opowiadania. Moim wydawcą był Jerzy Giedroyć. .

-Żadne takie - zaprotestował kierowca ze środka. - Na klientkę czekam. W tym momencie ludzie z gdyńskiego pociągu zaczęli wychodzić. Razem z nimi pojawiła się na zewnątrz pani od owej zatrzymanej taksówki, podeszła do niej i wsiadła. Trzej kierowcy obok zawahali się, taksówka z panią ruszyła. Do pierwszej na postoju podszedł jakiś młody człowiek z ciężkimi tobołami. Janeczka i Pawełek, zagapieni na tamtą interesującą scenę, ocknęli się nagle. - Teraz! - syknęła dziko Janeczka. Pawełek nie zwlekał. Między taksówkami zaczęli przechodzić ludzie, zasłonili go, kierowcy dalszych samochodów wpatrzeni byli jeszcze w tamtą odjeżdżającą taksówkę i w trzech swoich kolegów, wracających do wozów. Młody człowiek wepchnął już toboły na tylne fotele. Okazja wydawała się wymarzona. Zręcznym ruchem Pawełek podsunął się pośpiesznie do tyłu pierwszej taksówki, przeciągnął dłonią po czubku parasolki Janeczki, wycelował tym czubkiem w bok opony i całym ciężarem wsparł się na rączce. Syk powietrza w uszach Janeczki zabrzmiał bez mała dźwiękiem trąby jerychońskiej. Pawełek poczuł mrowienie na plecach, omal nie wypuścił parasolki z ręki. Wyrwał ją z opony, zachowując jeszcze dość przytomności umysłu, żeby nie cofać się i nie odskakiwać, od razu pobiegł dalej, za ludźmi, kierującymi się do przystanków autobusowych. Opona zaczęła klęsnąć. Kierowca nie zauważył tego od razu, nie przechodził do tyłu, usiadł za kierownicą, pasażer razem z bagażami już był w środku. Ruszyli, przejechali zaledwie trzy metry, kierowca zatrzymał, wyskoczył, obiegł samochód i na widok siedzącego koła zaklął okropnie. Pasażer rozłościł się, wysiadł również i zaczął wywlekać swoje toboły. - Na nic - powiedział ponuro spłoszony Pawełek, kiedy siostra znalazła go na parkingu za przystankami autobusowymi, i rozwarł spoconą dłoń, w której cały czas kurczowo ściskał ochronną tuleję. - Syczy koszmarnie! - No owszem - przyznała Janeczka. - Zdążyłam pożałować okropnie, że zapomnieliśmy tego tranzystora. Myślałam, że całe miasto usłyszy, ale okazuje się, nie. Wcale nie zwrócili uwagi, dopiero jak ruszał. Pawełek nasadził tuleję na ostry dziób.. - To przypominajka! - wyjaśnił. - Babcia wie, że wciąż o czymś zapominam, a ta kulka daje znać, że czegoś zapomniało się zrobić. Zobaczcie, trzyma się ją mocno... o, tak... i jeśli zrobi się czerwona... - twarz mu się wydłużyła, bo przypominajka nagle zmieniła barwę na szkarłatną - . to znaczy, że o czymś się zapomniało... Neville próbował sobie przypomnieć, o czym zapomniał, kiedy Draco Malfoy, który właśnie przechodził koło ich stołu, wyrwał mu kulkę z ręki. Harry i Ron zerwali się na nogi. Już mieli rzucić się na Malfoya, kiedy pojawiła się profesor McGonagall, która zawsze potrafiła dostrzec, że coś się święci.. - kompletny brak jakiejkolwiek logiki,. - Słucham.. Rzeczy.

Partners

Kategorie

Losowe: