wyrazu pełni, całości. Motyw ten przypomina Eros u Platona. Zjednoczenie w przestrzeni MY daje przekonanie o jej wyższości nad przestrzenią JA. Interakcja między partnerami wynika z fascynacji swą odmiennością płciową i erotyczną. W wyobraźni i fantazji seksualnej pojawiają się obrazy innych zjednoczonych par, przynależności do świata męskiegokobiecego. Wyobraźnia podsuwa również obrazy idealnej męskości i kobiecości, stylu kontaktów między nimi i np. część kobiet wyobraża sobie, że jest zdobywana, gwałcona, ponieważ taki mają stereotyp męskości. W innych fantazjach czy zachowaniach mogą pojawiać się obrazy partnerstwa, czyli równości partnerów. O tym typie przestrzeni wiele mówi ulubiony styl ars amandi, pozycji seksualnej - w związku partnerskim jest z reguły więcej wzajemnej aktywności, wymiany pieszczot, zróżnicowania pozycji. Celem współżycia jest m.in. wzajemne dostarczanie sobie satysfakcji seksualnej, nastawienie na przeżycia i doznania, radość drugiej osoby. Przestrzeń mistyczna Zależnie od typu medytacji, systemu wartości, światopoglądu - więzi seksualnej partnerów towarzyszy poczucie przekraczania prze-72 strzeni swego JA i MY w inne typy przestrzeń. (transcendentdn^ kosmicznej, religijnej itp.). Partnerzy przezywała ^d"0"6"^ 'ak0 przekraczające wymiar teraźniejszości, m.osca, swych osób. O tym typie przestrzeni i sposobie jej rozwijania pisałem w książce "Seksuolog radzi", wydanej przez MAW (1981). mistyczny egocentryczny autoerotyczny partnerski natury styczny Warunkiem bogatej, pełnej miłości, ars amandi Jest - o czym zgodnie donoszą wszystkie wielkie kultury - przekraczanie przestrzeń. A w stronę partnerskiej przestrzeni MY, która ma różne poziomy intensywności. ZACHOWANIE PO ORGAZMIE Zachowanie kobiet Zróżnicowanie zachowań kobiet po orgazmie, wynika z ich uczuć wobec partnera, typu pobudliwości seksualnej (u jednych kobiet szybko znika podniecenie, u innych wolniej), z odczuć w narządach płciowych (np. odczuwanie bolesności - przeczulicy, znieczulenia), ze stopnia zmęczenia psychicznego (jedne oczekują kontynuowania kontaktu, inne czują się senne, zmęczone) oraz różnych sytuacyjnych czynników (np. brak warunków intymnych, pośpiech itp.). Gdybyśmy mieli dokonać typologii zachowań kobiet po orgazmie uwzględniając 73 wymienione przyczyny, to najczęściej mamy do czynienia z następującymi zachowaniami: Reakcja typu modliszki. Z chwilą przeżycia orgazmu cel współżycia został osiągnięty i osoba partnera przestaje interesować, jego doznania są obojętne. Inaczej mówiąc ,,Murzyn zrobił swoje i może odejść". Tego typu zachowanie ujawniają kobiety egocentryczne, negujące partnerstwo, a również i takie, w których osobowości ukryte są cechy homoseksualne. Reakcja księżniczki. Ujawnia się w niej cecha narcystyczna. Zabiegi partnera doprowadziły do celu, jakim był orgazm, a później brak jest zainteresowania osobą partnera, brak motywacji do kontynuowania z nim współżycia. Partner powinien być zadowolony z samego faktu, iż został dopuszczony do łaski bycia razem! Dominuje zatem postawa biorcy. Reakcja typu kastracyjnego. Po orgazmie prowokuje się partnera do dalszych stymulacji seksualnych, przekraczających jego możliwości, np. wymaga się od niego wielokrotnych wytrysków, długotrwałego dalszego stosunku, zmiany wariantów pobudzania seksualnego. Jego niemożność wyzwala krytyczne uwagi, sądy i podsumowania jego męskości. Tego typu reakcje ujawniają kobiety z dużymi potrzebami dominacji, z odwróceniem ról męskokobiecych, czujące potrzebę poniżenia mężczyzny, ośmieszenia go. Wzrost pobudzenia seksualnego. U części kobiet przeżycie orgazmu wyzwala energię, dynamizm, wzrost podniecenia seksualnego, oczekują zatem kontynuowania kontaktu. Dopiero wtedy osiągają pełnię podniecenia seksualnego. Tego typu reakcje występują u kobiet z dużym temperamentem, zdolnych do wielokrotnych orgazmów, ze specyficznym typem pobudliwości seksualnej, w którym przeżycie orgazmu jest jedynie etapem do dalszego wzrostu podniecenia. Dla wielu partnerów są to idealne partnerki, ale dla innych mogą być źródłem poczucia zagrożenia, mężczyzna bowiem może nie dysponować możliwościami przedłużania kontaktu seksualnego. Wspomniany typ partnerski pasuje do przedłużonych technik współżycia i wówczas ars amandi daje dobre wzajemne przystosowanie seksualne. Nagły spadek podniecenia seksualnego. U części kobiet bezpośrednio po przeżyciu orgazmu występuje szybki spadek podniecenia seksualnego, niekiedy połączony z nieprzyjemnymi doznaniami (np. przeczulica pochwy, sfer erogennych, bolesność pochwy), W tym przypadku nawet krótkotrwałe kontynuowanie stosunku wiąże się z przykrymi doznaniami. Tego typu reakcje wymagają kontaktu, w którym partnerzy jednocześnie przeżywają orgazm. Wówczas zakończenie kontaktu nie daje negatywnych przeżyć i związek jest dobrze przystosowany. 74 Reakcja partnerska. Po przeżyciu orgazmu kobieta oczekuje osiągnięcia go i przez partnera. Jego orgazm dostarcza wiele przyjemności, wyzwala poczucie radości, wzajemności przeżyć, wspólnoty doznań i więzi. "Jego radość jest i moją radością". W tego typu postawie partnerzy mają jakby podwójnie pozytywne przeżycia - własne i wynikające z doznań partnera. Można mówić o pełni więzi partnerskiej. Na zakończenie warto wspomnieć, iż istnieją kultury seksualne, w których mężczyzna świadomie unika wytrysków i w większości kontaktów jedynie kobieta przeżywa orgazm (np. w taoizmie). Są również typy więzi partnerskich, w których jakkolwiek przeżycie orgazmu daje wiele przyjemności kobiecie, ale pełniejszą satysfakcję daje jej fakt przeżycia orgazmu przez mężczyznę. Czuje się wówczas w pełni wartościowa jako kobieta, atrakcyjniejsza dla partnera, zatem jej orgazm jest dopiero częścią pełnej satysfakcji seksualnej. Zachowania mężczyzn Specyfika seksualizmu męskiego obejmuje m.in. naturalną zdolność przeżywania orgazmu, który w przypadku kobiet musi się dopiero rozwinąć. U mężczyzn częściej faza orgazmu jest intensywna, ale krótkotrwała, szybciej ustępuje podniecenie, istnieje również częstsze rozdzielenie przeżyć seksualnych i uczuciowych. Ta ostatnia prawidłowość wiąże się z tendencją do autonomizacji sfery seksu i koncentracji na doznaniach zmysłowych, wykazania się w roli partnera seksualnego, gdy więź uczuciowa z partnerką może być bardzo różna: od obojętności do miłości. Tak więc pewna inność psychofizjologii seksualnej płci wiąże się z inną typologią zachowań seksualnych mężczyzn po orgazmie. Do najczęściej spotykanych należą: Reakcja samca. Po orgazmie następuje szybki gwałtowny spadek podniecenia seksualnego, zobojętnienie seksualne, uczucie zmęczenia i poczucie dystansu wobec patnerki. Mężczyzna obojętnieje uczuciowo wobec niej, jeśli już przedtem nie czuł obojętności, odwraca się i zasypia, nie jest zainteresowany tym, co przeżywa partnerka, a jej oczekiwania na dalsze pieszczoty i czułe wyznania są traktowane jako w tej sytuacji zbędne. Tego typu mężczyzna ujawnia pewną twardość, ma mały zakres ekspresji emocjonalnej. Dla niego celem i sensem współżycia seksualnego było posiadanie partnerki, przeżycie orgazmu, a nie więź uczuciowa. Jeżeli natomiast odczuwa biologiczną możność powtórzenia stosunku, wówczas dąży do niego, co utożsamia z dobrą tężyzną i potencją. W jego życiu seksualnym dominuje potrzeba wyżycia się, aż do uczucia zmęczenia. Interesujące jest to, co poprzedza i co jest w trakcie współżycia, a nie po nim. Reakcja don Juana. Po orgazmie gwałtownie zanika zainteresowanie osobą partnerki, która przecież została zdobyta. Cel został osiągnięty, nie ma potrzeby pieszczot, okazywania czułości. Zainteresowanie wzbu-75 dza natomiast ocena siebie jako partnera: czy wykazał się odpowiednią potencją, czy dogodził partnerce, jaka była jego sprawność, jakimi dysponuje jeszcze możliwościami? Na te pytania odpowiada sobie sam, oceniając własną osobę oraz zaobserwowane reakcje partnerki. Źródłem przyjemności ze współżycia jest poza orgazmem ocena siebie w roli kochanka. Fakt zdobycia kobiety zmniejsza zainteresowanie jej osobą i rzadko kontakt seksualny z tą właśnie partnerką bywa powtarzany w przyszłości. Reakcja lękowa. U mężczyzn niepewnych swej sprawności seksualnej, mających epizody lub długotrwałe okresy niepowodzeń we współżyciu, zakompleksionych, mających partnerki z dużym doświadczeniem seksualnym lub nie osiągające orgazmu, po wytrysku faza przyjemności szybko mija i pojawia się lęk, jak partnerka oceni współżycie. Analizuje się cały przebieg współżycia, jego poszczególne fazy. Niepewność co do własnej oceny w roli partnera (nawet jeżeli kontakt był udany) sprawia, że czas po orgazmie nie daje poczucia radości, relaksu. Wobec partnerki ujawniane są oczekiwania oceny. Okazywanie jej pieszczot i czułości często ma na celu zmniejszenie niepokoju. Natomiast u innych mężczyzn mogą następować reakcje agresywne, depresyjne itp. Reakcja smutku. U części mężczyzn bezpośrednio po orgazmie i krótkim czasie odczuwalnej radości pojawia się uczucie smutku i przygnębienia, chociaż przebieg współżycia był najzupełniej udany. Tego typu reakcje występują w przypadkach, gdy współżycie wiąże się z poczuciem winy, partnerka jest darzona sprzecznymi uczuciami, a wobec sfery seksu przyjmuje się nazbyt racjonalną postawę. W tym ostatnim przypadku smutek może mieć charakter egzystencjalny (to wszystko marność). Reakcja badacza. U mężczyznerudytów, oczytanych w seksuologii, wyczulonych na poziom zadowolenia partnerki, ceniących zasadę urozmaicania współżycia może ujawniać się po przeżytym orgazmie potrzeba chłodnego analizowania przebiegu współżycia, reakcji partnerki, a niektórzy wręcz zbierają od niej "wywiad seksuologiczny" w celu uzyskania informacji; jak było, czy lepiej niż z innymi, co było najlepsze, a czego brakowało? Należy tu stwierdzić, że lektury różnych publikacji z tego zakresu coraz częściej prowokują do przyjmowania takiej postawy w celu porównania własnego życia seksualnego z modelowym z owych publikacji. Jeżeli w ogóle podejmuje się pieszczoty wobec partnerki i istnieje jakaś kontynuacja czułości - to dlatego, że jest to zalecane, wskazane. Reakcja uczuciowa. Zakres przeżyć we współżyciu seksualnym i radość orgazmu wyzwala poczucie wdzięczności wobec partnerki. Okazywane pieszczoty są wyrazem tej wdzięczności, poczucia zjednoczenia. Czułe słowa, wyznania miłości stanowią naturalną kontynuację więzi psychicznej, wzajemne przeżycie radości jakby ją podwajało. 76 Partnerzy są przytuleni, przyjemnie zrelaksowani, jedni tak zasypiają w objęciach, inni darzą siebie czułościami, jeszcze inni rozmawiają w sposób dla siebie przyjemny. W tym przypadku współżycie seksualne obejmuje kilka faz, a faza po orgazmie jest jedną z nich, równie ważną. Okazuje się, że jakość fazy po orgazmie i ten styl zachowania mężczyzny potrafi bardziej pogłębiać wzajemną więź psychiczną niż sam orgazm partnerów. Można nawet stwierdzić, iż faza po orgazmie partnerów jest czułym testem ich prawdziwej więzi psychicznej, atrakcyjności, miłości. Poza wymiehionymi istnieją również i inne typy zachowań po orgazmie. Dramatyczne bywają np. przeżycia mężczyzn świadomych, że kolejne współżycie było tylko dla nich przyjemne. Duże poczucie zagrożenia i stresu powstaje wówczas, gdy orgazm mężczyzny był zbyt wczesny i uniemożliwił partnerce dojście do orgazmu. Własna radość szybko staje się przykrością, reakcje mężczyzny w takiej sytuacji mogą zmierzać do różnych form wynagrodzenia jej doznanego zawodu. Inni cierpią zawstydzeni, milczą. Tego typu milczenie leżących obok siebie partnerów jest bardzo wymownym wyrazem frustracji seksualnej, a często i poczucia kompromitacji, utraty twarzy. Zróżnicowanie reakcji mężczyzn po orgazmie wynika w dużym stopniu z uczuć wobec partnerki. Jest to dobry test postaw wobec niej. Niektóre kobiety oceniają te zachowania jako test osobowości partnera, jego kultury, co jest tylko częściową prawdą, gdyż osoba kobiety mobilizuje do bardzo różnych reakcji: od agresywnych do bardzo czułych, od poczucia posiadania do poczucia partnerstwa, od zaspokojenia potrzeby wyżycia się do potrzeby wyrażenia miłości. Zatem ten sam mężczyzna ujawnia różne reakcje wobec różnych kobiet, a także różne reakcje wobec tej samej partnerki, w zależności od sytuacji i więzi między nimi. WZBOGACANIE ARS AMANDI W książkach seksuologicznych szczególnie łego typu rozdziały wzbudzają wiele kontrowersji i niektórzy przypisują seksuologom różne negatywne motywacje. Samo hasło "urozmaicanie współżycia", lub "uatrakcyjnianie współżycia" u jednych kojarzy się z mnożeniem technik seksualnych w celu poddania człowieka zmysłowości, a u innych wyzwala apokaliptyczną wizję społeczeństwa "rozseksualizowanego". Zapewne w tego typu postawach ujawniają się osobiste problemy, np. zahamowania seksualne, manicheizm, lęk przed seksem, brak rozbudzenia seksualnego, oziębłość płciowa, ale mogą to być również potrzeby przeciwdziałania autonomizacji seksu i sprowadzania więzi seksualnej jedynie do poziomu przyjemności, techniki, a partnera do poziomu rzeczy, fantomu do ćwiczeń seksualnych. Idea wzbogaca-78 nią więzi seksualnej rodzi zatem różne odczucia, nastawienia, ale ważne jest też i poznanie jej celu i znaczenia. Pośrednio była już o tym mowa w poprzednich rozdziałach, które wskazały, iż bogata ars amandi sprzyja pogłębieniu więzi uczuciowej, trwałości związku. Wzbogacanie ars amandi jest naturalną potrzebą w związku partnerskim, który przez współżycie realizuje różne potrzeby seksualne: więzi, przyjemności, radości bycia razem, wzajemnej atrakcyjności. Zrozumiałe, iż w niektórych związkach wzbogacanie ars amandi służy jedynie przyjemności, ilościowemu traktowaniu współżycia, traktowania partnera jako mzeczy i przedmiotu, instrumentu do podniecania, osiągania coraz większej i bardziej wyrafinowanej rozkoszy. Jednak te same potrzeby mogą być realizowane i w związku ubogim w pomysły, mającym tylko jedną pozycję współżycia, rutynową, i ubogą formę pieszczot. Zanim zatem oceni się taką lub inną ars amandi, należy przyjrzeć się prowadzącej do niej motywacji. W postawach wobec seksu kultury Zachodu dominuje potrzeba panowania nad przyrodą, ascezy, czyli panowania nad sobą. Zrozumiałe zatem, iż idea wzbogacania ars amandi jest traktowana nieufnie jako anłyascetyczna, poddanie się przyrodzie (czyli zmysłowej naturze). Może dlatego właśnie przez wiele wieków różnorodne techniki i pozycje seksualne były ukrywane, przekazywane w tajemnicy, otoczone atmosferą sensacji i zakazanego owocu, a praktycznie realizowane w związkach pozamałżeńskich lub w domach publicznych. W kontemplacyjnych i bardziej nastawionych na mistykę kulturach Wschodu seks jest drogą prowadzącą do ekstazy, mistyki, stąd przywiązywanie tak dużego znaczenia do bogatej ars amandi. Wymagała ona żmudnych ćwiczeń koncentracji, poszerzania percepcji wszystkich zmysłów, współpracy partnerów dążących do przeżywania intensywnej rozkoszy zbliżającej ich do mistyki. Chciałem o tym przypomnieć .na początku tego rozdziału, gdyż urozmaicenie ars amandi służy różnym celom i różne daje następstwa. Być może w przyszłości będzie mogła ukazać się praca poświęcona mistyce seksualnej, ćwiczeniom służącym jej rozwijaniu. Obecnie omówię tylko niektóre zasady ars amandi. przykłady wzbogacania Wrażliwość zmysłowa. Wiele na ten temat pisała w "Sztuce kochania" doktor M. Wisłocka. Tu chciałbym wskazać na pewną podstawową prawidłowość: człowiek ma wprawdzie określony zakres percepcji zmysłowej, odmienny niż w świecie przyrody, ale zawsze dąży do przekroczenia tych granic. Dzięki mikroskopowi, teleskopom, potężnej aparaturze elektronicznej, dźwiękowej itp. niepomiernie przekroczył zakres percepcji zmysłowej. Ćwiczenia medytacyjne, kontemplacja również umożliwiają człowiekowi poszerzenie granic odczu-79 wania rzeczywistości zmysłowej. Ma to również odniesienie do życia seksualnego. Wydłużenie czasu trwania pieszczot dzięki zwiększeniu kontaktu dotykowego pozwala nie tylko lepiej poznać mapę ciała partnera, jego strefy erogenne, poziom ich wrażliwości, ale zwiększa również zakres tych bodźców. Pocałunek ust może być przelotny, ograniczyć się do muśnięcia, ale może również stać się bogatą formą pobudzenia, dzięki któremu poszerza się zakres doznań z tej okolicy i zwiększa się poziom podniecenia. Dotyczy to zresztą dotyku każdej strefy erpgennej. Znana jest wartość słowa jako bodźca seksualnego i uczuciowego. Można ograniczyć się do milczenia, zdawkowych słów, ale można również stworzyć finezyjny, pełen humoru i ciepła język erotyczny znany tylko partnerom i wyrażający całą gamę ich przeżyć i uczuć do siebie. Słowo spełnia wówczas rolę poznawczą (więcej wiem o partnerze, jego seksualności), pobudzającą i wreszcie więziotwórczą. Kontakt wizualny jest równie znanym bodźcem seksualnym, obecnie w coraz większym stopniu akceptowanym przez kobiety. Nie chodzi w nim jedynie o widok ciała, ale też i o wzbudzenie podziwu dla jego harmonii, piękna. Zbliżenie narządów płciowych podczas stosunku seksualnego w niektórych pozycjach jest niewidoczne (np. w klasycznej), a w innych odkryte, co również ma duże znaczenie stymulujące. Dla wielu osób fakt użycia w sypialni luster pachnie dewiacją, fetyszyzacją współżycia, i rzeczywiście może to właśnie oznaczać lub być wyrazem wyrafinowania, ale przecież w wielu związkach zastosowanie lustra we współżyciu poszerza zakres kontaktu z partnerem, podobnie jak słowo czy dotyk. Odkrycie seksualnego znaczenia feromonów wzmogło zmysłową percepcję. Znane jest przecież podniecające znaczenie różnych zapachów perfum, dezodorantów. W życiu seksualnym ważne jest również znaczenie zapachów naturalnych ciała, a zwłaszcza okolic genitalnych. Okazuje się, że reakcja na nie wyraża uczucia wobec partnera (fascynację, wstręt lub obojętność). Dobro związku partnerskiego wymaga wyczucia rodzaju doznań partnera, odkrycia poziomu jego wrażliwości, przeżyć estetycznych. Zatem poszerzenie zakresu różnych bodźców zmysłowych powinno być prowadzone z umiarem, delikatnością, wrażliwością. W jednym związku rozbudowa poszczególnych wrażeń zmysłowych sprzyja więzi seksualnej, w innym jedynie wówczas, gdy dotyczy jednego ze zmysłów itd. Wzbogacanie ars amandi dotyczy również stwarzania tła dla współżycia. Stosowane formy są zróżnicowane, zależnie od upodobań partnerów. Na podstawie zbieranych wywiadów można się przekonać, jak duże to może mieć znaczenie dla atrakcyjności współżycia. Na przykład wystarczy nieraz stworzenie dyskretnego oświetlenia, 80 przyjemnej muzyki, aby wzmogła się fala podniecenia, uatrakcyjniając przeżycie bycia razem. Niekiedy odpowiednie umeblowanie, rozłożenie sprzętów daje podobny efekt. W jednych związkach miejscem miłosnego spotkania jest przysłowiowe łóżko, w innych materac na podłodze, dywan iłp. Nie są to sprawy bez znaczenia. Wystarczy niekiedy sama zmiana miejsca zjednoczenia, aby nagle zakres wrażeń i przeżyć znacznie się wzbogacił. Są to sprawy zdawałoby się oczywiste, ale tak naprawdę, to wielu ludziom brakuje wyobraźni czy pomysłu, aby tę oczywistość wykorzystać. Moim zadaniem nie jest pisanie dzieła o technice seksualnej, ale chciałbyłn tu podkreślić jej znaczenie i zachęcić do poznania wzajemnych oczekiwań i upodobań. W "Seksie partnerskim" przedstawiłem typowe pozycje współżycia; w obecnej pracy demonstruję dalsze, które również mają znaczenie dla poszerzenia zakresu bodźców seksualnych. Nie mamy dotąd atlasu seksualnego i chociaż jest to sprawa dość prozaiczna, jednak wzbudza wiele emocji. Chciałbym podkreślić, że w wielu związkach wprowadzenie innych pozycji umożliwiło przeżycie kobiecie orgazmu po wielu latach trwania w nieświadomości, iż jest do niego zdolna. Dla innych związków zmiana pozycji jest naturalnym przeciwdziałaniem rutynie. 6 - Seks dojrzany GIMNASTYKA SEKSUALNA W miarę rozwoju wiedzy o ars amandi zaczęło przywiązywać coraz więcej uwagi do różnych form ćwiczeń mających na celu wzrósł zdolności przeżywania satysfakcji seksualnej, poszerzenia seksualnej świadomości. W leczeniu zaburzeń seksualnych zaczęło stosować jogę, relaksację, autohipnozę oraz medytację, polegające na stopniowym ćwiczeniu zdolności odprężania i koncentracji na doznaniach 82 seksualnych. Okazało się, że wspomniane wyżej ćwiczenia nie tylko leczą, ale pomagają również ludziom zdrowym, a partnerzy wspólnie je stosujący uzyskują lepszy poziom przystosowania seksualnego. Ćwiczenia tego typu nie są bynajmniej niczym nowym, znane są starym kulturom i w różnych księgach miłosnych, np. w Kamasutrze, w poradniku japońskim z XVII wieku, zalecano skomplikowane treningi ciała, oddechu, pieszczot, współpracy partnerów we wzajemnym pobudzaniu. Wschodnie tradycje seksualne przeżywają zresztą w XX wieku prawdziwy renesans i słały się modne na Zachodzie, ale poza modą przyniosły również wzbogacenie więzi seksualnej, ars amandi. Kiedy dokładniej zaczęło badać wartość naukową tego typu miłosnych poradników, to okazało się, że zawierają rady opierające się na słusznych obserwacjach. Analizowano np. znaczenie różnych mięśni w życiu seksualnym i poświęcano im specjalne monografie (np. mięśniowi łonowoguzicznemu u kobiet). Opracowano systemy ćwiczeń tych mięśni, opierając się na badaniach psychofizjologicznych. Ćwiczenia różnych grup mięśniowych można zatem traktować jako przygotowanie do optymalnego życia seksualnego. Nie wyklucza to zresztą podstawowych czynników ars amandi, jak miłości, więzi psychicznej partnerów. Ćwiczenia mięśni należy traktować jako jeden z wielu elementów ars amandi. Ćwiczenia, które opiszę, wykorzystałem w leczeniu moich pacjentek i potwierdziła się ich przydatność. Do ogólnych zasad tych ćwiczeń należą: Systematyczność - łzn. konieczność codziennego ćwiczenia minimum około 10 minut. Stopniowanie trudności - dopiero po opanowaniu kolejnych form ćwiczeń należy przechodzić do następnych. Ciągłość - do kolejnych ćwiczeń przechodzi się po powtórzeniu poprzednich. Relaksacja - każde ćwiczenie należy wykonać w warunkach odprężenia, spokoju. Właściwe warunki - lekki kostium, wygodne miejsce, brak hałasu i pośpiechu, świeże powietrze, możliwość wypoczynku. Przedstawione niżej ćwiczenia są adresowane szczególnie do kobiet, gdyż odpowiednie ćwiczenie mięśni brzucha i miednicy ma u nich istotny wpływ na możliwość i zakres przeżywania orgazmu. Wspólne ćwiczenia dotyczą partnerów, którzy uaktywniała miejsca erogenne na bodźce dotykowe oraz grupy mięśni do reakcji seksualnych. Ćwiczenia te nie wyczerpują wszystkich możliwości, są jedynie przykładem prostego i możliwego dla każdego zestawu. Być może będzie kiedyś okazja opracowania specjalistycznego poradnika gimnastyki seksualnej. 83 POZYCJE WSPÓŁŻYCIA / / Podstawowe pozycje współżycia ^^^ / seksualnego zostały omówione ^^ / w "Seksie partnerskim". W tej ^^f V P^y Podstawiam jeszcze inne; y^/^.^^ wlele 2 "'ch wymaga omówionej C^^^^^ uprzednio gimnastyki seksualnej. Nie wyczerpują bynajmniej wszystamandi. Atlasy w za<^,» A ? moźliwości urozmaicania ars przedstawionych'w obu^ch'^:^"^ )edynie warianty P02ycji 92 Pozycja von Urbana Partnerka unosi nogi podkurczone w kolanach, a partner przesuwa się pod jej nogi, które spoczywają swobodnie na jego biodrach. W rezultacie partnerka leży na plecach, a partner na boku i prostopadle do niej. Ta pozycja ułatwia relaksację, łagodne wykonywanie ruchów przy przewadze płytkiej immisji. Pozycja wskazana dla osób męczących się przy współżyciu, pragnących wydłużenia czasu trwania ars amandi oraz w przypadku kobiet oczekujących jednoczesnego ręcznego drażnienia łechtaczki i stosunku kobiety z tzw. orgazmem mieszanym). Pozycja głębokiej immisji Kobieta leży na plecach, a partner na niej, partnerka następnie unosi nogi i opiera stopy na ramionach partnera. Pozycja umożliwia bardzo głęboką immisję, co jest korzystne u kobiet z dużym tyłozgięciem macicy, oczekujących drażnienia dolnego sklepienia pochwy. Ze względu na silne napięcie mięśni u kobiety wymaga dobrej kondycji fizycznej; ten typ pozycji skraca czas stosunku. Pozycja wzajemnie siedząca Partnerzy przyjmują pozycję siedzącą, a uda partnerki obejmują partnera. Pozycja ta sprzyja ręcznej stymufacji i jednoczesnemu drażnieniu łechtaczki w trakcie stosunku. Ruchy są raczej wolne. Pozycja ta często jest traktowana jako poprzedzająca inne, doprowadzające do orgazmu. 93 Pozycja "górnej stymulacji" Partner leży na plecach, a partnerka siada na nim przesuwając stopy w kierunku jego ramion i odchyla się do tyłu. W tej pozycji partner ma zwiększony zakres doznań wzrokowych, a u partnerki najsilniejsze jest drażnienie przedniej ściany pochwy. Przydatna dla kobiet z pobudliwą przednią ścianą pochwy. Pozycja "na jeźdźca" odwrotna Partner leży na plecach, a partnerka siada na nim tyłem. Pozycja ta umożliwia głęboką immisję i drażnienie przedniej ściany pochwy; dla partnera wiąże się z silną stymulacją wzrokową, sylwetka kobiety jest bowiem w tej pozycji bardzo harmonijna. Pozycja "na jeźdźca" wariant II Ułożenie partnerów jw. Partnerka klęczy tyłem do partnera )e) rŚ •••• r .....Ś" ".y, .,."... źw ^ain.źia i (Oj głowa znajduje się przy nogach partnera. Pozycja ta umożliwia głęboką immisję i przewagę drażnienia przedniej ściany pochwy; partnerowi dostarcza silnych bodźców wzrokowych. Stosunkowo mało przez kobiety lubiana. 94 Pozycja od tyłu Partner klęczy przechylony nieco do tyłu, a partnerka klęczy tyłem do niego i pochyla się w ten sposób, że może obserwować ruchy frykcyjne. Pozycja umożliwia głęboką immisję oraz stymulację wzrokową u obojga partnerów. Pozycja od tyłu, wariant II Partner leży na stoliku ze zgiętymi nogami w kolanach, a partnerka stoi pochylona, tyłem do partnera. Pozycja wygodna dla partnerów, dostarcza silnych bodźców wzrokowych partnerowi. Pozycja zwana hinduską Partnerzy stoją na jednej nodze, a druga zgięła jest pod kałem prostym w kolanie i opiera się na udzie partnera. Pozycja ta umożliwia większe drażnienie bocznej powierzchni pochwy pod pewnym kałem. Wymaga wysiłku, wprawy. Przydatna dla kobiet z duża wrażliwością bocznych ścian pochwy. Pozycja medytacji w łantryzmie Partner siedzi, partnerka siada na jego udach i odchyla się nieco do tyłu. Pozycja ta służy przedłużaniu zjednoczenia partnerów, ruchy są wolne, przerywane. Pozycja TAO Mężczyzna jest w pozycji półleżącej, a kobieta siada na nim bokiem. Pozycja ta ma znaczenie mistyczne, tzn. służy rozwojowi kontemplacji przy przedłużonym czasie zjednoczenia. Według koncepcji TAO sam fakt częstego i długotrwałego zjednoczenia partnerów służy przekazywaniu energii i długowieczności. Mężczyzna wykonuje "2000 miłosnych pchnięć" o zróżnicowanym charakterze (różny kierunek, różna intensywność i rytm). Pozycja jogistyczna Pozycja ta wymaga długotrwałych ćwiczeń jogi, jest bardzo trudna. Służy maksymalnej koncentracji na zjednoczeniu i można w niej osiągnąć orgazm nawet bez wykonywania ruchów frykcyjnych. 96 97 Seks dojrzały Pozycja stojąca partnera Partner słoi i unosi partnerkę, której nogi obejmują jego biodra. Pozycja często stosowana przez partnerów ze znaczną różnicą wzrostu, umożliwia bowiem pełnię kontaktu twarzy i piersi w trakcie stosunku. Immisja głęboka jest utrudniona, co może być przydatne dla kobiet odczuwających potrzebę płytszej immisji. Wymaga dobrej kondycji fizycznej partnera. Pozycja ruchów obrotowych U niektórych kobiet istnieje największa wrażliwość na stymulację pochwy w kierunku poprzecznym w ruchu obrotowym. Natomiast ruchy w kierunku pionowym do osi pochwy są dla nich mało pobudzające. Tego typu ruchy są możliwe w wielu pozycjach: klasycznej, odwrotnej, siedzącej, "na jeźdźca" itp. Partnerzy muszą po prostu odnaleźć najbardziej optymalną technikę drażnienia w ruchu obrotowym. Głęboka ręczna stymulacja U niektórych kobiet orgazm powstaje w wyniku drażnienia palcem tylnego sklepienia pochwy dotykającego zarazem szyjki macicy. Drażnienie takie jest najbardziej ułatwione w wypadku, gdy kobieta leży na plecach szeroko odwodząc uda, a partner leży na boku obok niej. Należy jednak pamiętać o tym, iż częste drażnienie ręczne tej okolicy pochwy może podrażnić szyjkę macicy i dlatego ta forma pobudzania wymaga nie tylko wyczulenia na higienę ze strony partnerów, ale także stałych konsultacji kobiety u ginekologa. SEKS A STEROWANIE PŁODNOŚCIĄ W ocenie metod sterowania płodnością ważne są 4 kryteria: łatwość w stosowaniu, skuteczność, bezpieczeństwo oraz wpływ na więź seksualną. Przedstawię poniżej własny pogląd na tę sprawę, ale dokładnie omówię jedynie kryterium seksualne, inne bowiem są już dość dobrze znane i upowszechniane w wielu pracach. Na początku chciałbym zaznaczyć, że przedstawiam prawidłowości statystyczne, nie można jednak tego typu kryterium w tak ważnej sprawie traktować jednoznacznie. Zdarza się bowiem, iż są bardzo udane związki, mające dobrą więź seksualną, mimo stosowania 99 stosunku przerywanego. Uważam jednak, że należy podkreślić istnienie pewnych prawidłowości, chociaż są wyjątki od reguły, a także bardzo zróżnicowane typy postaw partnerów i odczuć. Problem ten rodzi bardzo duże kontrowersje, postawy bowiem wobec takiej lub innej metody bywają wręcz fanatyczne i pozbawione obiektywizmu. Niekiedy pomniejsza się negatywne skutki danej metody, co jest zwykłą nieuczciwością. Nie można również kryterium seksualnego traktować jako najważniejszego, nie ono bowiem jest pierwszoplanowe, lecz skuteczność i bezpieczeństwo. Znajomość kryterium seksualnego jest jednak ważna, ponieważ w niektórych związkach stawia się pod znakiem zapytania inne zalety danej metody. Miałem do czynienia z niejednym związkiem, który uległ rozbiciu, ponieważ partnerzy w sposób rygorystyczny i sztywny traktowali wartość danej metody i nie uzyskali pomocy w wyrównaniu seksualnego braku tej metody. Dla osób wierzących, które pragną i chcą stosować metody biologiczne typu termicznej czy Billingsów, ewentualny problem seksualny wynikający z tych metod może być mało istotny, ale w przypadku, gdy stanie się istotny dla trwałości związku, a jednocześnie podtrzymywana jest potrzeba dochowania wierności wyznawanym zasadom, terapeuta powinien znaleźć skuteczną pomoc i praktyczne rady. Posłużę się przykładem: w danym związku dobrze oceniającym metodę termiczną kobieta może przeżywać orgazm w okresie płodnym, w innych odczuwa obojętność, a nawet niechęć. Zgłaszała się do różnych poradni i albo uzyskiwała odpowiedź, że seks nie jest najważniejszy, albo że po pewnym czasie sprawa się poprawi, ponieważ organizm dostosuje się do rytmu współżycia. Nic się jednak nie zmieniało, a współżycie było coraz bardziej stresujące. Pacjentka nie wyrażała chęci na zmianę metody, wykluczała taką możliwość, mąż szanował jej postawę, ale był zrezygnowany. Problem pogłębiał fakt, iż osiągała ona orgazmy jedynie w okresie owulacji w trakcie stosunku. Można zatem zadać pytanie - czy w takim przypadku rozwiązaniem nie byłoby zastosowanie metod mechanicznych typu prezerwatywa lub kapturek w okresie płodnym albo też praktyki Carezza, w której mężczyzna nie ma wytrysku? Zapewne, tego typu problem nie jest masowy, ale przecież te związki oczekują pomocy, której nie można im odmówić. Z tabeli 3 wynika, iż metody biologiczne (termiczne, Billingsów, kalendarzyk) mają dla więzi seksualnej wartość przeciętną, ale wymaga to szerszego omówienia. W przypadku związków z przeciętnym poziomem temperamentu i kobiet mających wysoki poziom libido w różnych okresach cyklu lub w okresach niepłodnych, te metody wywierają bardzo dobry wpływ na więź seksualną. Natomiast w przypadku związków partnerów z dużym temperamentem, ceniących częste kontakty i kobiet mających wysoki poziom libido w okresie owulacji, nie są przydatne i nie umożliwiają regularnego ułożenia współżycia. 100 Tabela 3 Metody zapobiegania ciqźy Metoda Skuteczność Bezpieczeństwo Łatwość Seks Metoda termiczna poowulacyjna +++ +++ + ++ Metoda termiczno rozszerzono ++ +++ + ++ Metoda Billingsów ++ +++ + ++ Kalendarzyk + +++ + + Prezerwatywa ź + ++ + +Kapturek dopochwo wy ++ ++ ++ ++ Spirala domaciczna +++ + +++ +++ Tabletki hormonalne + ++ + Stosunek przerywany ± + ± Płukanie pochwy po stosunku Zabiegi chirurgiczne ++++ + ++ ? ++++ bardzo wysoki poziom 4++ wysoki poziom ++ przeciętny poziom + niski poziom Ś negatywny poziom Prezerwatywa w wielu związkach nie stwarza problemów, ale w wielu innych wiąże się z uczuciem dyskomfortu, utrudnia przeżywanie zjednoczenia i optymalnego pobudzenia. Tabletki hormonalne u wielu kobiet obniżają poziom libido. Stosowanie spirali domacicznej, niekiedy powodującej przekrwienie miednicy, daje wzrost pobudliwości seksualnej. Jak zatem z tych rozważań wynika, nie ma optymalnej metody sterowania płodnością ze względu na więź seksualną. Istnieje duże zróżnicowanie odczuć, doznań, wpływów danej metody na organizm, a także i psychikę. Należy jednak stwierdzić podstawową prawidłowość - dla większości kobiet sama świadomość pewności uniknięcia nie planowanej ciąży i zaufanie do danej metody sprzyja wzrostowi zainteresowania życiem seksualnym. WSPÓŁŻYCIE PO PORODZIE Trudności seksualne po porodzie nie są zjawiskiem rzadkim. Różnego rodzaju zahamowania i niewłaściwie pojmowany wstyd sprawiają, że nie ujawnia się tych problemów lekarzowi sprawującemu stałą opiekę ginekologiczną, który może sam pomóc lub skierować do seksuologa. Równie często przyjmuje się postawę wyczekiwania ,,aż samo minie". Tymczasem narasta konflikt, rozdrażnienie nieudanym współżyciem lub zmęczenie udawanym orgazmem. 102 W świetle różnych danych trudności te dotyczą około 12Ś30% kobiet, z tym że u ponad połowy z nich po roku same mijają. U wielu jednak pozostają, a nawet mogą ulec nasileniu lub komplikacjom w związku z konfliktami powstającymi w związku małżeńskim. Trudności seksualne najczęściej dotyczą: anorgazmii (braku orgazmu), dyspareunii (bolesne współżycie), wstrętu i niechęci do współżycia seksualnego, a czasem zmian w pobudliwości sfer erogennych. Ta ostatnia możliwość nie stanowi większego problemu, ponieważ zmiana stylu współżycia wystarczy już do uzyskania wzajemnej satysfakcji seksualnej. Przyczyny wymienionych trudności są następujące: Zmiany anafomicznorizJologiczne Niekiedy po porodzie następuje np. rozszerzenie pochwy, powstaje miejscowa nadwrażliwość dotykowa itp. Współżycie może wówczas nie budzić dostatecznego podniecenia lub być źródłem przykrych doznań bólowych. Zaburzenia hormonalne Wystarczy np. przesunięcie w proporcji hormonów, aby doprowadzić do zmniejszenia temperamentu seksualnego i podwyższenia progu wrażliwości zmysłowej, co w praktyce oznacza słabsze działanie bodźców seksualnych. Stany zmęczenia, wyczerpania, senności Wiele kobiet obciążonych nowymi obowiązkami macierzyńskimi, przeżywających stresy, które są nieuniknione w okresie opieki nad dzieckiem, i zapracowanych w gospodarstwie domowym, wieczorami dosłownie pada ze zmęczenia i jeżeli dojdzie do współżycia, to jest ono mało podniecające i oczywiście nie kończy się orgazmem. Lęk przed ciążą Wiele kobiet wie, że po porodzie można łatwo zajść w ciążę. Powstaje zatem lęk przed ciążą i niewiara w skuteczność dotychczas stosowanych metod jej zapobiegania (często przecież ciąża jest spowodowana brakiem skuteczności stosowanej metody). Lęk zaczyna utrudniać przeżycia seksualne, wzbudza stan napięcia, zniechęca do współżycia. Zmiany w układzie partnerskim W jednych związkach powstaje rozczarowanie osobą partnera, który nie pomaga w sprawowaniu opieki nad dzieckiem i w pełnieniu obowiązków domowych. 2al wobec osoby partnera rodzi niechęć do niego i stąd trudności seksualne stają się wyrazem oporu. U innych kobiet natomiast powstaje zmiana postawy wobec partnera, wy-103 nikająca z taktowania go jako "trutnia"; inaczej mówiąc małżeństwo było dla nich bardziej potrzebą posiadania dziecka aniżeli więzią uczuciową z mężczyzną. Innym przykładem zmiany we wzajemnych układach między partnerami jest zazdrość męża o to, że żona bardziej troszcząc się o dziecko, odsuwa go na dalszy plan. Te doznania męża budzą niechęć i opór żony. Zmiany w widzeniu swego JA u kobiet Niektóre kobiety uważają się za mniej atrakcyjne, rodzą się u nich kompleksy. Poczucie zaś mniejszej atrakcyjności zaczyna odbijać się na współżyciu seksualnym. Neurotyzm Zmiany w stylu życia, wynikające z powstania nowych obowiązków, konflikty z partnerem, trudności w sprawowaniu opieki nad dzieckiem itp. mogą prowadzić do rozwoju objawów nerwicowych, a te z kolei odbijają się niekorzystnie na harmonii seksualnej. Jak widać eliminacja trudności seksualnych po porodzie może wymagać porady dotyczącej: stylu współżycia seksualnego, konieczności leczenia farmakologicznego albo psychoterapii samej kobiety lub związku małżeńskiego. Samo stwierdzenie faktu trudności seksualnych niczego nie rozwiązuje, nie ma też obowiązującej i jedynej recepty na wyjście z impasu. Na podstawie doświadczeń z pacjentami mogę stwierdzić, że w zdecydowanej większości przypadków trudności te dadzą się usunąć. Problemy zaś powstają wówczas, gdy zwleka się z wizytą u lekarza, gdyż w miarę upływu lat trudności pogłębiają się, a często są niejako ,,obudowywane" ich konsekwencjami. SEKS W POWTÓRNYM MAŁŻEŃSTWIE Z danych demograficznych wynika, że w Polsce rocznie jest zawieranych około 40000 powtórnych małżeństw, czyli mniej więcej co 9 związek małżeński w USC. Ciekawe, że dotąd ukazały się nieliczne prace poświęcone tym małżeństwom. Jedną z ciekawszych jest tekst J. Witczaka w nr 4 "Problemów Rodziny" z 1983 r. Niewiele wiemy o tych związkach, a jeszcze mniej jest znana ich więź seksualna. Moje własne badania związków partnerskich, prowadzone w latach 1980Ś1983 (obejmujące 62 pary), pozwoliły mi na stwierdzenie pewnych zróżnicowań i prawidłowości w więzi seksualnej powtórnych związków. 105 Wyższy poziom przystosowania seksualnego (14 związków) u obojga partnerów w porównaniu do poprzedniego związku W tego typu związku istnieje większa zgodność temperamentów, potrzeb i upodobań seksualnych, partnerzy odnoszą wrażenie, że "wreszcie trafili na właściwego partnera". Źródłem powstania tych związków najczęściej był nawiązany romans, w którym przystosowanie seksualne nastąpiło dość szybko i na optymalnym poziomie. Zadecydowało to o potrzebie bycia razem. W poprzednim związku partner ujawniał zaburzenia seksualne, zbyt małą aktywność seksualną, współżycie było monotonne, rozmijało się z potrzebami. W drugim związku nowy partner potrafił odkryć zupełnie nowy świat przeżyć, "trafił w czułe punkty". Atrakcyjność seksualna partnera i związku znacznie przeważyła szalę na rzecz zawarcia ponownego związku. Atrakcyjniejsza okazała się ars amandi, technika pobudzania, postawa partnera wobec seksu i współżycia, wyzwolone zostały nowe odczucia. Wartość powtórnego związku nie ogranicza się jedynie do seksu, ale można powiedzieć, iż miał on dość decydujące znaczenie dla jego oceny. Niższy poziom przystosowania seksualnego (9 związków) w porównaniu do poprzedniego związku W układzie tego typu okazać się mogło, że partnerzy ulegli złudzeniu lub rozczarowaniu, przypisywali drugiej osobie zalety, których w rzeczywistości nie miała. W innych przypadkach źródłem powstania związku było trudne znoszenie poczucia samotności i na partnera został wybrany ten, który po prostu zaproponował małżeństwo. Chociaż więź seksualna w tych związkach jest oceniana jako mało atrakcyjna, jednak samo małżeństwo oceniane jest pozytywnie, gdyż partner zaspokaja te potrzeby, których brakowało w poprzednim związku, np. gospodarność, pracowitość, trzeźwość, zrównoważenie psychiczne, a zwłaszcza dobre wywiązywanie się w roli przyjaciela, mężaŚżony. Wspomniane zalety nowego związku wyrównują jakby jego braki atrakcyjności seksualnej i partnerzy godzą się z tym, że "seks nie jest najważniejszy". Związki z problemami seksualnymi W takim związku problemy seksualne mają najczęściej charakter wtórny, po okresie dość udanej więzi seksualnej. Po prostu zaczynają się po pewnym czasie ujawniać różne postawy wyzwalające napięcia i utrudniające harmonię seksualną. Posłużę się typowymi przykładami. W jednych związkach ujawnia się zazdrość o poprzedniego partnera małżonka; dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, którzy nie mogą pogodzić się z myślą, że ich żona przez wiele lat była z innym mężczyzną. Prowokowana jest ona do zwierzeń, porównań. Niepewność, czy jest się lepszym od poprzednika, burzy spokój w wielu związkach. Inni partnerzy (częściej kobiety) starają się "być lepszym" od poprzednie-106 go, nastawiają się na odgadywanie i zaspokajanie życzeń, potrzeb swych współmałżonków, a to po pewnym czasie utrudnia spontaniczność w życiu seksualnym. W niektórych związkach ujawniają się różnice nawyków i upodobań seksualnych, np. co do technik pobudzania, pozycji, stylu współżycia. Partnerzy są sprawni, nie mają zaburzeń, ale ich stare nawyki rzutują na trudności w dostosowaniu się do nowych zwyczajów. Innym przeszkadzają wspomnienia prowadzące do porównań. Są to niby drobne rzeczy (np. dotyczące budowy partnera, zapachu skóry, rodzaju dotyku itp.), ale utrudniające pełną akceptację nowego partnera. W przypadku partnerów, którzy doświadczyli w poprzednim związku zdrady prowadzącej do rozwodu, w nowym związku wykazują pewną rezerwę i nieufność, podejrzliwość, stąd łatwo rodzi się zazdrość, pretensje. Współmałżonkowi przypisuje się cechy poprzedniego partnera i to w formie wyostrzonej, zwielokrotnionej. Można zatem powiedzieć, iż ciągnie się za sobą pewien garb psychiczny, obciążający klimat nowego związku utrudniający harmonię życia seksualnego. Istnieje jeszcze jeden, ale bardzo częsty i ważny problem - duża różnica wieku między partnerami. Mam z tym bardzo często do czynienia. Najczęściej starszy jest mężczyzna - i nowa partnerka, oceniana jako atrakcyjniejsza od poprzedniej, mobilizuje do wzrostu aktywności seksualnej, która oceniana jest jako doskonała. Okazuje się jednak, iż po pewnym czasie następuje wyczerpanie i zaczyna ujawniać się temperament typowy dla danego wieku. Następstwem rozbieżności możliwości seksualnych jest niezaspokojenie seksualne żony. W miarę upływu czasu problem ten nasila się i np. 55letni mężczyzna wchodzący w okres andropauzy przeżywa boleśnie ograniczoną sprawność seksualną wobec młodszej o 15Ś20 lat żony, będącej u szczytu rozkwitu kobiecości i temperamentu. Potrzeba dostosowania swych możliwości do wymagań partnerki narzuca mężczyźnie starania o odmłodzenie się, odpowiedni dobór diety, stylu bycia, ale nie zawsze daje to oczekiwane efekty. Muszę powiedzieć, że dla lekarza ten łyp problemów jest szczególnie trudny a pacjenci potrafią ujawniać dramatyzm swej sytuacji nawet płaczem, rozpaczą, depresją, myślami samobójczymi. O tym, czy tego typu związek będzie udany, decyduje nie tylko wynik leczenia, ale głównie postawa partnerki. Jeżeli żona daje wyraźnie odczuć, iż zaspokojenie jej potrzeb seksualnych jest sprawą ważną, jej presja i postawa załamuje niejednego męża szukającego dalszych dopingów, lub też godzącego się z faktem, iż wymarzona kobieta nie znajdzie z nim szczęścia. W innych natomiast związkach partnerki świadome tego stanu rzeczy potrafią dostosować się do sytuacji partnera i znajdują satysfakcje zastępcze, ograniczają swoje potrzeby. Tego typu sytuacji jest bardzo wiele i wymagają szczególnego taktu i wrażliwości. Otoczenie potrafi niekiedy pogłębić problem przez drwiny typu: "dobrze mu tak, zachciało się mu młodej"; 107 "nie pasują do siebie, mógłby być jej ojcem" itp. Są również związki z dużą przewagą wieku kobieły; w nich problemy seksualne wynikają częściej z zazdrości i lęku przed odebraniem partnera przez inną, młodszą kobietę. Innym źródłem mącącym harmonię więzi seksualnej w związkach partnerów z dużą różnicą wieku jest zagrożenie poczucia własnej atrakcyjności, lęk przed starzeniem się. Powstaje wyczulenie wobec partnera, jego oceny tej atrakcyjności i ocenianiem jej przez innych. Renesans atrakcyjności seksualnej poprzedniego partnera Jeżeli w poprzednim związku konflikt między partnerami był długotrwały i doprowadził do rozwodu, zrozumiałe, iż w takiej sytuacji codzienne napięcia i kłótnie obniżały atrakcyjność partnera i przeważał jego negatywny obraz. Po rozwodzie, pewnym stażu w nowym związku, może nastąpić złagodzenie emocji i na poprzedniego partnera patrzy się innym okiem. Dopiero teraz dostrzega się jego cechy męskiekobiece, niedawno pomijane. Okazuje się, iż renesans zainteresowania poprzednim partnerem prowadzi do różnych następstw: pogodzenia się z losem i utratą tego partnera: ,,zrobiło się błąd"; nawiązuje się romans z nim i powstaje przyjaźń seksualna, ale żyje się w nowym związku - powstaje zatem paradoksalny trójkąt. Zdarza się również, iż wspomnienia pozytywne zaczynają dominować i burzą więź seksualną w powtórnym małżeństwie, a nawet prowadzą do ponownego zawarcia małżeństwa z eksmałżonkiem. Jak zatem z powyższych rozważań wynika, więź seksualna w powtórnych małżeństwach jest zróżnicowana, często ciąży nad nią przeszłość partnerów i możliwość wyłonienia się nieprzewidzianych komplikacji. Jest to problem spotykany w poradnictwie rodzinnym i w psychoterapii, wymagający szczególnego doświadczenia ze strony terapeuty oraz taktu i cierpliwości ze strony partnerów. Zrozumiałe jest bowiem, iż przeszłości nie można wymazać orzeczeniem rozwodu i stworzeniem nowego związku. Ponowny start do życia we dwoje zaczyna się z innej podstawy i niekiedy wymaga większego wysiłku, aby nowa wspólna przyszłość była udana. W poradnictwie małżeńskim partnerzy z powtórnych małżeństw mają większe opory z przyjściem, z szukaniem porady. Wynika to najczęściej z uczucia wstydu, iż poniosło się jedną klęskę i nie odniosło się sukcesu w nowej próbie życia. Uderza to w samoocenę JA. Jeżeli jednak na zjawisko powtórnych małżeństw spojrzy się z perspektywy mechanizmów psychicznych, zrozumiała jest inność ich sytuacji, nie pozbawiająca bynajmniej szansy sukcesu. CELIBAT A SEKS Wiele osób, szczególnie młodych, uważa, iż wyrzeczenie się życia seksualnego oraz rzeczywisty jego brak jest albo czymś patologicznym, albo objawem chorobowym lub też posunięciem faryzejskim, co innego bowiem się deklaruje, a co innego robi po cichu. Tak czy inaczej zdaje się przeważać niewiara w tego typu postawę życiową, w jej realność. Zanim wyrażę swój pogląd, chciałbym zacząć od przewrotnego stwierdzenia: w bardzo wielu przypadkach trudniej zachować wierność seksualną wobec kochanej nawet osoby niż dochować wierność celibatowi. Potwierdzeniem tego jest wiele obserwacji. Osoby rozbudzone seksualnie, z dużym temperamentem, przyzwyczajone do stałego współżycia seksualnego w związku nawet bardzo dobrym, potrafią żywo emocjonalnie i seksualnie reagować na atrakcyjność erotyczną i chęć dochowania wierności wymaga nieraz prawdziwego wysiłku. Istnieją również typowe sytuacje życiowe za-109 grażające wierności seksualnej; kryzys lał 40 życia (zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet), tzw. druga młodość na jesieni życia, różne sytuacje konfliktowe i rozczarowania prowokujące do ,,ukarania" swego partnera, naciski otoczenia, umiejętne prowokacje erotyczne atrakcyjnej osoby, wpływ alkoholu itp. Ciekawe, że nie tak rzadkie przecież sytuacje tego typu nie prowokują do stwierdzenia, że wierność jest niemożliwa i młodzi małżonkowie nie usuwają tego ze swego ślubowania. Okazuje się, że jednak wierność jest możliwa, chociaż niekiedy opłacana wielkim wysiłkiem. W podobnej sytuacji znajdują się osoby wybierające celibat. Jedne z nich nie mają większych z nim problemów, inne zmagają się ze swymi nie zaspokojonymi seksualnymi potrzebami, inne wreszcie nie wytrzymują. Stan równowagi psychofizycznej nie tyle zależy od tego, czy ktoś wybiera celibat, czy też życie seksualne, ile od tego, jak formuje swoją osobowość, system wartości oraz jaka jest motywacja dokonanego wyboru. Równowaga psychofizyczna, czyli harmonia i integracja osobowości, opiera się na dojrzałej osobowości, w której istnieje zgodność między myślami a czynami, nastawienie na realizację określonych wartości w życiu, postawa traktująca zarówno życie osobiste, jak i zawodowe i społeczne jako powołanie do pełnego samorozwoju, bycia użytecznym, a to wszystko jest oparte na miłości do siebie i innych. Jednak w sytuacji niedojrzałej osobowości, pozornej motywacji, egocentrycznego prymatu JA, problemy będą istniały niezależnie od tego, czy żyje się w celibacie, czy też w związku partnerskim. Natężenie potrzeb seksualnych, jak wiadomo, zależy od wielu czynników, m.in. od temperamentu seksualnego. Można zatem założyć, że im wyższy poziom tego temperamentu, tym większe mogą być z n,im problemy. Czy natura ,,domaga się swych praw"? Okazuje się, że osoby z silną motywacją do celibatu i stosujące zasady psychohigieny potrafią opanować swoje potrzeby seksualne, a organizm z upływem czasu niejako adaptuje się do tej sytuacji, zgodnie z prawem "zaniku z nieczynności". Nie jest to jednak takie proste. Częste są również sytuacje kryzysowe, będące wyzwaniem wobec dokonanego wyboru; jedną z nich jest zmiana warunków życia. Chodzi mi w tym przypadku o osoby, które po kilku latach wychowawczego nadzoru stają się samodzielne. Najczęściej przypada to na rozkwit wieku męskiegokobiecego. Kontakty z tzw. normalnymi ludźmi mogą wzbudzać nowe potrzeby, przeżycia. Również różne sytuacje, np. prowokacje erotyczne (a owoc zakazany pobudza niektórych do działań prowokujących), okresy frustracji, niepowodzeń, wspomnień z ogniska rodzinnego itp., mogą uatrakcyjniać unikany dotychczas styl życia. U innych osób potrzeby seksualne są wtórne wobec rozbudzających się potrzeb rodzicielstwa, bliskości, ciepła, poczucia osamotnienia itp. 110 Frustracja potrzeb seksualnych może uruchamiać różnorodne mechanizmy obronne; jedne z nich kierują się w stronę pogłębiania motywacji wybranej drogi życia i wówczas mówimy o pozytywnym rozwiązaniu wewnętrznego konfliktu. Mogą być również uruchamiane mechanizmy negatywne, które za cenę przezwyciężania potrzeb seksualnych prowadzą do pewnych niewłaściwych anomalii charakterologicznych, czy też niewłaściwych postaw. Należą do nich np.: rygoryzm moralizatorski, antyfeminizm, wrogość wobec ciała, seksu, płci, potrzeba władzy, zaszczytów, oschłość uczuciowa wobec ludzi, ukryte pragnienie narzucania ograniczeń w sferze seksu na zasadzie ,,skoro ja nie mogę, to innym utrudnię", przesadne wyczulenie na sprawy seksu, podnoszenie w górę poprzeczki wymagań, obowiązków, powinności oraz subiektywizm w ocenie problemów życia seksualnego i małżeńskiego, prowadzący do krzywdzących ocen. Jeżeli wspomniane negatywne mechanizmy obronne docierają jednak do świadomości, to mogą być łagodzone przez samokontrolę. Gorzej, jeżeli dominują głównie w podświadomości, gdyż własne postawy utożsamiają się z ideą działania na rzecz dobra. 'W niektórych przypadkach frustracja potrzeb seksualnych prowadzi do ich wypierania, tłumienia, co w następstwie wyzwala neurotyzm. Może również wyzwolić się tendencja do idealizowania spraw seksu, małżeństwa, odbiegająca od rzeczywistości, i wówczas narzuca się innym nierealną wizję modelu życia we dwoje. Należy również stwierdzić, iż podobne mechanizmy obronne, negatywne czy pozytywne, uruchamiane bywają w przypadku przekraczania zasady wierności. Chciałbym przy okazji wspomnieć, że psychoterapia nie jest ani za, ani przeciw celibatowi, interesuje ją natomiast motywacja oraz sposób realizacji wybranej drogi życia, związane z nią problemy i trudności. Spośród osób mających trudności z celibatem jedni znajdują dość sił na przełamanie kryzysu i pozostanie w nim, inni natomiast decydują się na wybór innej drogi życia. .W Polsce dyskusje na temat celibatu ograniczają się do spotkań towarzyskich, tymczasem na Zachodzie przewijają się na łamach wielu publikacji, w tym również wyznaniowych. Okazuje się, że jest to zagadnienie bardzo kontrowersyjnie oceniane również w kręgach duchowieństwa i zapewne będzie tak dalej, celibat bowiem to nie tylko forma życia, podporządkowanie się dyscyplinie, ale i problem motywacji do niego, prawa wyboru, oceny użyteczności. Zdawałoby się również, że zagadnienie celibatu powinno być problemem w ruchu ekumenicznym, w wielu bowiem wyznaniach chrześcijańskich nie ma wymogu celibatu, a w kościele prawosławnym obowiązuje on mnichów i biskupów, a nie księży. Okazało się jednak, że ruch ekumeniczny dostrzega możliwość zachowania różnych tradycji w poszczególnych wyznaniach. Zwolennicy zachowania celibatu argumentują (poza teologicznymi stwierdzeniami), iż sprzyja on pełniejszemu 111 poświęceniu się idei służenia ludziom, natomiast jego przeciwnicy stwierdzają, że duchowni mający rodziny lepiej potrafią wczuć się w codzienne problemy swoich wiernych i mają wobec nich mniejszy dystans. Szkoda, że problem celibatu ma tak mało reprezentatywnych opracowań co do motywacji wyboru takiej drogi życia, form radzenia sobie z nim, ewentualnych pozytywnych czy negatywnych wpływów na osobowość. BARIERY PARTNERSTWA W SEKSIE DOJRZAŁYM Ś Seks dojrzały Więź partnerska w seksie dojrzałym uwarunkowana jesł całą przeszłością partnerów (uwarunkowania rodzinne, wychowawcze, przebieg życia, poprzednie związki itd.), przebiegiem ich związku, postawami wobec ciała, seksu, płci, własnej osoby, systemem norm i zasad, wiekiem, wykształceniem. Nic zatem dziwnego, że wiele przeżyć i zjawisk, mechanizmów psychicznych, a także i kulturowych, stwarza bariery międły płciami, partnerami, utrudniające osiąganie optymalnej więzi. W jednych związkach wspomniane bariery prowadzą jedynie do przewrażliwienia wobec danego zachowania partnera, w innych sprzyjają powstawaniu konfliktów, nieporozumień, w jeszcze innych mogą być źródłem dramatów. W tej części pracy zostaną omówione różne typy barier między partnerami; wiele z nich ma charakter kulturowy. Bariery kulturowe są dziedzictwem z przeszłości naszej cywilizacji, tradycji oraz wpływu środowisk, stereotypów i mitów. Wiele z nich ma charakter podświadomy, zostały bowiem zakodowane w świecie psychicznym w procesie wychowania, w rodzinie i w środowisku. Sam fakt istnienia tych barier nie przesądza o losie danego związku. Słowo bariera oznacza, iż w komunikacji między partnerami istnieje pewna inność, trudność w osiągnięciu jedności i harmonii. Uświadomienie sobie źródeł powstania barier może ułatwić poprawę więzi między partnerami, żalem istnienie bariery nie prowadzi ,,do" ani ,,od" w danym związku, jest określonym zjawiskiem trudności w komunikacji partnerskiej, a jej wpływ zależy od stopnia przystosowania do siebie partnerów oraz od zdolności odczytania istnienia bariery oraz przeciwdziałania jej. W tej części pracy zostaną omówione niektóre typy barier więzi partnerskiej. Inne zostały opisane w "Seksie partnerskim", w wielu innych publikacjach. W publikacjach seksuologicznych, poświęconych małżeństwu, coraz częściej spotyka się pojęcie zaburzeń komunikacji interpersonalnej, jako jednej z częściej spotykanych barier więzi. Psychologia komunikacji jest obecnie dynamicznie rozwijającym się kierunkiem i np. w Polsce interesującą pracą na ten temat jest "Jak ludzie porozumiewają się?" autorstwa L. Grzesiuk i E. Trzebińskiej (NK, 1983). Lektura tej pracy byłaby dobrym uzupełnieniem tej części pracy. DZIECIĘCE SZOKI SEKSUALNE Pogląd, że obserwacja współżycia seksualnego rodziców przez ich dziecko jesł źródłem łzw. szoku seksualnego był upowszechniony przez psychoanalizę. Analizując wczesnodziecięce wspomnienia i łreści snów erotycznych psychoanaliłycy odkrywali ich powiązania z problemami seksualnymi, nerwicowymi w wieku dojrzałym. Popularyzacja poglądów tej szkoły przyczyniła się do powstania pewnych stereotypów. Jednym z nich jest np. stwierdzenie, iż córka zaszokowana widokiem kontaktu seksualnego rodziców staje się w następstwie tego oziębła seksualnie i odczuwa wstręt do seksu, mężczyzn. Wspomniany pogląd słał się inspiracją wielu dzieł literackich oraz na wiele lał zaważył na postawach wobec tzw. dziecięcych szoków seksualnych. Wystarczyło, iż pacjent podawał terapeucie tego typu wspomnienie, aby było to traktowane jako podstawowy mechanizm rozwoju jego problemów seksualnych. W miarę upływu czasu doświadczenia badaczy wykazały, że sprawa jest bardziej złożona i nie tak jednoznacznie szkodliwa. Krytycy psy-116 choanalizy np. podkreślali, iż w poprzednim okresie historycznym całe rodziny mieszkały w jednym pokoju i dzieci - z konieczności - były świadkami intymności erotycznej rodziców, a przecież nie prowadziło to do patologii seksualnej. Również świadectwa z wielu innych kultur wskazywały, iż obserwacja kontaktów seksualnych w rodzinie nie należy bynajmniej do rzadkości, z czego wynika wniosek, że albo psychoanaliza popełniła błąd interpretacyjny, lub też szoki seksualne należy wiązać z mentalnością puryłańską, mieszczańską. Chociaż od pojawienia się pierwszych doniesień psychoanalityków na ten temat minęło wiele lał, nadal jednak dziecięce obserwacje scen intymnych w rodzinie należą do wstydliwych, przemilczanych i są traktowane jako obciążające psychicznie dla dzieci. Jaka zatem jest prawda? Czy istnieje nadal pojęcie dziecięcych szoków i urazów seksualnych? Obserwacja kontaktu seksualnego rodziców obecnie nie jest nazywana szokiem seksualnym, lecz wczesnodziecięcym doświadczeniem (łzw. primal scenę). Jaka jest częstość tego zjawiska i jakie są jego następstwa? Ograniczę się do wniosków z własnych badań różnych populacji, w tym i w kontrolnej. Okazało się, iż obserwacja współżycia seksualnego rodziców przez dzieci nie jest bynajmniej rzadkim zjawiskiem - około 12Ś17% osób ma tego typu doświadczenia z dzieciństwa. Najczęściej była to obserwacja przypadkowa, przez zaskoczenie (np. dziecko przebudziło się w środku nocy lub przyszło nagle z innego pokoju). Jedynie wyjątkowo spotykane są sytuacje braku zachowywania przez rodziców jawności życia seksualnego, niekrępowania się obecnością dzieci w pokoju. Ta ostatnia sytuacja występowała w rodzinach patologicznych, np. z marginesu społecznego, w zaawansowanym stadium alkoholizowania się rodziców lub w wypadku ujawniania przez nich cech dewiacyjnych. Scena erotyczna najczęściej dotyczyła częściowej obserwacji, czyli widoku pary w trakcie aktu seksualnego, ale zakrytej kołdrą, lub wrażeń słuchowych z trwającego aktu seksualnego, rzadziej natomiast dotyczyła widoku całej sceny współżycia. W około '/a przypadków dziecko domyślało się, że rodzice mają kontakt seksualny na podstawie ,, dziwnego" ich zachowania i pełnego zażenowania ukrywania się przed dzieckiem. Należy tu również stwierdzić, iż w około '/ 5 przypadków nie było żadnych realnych obserwacji; dziecko po prostu fantazjowało. Tego typu fantazje najczęściej występowały u dzieci w początkowym okresie dojrzewania, kiedy powstaje zainteresowanie sprawami płci, domyślanie się, "co robią rodzice" i dobudowywania swej wyobraźni do zachowania rodziców. W efekcie własne fantazje traktowane były jako rzeczywistość. Interesujące są bezpośrednie reakcje dzieci w takiej sytuacji. Około 22% przeżywa przykrość, szok, niesmak i wiąże z tym zmianę uczuć wobec rodziców (dystans, obcość, wrogość, niechęć). Około 35% dzieci przeżywa zaskoczenie tą sytuacją i udaje, że nic się nie stało 117 i niczego się nie domyślają, następnie przetrawiają to w sobie i w końcu dochodzą do wniosku, iż jest to przecież coś naturalnego. W następstwie tego procesu nie zauważa się żadnych zmian w uczuciach i postawach wobec rodziców. U pozostałych dzieci brak jest, poza zaskoczeniem, innych reakcji, domyślały się bowiem przedtem, iż rodzice mają kontakty seksualne. Sytuacja była wprawdzie zaskakująca dla wszystkich zainteresowanych, ale nic z niej później nie wynikało. Ciekawe, że większość osób mających tego typu przeżycia z dzieciństwa jest przekonana, iż ich rodzice nie domyślili się, że ich dzieci były nieświadomie świadkiem sceny intymnej. Tego typu przekonanie ułatwiało rozwiązanie problemu. Późne rzutowanie tego typu wspomnień z okresu dzieciństwa na życie seksualne w wieku dojrzałym okazuje się bardzo zróżnicowane. U jednych osób zainteresowanie seksem wzrosło i przyczyniło się do rozbudzenia ciekawości seksualnej, a w następstwie do wcześniejszej inicjacji seksualnej. U innych przeżycie zażenowania i wstydu opóźniło zainteresowanie tą dziedziną i inicjację seksualną. W około 15% przypadków tego typu wspomnienia z dzieciństwa można uznać za szok, uraz seksualny, wpływający negatywnie na własne życie seksualne (oziębłość, wstręt seksualny, sprzeczne uczucia wobec seksu i partnera). Ciekawe, iż u około 25% badanych osób wspomnienie z dzieciństwa wpłynęło na trwałe rozbudzenie wyobraźni erotycznej, która obejmowała zarówno sny erotyczne, marzenia na jawie, jak i fantazje seksualne w trakcie współżycia seksualnego. Od czego zależą takie lub inne następstwa zaobserwowanych scen intymnych między rodzicami? Okazuje się, że podstawową sprawą była więź uczuciowa z rodzicami. Jeżeli np. córka bała się ojca, który tyranizował otoczenie, to scena erotyczna między rodzicami upewniła ją w przekonaniu, iż ,,ojciec krzywdzi matkę", a jej zachowania (płacz, ruchy ciałem, wzdychanie) było utożsamiane z cierpieniem. W następstwie tego typu rozumowania nie tylko pogłębiała się negatywna postawa wobec ojca, ale i seks został utożsamiony z agresją, cierpieniem. Drugim czynnikiem był poziom uświadomienia seksualnego i wiek. Jeżeli dziecko było zorientowane nieco w sprawach płci, to tego typu doświadczenie daje łagodniejsze następstwa, podobnie gdy było ono w tzw. okresie latencji seksualnej, czyli przed dojrzewaniem, przy braku zainteresowania seksem. Kolejnym wreszcie czynnikiem były cechy osobowości dziecka, i np. u dziecka nadwrażliwego, zamykającego się w sobie, lękliwego można spodziewać się raczej negatywnych następstw. Jak zatem wynika z powyższych obserwacji - wspomnienia seksualne z okresu dzieciństwa nie należą do rzadkich, są zróżnicowane, podobnie jak i ich następstwa. Wbrew pozorom nie tak częste są szoki i urazy seksualne. Rodzice powinni jednak uświadomić sobie fakt, iż ich życie seksualne wymaga nie tylko intymności, ale i wychowania seksualnego dzieci. 118 DLACZEGO SAMOTNI? Osoby mające trudności ze znalezieniem partnera, towarzysza życia budzą nieraz w swym otoczeniu współczucie pomieszane z nieufnością co do ich męskościŚkobiecości. Dziwi np. fakt korzystania z pomocy biur matrymonialnych, pośrednictwa znajomych, członków rodziny w kojarzeniu. Staje się on jakby potwierdzeniem niemrawości. "Normalni" ludzie nie mają takich problemów, chociaż mogą mieć kłopoty z dokonaniem wyboru towarzysza życia z grona poznawanych osób. Przyczyny trudności ze znalezieniem partnera są bardzo zróżnicowane. Jedną z nich jest brak okazji do poznania odpowiedniej osoby. Jeżeli np. kobieta pracuje w sfeminizowanym środowisku, to jej kontakty z mężczyznami stają się bardzo ograniczone, a nie zawsze najbliższy krąg rodzinny prowadzi życie towarzyskie. Niektórzy ludzie dzielą swoje życie na określone etapy i np. w okresie studiów chcą skoncentrować się jedynie na nauce, a sprawy osobiste odkładają na 119 później. Bywa jednak i łąk, że po studiach znajdują pracę w innym, nowym środowisku, nie stwarzającym okazji towarzyskich. Dotyczy to zwłaszcza osób pracujących w małych ośrodkach, które czują się obco, są bowiem ludźmi z zewnątrz. Powstaje żal, że życie studenckie przeszło na samej nauce. Zwłaszcza kobiety, np. w listach, poruszają ten problem. Ma wprawdzie studia i interesującą pracę z możliwościami awansu, ale liczba potencjalnych kandydatów do USC jest bardzo mała. Powstaje dylemat - czy nadal czekać na kogoś odpowiedniego, czy też korzystać z pierwszej okazji matrymonialnej, chociaż partner nie jest w pełni akceptowany? A bywa i tak, że istniejące cechy psychiczne, jak np. nieśmiałość, duża wrażliwość, delikatność, połączone z pewną biernością, brakiem przysłowiowej już siły przebicia sprawiają, że oczekuje się inicjatywy z drugiej strony, a tymczasem wiele okazji zawarcia interesującej znajomości mija bezpowrotnie. Tego typu zahamowania występują nie tylko u mężczyzn, chociaż są dla nich bardziej charakterystyczne. Wiele trudności w znalezieniu partnera wynika z rozbieżności jaźni uzewnętrznionej z jaźnią wewnętrzną. Mówiąc po prostu, inne jest własne poczucie JA, a zupełnie odmienne otoczenia. Ktoś może być spostrzegany jako atrakcyjny, seksowny, z inicjatywą, śmiały. Oczekuje się więc jego inicjatywy, aktywności, pierwszego kroku. Tymczasem jest to osoba nieśmiała, bierna, a jej pozornie śmiałe zachowanie jest stylem bycia tylko w pewnych granicach. Może też kryć za sobą kompleksy, poczucie małej wartości. Powstaje nieporozumienie, wcale zresztą nierzadkie. Każdy chyba zna je ze swego życia. Przecież często widzimy, że otoczeniu wydajemy się inni aniżeli naprawdę jesteśmy. Często w gabinecie słyszę wypowiedzi typu: "Kobiety sądzą, że jestem doświadczonym mężczyzną, oczekują mojej inicjatywy, tymczasem ja nie mam żadnych doświadczeń seksualnych i czuję się onieśmielony". Styl zachowania takiego mężczyzny jest jednak rozbieżny z jego wewnętrznym samopoczuciem. Sprzeczność sygnałów w komunikacji międzyludzkiej jest więc oczywista. Trudności w znalezieniu sobie partnera wiążą się nieraz z rozwojem psychoseksualnym, neurotyzmem czy też konkretnymi cechami osobowości. Wymienię te najczęściej spotykane. Brak socjalizacji Jeżeli ktoś nie miał kontaktów z rówieśnikami, w okresie dojrzewania był izolowany od złych wpływów niepożądanego towarzystwa, to długotrwały brak socjalizacji sprawia, że trudno mu nawiązać jakąkolwiek znajomość. Na otoczeniu może sprawiać wrażenie dziwaka, z którym ciężko się porozumieć. Brakuje mu bowiem umiejętności prowadzenia lekkiej rozmowy, odpowiedniego znalezienia się w klimacie zabawy. Przeważa kontakt "na serio", z dystansem wobec innych. 120 Kompleksy Kompleksy są typowe dla okresu dojrzewania, ale w wyniku reakcji otoczenia, porównywania siebie z innymi lub przeżycia czegoś przykrego, np. krytycznej uwagi, pogłębiają się. Wówczas narasta i utrwala się poczucie niższości, małowarłościowości. W kontaktach z innymi może to prowadzić do izolowania się, nieufności, niewiary w komplementy, w prawdziwość ocen i sądów. Własne JA widzi się w zwierciadle kompleksu, jest ono zatem skrzywione i pożądana wartość własnej osoby sprowadza się do tej cechy, której akurat brakuje. * Wyczulenie na brak akceptacji i odrzucenie U niektórych osób obawa przed odrzuceniem, brakiem akceptacji stwarza tak silne poczucie zagrożenia, że sami oni uprzedzają taką możliwość, zrywając znajomość. Dla drugiej osoby jest to decyzja nieuzasadniona, niezrozumiała, czy nawet osobiście krzywdząca. Jednak potrzeba wyjścia z zachowaniem twarzy jest tak przemożna, iż potencjalnie dobrze rokujący związek ulega zerwaniu. Tego typu postawę ujawniają nie tylko osoby, które doznały w przeszłości goryczy odrzucenia, ale i osoby ambitne, z wysokim poczuciem własnej wartości. Skrzywione postawy zarówno wobec płci odmiennej, jak i własnej Wspomniałem już wyżej o znaczeniu stereotypów męskościŚkobiecości. Stąd np. mężczyzna nieśmiały sądzi, że to właśnie koniecznie od niego jako mężczyzny oczekuje się aktywności, a inicjatywę i aktywność ze strony kobiety traktuje jako uwłaczającą jego poczuciu męskości; zarazem jednak nie czuje się na siłach samemu wystąpić z inicjatywą. Wiele osób, w wyniku swoich doświadczeń rodzinnych, osobistych, ma nieprawidłowy stosunek wobec płci odmiennej i stąd klimat nieufności, uprzedzeń, nastawień w poważnym stopniu utrudniający kontakty z ludźmi. Zachowania odrzucające U części osób dominujący styl ich zachowań jest negatywnie oceniany przez otoczenie. Są to np. osoby podkreślające swój nonkonformizm i zrażające otoczenie swym zachowaniem. Inne ujawniają agresywny styl bycia, jeszcze inne natarczywość erotyczną, narzucanie swego zdania i woli, braku taktu iłp., lub też zachowania, w których wypowiada się negatywne opinie o płci odmiennej, wyraża się wobec niej pozorny cynizm itd. Nic więc dziwnego, że pierwsze wrażenie jest negatywne z dalszymi tego konsekwencjami. Słyszę nieraz skargi, że np.: "Oceniają mnie jako agresywnego i cynicznego, a ja naprawdę nie jestem taki, nie chcę być taki". 121 Brak przyciągania, atrakcyjności, wrażenie chłodu i oziębłości Są łypy osobowości, które stwarzają wokół siebie atmosferę chłodu, dystansu, nie ma w nich cech, które by przyciągały, nie ma ciepła czy kokieterii. Dopiero po bliższym poznaniu, kiedy czują się bezpieczne, zaczynają rozkwitać i ujawniać inne cechy. Zbyt jednak rzadko dochodzi do tego etapu i pierwsze wrażenie decyduje o ich odrzuceniu, nieatrakcyjności. Oziębłość, oschłość, wrażenie zimna uczuciowego danej osoby może być jednak prawdziwa. Kryje się w tym dramat zahamowania uczuciowego lub brak rozwoju uczuciowości. Obiektywnie rzecz biorąc, taka osoba może się nawet w pierwszym momencie podobać, ale na tym. się kończy. Wymienione przeze mnie przyczyny trudności w znalezieniu partnera wiążą się z mechanizmami zachowań, które również są zróżnicowane. Mogą one pogłębiać te trudności lub je ograniczać, a nawet przezwyciężać. Wiele zależy od samoświadomości. Jeżeli ktoś zna przyczynę swych niepowodzeń, może wówczas - przez świadome sterowanie swymi zachowaniami - eliminować te przyczyny. Na przykład seria niepowodzeń związanych z zachowaniami negatywnie ocenianymi przez otoczenie może prowadzić do ich zmiany i do podjęcia usiłowań wprowadzenia nowych form kontaktu z ludźmi. Znam wiele osób, które dzięki lekturze, poradzie, psychoterapii, umiejętności wyciągania wniosków zmieniają siebie i tworzą nowy styl kontaktów, uwieńczonych powodzeniem, albo brak jakiejś cechy wyrównują przez podkreślanie czy uzewnętrznianie innej. Niepowodzenia w jednym środowisku mogą prowadzić do jego zmiany i szukania nowych kontaktów. Zmienia się więc miejsce pracy, zamieszkania, krąg znajomych itp. Inaczej mówiąc - wobec swych trudności przyjmuje się postawę refleksyjną i czynną. Często udzielam porad tego typu i wskazuję - na podstawie badań, wywiadu, rozmowy - co jest przyczyną trudności i co należałoby zmienić, l zaczyna działać mechanizm pozytywny. Czyjeś życie zmienia się na lepsze. Niestety, dość często, bywają uruchamiane mechanizmy negatywne, które pogłębiają trudności życiowe. Wymienię kilka typowych. Stereotypy i skrzywione przekonania W tego typu stereotypach generalizuje się pewne oceny i sądy, np.: "Nie ma prawdziwych mężczyzn", "mężczyzna myśli tylko o łóżku", "kobieta myśli tylko o tym, jak złapać męża", "nie ma szczęśliwych małżeństw", "mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiety" itp. Tego typu stereotypy poprawiają nieco własne samopoczucie przez przerzucenie winy na drugą płeć. Ucieczka w chorobę Wiele zaburzeń chorobowych powstaje w wyniku mechanizmu psychicznego, jakim jest ucieczka od swoich trudności życiowych. Mogą to być zarówno nerwice, jak i zaburzenia typu choroby wrzodowej, migren, zaburzeń dróg żółciowych, hormonalnych itp. Dolegliwości pozwalają skupić na nich uwagę i stają się pierwszoplanowe w życiu psychicznym. Podstawowe trudności w związku z tym ulegają odroczeniu, oddaleniu. Zachowania agresywne Zachowania takie mogą być autoagresywne (np. próby samobójstw), mogą wyrażać się agresją wobec otoczenia w ogóle lub tylko wobec płci odmiennej. Potrzeba dowartościowania W wyniku niepowodzeń w znalezieniu partnera usiłuje się sprawdzić swoją atrakcyjność, wartość, poprzez przelotne kontakty seksualne, odbijanie innym partnerów, zyskanie uznania w swej działalności zawodowej lub też akceptacji otoczenia, np. przez podkreślanie swego altruizmu, wartości moralnych itp. Derealizacja Niepowodzenia życiowe mogą prowadzić do rozbudowy świata marzeń, fantazji, idealizacji swego dzieciństwa, domu rodzinnego, rozczytania w sentymentalnych lekturach itp. Można też przesadnie wartościować dziedziny, których się jest pozbawionych i stąd np. nadmierne idealizowanie małżeństwa, seksu, rodziny. Trudności w znalezieniu partnera mogą być przejściowe Wiele osób po pewnym czasie trafia szczęśliwie na znajomość odmieniającą ich sytuację. Powodzenie tego związku zależy nie tylko od spotkania właściwego człowieka. Ważne jest również oddalenie się od dawnych trudności. Inne osoby, dzięki pomocy biur matrymonialnych, pośrednictwu znajomych, zawierają związek, może niekoniecznie wymarzony, ale zaspokajający podstawowe potrzeby psychiczne, do jakich należą: potrzeba oparcia, więzi, bezpieczeństwa, akceptacji własnego gniazda. A jeszcze inne doświadczają samotności, którą w różny sposób rozwiązują (zwiększona aktywność zawodowa, działalność społeczna, poświęcenie się dla kogoś, np. starych rodziców, sierot społecznych, zamknięcie w sobie, zgorzknienie itp.). Powszechność problemu, jakim jest trudność w znalezieniu partnera, znajduje oddźwięk w rozbudowie biur matrymonialnych, poradnictwa prasowego, klubów samotnych, poradnictwa przedmałżeńskiego i rodzinnego. Są to ważne i konieczne inicjatywy, wymagające dalszej rozbudowy. Warto jednak zwrócić uwagę na potrzebę uprzedzania 123 tych trudności, chociaż z pewnością nie wyeliminuje się ich całkowicie. Wielu jednak dramatycznych przeżyć, bezsennych nocy, ciężko przeżywanego odrzucenia, samotności można by uniknąć, gdyby się wcześniej dostrzegło niepokojące sygnały zwiastujące wystąpienie takich trudności. W domach rodzinnych często milczy się na ten temat lub nie zauważa faktu, że dziecko jest izolowane od rówieśników, nie ma przyjaciół, nie zyskuje akceptacji, że przeżywa trudności w swych próbach nawiązania znajomości. W systemie oświatowym zbyt ceni się wyniki w nauce, karność, zdyscyplinowanie, lekceważy natomiast fakt izolacji ucznia w swym środowisku. Nastawienie na sukcesy w nauce i odkładanie spraw uczuciowych na potem jest również typowym błędem. Osobowość powinna rozwijać się harmonijnie i wszechstronnie, a nie od zadania do zadania. Ubogie życie towarzyskie i zamykanie się we własnym kręgu również utrudnia wyrobienie i rozwijanie umiejętności nawiązywania stosunków przyjacielskich i erotycznych. Trudność zatem w znalezieniu partnera nie jest wynikiem fatum, złego losu, pecha, ale zakłóconych kontaktów z ludźmi. KULT WAGINALNY Większość pojęć psychoanalitycznych, nazw zespołów psychopatologii seksualnej powstała w okresie dominacji tradycyjnego podziału ról męskokobiecych w kulturze europejskiej. Nic więc dziwnego, że tradycje i wzorce kulturowe, jak również zdominowanie seksuologii przez mężczyzn, doprowadziły do przeakcenłowania męskiego punktu widzenia. Zapewne w okresie przełomu wieków męż-125 czyźni mieli powody do dumy z samego fakłu bycia mężczyzną, a kobiety z faktu bycia kobietą. Satysfakcja kobiet wiązała się z macierzyństwem, opinią dobrej żony, urodą, kobiecością rozumianą jako uczuciowość, delikatność. Dopiero procesy emancypacyjne i rewolucja obyczajowa doprowadziły do zwiększenia zakresu satysfakcji z JA w kobiecie o erotyzm i seks. Zdolność przeżywania orgazmu stała się nobilitacją kobiecości. Stopniowo zaczęły się upowszechniać inne jeszcze wartości erotyzmu kobiecego, współuczestnictwo w ars amandi, równouprawnienie, naturalność. Jak zawsze w tyglu przemian obyczajowych powstają formy skrajne. Jedną z nich słał się np. kult orgazmu, technik seksualnych, ujawnił się również kult waginalny. Jest on pojęciowo odpowiednikiem kultu fallicznego. Kult waginalny polega na odczuwaniu dumy z faktu posiadania pochwy, z jej ważności w życiu seksualnym, z bogatszego zakresu doznań i funkcji tego narządu nad analogicznymi u mężczyzny. Przeżycia we współżyciu m.in. polegają na odczuwaniu posiadania mężczyzny, generalizuje się fizjologia stosunku na wzajemny kontakt partnerów, a ten na wszelkie relacje męskokobiece. Przeważa zatem prymat widzenia pierwiastka kobiecego w świecie oraz naturalnej przewagi kobiecości nad męskością. Powiązania kultu waginalnego z narcyzmem są zróżnicowane - mogą być współzależności, ale bywa narcyzm bez kultu waginalnego. Kult waginalny powstaje również i wtedy, gdy w środowisku rodzinnym dominuje matka (również i w zakresie temperamentu seksualnego, erotyzmu, atrakcyjności erotycznej). Rozwija się często u atrakcyjnych kobiet, które zaczynają doświadczać mocy swego działania, powstaje też przez porównanie własnych doznań seksualnych z doznaniami mężczyzny (jeżeli te ostatnie są słabsze). U części kobiet kult waginalny wyrasta z bogatych zdolności seksualnych, które są podkreślane przez ich partnerów jako wyjątkowe. Rozwijający się w świadomości i w przeżywaniu kobiety kult waginalny oprócz poczucia dumy z bycia kobietą, poczucia swej atrakcyjności erotycznej i wysokiej samooceny w roli seksualnej, prowadzi do wielu innych zachowań: Postawa królewny Postawa oczekująca hołdów i służebności ze strony mężczyzny, łaskawie dopuszczająca go do swych łask. Postawa wymagająca Partner ma stanąć na wysokości zadania, czyli musi odpowiednio zaprezentować swą atrakcyjność męską. Postawa ta jest zrozumiała, świadomość bowiem zakresu tkwiących w sobie możliwości seksualnych musi prowadzić do oceniania partnera, czy potrafi on wyzwolić te możliwości, czy też zaledwie je rozbudził, a nawet czy jest zdolny do ich rozbudzenia lub rozpoznania. Stopniowo jednak postawa wy-126 czekująca zmienia się w swoisty egzamin męskości dla mężczyzny i eliminuje istotny sens współżycia seksualnego. Postawa dominacji we współżyciu Kobieta decyduje o częstotliwości współżycia, formie aktywności, narzuca partnerowi scenariusz zachowań. Zaczyna w niej przeważać postawa biorcy. Postawy manipulacyjne Poczucie swej atrakcyjności w roli partnerki seksualnej i rzadko spotykanych u innych kobiet zdolności reakcji seksualnych stwarzają wysokie szansę oddziaływania na mężczyzn i manipulowania nimi w imię realizacji własnych potrzeb. Znam wiele związków, w których jedynym elementem łączącym jest wyjątkowo bogate współżycie seksualne, zapewnione właśnie dzięki naturalnym uzdolnieniom kobiety. Niejedna kobieta przegrywa wtedy swoje życie osobiste, jeżeli trafi na tego typu konkurencję. Manipulacyjne zachowania mogą być różne; przywiązanie i uzależnienie partnera, wywarcie na niego presji, szantaż w formie odmowy współżycia, "olśnienie" partnera itp. W kulcie waginalnym należy odróżnić urojone i rzeczywiste przyczyny. Może on być wynikiem skrzywionego spojrzenia na rzeczywistość, bezkrytycznego widzenia siebie. Może też powstać na tle wyjątkowych uzdolnień seksualnych i wyjątkowej skali doznań i odczuć erotycznych. Natomiast wspólnym elementem jest przeakcentowanie znaczenia sfery seksualnej, widzenie jej jako dominującej w osobowości i w kontaktach między płciami. Kult waginalny ma słabe tradycje literackie, mało jest jego przejawów w twórczości, stosunkowo jest też rzadki w kulturze masowej. Można powiedzieć, że dopiero wchodzi na rynek kultury masowej. W codziennym życiu jest mniej rozpoznawalny aniżeli kult falliczny, co zapewne jest wynikiem pewnego treningu zachowań społecznych. Kult waginalny, jak i falliczny są fenomenem orientacji seksualnej, nie są natomiast chorobą czy patologią w ścisłym znaczeniu tego słowa. Stanowią nieprawidłowość w rozwoju psychoseksualnym, wykrzywiającą hierarchię wartości w osobowości i w kontaktach między płciami. Mogą też wiązać się z trudnościami w życiu osobistym, jeśli osoba partnera będzie reprezentowała kult bliźniaczy. Można przypuszczać, że w obecnych tradycjach emancypacyjnych kult waginalny będzie spotykany coraz częściej. ZESPÓŁ KASTRACJI W koncepcjach psychoanalitycznych zespół kastracji polegał na agresywnych zachowaniach kobiet, zmierzających do ośmieszenia, poniżenia, podporządkowania sobie mężczyzny w wyniku podświadomej zazdrości o członka. Dalszy rozwój psychologii głębi i różnych orientacji seksuologicznych zmodyfikował ten uproszczony punkt widzenia, wprowadzając pewne zróżnicowania. Łatwo każde agresywne zachowanie kobiety wobec mężczyzny tłumaczyć takim mechanizmem, zapominając o wielu przecież innych i pozaerołycznych źródłach agresji. Nie można równocześnie negować takiego mechanizmu występującego u różnych kobiet, czego dowodzi jasno dokładna historia ich życia. Temat jest o tyle złożony, że rywalizacje, walki o do-128 minację, napięcia związane z emancypacją, wyzwalające konflikty między partnerami, mają różne przyczyny i przejawy. Zachowania kasłracyjne kobiety polegają na deprecjacji męskości partnera, a wynikają z różnorodnych napięć i stłumień seksualnych. Te ostatnie biorą się z typowych, chociaż często nie uświadomionych przyczyn. Przejdę teraz do ich omówienia. Brak akceptacji własnej roli kobiecej Niejedna dziewczynka żałuje, że nie jest chłopcem. Może to wynikać z odczucia, że w domu spodziewano się chłopca, z silnej identyfikacji z dominującym ojcem, z dużych potrzeb do bycia dominującą (a dominacja jest u niej utożsamiana z męskością). Brak akceptacji swej płci może prowadzić np. do przyjmowania zachowań męskich w danej kulturze, podporządkowania sobie partnera, narzucenia mu swej dominacji itp. W tym mechanizmie może również znajdować się wspomniany psychoanalityczny motyw zazdrości o członka. Brak satysfakcji z roli kobiecej Wiele kobiet z zaburzeniami seksualnymi, tzw. zimnych, z brakiem adoracji ze strony mężczyzn, z poczuciem swej nieatrakcyjności jako kobiełyparłnerki, nie zaspokojonych seksualnie, przerzuca odpowiedzialność za swoje trudności na drugą płeć. Dzięki temu uwalniają się z kompleksów, z poczucia winy, niższości. Poczucie zanikającej atrakcyjności kobiecej, seksualnej Ten mechanizm, typowy dla omawianego zespołu paniki zamykających się drzwi, u jednych kobiet wzmaga zachowania kokieteryjne, u innych wyzwala zachowanie kasłracyjne. Sprzeczność w potrzebach dominacji i uległości Kobiety odczuwające potrzebę bycia akceptowaną, uzależnioną od mężczyzny, a jednocześnie pragnące same dominować, mogą przyjąć zachowania kastracyjne. Niekiedy przybiera to typową formę: świetna kochanka, partnerka oddająca się z zapamiętaniem swemu partnerowi - w pozaseksualnych relacjach usiłuje go sobie podporządkować, a nawet ośmieszyć, udowodnić samej sobie i innym, że nie jest od niego zależna. Niezaspokojenie potrzeb seksualnych W wyniku mniejszego temperamentu lub niesprawności partnera kobieta może prowokować zachowania kastracyjne, będące formą "karania" za niezaspokojenie potrzeb. Tendencje narcystyczne Tendencje takie typowe są u wielu kobiet, naturalnie wiążą się z zachowaniami kastracyjnymi, które mają tu charakter wykazania niższości płci męskiej w stosunku do kobiecej. 9 - Seks dojrzały 129 Przedstawiłem najbardziej typowe źródła zachowań kastracyjnych kobiet, a teraz warto przyjrzeć się bliżej tym zachowaniom. Mogą one przyjmować bardzo zróżnicowane formy; które poniżej opiszę. Zachowania agresywne wobec płci i seksualizmu męskiego Zachowania te polegają na próbach ośmieszenia budowy męskiej, przypisywania mężczyźnie roli trutnia, drwinach z jego małego temperamentu, wytykaniu mu niepowodzeń seksualnych itp. Niekiedy zdarza się bowiem, że kastracja psychiczna - przez wzbudzenie kompleksów i poczucia niższości u mężczyzny - wyzwala impotencję. Zachowania zmierzające do zamiany ról Role męskie i kobiece są różne w wielu kulturach, ale usiłowanie narzucania mężczyźnie roli kobiecej, a przyjmowanie męskiej, jest zachowaniem kasłracyjnym. Jest to zagadnienie dość trudne do oceny i drażliwe w dyskusjach. Obecne przemiany w obyczajach i stylu życia rodzinnego wiążą się z zacieraniem wielu dawniej typowo męskichkobiecych powinności i jest zrozumiałe, mnie natomiast chodzi o świadomy lub podświadomy mechanizm zmiany ról w celu narzucenia swego prymatu, dominacji. Dążenia zmierzające do wychowania sobie partneramężczyzny W kulturach Wschodu ten typ dążeń określa się "utratą twarzy" mężczyzny. Stopniowo jego osobowość ulega przeobrażeniom, zgodnie z narzuconym mu modelem i wzorcem. Jego podatność na te zmiany i utrata swej pierwotnej osobowości jest później źródłem podporządkowania i zaniku jego atrakcyjności. Zachowania zawoalowane, pozorowane Tego typu zachowania najtrudniejsze są w interpretacji, mogą bowiem wypływać z zupełnie innych mechanizmów. Przyjmują różne formy: rywalizacje zawodowe, przypisywanie roli kozła ofiarnego, deprecjacja moralna, niszczenie w oczach opinii czy też jej urabianie, rozdmuchiwanie pozorów, np. flirt utożsamiany z erotomanią iłp. Zachowania kastracyjne mogą być nieskuteczne, mogą stać się źródłem wielu napięć i konfliktów, walki, mogą również prowadzić do impotencji u mężczyzny, zaniku jego atrakcyjności u kobiety. Najczęściej wyzwalają nieokreśloność roli męskiej, jej nijakość. Jest to problem typowy dla współczesnej obyczajowości. Charakterystyczne, że kobiety z silnymi cechami kastracyjnymi uskarżają się na brak prawdziwych mężczyzn, zwłaszcza wówczas, kiedy ich zachowania okazują się skuteczne. Już nieraz wspominałem, że feminizacja oddziaływań wychowawczych (dom, przedszkole, szkoła) utrudnia samookreślenie się w roli męskiej, nic więc dziwnego, że w powiązaniu z przeobrażeniami obyczajowymi coraz więcej mężczyzn ujawnia cechy kastracji psychicznej. 130 ZESPÓŁ KSANTYPY Według tradycji, zresztą zweryfikowanej, żona Sokratesa - Ksantypa była zrzędliwą, oschłą, nadmiernie rygorystyczną kobietą, pozbawioną wyobraźni i zrozumienia dla jego osobowości, a zwłaszcza twórczości. Chociaż historia zrehabilitowała Ksantypę, pozostało jednak pojęcie zespołu Ksantypy, który oznacza specyficzny typ żon, o określonych cechach charakteru, jak: nadmierna, przesadna schludność, porządek, rytuał obowiązkowości, traktowanie partnera jak mebla, sprzętu, a instytucji domu jako nadrzędnej wobec dobra bliskich, ocenianie męża według kryterium sprawdzania się w narzuconej mu roli sprzętu - służebnika domu, brak wyrozumiałości, wyobraźni, zrzędliwość; w dodatku wszystkie te cechy z wiekiem pogłębiają się. Tego ty'• 131 pu partnerka może byłaby ideałem żony w obyczajowości mieszczańskiej, jest bowiem wierna, ma zasady, idealnie dba o dom. Jeśli tego typu kobieta zostaje partnerka ,,niezależnych duchów", twórczej osobowości, lubiącej improwizację, swobodę i nieskrępowanie we własnym domu - to musi dojść do sytuacji konfliktowych, a atmosfera staje się coraz trudniejsza do zniesienia. Bardzo często w tej odwiecznej walce płci mężczyźni przypisują swoim partnerkom różnorodne wady, w tym i należące do Zespołu Ksantypy. Obecnie może tego typu epitet ("Jesteś Ksantypa") jest rzadziej stosowany i zastępowany synonimami. Jeżeli jednak dokonamy analizy wszelkich skarg na żony, okaże się, że typ Ksantypy jest rzeczywistością może nie tak codzienną, ale występującą w niektórych związkach. Jeśli losy zaprowadzą nas do domu kierowanego przez typ Ksantypy, to dość szybko doświadczymy, na czym on polega: sztywność atmosfery, nadmierny porządek, ryłualizacja przyjęcia w formie trudnej do zniesienia etykiety, czystość jak w muzeum, sztywność poglądów, traktowanie męża jak mebla, a gości jako zła koniecznego, po których trzeba będzie przecież posprzątać, a tymczasem uważać, aby czego przypadkiem nie uszkodzili (wylanie płynu na obrus równa się nieszczęściu). Źródłem satysfakcji dla Ksanłypy jest pochwała jej schludności, zainteresowania domem, a sprawy ducha się trzeciorzędne. Pojęcie zespołu Ksantypy znane jest w psychologii i nie jest jedynie pojęciem potocznym. Struktura psychiczna tego typu kobiety może wyrażać osobowość sztywną, rygorystyczną, o mentalności drobnomieszczańskiej, swoistym narcyzmie, ale prawie zawsze - pozbawionej wyobraźni i fantazji. Istnieje znany związek między nadmierną schludnością, czystością, pedanterią a niskim poziomem wyobraźni, fantazji, wewnętrznej swobody, ekspresji. Osobowość Ksantypy najczęściej formuje się w wyniku błędnego wychowania, ale może też wyrażać postawę obronną wobec świata, siebie samej. W gruncie rzeczy jest to niezbyt szczęśliwy człowiek - zamknięty w świecie norm, rygorów, pedanterii, przeżywający bardzo wszelkie zakłócenia w tym świecie, a jednocześnie, skrycie zazdrosny wobec ludzi mogących żyć na luzie, swobodnie, towarzysko. Maleje krąg przyjaciół, znajomych, co przecież wynika z duszności atmosfery tego domu, ale fakt ten tłumaczony jest brakiem docenienia wartości uporządkowanego stylu życia, choć jednocześnie budzi rozgoryczenie i smutek. Nic zatem dziwnego, że kobietaKsantypa stopniowo znajduje coraz więcej powodów do zrzędliwości, utyskiwania i skarg. MEMENTO DLA KOBIET :K W t^^^^^^f \ Wielu seksuolo^^ f f^^^^^^^^^ \. gów z różnych kraZI^ f f ^^^^^^f \ jów podkreśla, że =^& ^f ^^^^^1 j w kontaktach mię^^j^ ^^f ^^ / dzy płciami zaczyna ^EEE^^, .^^f \^^ pojawiać się niepoŚ^~^^^^^^f \ kojąca tendencja: co'^Ś^•^^^^^^f [ł \ raz więcej mężczyzn ^^^^^y \ czuje się zmęczo^~^^f \ nych zabiegami o a~^^f \ trakcyjność wsółW | życia seksualnego u partnerek, a coraz więcej kobiet nasila swoje oczekiwania i wymagania wobec partnerów. Mówi się, że ten mechanizm prowadzi do rosnącego rozczarowania współżyciem u obu stron. Można powiedzieć, że z jednej skrajności powstała druga. Publikacje seksuologiczne sprzed kilkudziesięciu lał zgodnie podkreślały, że egoizm seksualny mężczyzn uniemożliwia wielu kobietom przeżywanie satysfakcji seksualnej: mnożyły się więc rady, jak należy dbać o partnerkę. One natomiast dowiedziały się z tych publikacji, iż nie ma kobiet oziębłych, są jedynie nieumiejętni partnerzy, a w seksualizmie kobiecym tkwi wiele potencjalnych możliwości. Mężczyźni zatem stopniowo zaczęli czuć się bardziej odpowiedzialni za doznania seksualne swych partnerek, a one coraz bardziej wymagające. Procesy emancypacji, rewolucja obyczajowa, nasiliły ten proces. Teraz, po upływie czasu, okazało się, że nastąpiło przerysowanie. Mężczyzna 133 czuje się coraz bardziej zagrożony wobec rozbudzonych wymagań i oczekiwań partnerki, niejednokrotnie doświadczonej seksualnie, a kobiety oczekują od mężczyzn, aby stanęli na wysokości zadania. Seks przestał być radosnym przeżyciem dla jednych i drugich. W dodatku lektury seksuologiczne uświadomiły wielu ludziom, iż ars amandi jest trudna sztuką i wymaga wielu ćwiczeń, pracy, znajomości psychologii. Niektórzy poradzili sobie z tą sytuacją dzięki predyspozycjom w tej dziedzinie, łatwości uczenia się, a także odporności psychicznej, dobremu temperamentowi seksualnemu. Inni natomiast, czując się przytłumieni nadmiarem wymagań, zaczęli bronić się przed nimi. Można założyć, iż ten właśnie mechanizm przyczynił się do nasilenia homoseksualizmu, bioseksualizmu, masturbacji przedłużonej do późnych lat życia małżeńskiego, unikania zbliżeń, odwracania się od seksu i spadku zainteresowania nim. Wielu młodych ludzi czuje się zmęczonych takim wymagającym seksem. Jest to również jedna z przyczyn różnych zaburzeń seksualnych u mężczyzn oraz dominacji czy wręcz agresywności seksualnej wielu kobiet. W celu przeciwdziałania zjawisku zmęczenia seksem u mężczyzn zaczyna się postulować nawrót do seksu spokojnego, traktowanego na luzie, bez udziwnień, ćwiczeń. Inni popierają nawrót mody retro, jeszcze inni krytykują seksuologię, iż stała się szkołą robotów seksualnych. Ja również coraz częściej spotykam wśród pacjentów zjawisko zmęczenia seksem i tajoną agresywność mężczyzn wobec kobiet. Zdarzają się przypadki, kiedy partnerka w obecności partnera krytykuje go, że zbyt rzadko z nią sypia i nie stara się o atrakcyjność współżycia, tymczasem partner ma już szczerze dość zabiegania o jej zadowolenie, zaspokojenie jej oczekiwań i woli poczytać dobrą książkę, posłuchać muzyki, porozmawiać z kolegami. Tego typu sygnałów ostrzegawczych nie należy lekceważyć, mówią one bowiem o zmianach relacji między płciami. Pod wpływem takich sygnałów reformuje się edukację seksualną na świecie (wystarczy chociażby przytoczyć przykład Szwecji, która odeszła od pierwotnej wersji nauczania w tej dziedzinie). Uczynienie mężczyzny w pełni odpowiedzialnym za satysfakcję seksualną kobiety jest nieporozumieniem, wszystko bowiem zależy od obojga partnerów. SEKS INTELEKTUALIZOWANY Tradycyjna rola męska wiązała się z dominacją w związku, z poczuciem posiadania kobiety, stawiania jej określonych wymagań co do wierności, a w przypadku zdrady z jej strony - pobudzała do ostrych, karzących zachowań (bicie, rozstanie, okresowa separacja, zmiana uczuć itp.). Postawa ta nie była skuteczną barierą wobec zdrad, ale były one ukrywane, a w przypadku ujawnienia, jeżeli nawet następowały ostre reakcje ze strony mężczyzny, to dochodziło niekiedy do pogodzenia się, a sam fakt zdrady był oceniany jako niewierność, nielojalność, przypominany w sporach, ale bez drążenia w jego techniczny przebieg. W obecnych przemianach obyczajowych i zacieraniu się różnic między rolami seksualnymi, dochodzi do tego, 135 że ostre reakcje coraz częściej zastępowane są uczuciowymi (rozpacz, płacz, przygnębienie) lub inłelekłualizowanymi, do których m.in. należy postawa badawcza. Wiele można by pisać o charakterze przemian obyczajowych i przyczynach zacierania się granic między rolami seksualnymi, ale jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest zapewne nadmierna intelektualizacja spraw seksu i współżycia w wyniku upowszechniającej się wiedzy na te tematy. Coraz częściej obraz udanego współżycia seksualnego budowany jest na naukowych fundamentach i sprawia wrażenie, że trzeba ukończyć uniwersytet seksuologiczny, aby sprostać takiemu zadaniu, jakim jest zadowolenie seksualne partnerki. Nic zatem dziwnego, że inny partner traktowany jest nie jako ktoś zabierający moją własność, burzący świat norm i zasad współżycia dwojga ludzi, lecz jako inny nauczyciel seksualny lub dostarczyciel rozkoszy, wobec którego odczuwa się zagrożenie, lęk wyzwalający pragnienie, aby dla partnerki być lepszym od tamtego. Rola męska jest zatem utożsamiana z rolą seksualną, a seksualna z poziomem świadczenia usług seksualnych. Celem współżycia seksualnego staje się w ten sposób nie tyle pogłębienie więzi uczuciowej, zjednoczenie partnerów, co coraz wyższy poziom satysfakcji seksualnej, intensywność orgazmu, złożoność techniki seksualnej. Tego rodzaju postawa eliminuje seks radosny, ciepły, autentyczny, relaksowy na rzecz seksu zadaniowego, wzbudzającego niepewność i lęk przed jutrem, stopniem usatysfakcjonowania partnerki. Popularne porzekadło mówi, że "nie ma dymu bez ognia" i rzeczywiście seks zadaniowy jest wynikiem specyficznej emancypacji części kobiet, które nastawione są na seks ekstatyczny, dostarczający im coraz większych doznań, przyjemności orgazmowych, a ocena partnera, iż "jest dobry w łóżku" staje się najwyższym uznaniem roli męskiej. Tego typu nastawienie sprawia - co potwierdzają opinie wielu seksuologów zachodnich - iż coraz więcej partnerów czuje rozczarowanie współżyciem seksualnym, sobą, tym stałym dopingowaniem siebie, co w efekcie prowadzi do nerwic seksualnych, zmęczenia, zaostrzenia się napięć między płciami. Na szczęście tego typu orientacja nie jest powszechna i we współżyciu wielu związków dominuje seks więziotwórczy, uczuciowy, opierający się na wartościach, a nie seks zadaniowy, kult techniki i ekstazy. KULT FALLICZNY Kulturowa dominacja mężczyzn m. in. wyrażana była przez fallizm, czyli nadanie członkowi męskiemu pierwszoplanowego znaczenia w ars amandi oraz w erotyzmie. W wielu kulturach fallizm wiązał się również z podkreślaniem znaczenia płodności. Różnorodne kamienne słele, obeliski, rzeźby o łypie fallicznym wyrażały prymat seksualizmu męskiego. W kulturach dworskich starożytnego Rzymu, libertyńskiej Francji fallizm poza obyczajowością seksualną znajdował swój wyraz w sztuce: piękne posążki, drobiazgi biurkowe, rysunki o łypie fallicznym podkreślały pół żarłem, pół serio łę samą ideę, że w erotyzmie dominuje mężczyzna, a we współżyciu seksualnym fallus. W postawach wobec seksu, płci, zachowały się elementy fallizmu 137 u wielu mężczyzn, wyrażające się w formach narcystycznych, kulcie potencji, w obiegowych poglądach co do znaczenia wielkości członka dla przeżyć seksualnych kobiety. Świadomość własnej sprawności seksualnej, zadowolenie z wielkości swych narządów płciowych i szybkiego ich reagowania w sytuacji intymnej, u wielu mężczyzn wyzwala dumę i poczucie dużej wartości męskiej. Od kobiety oczekują oni uległości, podziwu dla ich budowy i potencji, adoracji. Potrzeba pieszczot ze strony partnerki nie tyle ma znaczenie uczuciowe, więziotwórcze. co adoracyjne i zaspokajające męskie poczucie dumy. Fallizm w ars amandi wyraża się tym, że mężczyzna czuje się zdobywcą i panem kobiety, potwierdza w akcie seksualnym swoją wartość i siłę, a stosunek w języku erotycznym kojarzy się z walką, zdobywaniem ("wtargnąłem do wnętrza", ,,nadziałem ją", "posiadłem ją"). Fallizm w postawach wobec kobiet wyraża się w przyjęciu wobec nich pozycji "nad", prawa własności. Zatem kobieta jest własnością mężczyzny, a kolejne zdobycze podkreślają ideę wartości męskiej. Fallizm w prymitywnej formie ogranicza się do zdobywania kolejnych kobiet, natomiast w wyższej formie wiąże się z potrzebą doprowadzenia partnerki do orgazmu, intensywnych doznań, świadczących o wartości jej partnera. W fallizmie strukturę seksualną sprowadza się do wymiaru biologii, a najważniejszym narządem jest członek męski. Zrozumiałe zatem, iż wszystkie zaburzenia seksualne są utożsamiane ze sprawnością członka. Leczenie ma polegać na przywróceniu jego sprawności przez środki dopingujące. Wyklucza się natomiast rolę rozumu w życiu seksualnym, czyli świata emocji, świadomości, postawy. Dla mężczyzny uformowanego w kulcie fallicznym wszelkie zaburzenia dotyczące członka stają się dramatem przesądzającym o poczuciu małej wartości męskiej. Kompleks małego członka, słulejka, skrzywienie osi członka w słanie erekcji, niepełna erekcja, trudność w jej uzyskaniu negują wartość męskiego JA i wzbudzają lęk wobec kobiety. Fallizm jest jedną z częściej spotykanych barier w partnerstwie seksualnym. Sam fakt postawy "nad" wobec kobiety wyklucza ideę partnerstwa. Niejedna kobieta, wychowana w kulcie fallizmu, sprowadza wartość męskości do biologicznego wymiaru. Chce być zdobywana, posiadana, ceni sobie szybkość powstawania erekcji i jej wielkość u partnera, natomiast zaburzenia erekcji negują wartość partnera. We współczesnej kulturze więzi partnerskiej fallizm jest przeżytkiem, dla wielu śmiesznym, dla innych niezrozumiałym. Niejeden związek rozpadł się dlatego, że kobieta oczekiwała od partnera innych wyrazów męskości oraz buntowała się wobec sprowadzania jej do roli podporządkowanej wobec mężczyzny. Potrzeba partnerstwa ujawniana przez kobietę może być negowana przez partnera z kultem falicznym, a świat kobiecy jest krytykowany i traktowany agresywnie za usiłowanie zmiany odwiecznego porządku rzeczy. 138 Typologie określają najbardziej charakterystyczne cechy ludzi, m.in. dzieliły ich na ludzi czynu, refleksyjnych, sentymentalnych iłp. Jednym z typów jest człowiek nastawiony na działanie, aktywność zewnętrzną, wyżywający się w pracy. Można to nazwać prometejską postawą życiową. U części ludzi ta postawa przybiera posłać skrajną, kiedy ukierunkowanie na działanie, pracę przesłania całkowicie świat wewnętrzny, autorefleksję, poznawanie siebie. Proces taki z reguły postępuje stopniowo, zafascynowanie swą aktywnością narasta aż do zagubienia swego JA. Można nawet powiedzieć, że ten łyp człowieka jest bardzo rozpowszechniony we współczesnym świecie cywilizacji technicznej. 139 Wielu moich pacjentów, opisujących swoje życie, przedstawia je jako nieustanny ciąg działań, aktywności, przerywany krótkim snem. Nie zawsze można znaleźć uzasadnienie takiego życia w charakterze wykonywanej pracy, są po prostu tak nią zauroczeni, że identyfikują się z nią, poświęcając jej całą swoją energię psychiczną. Prowadzi to jednak do pewnych konsekwencji. Stopniowo zanika zdolność odprężenia się, relaksu, wszechstronności życia, narasta presja czynu, obowiązków, przymusu działania. Dochodzi do tzw. nerwicy niedzielnej, kiedy nie wiadomo, co zrobić z wolnym czasem i wynajduje się preteksty do kontynuowania swej pracy. Zaczyna unikać się urlopów lub skraca się je do kilku dni, ale nawet i wtedy świadomość jest zaabsorbowana pracą. Życie rodzinne istnieje w sensie formalnym, następuje psychiczne wyłączenie się z niego. Spotkania z członkami rodziny są krótkie i ograniczają się do spraw organizacyjnych, materialnych, brak rozmowy, bycia ze sobą. Rozwój takiej formy życia prowadzi do aleksytymii - zjawiska coraz częściej spotykanego. Nazwa brzmi uczenie, oznacza jednak nadmierny przerost JA - społecznego, zewnętrznego i atrofię JA - wewnętrznego. Aleksytymia charakteryzuje się: Niezdolnością do opisywania i określania swych nastrojów, przeżyć. Określa się je skrótami "jest mi dobrze", "jest mi źle", brakuje natomiast cieniowania swych uczuć, które są zubożone, tłumione, niejasne. Zanikiem wyobraźni. Myślenie staje się nadmierne, konkretne i rzeczowe, nastawione na teraźniejszość, a myślenie o przyszłości dotyczy jedynie pracy i własnej pozycji. Działalnością zawodową i społeczną, która jest bezustanna, ciągła. O niej myśli się bez przerwy, zaczyna się i kończy dzień rozważaniem tego, co należy zrobić. Zanikiem autorefleksji. Traci się zdolność poznawania siebie, wczuwania w siebie. Zanikiem odprężenia, relaksu. Napięcia związane z działalnością, przeżyciami kumulują się, co wpływa na pogorszenie snu, nerwowość. Aleksytymia (nie zajmuję się aleksytymią patologiczną, która towarzyszy niektórym procesom chorobowym) odbija się niekorzystnie na życiu seksualnym. Powstają reakcje nerwicowe (zaburzenia wzwodu, czasu trwania współżycia), pogarsza się więź erotyczna z partnerem, może też powstać impotencja z wyczerpania, z nadmiernego zmęczenia. Współżycie zaczyna tracić swój relaksujący, radosny charakter i zaczyna ciążyć na nim atmosfera czynu, aktywności nastawionej na efekt, jakim jest orgazm i potwierdzenie sprawności. Tego typu 140 pacjenci oczekują w leczeniu środków dopingujących, hormonalnych lub szukają poprawy przez sprawdzenie się z innymi partnerami. W trakcie rozmowy nieraz przyznają rację, że nadmierne zapracowanie może rzutować na jakość ich życia seksualnego, lecz nie widzą możliwości zmiany tego stanu rzeczy, zbyt są bowiem wciągnięci w kierat tej aktywności. Początkowo urlopy ratują sytuację i życie seksualne poprawia się. Po pewnym czasie to nie wystarcza, a narastające konflikty z partnerem pogarszają zaburzenia seksualne. Konflikty te wypływają z kilku źródeł; zaburzenia we współżyciu, narastające poczucie osamotnienia partnera, tendencja "od" w związku tracącym kontakt ze sobą, poczucie bycia na dalszym planie w życiu nadmiernie aktywnego partnera iłp. Aleksytymia oznacza niewłaściwą ewolucję rozwoju osobowości i trudności seksualne, małżeńskie stanowią jeden z jej objawów. Nie tyle leczenie jest potrzebne, co reorientacja sposobu myślenia i życia. Sam fakt "nakazania sobie" autorefleksji niewiele zmieni, jeżeli nie rozpocznie się procesu autorefleksji, sztuki odprężenia, relaksu. Stąd w procesie terapeutycznym pomaga się początkowo pacjentowi przez zwrócenie jego uwagi w kierunku wewnętrznego JA, uczy się go technik relaksacyjnych, a dopiero po pewnym czasie pomaga się w osiągnięciu poprawy seksualnej. Niekiedy poprawa współżycia w wyniku wypoczynku rodzi euforię i przekonanie o wyleczeniu. Jest to złudne, poprawa jest bowiem przejściowa. Dopiero zmiana stylu życia, umiejętność odprężenia się, mogą wyzwolić trwalszą poprawę. To wszystko musi być poprzedzone zmianą hierarchii i zgodności w realizowaniu siebie w roli zawodowej, małżeńskiej, rodzinnej, społecznej i samorozwojowej. Niektórzy nazywają aleksytymię chorobą dyrektorską, "biznesmenów", co częściowo odpowiada prawdzie. Aleksytymia może powstawać w wyniku potrzeby ucieczki w hiperaktywność. Można w ten sposób uciec od niepokojów związanych z własnym JA, z życiem rodzinnym i małżeńskim, może też zagłuszać niepokój egzystencjalny. Aleksytymia jest jednym z wielu źródeł zaburzeń i trudności seksualnych, które raczej rzadko mają czysto seksualne przyczyny. Podkreślam to dlatego, że nazbyt często ujawniają się mechanistyczne postawy, upatrujące źródła zaburzeń seksualnych głównie w biologii, w brakach techniki seksualnej. MIT ODYSEUSZA Najwięcej relacji o niezdolności opanowania się pochodzi od osób z problemami samozaspokajania się. Zwrot "to jest silniejsze ode mnie" jest typowym sformułowaniem swego problemu. Podobnie wiele osób tłumaczy swoje przypadkowe kontakty seksualne, motywując je zapomnieniem się, niemożliwością opanowania. Można by na podstawie tego typu relacji wysunąć dwie hipotezy. Jedna, że seks jest potrzebą, której nie można się oprzeć i jest się wobec niej bezbronnym i podporządkowanym. Druga - że są osobowości niezdolne do opanowania się w sferze seksualnej, wyjątkowo podatne wobec niej, pozbawione wewnętrznych barier. Czy 142 rzeczywiście istnieje taki dełerminizm seksu, osobowości? Wiadomo, że są fazy rozwoju psychoseksualnego i pewne słany sprzyjające trudnościom w samoopanowaniu seksualnym. Należą do nich np.; okres dojrzewania, wpływ alkoholu, sytuacje erotyczne, niedojrzałość psychiczna, długa przerwa w kontaktach seksualnych itp. Mogą zatem zaistnieć sprzyjające warunki, w których natężenie potrzeb seksualnych jest wyjątkowo duże przy jednocześnie słabych wewnętrznie barierach. Czy jednak przekracza to możliwość wytrzymałości psychicznej? Tylko niektóre nieprawidłowe osobowości reagują tak silnie na bodźce seksualne, bez żadnych zahamowań, i rzeczywiście realizują potrzeby seksualne w poczuciu wewnętrznego przymusu nadmiernej uległości. Są to jednak rzadkie sytuacje. W większości przypadków pod stwierdzeniem "to jest silniejsze ode mnie" kryje się zwolnienie siebie z poczucia odpowiedzialności, winy, wysiłku, przerzuca się bowiem odpowiedzialność na coś zewnętrznego wobec JA. Istnieją również pewne stany psychiczne, swoiste kolce psychiczne, sprawiające, że akurat w danej sferze zachowań ujawniamy wyjątkową podatność na określone sytuacje. Mogą one wytworzyć się wówczas, gdy powstały już pewne nawyki, przyzwyczajenia, uwarunkowania. Zrozumiałe, że jeśli takie sytuacje powtarzają się, to pogłębiają uległość i poczucie bezradności wobec nich. Czy jednak i wtedy jesteśmy zupełnie bezradni? Istnieje znany mit Odyseusza, który jest przykładem literackim trudnej sytuacji, podatności, poczucia niemożności sławienia oporu. Jak pamiętamy z Odysei Homera, Odyseusz wiedział, że śpiew syreni pozbawia ludzi zdolności oporu, a jego silnie kuszący wpływ działa tak mocno erotycznie, że nie można się temu oprzeć, co później prowadzi do przykrych konsekwencji. Odyseusz nie chcąc ulec, kazał swoim towarzyszom podróży przywiązać siebie do masztu, a im polecił zatkać uszy woskiem. Polecił im również zdecydowane działanie, jeżeli nawet będzie ich prosił o odwiązanie od masztu, l tak się słało. Słysząc piękny śpiew syreni poczuł się jakby był w raju, żądał wypuszczenia go. Dopiero po przepłynięciu niebezpiecznej cieśniny i oddaleniu się z fatalnego miejsca odzyskał zdolność zapanowania nad sobą. Mit Odyseusza wskazuje, że w sytuacjach szczególnie trudnych, kiedy przewiduje się niezdolność stawiania oporu, a jednocześnie własną podatność, można świadomie stworzyć barierę. W zasadzie każdy z nas ma w sobie coś z mitu Odyseusza i musi stwarzać bariery. Literacki archetyp jest bardzo opisowy, a jednocześnie symboliczny. Jedynie my sami możemy wiedzieć, jakiego typu bariera jest realna, możliwa. Pierwszym typem takiej bariery jest po prostu unikanie sytuacji prowadzącej do wiadomych następstw. Jeżeli np. ktoś wie, że pod wpływem alkoholu jest niezdolny do samoopanowania, to unikanie alkoholu w takiej sytuacji okaże się skuteczną barierą. 143 Przykłady tego typu racjonalnych barier można mnożyć i w zasadzie każdy dysponuje taką możliwością sprostania zadaniu. W leczeniu różnych problemów seksualnych stosowane są również metody polegające na umiejętności stwarzania barier w określonych sytuacjach lub na świadomym omijaniu tych sytuacji. Zapewne pierwsze kroki są niezwykle trudne, ale podobnie jak istnieje stereotyp reakcji uległych, tak powstaje i stereotyp reakcji obronnych. Nawyki można tworzyć w różny sposób. Zgodnie z tą zasadą kształtuje się przecież zręby dojrzałości psychicznej, zdolności samoopanowania seksualnego, jak również pozytywne stereotypy zachowań seksualnych. W micie Odyseusza mamy poza strategią sytuacji również i określoną postawę, motywację Odyseusza; on po prostu świadomie chciał stawiać czoła trudnościom w imię innych wartości. W wielu sytuacjach wszystko zależy od motywacji i celu naszych zachowań. Motywacje mogą być prawdziwe, ale i pozorne. Można np. być przekonanym o determinizmie swych zachowań, istnieje bowiem potrzeba takiego determinizmu. Mit Odyseusza jest przykładem rozwiązania własnego problemu, znalezienia wyjścia w przypadku istnienia sprzecznych motywów "chcę" i ,,nie chcę"; decydujący jest jednak cel nadrzędny. Archetyp Odyseusza wskazuje, że siłę wewnętrzną znajduje się nie tyle w samym "nie chcę", ile w sposobie realizacji tego "nie chcę". ZESPÓŁ TRISTANA W patriarchalnej kulturze europejskiej przez całe wieki formowała się swoista obyczajowość seksualna, której źródła sięgają do tradycji judeochrześcijańskich, świata kultury antycznej, tzw. kultur narodowych. Jedną z charakterystycznych cech tej obyczajowości była aktywność mężczyzny w okresie zalotów, przezwyciężanie rzekomego lub jawnego oporu kobiety (co należało do kanonu kokieterii), dominująca rola w życiu seksualnym. Przeszkody wyzwalały wzrost namiętności, pożądania, aktywności, w rezultacie tzw. owoc zakazany słał się typowym zjawiskiem erotyki europejskiej. Przekroczenie przeszkody, zlikwidowanie bariery, zerwanie owocu zakazanego mogło usunąć podświadomy czynnik mobilizujący i w rezultacie namiętność gwałtownie spadała, miłość seksualna ulegała spaleniu. Typowym tego przykładem jest chociażby sytuacja związana z domaganiem się 10 - Seks dojrzały 145 tzw. dowodu miłości u nastolatków, również część małżonków przekonuje się po ślubie, że ich współżycie przedmałżeńskie było bardziej udane, satysfakcjonujące niż współżycie seksualne po ślubie. Tego typu zjawisko określamy mianem zespołu Tristana i Izoldy. Mężczyzna wychowany w tego typu konwencji, obyczajowości seksualnej może mieć poważne trudności w swym życiu seksualnym, jeżeli trafi na emancypowane, aktywnie seksualne partnerki. W jego podświadomości tkwi potrzeba zdobywania, przezwyciężania oporu kobiety. Jej aktywność, brak oporów nie wyzwala namiętności - nie ma czynnika mobilizującego. Mamy wówczas do czynienia z tzw. Zespołem Tristana. Zmiana roli mężczyzny, poczucie zagrożenia ze strony kobiety, jej partnerska i wymagająca postawa są obecnie bardzo często przyczyną zaburzeń seksualnych u mężczyzn, a oziębłość seksualna kobiety może być wyrazem protestu i niechęci wobec partnera. Znany psychoanalityk francuski Ren6 Nellii pisze: ,,Wszyscy lekarze wiedzą, jak bardzo rozpowszechniana jest wśród młodych mężczyzn ta forma niemocy płciowej (przedwczesny wytrysk nasienia)... jest zazwyczaj tylko wynikiem chwilowego poczucia niższości. Odczuwa je przyjaciel... skazany na ,,działanie", w które wchodzą elementy równocześnie zależne i niezależne od woli, w obecności młodej kobiety często znacznie bardziej od niego doświadczonej, która w gruncie rzeczy może tylko sobie czekać i... sądzić. Jest przejęty i obezwładniony troską o okazanie jej swojej męskości i wyższości całej płci męskiej, co dawniej nie budziło najmniejszych wątpliwości i było przez nieświadome i posłusznie poddane kobiety naiwnie przyjmowane jako pewnik bez żadnych dowodów". Rola samogwałtu (onanizmu, samozaspokajania się) może tu mieć dość istotne znaczenie. U jednych mężczyzn samogwałt staje się formą ucieczki od trudnej dla nich sytuacji (co jest często spotykane i w małżeństwie). U innych samogwałt powiązany jest z wyobrażeniami i fantazjami, w których kobiecie przypisuje się urodę i bierność, a sobie aktywność. Tego typu fantazje mogą tak dalece ulec utrwaleniu, że konfrontacja z rzeczywistością uniemożliwia współżycie seksualne, brak bowiem powtórzenia się oczekiwanej i chcianej sytuacji. Z tego punktu widzenia samogwałt może mieć niepożądane następstwa dla współżycia seksualnego. U części osób podobnie ujemny jest mechanizm następstw fascynowania się pornograficznymi wydawnictwami. Ten, jak i wiele innych przykładów, jest dowodem, jak istotne są wzajemne powiązania biologii z kulturą, przemian obyczajowych ze światem psychicznym. Samo rozpoznanie takiego, czy innego zespołu, zaburzenia, nie prowadzi do jego usunięcia. Potrzebne jest rozpoznanie w sobie tych nieraz głęboko ukrytych mechanizmów powstawania trudności, zaburzeń, zmiana postawy wobec męskościkobiecosci, w której akceptuje się partnerstwo, wzajemną aktywność. Jeżeli okazuje się, 146 że rozbudowywany świat marzeń, samozaspokajania się jest przeszkodą dla współżycia seksualnego - należy stopniowo go zmniejszać, eliminować. Samo współżycie seksualne należałoby poprzedzić czymś więcej niż tylko chceniem, nawet jeżeli występuje ono u dwojga osób. Współżycie seksualne wymaga pewnego tła psychicznego, postawy wzajemnej życzliwości, poczucia bezpieczeństwa, co może dać jedynie miłość. Zespół Tristana, wyrażający potrzebę zdobywania, pokonywania oporu kobiety przez mężczyznę nie jest bynajmniej rzadko spotykany i w obecnej obyczajowości erotycznej. Nie chodzi w nim jedynie o "zdobywanie kobiety", co zdaje się być podstawowym problemem. Głębszą treść tego zespołu ujawnia analiza postaw wobec seksu takiego mężczyzny, który w osobie partnerki szuka poczucia bezpieczeństwa, wierności, zdolności do stałości uczuć i pewnej wyłączności w życiu seksualnym. Fakt braku jakichkolwiek oporów przed przysłowiowym pójściem do łóżka to nie tylko sprawa dopingu seksualnego, lecz także test wierności i stałości danej kobiety. Łatwość nawiązywania więzi seksualnej przez kobietę nie daje poczucia bezpieczeństwa mężczyźnie ("może ze mną, to może i z innym"). W wielu wypadkach mężczyźni stosują tego typu praktyczne testy zachowań kobiety. Zespół Tristana z pewnością wyraża tradycyjną obyczajowość i ogranicza się do dominującej roli mężczyzny zdobywającego kobietę; obecnie wiele kobiet ceni sobie zdobywanie mężczyzny i również oczekuje gwarancji wierności i stałości z jego strony. KOMPLEKS QUASIMODO Poczucie własnej nieałrakcyjności, posiadania widocznego dla innych braku, jest jednym z boleśniejszych doświadczeń człowieka. Rodzi poczucie krzywdy ("dlaczego mnie ło właśnie spotkało"), dystansu wobec innych i wyczulenia na sposób traktowania. Świat psychiczny JA koncentruje się na owej opozycyjności JaŚ INNI, która może być przełamywana w różny sposób. U jednych - dzięki uzyskanym sukcesom - np. pozycji społecznej, wykształcenia, tytułów, majątku wyrównuje się poczucie własnej wartości, u innych istnieje potrzeba więzi z podobnymi sobie, którzy dają dzięki temu poczucie bezpieczeństwa. Znane jest przecież zjawisko zawierania małżeństw przez partnerów z podobnymi problemami. Istnieje również mechanizm obrony polegający na autoironii, dystansie wobec siebie, 148 uzewnętrzniany wobec innych. Dzięki niemu z jednej strony neutralizuje się możliwe przejawy dystansu otoczenia, a z drugiej zyskuje się uznanie, akceptację. Mechanizmów obronnych jest zresztą wiele, ale w interesującym nas przedmiocie chciałbym przedstawić mechanizm zwany kompleksem Quasimodo. Polega on na powstaniu dystansu, izolacji wobec ludzi, bariery wobec drugiej płci, która wzbudza sprzeczne uczucia: wrogości i pragnienia zbliżenia, idealizowania i pomniejszania wartości. Świat własnej płci również wzbudza podobne skrajności, zwłaszcza zazdrości i potrzeby więzi. Również własne JA też ulega rozdarciu, ponieważ własne ciało nie jest akceptowane, rodzi obcość* wrogość. W skrajnej postaci brak akceptacji własnego ciała może generalizować się na całą osobowość. Zrozumiałe zatem, iż kompleks Quasimodo często prowadzi do stanów lękowych, nerwic, postaw antysocjalnych. Relacje z drugą płcią są pełne napięcia, trudności. Mogą wiązać się z nasileniem potrzeby więzi seksualnej, akceptacji lub też odwrotnie - rezygnacji z nich. Kompleks Quasimodo polega na przyjęciu postawy rezygnacji z więzi partnerskich, wiąże się z tłumieniem potrzeb seksualnych, z częstym ujawnianiem wrogości wobec seksu. Podobne więzi spotykamy w charakterystycznych typach związków: Związki kontrastowe z partnerem o wyjątkowo wysokim poziomie lub znacznie wyższym poziomie atrakcyjności zewnętrznej. Tego typu związek potwierdza poczucie własnej wartości, jest wyrazem stwierdzenia: ,,Widzicie, stać mnie na takiego partnera". W przypadku drugiej osoby motywacją związku może być np. opiekuńczość lub inne motywy, może być również więź uczuciowa. Znane jest np. powiedzenie Taylleranda, iż dla kobiet ważna jest pozycja, pieniądze i jakaś ułomność mężczyzny, która wzbudza w nich odczucia macierzyńskie. Związki sadomasochisfyczne, w których partnerzy dobierają się na zasadzie przystosowania do struktur sadystycznomasochistycznych osobowości. Związki z bogatą więzią seksualną, w których osoba dotknięta wspomnianym kompleksem wyrównuje poczucie nieatrakcyjności zewnętrznej atrakcyjnością w roli partnera seksualnego. KOMPLEKS MEDUZY Według mitologii greckiej Meduza była córką Foryksa, mądrego starca morskiego, i była bardzo piękna. Kiedy oddała się Posejdonowi w świątyni Ateny, bogini była oburzona profanacją i zamieniła Meduzę w potwora o płonących oczach, których spojrzenie zamieniało człowieka w kamień. Jej krew z lewej strony ciała wskrzeszała zmarłych, a z prawej miała wielką moc niszczącą. Syn Danae i Zeusa - Perseusz, wielki bohater mitologii, uciął głowę Meduzie unikając patrzenia jej w oczy (zasłonił się tarczą), a z kropel jej krwi wylęgły się jadowite węże. Tyle mitologia. Motyw Meduzy nie ograniczył się jedynie do mitologii 150 i znany jest w literaturze i sztuce europejskiej jako symbol kobiety fatalnej, groźnej, zniewalającej. W psychologii i seksuologii kompleks Meduzy oznacza reakcję lękową mężczyzny, której bodźcem wyzwalającym jest wyraz oczu, mimika kobiety. Mężczyzna mający w sobie pogotowie lękowe w przypadku zetknięcia z mimiką kobiety, którą odbiera zagrażające, może ujawniać różne formy lęku: lęk obezwładniający, jakby stan zahipnotyzowania, zniewolenia, strachu lub lęk pobudzający do agresji, walki. Przy okazji chciałbym wspomnieć, że w niektórych przypadkach przestępstw seksualnych bodźcem wyzwalającym był właśnie kompleks Meduzy, a agresja była formą panicznej obrony ze strony mężczyzny. Na podstawie danych z literatury naukowej oraz własnych badań mogę wyodrębnić następujące, typowe przyczyny rozwoju kompleksu Meduzy: Uwarunkowania wczesnodziecięce, np. reagowanie lękiem na mimikę matki, która karała ostrym spojrzeniem. Uwarunkowania lękowe na mimikę kobiet, które karciły spojrzeniem, reagowały w ten sposób krytycznie, odrzucały uczuciowo - np. kobiety z kręgu rodziny, nauczycielki, sympatie. Zakodowane reakcje lękowe z nieudanych kontaktów seksualnych, kiedy partnerka ujawniała wyrazem oczu swoją dezaprobatę, rozczarowanie, gniew, wściekłość. Poczucie niższości i małej wartości w roli męskiej i seksualnej oraz wynikające z nich wyczulenie na mimiczne reakcje kobiet, często interpretowane jako odrzucenie, ośmieszenie, złość, agresja. Podświadomy mit kobiety fatalnej, czyli postawa ambiwalencji, lęk wobec kobiecości. Kompleks Meduzy jest zatem utrwaloną postawą zagrożenia i lęku, a w sprzyjających okolicznościach wyzwala reakcję lękową. Należy do jednej z przyczyn trudności i zaburzeń seksualnych, trudności w kontaktach z kobietami, nieśmiałości wobec nich. Może być również przyczyną zachowań agresywnych, a nawet sadystycznych. Mężczyzna studiuje mimikę kobiecą i odbiera z niej informacje o postawie wobec siebie. Łatwo można sobie wyobrazić, iż często odbierane sygnały mimiczne są zniekształcane przez lęk i wówczas przypisuje się danej kobiecie nieprawdziwe uczucia, postawy. Może się również zdarzyć, iż odbiera się trafnie sygnały wyrażające negatywne postawy i uczucia, ale reakcja na nie jest nadmiernie silna, zabarwiona lękiem. Jeżeli dokładniej przyjrzymy się temu zjawisku, to należy przyznać, iż kompleks Meduzy nie jest egzotycznie rzadkim zjawiskiem. 151 Najczęściej jest on przełamany w wyniku udanej więzi uczuciowej, akceptacji ze strony partnerki, satysfakcjonującego współżycia seksualnego. Potwierdzenie siebie jako mężczyznypartnera eliminuje ten kompleks, który - podobnie jak inne - zostaje rozładowany. U niektórych mężczyzn pozostaje w formie zniekształconej, zmienionej i np. spotykamy go w twórczości artystycznej (np. nienaturalne eksponowanie mimiki kobiecej), literackiej (dokładne opisy mimiki, wyrazu oczu kobiet), w snach. U innych mężczyzn pozostaje jako wyczulenie na mimiczne wyrażanie postaw przez kobiety. Z powyższego zdaje się wynikać, że tylko mężczyźni reagują lękiem na mimikę kobiet, co nie jest prawdą. Wiele kobiet ma podobne reakcje wobec mimiki męskiej i podobną genezę rozwoju tego lęku. Rzecz w tym, że nazwy kompleksów i zespołów zostały stworzone przez mężczyzn i kompleks Meduzy w odwróceniu ról czeka na swoją nazwę. Jest jednak pewna różnica. Kompleks Meduzy ma określone tradycje kulturowe, a w przypadku reakcji lękowych u kobiet tego typu tradycji w kulturze Zachodu nie spotyka się. Lęk wobec mimiki męskiej jest u kobiet bardziej nerwicową reakcją, najczęściej zakodowaną w procesie wychowania w rodzinie, kiedy posłać ojca budziła lęk. Lęk ten jest przenoszony następnie na innych mężczyzn i może znaleźć szczególne ujście w relacjach seksualnych. KOMPLEKS KAINA W psychologii głębi kompleks Kaina oznacza rywalizację braci o miłość ojca, czego pierwowzorem w naszej kulturze jest biblijny konflikt między Kainem a Ablem. W seksuologii kompleks Kaina poszerza się na zachowanie rywalizacyjne między rodzeństwem, bez względu na płeć, co ma znaczenie w niektórych przypadkach zaburzeń seksualnych, wynikających z trudności nawiązywania więzi uczuciowych, z postawy rywalizacyjnej wobec przedstawicieli tej samej płci. W popularnych opracowaniach z seksuologii pisze się najczęściej o wczesnodziecięcych powiązaniach z rodzicami, rzadziej z rodzeństwem. Jest to o tyle słuszne, iż więź psychiczna z rodzicami jest 153 jakby małrycą więzi uczuciowych w wieku dojrzałym. Pięknie i przejrzyście pisze o łym A. Kępiński w "Psychopatologii życia seksualnego". Rola pierwszych, rodzinnych doświadczeń jest łułaj bezsporna, chociaż nie są one jedyne i przesądzające. Warło jednak zwrócić uwagę na rzadziej opisywany, ale istniejący kompleks Kaina. Na przykład badania Nastovicia potwierdziły powiązanie rywalizacji między rodzeństwem z późniejszymi przejawami aspiracji, postawy rywalizacyjnej wobec tej samej płci, zawiści, zazdrości, agresywności w kontaktach międzyludzkich. Tak więc rywalizacje z życia rodzinnego przenoszą się na późniejsze związki z ludźmi i np. niejedno małżeństwo powstało z potrzeb prestiżowych, z konieczności udowodnienia innym swego powodzenia. Podobnie i wzajemne odbijanie partnerów, szukanie wyróżnienia u osób znaczących, może być następstwem pierwotnych doświadczeń. Kompleks Kaina może przyjąć nawet tak dziwaczne formy, jak rywalizacja małżonków o akceptację i miłość u dzieci. W jaki sposób powstaje kompleks Kaina? W życiu rodzinnym nakładają się na siebie różnorodne oddziaływania i więzi uczuciowe między wszystkimi członkami rodziny. W czteroosobowej rodzinie mamy do czynienia z 12 związkami. Można to przedstawić graficznie. Więzi między rodzeństwem są uzależnione od innych powiązań. W naszym życiu uczuciowym świadomie czy podświadomie preferujemy pewne cechy drugiej osoby i dlatego nigdy nie jesteśmy w stanie kochać wszystkich członków rodziny jednakowo. Miłość, nawet najbardziej sprawiedliwa, ma zawsze charakter subiektywny. Dziecko pytane, kogo z rodziców kocha bardziej,' zazwyczaj odpowiada, że jednakowo. Jest to jednak albo dyplomacja, albo życzenie, ale nigdy obiektywna rzeczywistość. Więź między rodzeństwem jest jeszcze bardziej skomplikowana. Ważny jest tu wiek, płeć, typ charakteru, pozycja w rodzinie itd. J. Quitton pisze o tym następująco: "Brat może, ale nie musi być przyjacielem ... "braterstwo" stanowi oczywiście doskonały grunt do przyjaźni, ale w takim wypadku więzom krwi i wspomnień musi towarzyszyć świadoma akceptacja tra-154 dycji, dążenie do wypełnienia wspólnego zadania ... Jest to możliwe jedynie w wieku bardziej dojrzałym i na skutek długotrwałego i podświadomego odkrywania... To wszystko można odnieść do sióstr, z tą jednak różnicą, że zgodnie z naturą kobiecą w grę wchodzi tu nie tyle koleżeństwo, co jakaś wspólnota, jedność. Dlatego też, gdy między siostrami zabraknie miłości, panuje między nimi większa zazdrość... ... Jeśli chodzi o stosunki między bratem a siostrą... stosunki między ludźmi różnej płci, w których nie ma w ogóle mowy o miłości cielesnej, stanowią jeden z uroków życia rodzinnego, dowód uduchowienia ludzi. Dla młodego człowieka wielkim jest szczęściem, jeśli ma siostrę bliską wiekiem i upodobaniem... Można nawet zadać sobie pytanie, czy obecność w gronie rodzinnym braci i sióstr nie jest najdoskonalszą szkołą miłości". Historia dowodzi, że właśnie przyjaźnie między bratem a siostrą były najbardziej twórcze, rzadziej spotyka się je między rodzeństwem tej samej płci. Z rywalizacji między braćmi rodzi się nienawiść, czego przykładem jest historia Abla i Kaina. Nie przeprowadzano dotąd dokładnych badań, jaki to ma wpływ na przyszłe życie małżeńskie i seksualne. Nie ulega jednak wątpliwości, że rywalizacje znajdują swoje odbicie w pewnych postawach wobec innych, w strukturze potrzeb, w patologii typu nerwicowego. Najgorzej, gdy kompleks Kaina staje się podstawowym kierunkiem, motorem działania. Zazdrość, zawiść, ambicje mogą niszczyć zdrowie psychiczne. Rywalizacje prowadzące do współżycia seksualnego, do małżeństwa, są szczególnie niebezpieczne, ponieważ współpartner staje się narzędziem negatywnych dążeń. Udowodnienie innym odbywa się kosztem drugiej osoby, a w końcu i samego siebie. Rodzący się żal, rozgoryczenie, poznanie połowiczności swych sukcesów obraca się przeciwko kozłowi ofiarnemu, jakim jest współpartner. Są to najbardziej zakamuflowane przyczyny konfliktów seksualnych i małżeńskich, niewiele bowiem z początku wskazuje, że u ich źródeł leżą wczesnorodzinne układy rywalizacyjne przeniesione w życie dorosłe. Koncentracja na układzie konfliktowym niczego wówczas nie rozwiązuje, jedynie zmiana rywalizacyjnych postaw na twórcze, współpracujące, jest optymalnym rozwiązaniem. SZTUCZNA STYMULACJA Samozaspokajanie się seksualne przy użyciu sztucznych narzędzi jesł jedną z form łzw. samogwałtu (masturbacji, ipsacji). Rodzaj używanych narzędzi bywa bardzo różny i znane są z wielu kultur przykłady posługiwania się bardzo wymyślnymi urządzeniami. Pomysłowość ludzka potrafi być niewyczerpana i korzysta z tak szerokiego wachlarza możliwości, że nieraz oscyluje na granicy zdumienia i podziwu. W miarę postępu techniki wprowadza się w tym zakresie nowe udoskonalenia i w sexshopach można zobaczyć najwymyślniejsze cacka z własnym napędem. W niektórych krajach Zachodu produkcja wspomnianych urządzeń ma skalę masową i konkurencja mobilizuje do coraz bardziej skomplikowanych wynalazków. Do ich reklamy zatrudnia się różnych specjalistów, którzy "naukowo" dowodzą wyższości sztucznej stymulacji seksualnej nad naturalną itp. Badania socjoseksuologiczne wskazują jednak, ze ta forma samozaspokajama się ma nadal (na szczęście) charakter marginesowy, cho-156 ciąż w ciągu ostatnich lat w niektórych krajach Zachodu kilkakrotnie wzrosła procentowość tej formy współżycia. Podczas ostatnich kilku spotkań z młodzieżą niejednokrotnie zadawano mi pytania, czy używanie narzędzi ma patologiczny czy prawidłowy charakter, czy w przyszłości może nastąpić umasowienie tych praktyk, co jest ich przyczyną? Jakie są najczęstsze motywy stosowania sztucznej stymulacji! Trudności w osiąganiu harmonii współżycia, w dostosowaniu swych potrzeb seksuajnych i potrzeb ars amandi. Samozaspokajanie się jako forma zastępcza, zamiast współżycia, jako jedyna forma zaspokajania potrzeb seksualnych. Uleganie modzie, nowości, konformizmowi. Trudności w nawiązywaniu związków heteroseksualnych, przewaga tendencji ,,od" ludzi - wówczas człowiek kieruje się ku sobie i dąży do samowystarczalności. Przewaga negatywnych postaw wobec płci odmiennej; wówczas (przy braku tendencji homoseksualnych) rozwija się potrzeba samowystarczalności, niezależności. Powstanie uwarunkowań odruchowych, impnnting seksualny - jeżeli nawet przypadkowe doświadczenie ze sztuczną stymulacją wyzwoli intensywne doznania seksualne, których nie było dotąd. Potrzeba wyrafinowania seksualnego... Jak więc wynika z tego opisu, motywy bywają bardzo różne: od biologicznych uwarunkowań do mechanizmów społecznych. Zdecydowanie dominują dwa motywy: samozaspokajanie się zamiast współżycia i uwarunkowania fizjologiczne, ponieważ sztuczna stymulacja dostarcza intensywniejszych bodźców erotycznych, konkurencyjnych niekiedy wobec typowej, heteroseksualnej stymulacji. Następstwa tej formy zaspokajania potrzeb seksualnych są różne: Rozwinięcie się uwarunkowania fizjologicznego bardziej ekscytującego od heferoseksualnej ars amandi. Technicyzacja współżycia (w sensie dosłownym) i pozbawienie go charakteru więziotwórczego, poczucia wspólnoty. Przewaga postawy ,,od" nad "do" partnera. Koncentracja na przyjemnościowoorgazmowym sensie seksualizmu i stopniowa utrata jego sensu partnerskiego. Oddzielenie seksu od miłości. 157 Często pada pyłanie, "czy na dłuższą metę takie metody nie wpłyną na fizyczną, a potem duchową niezależność" od partnera. Rodzący się niepokój jest więc sygnałem ostrzegawczym, że ewolucja związku rozwija się w niepożądanym kierunku. Jak dotąd w gabinetach seksuologicznych niewielu jest tego typu pacjentów, co z jednej strony wynika z małego upowszechnienia się tego typu sztucznej stymulacji, z drugiej - z braku poczucia niepokoju i zagrożenia. U tych, którzy proszą o poradę, podając jako motyw stosowania sztucznej stymulacji większą intensywność doznań erotycznych, konieczne jest przeanalizowanie życia seksualnego od jego pierwszych uwarunkowań, więzi uczuciowej i seksualnej z partnerem oraz dokładnego przebiegu ars amandi. Jak dotąd, w większości przypadków udaje się zmienić uwarunkowanie przez zmianę charakteru współżycia i postaw wobec seksu, partnera i własnej w nim roli. U wielu osób, które cel i sens współżycia seksualnego łączą z doznawaniem przyjemności, intensywnością doznań erotycznych, po pewnym czasie powstaje uczucie niedosytu i potrzeba więziotwórczej relacji, co jest przecież wyrazem natury współżycia, potrzeby miłości. Sztuczna stymulacja seksualna jest przeszkodą w realizacji tego celu. RYGORYZM SEKSUALNY U niektórych ludzi życie seksualne podlega tak wielu ograniczeniom, że zatraca spontaniczność, naturalność, pogodę. Eros jest wówczas surowy i złowieszczy. W Dekalogu najważniejsze staje się VI przykazanie i jego przekraczanie przez innych jest niewybaczalne. Swoboda obyczajowa równoznaczna jest dla nich z upadkiem świata, a wyrafinowanie czy perwersje seksualne - z największymi przestępstwami. Domagają się wówczas surowych kar, tworzenia obozów itp. Wspomniany